Dodaj do ulubionych

"Frasyniuk: Morawieccy walczyli z komunizmem? :O)

18.01.20, 15:06
Jeden wyjechał, o drugim nic nie słyszałem"

Beata Maciejewska

18 stycznia 2020 | 07:21

Za moich czasów mówiło się, że komunizm odciska na mózgu swą matrycę. Jak widać, u Mateusza Morawieckiego wykonano tę operację wyjątkowo starannie - mówi Władysław Frasyniuk, legenda walki z komuną.

Rozmowa z Władysławem Frasyniukiem

Beata Maciejewska: Komunistyczni sędziowie wychowali sobie następców – twierdzi premier Mateusz Morawiecki w wywiadzie dla „Die Welt”. Ciągle zresztą opowiada, że w sądownictwie nie było rozliczeń z komunizmem, to już obsesja. W 2018 r. pokazywał wykonane w latach 70. czarno-białe zdjęcie Edwarda Gierka z członkami Socjalistycznego Związki Studentów Polskich, twierdząc fałszywie, że jedna z widocznych na zdjęciu kobiet to Małgorzata Gersdorf, prezes Sądu Najwyższego.
Beata Maciejewska

Władysław Frasyniuk: Morawiecki bierze na siebie duże ryzyko. Każdy może dostać taką etykietkę, on też. Chodził do peerelowskiej szkoły, studiował na peerelowskim uniwersytecie, więc zapewne uczyli go komuniści, a potem postkomuniści. Czyli jest komunistycznym bękartem. A jego dzieci i wnuki będą bękartami postkomunistycznymi.

Za moich czasów mówiło się, że komunizm wyciska na mózgu swą matrycę, i u Morawieckiego wykonano tę operację wyjątkowo starannie. Przypomnę, że przekonywał świat, że za zbrodnię katyńską odpowiedzialni są Niemcy. Propagandowa matryca!

Premier Morawiecki w historii zbyt biegły akurat nie jest, lista jego wpadek jest długa i kompromitująca. Ale widać, że trzyma się zasady: historia magistra vitae. To nie byłoby takie złe, gdyby nie wymyślał tej historii.
– Jesteśmy pokoleniem wykształconym i wychowanym przez poprzedni system, co ma oczywiście konsekwencje. Mamy świadomość, że łatwiej wywalczyć wolność granic niż stać się wolnym człowiekiem. Takie wypowiedzi premiera Morawieckiego tylko ujawniają tęsknotę za dawnym systemem. Zarządzanie było wtedy takie proste, pierwszy sekretarz – którego PiS ma na Nowogrodzkiej – wydawał polecenie i wszyscy się temu podporządkowali, od premiera przez przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej po prezesów sądów.

PiS to kalka PZPR – dzielą społeczeństwo, żeby łatwiej było rządzić, wskazują wroga, marzą o wymianie elit i stworzeniu nowych obywateli. Okropny język, uruchamiający konflikt, agresję, nienawiść, odwet.

Prawdziwy przywódca, lider buduje zespół motywacją opartą na przyszłości,pozytywnym przekazie, a nie na wiecznych rozliczeniach i podejrzeniach.

A jeśli przeszłość motywuje skuteczniej? W milion samochodów elektrycznych czy 3 miliony mieszkań wybudowanych do 2030 r. trudno uwierzyć. Łatwiej umeblować na nowo przeszłość. Senator PiS prof. Jan Żaryn wyłożył jasno, że po 1989 r. tkwiliśmy w „zbiorowym marazmie”, bo „elita intelektualna (…) nie była w ogóle zainteresowana, żeby w państwie polskim dopominać się (…) o reprezentowanie tej wykładni polskiej historii, która jest zgodna z naszym zbiorowym, wspólnotowym oczekiwaniem”. Ale teraz wystarczy, że władza w imieniu suwerena sformułuje wspólnotowe oczekiwanie i zastosuje odpowiednią wykładnię.
– Dzięki takim ludziom jak Mateusz Morawiecki mówienie o współczesnej historii Polski staje się nieznośne. Ludzie już nie chcą tego słuchać, bo ilość głupot wypowiedzianych przez ostatnie 30 lat zabija to, co jest w naszej przeszłości najlepsze. W ciągu dwustu lat mieliśmy tylko trzy zwycięskie powstania. Dwa lokalne – wielkopolskie i śląskie, a trzecie powstanie narodowe – Solidarności.

Ma pan rację, ludzie już nie chcą słuchać o „Solidarności”, tym bardziej że dawno przestała być narodowa, a stała się partyjną przybudówką. I co, mamy ją nieść na sztandarach? Razem z hasłami o „złodziejach i komunistach, z których śmieje się cała Polska”, jak to pięknie wyłożył na Marszu Wolności i Solidarności Jarosław Kaczyński?

– Nie chcą słuchać o „S”, ale nic o niej nie wiedzą. Ludzie nie mają poczucia sukcesu, dumy, wiary w siebie, we wspólnotę. Są podzieleni, zniechęceni. Najbardziej brakuje mi radości z tego, co się dzięki „Solidarności” udało zrobić. Czcimy ciągle ofiary i porażki. Owszem, szlachetną, ale jednak przegraną walkę oraz martwych bohaterów. W technologii obchodzenia świąt narodowych dominuje wzorzec martyrologiczny: śpiewamy „Janek Wiśniewski padł”, a potem idziemy do kościoła, żeby się modlić nie za żywych, tylko za poległych.

Nie ma pozytywnej emocji. Może się kiedyś pojawi polski Tarantino, który nakręci „Dawno temu w Polsce”, ale na razie wszystko widzimy w czarnych barwach. Klęska, zdrada, męczeństwo.

Pan też opowiada o więzieniu. O biciu, izolatkach, przesłuchaniach, czyli cenie, którą się płaciło za sprzeciw. Dokładniej, którą nieliczni zapłacili, ale liczni żałują, że nie mają w CV takiego wpisu.
– Niech mnie pani nie wkurza, moje więzienne opowieści to zwykle relacje z pierwszych dwóch minut wydarzenia. Wtedy jest ciekawie, czasem śmiesznie. Bo jak już powiedziałem do naczelnika więzienia per „łysy chuju” albo odmówiłem wiórkowania podłogi potłuczonym szkłem, to wpadali, bili. Więc potem nie ma o czym opowiadać.

Ale nie mam z tym żadnego problemu, a opowiadam, żeby ludzie się nie bali. Masz poczucie, że racja jest po twojej stronie, że robisz to, bo tak trzeba – z poczucia przyzwoitości, wartości, odpowiedzialności za swoją rodzinę, przyjaciół, kraj – to wszystko wytrzymasz. Ba, będziesz miał poczucie zwycięstwa, bo zachowałeś się jak trzeba.

Profesor Modzelewski wspominał w autobiograficznej książce „Zajeździmy kobyłę historii”, że został wychowany w przekonaniu o więziennej nobilitacji. Mury, kraty, kajdanki – uczciwy człowiek musi być na to gotowy. A wnuk i syn łagierników ma więzienie w genach.
– Tak, bo to nie przymus, to wybór. Możesz nic nie robić, choć to wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa, a możesz walczyć.

Pięknie powiedziane, ale nie miał pan żadnej gwarancji na wygraną.
– I co z tego? A Modzelewski miał? Szczerze mówiąc, myślałem, że do końca życia będę odsiadywał kolejne wyroki. „Solidarność” przywróciła ludziom godność. Kiedy zostałem przewodniczącym Zarządu Regionu, prof. Mieczysław Zlat i Olek Labuda powiedzieli mi: „Pamiętaj, jesteś człowiekiem wybranym w demokratycznych wyborach. Ludzie zdeponowali w tobie swoje marzenia”. Ludzie mają prawo do strachu, przywódca nie. I ja byłem gotów zrobić wszystko, żeby tej godności, tych marzeń bronić.

Godność, marzenia, odpowiedzialność przywódcy... Brzmi jak ze szkolnej czytanki. Naiwnie, ale miał pan 26 lat, gdy zaczął walczyć o te marzenia.
– Chce pani powiedzieć, że nie miałem wyobraźni, za to zbyt dużo brawury? Owszem, byłem młody. Lech Wałęsa, który miał 11 lat więcej, wydawał się „leśnym dziadkiem”. Ale szybko dojrzałem. Zwinęli mnie w październiku 1982 r. po 10 miesiącach poszukiwań przez SB. Miałem 28 lat, jak pierwszy raz poszedłem do więzienia.

Prokurator żądał 10 lat, sąd wymierzył 6 lat. Nie ma pan poczucia krzywdy, żalu? A może premier Morawiecki ma jednak rację?
– Jestem przekonany, że podwójnie nie ma racji, bo ci sędziowie i prokuratorzy ze stanu wojennego budzili właśnie motywację w młodszym pokoleniu, żeby nie dopuścić do sytuacji, w której stracą niezawisłość i będą występować w roli funkcjonariuszy państwowych, podległych władzy wykonawczej, zawsze dyspozycyjnych.

Ja myślę dobrze o ludziach, uważam, że większość ma potrzebę bycia przyzwoitymi. Chcą być wolni. Nawet w komunistycznym systemie walczyli o zachowanie człowieczeństwa.

Obserwuj wątek
    • benek231 "Frasyniuk: Morawieccy walczyli z komunizmem?:O)-2 18.01.20, 15:13
      Raz mi się zdarzyło, gdy mnie pobili w więzieniu, lekarz rozebrał mnie i opisał każdą ranę. Mnie to w niczym nie mogło pomóc, on to zrobił, żeby być w porządku wobec własnego sumienia. Ale i we mnie budował przekonanie, że warto.

      W peerelowskich sądach spotkałem ludzi, którzy walczyli o sprawiedliwość i poszanowanie prawa. Pamiętam pierwszy proces i moich obrońców – mecenasów Henryka Rossę i Stanisława Afendę. Mówiłem o konspiracyjnej działalności związkowej, lecz podnosiłem, że jest legalna. W przeciwieństwie do stanu wojennego, który jest niezgodny z Konstytucją PRL, Aktem Końcowym KBWE i konwencjami międzynarodowymi.

      Z Konstytucją PRL? Dziwnie to brzmi.
      – Wiem, ale to było ważne. To nie ja złamałem prawo. To ludzie kierujący państwem je pogwałcili.

      Przed rozprawą powiedziałem mecenasowi Afendzie, że chcę podnieść kwestię pogwałcenia konstytucji przez dekret o stanie wojennym i musi mnie do tego przygotować, przynieść mi notatki. „Wtedy dostanie pan więcej”, ostrzegł Afenda, ale oświadczyłem, że się zgadzam. Mecenas na to, że on to powie, jest prawnikiem i na nim ten obowiązek spoczywa. Ponosił dramatyczne konsekwencje. Dlatego chciałem to wziąć na siebie, bo i tak było wiadomo, że pójdę siedzieć.

      Afenda był legendą. Wnuk i syn adwokatów, wybitny cywilista i człowiek o wielkiej odwadze cywilnej. Ówczesny minister sprawiedliwości zawiesił mu za obronę „politycznych” prawo wykonywania zawodu. Ale na tej sali sądowej był jeszcze sędzia, który dał 6 lat, wysłuchawszy mowy mecenasa Afendy, pytającego, czy jest rzeczą słuszną, aby pod koniec XX wieku ponosić karną odpowiedzialność za to, że się inaczej myśli! I prokurator Andrzej Kaucz, żądający dla pana 10 lat więzienia. A pan się po latach z nim pogodził.
      – Bo ludziom trzeba dać szansę. Już podczas przesłuchania Kaucz mnie uprzedził: „Panie Władysławie, dostałem takie polecenie na piśmie z Warszawy. Podczas procesu sąd da od 8 do 6 ”. Ktoś z zewnątrz może dziś sobie myśleć „a to chuj skończony”, ale mi to bardzo pomogło. Mogłem się przygotować psychicznie, oswoić z czekającą mnie odsiadką.

      Na procesie rzeczywiście dostałem 6 lat. A w czasie mojego pobytu w areszcie Kaucz dwukrotnie uchronił mnie przed prowokacją SB, umarzając „kręcone” przeciwko mnie postępowania karne: o zastraszanie przesłuchującego oficera SB i znacznie poważniejsze: o próbę wywołania buntu.

      Nie jest prawdą, że do dziś sądzą „zbrodniarze w togach”, czyli osoby, które dopuściły się celowego łamania prawa pod dyktando władz PRL. I premierowi pozostaje tylko wygłaszanie ideologicznych głupstw o wychowankach komunistów. Ale prawdą jest, że samooczyszczenie środowiska sędziowskiego nie zaspokoiło społecznego poczucia sprawiedliwości.
      – Wielu miało do mnie pretensje, że wstawiłem się za Kauczem. W 1990 r. zadzwonił do mnie ówczesny minister sprawiedliwości Aleksander Bentkowski z pytaniem, czy jeśli jednak zostawią go na stanowisku, to dolnośląska „Solidarność” nie ogłosi strajku.

      Uważam, że Kaucz jak nikt wykorzystał drugą szansę, którą dostał. Odpracował swoje dawne życie z nawiązką, był wybitnym fachowcem od przestępstw gospodarczych, znakomitym urzędnikiem w Ministerstwie Sprawiedliwości.

      Był krytyczny wobec zmian wprowadzonych przez Zbigniewa Ziobrę, mówił o tym, że polityczna uległość stała się sposobem na robienie kariery. I przestrzegał przed zastraszaniem postępowaniem dyscyplinarnym.
      – Bo to wszystko przerobił w PRL-u. Był młodym prawnikiem, zaczął dopiero swoją karierę zawodową, wiedział, czym się kończy praca pod politycznym batem. Ja nie mam pretensji, że Stanisław Piotrowicz był prokuratorem w stanie wojennym i oskarżał działaczy opozycji. Ja mam pretensję, że w wolnej Polsce nie wykorzystał swojej szansy. Demokracja dała mu drugie życie, ale on wrócił do przeszłości, nie buduje państwa prawa, tylko PRL-bis, łamie Konstytucję RP.

      Piotrowicz zrobił z siebie właściwie bohatera. Konrad Wallenrod PRL-u. Nie oskarżał opozycjonisty Antoniego Pikula, tylko go ratował przed karzącą ręką reżimu. A Pikul szkalował Piotrowicza, bo ten stał się twarzą reformy wymiaru sprawiedliwości. Czysty kabaret. I wielu ludzi w to wierzy.

      – Powtórzę raz jeszcze: bo my bardzo mało wiemy o „Solidarności”, stanie wojennym, opozycji. Nie odróżniamy „internatu” od więzienia, nie wiemy, jak wyglądały struktury opozycyjne. Ludzie zmieniają sobie życiorysy, ubarwiają, dorabiają swoją historie.

      Gdy znika perspektywa więzienia za przekonania polityczne, wszyscy stają się bohaterami. A im głośniej krzyczą, tym bardziej stają się zauważalni.

      Mateusz Morawiecki też ma piękną autoprezentację. „Dla jednych wciąż być może jestem bankowcem, dla drugich pozostaję jednak chłopakiem z »Solidarności Walczącej«, który pod okiem esbeków miał kopać grób w lesie, zaznał »rosyjskiej ruletki« i ukrywał się w szpitalu, żeby zdać maturę” – mówił w 2017 r., w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”. Wywiad ukazał się 13 grudnia.
      – Mateusz Morawiecki miał w stanie wojennym… 13 lat. Ale ta jego wypowiedź mnie nie dziwi, to poczucie wyższości, które przebija się przez tę autoprezentację, jest charakterystyczne dla całej „Solidarności Walczącej”. Jeśli ja będę konfabulował, to mnie szybko zdemaskują, bo o „Solidarności” jest sporo opracowań. Za to „SW” obrosła głównie mitami. Tak się zakonspirowali, że nikt nic o nich nie wie.

      O rzekomej ruletce i grobie nigdy nie słyszałem, o szpitalu – owszem. Chętnie bym się dowiedział od MM, co to był za szpital, bo na ortopedii, laryngologii czy kardiologii na pewno nie leżał. Jestem też ciekawy, czy Mateusz Morawiecki znalazł oraz postawił przed sądem tych, którzy go prześladowali i kazali kopać ten grób, bo może ci bandyci pracują w bankach albo w administracji publicznej. Jak rozliczać, to rozliczać!

      Kornela Morawieckiego otaczała aura silnego przywódcy, prowadzącego swoich żołnierzy na krwawy bój. Walczącego ze wszystkimi. Jego ludzie przysięgali „wobec Boga i Ojczyzny”, że jak będzie taka potrzeba, poświęcą życie dla „wolnej i niepodległej Rzeczpospolitej Solidarnej”. W gdyńskiej stoczni zbudowali prototyp karabinu maszynowego według instrukcji CIA. Konstruowali bomby.
      – Błagam... Za chwilę usłyszę, że to organizacja większa niż AK i bardziej zdeterminowana. Karabin maszynowy, bomby i jeszcze może celowniki optyczne na podczerwień.

      Szef bezpieki gen. Czesław Kiszczak twierdził po latach, że Morawiecki i Andrzej Kołodziej zostali aresztowani nie za działalność polityczną, ale za posiadanie rzeczy, które miały służyć działalności terrorystycznej.
      – Na początku 1983 r. SB aresztowała „bombowców” z Zagłębia Miedziowego, górników z „Solidarności”, którzy podkładali ładunki wybuchowe, żeby zaprotestować przeciwko wprowadzeniu stanu wojennego i brutalnym represjom w Lubinie. Zostali poddani wyjątkowo okrutnemu śledztwu, byli bici, torturowani, a potem stanęli przed sądem, z procesu wyszli już inwalidami.

      Morawiecki z Kołodziejem dostali paszporty i w kwietniu 1988 r., gdy wolność stała za progiem, wyjechali. To tyle na temat ich „działalności terrorystycznej”.

      Nie zamierzam ich jednak rozliczać. Uważam, że zamiast wałkować, jaką kto miał przeszłość, powinniśmy popatrzeć wreszcie w przyszłość.

      To się tak łatwo nie uda.
      – Uda się, jeśli pojawią się przywódcy, którzy patrzą do przodu, a nie wstecz. Stoimy jako Polacy i Europejczycy przed wielkimi wyzwaniami, ale też szansami rozwojowymi. Kryzys klimatyczny, starzenie się społeczeństw, powracający populizm, to wszystko wyzwania, od których nie uciekniemy, a na które obecny rząd nie ma żadnych odpowiedzi.

      • benek231 "Frasyniuk: Morawieccy walczyli z komunizmem?:O)-3 18.01.20, 15:17
        To się tak łatwo nie uda.
        – Uda się, jeśli pojawią się przywódcy, którzy patrzą do przodu, a nie wstecz. Stoimy jako Polacy i Europejczycy przed wielkimi wyzwaniami, ale też szansami rozwojowymi. Kryzys klimatyczny, starzenie się społeczeństw, powracający populizm, to wszystko wyzwania, od których nie uciekniemy, a na które obecny rząd nie ma żadnych odpowiedzi.

        Ale z drugiej strony globalizacja, możliwości przemieszczania się, nowe technologie, które w sposób niesłychany ułatwiają nam życie, rozwój medycyny. Proszę zobaczyć, ile szans przed nami. Musimy jednak pamiętać, że życie to ciągła walka, o poprawę życia, o wartości, o sukces. Walka o demokrację nigdy się nie kończy. Ludzie odchodzą, ale wartości i wyzwania pozostają.

        To, co jako społeczeństwo musimy teraz zrobić, to postawić tamę tej ogromnej dewastacji, którą funduje nam PiS. Historia jest nauczycielką życia, to prawda, ale ci, którzy nami teraz rządzą, wyciągnęli z niej błędne wnioski. Dlatego muszą odejść.

        Rozmawiała Beata Maciejewska


        wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,25607119,frasyniuk-morawieccy-walczyli-z-komunizmem-blagam-jeden-wyjechal.html

        W koncu ktos odbrazowil nieco tych Morawieckich. Choc po mlodszym juz na pierwszy rzut oka widzialem, ze to deciak, i picus-glancus.
        • t_ete Komentarze po wywiadzie 19.01.20, 14:28
          "Do czytania wywiadu z Frasyniukiem na Facebooku zachęcała wrocławska przedsiębiorczyni, prywatnie jego żona, Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk. Pod jej postem głos zabrała Anna Morawiecka:

          "No czytajcie, czytajcie... I przypominajcie sobie jak fighter W. Frasyniuk z tzw. >>kanapką<< na brzuchu i plecach demonstrował we Wrocławiu w obronie więźnia politycznego Kornela Morawieckiego... faktycznie coś mu piętno na mózgu odcisnęło..." - napisała siostra premiera i córka zmarłego niedawno Kornela Morawieckiego.

          Jej słowa skomentował m.in. internauta Jerzy Serafin: "To ma być rzeczowa, merytoryczna krytyka? Rozumiem, że może Pani odczuwać głęboką niezgodę na taką czy inną opinię wypowiadaną przez W. Frasyniuka. Ma Pani pełne prawo podejmować z tymi sądami dyskusję. Ale to, co powyżej Pani zaprezentowała, to słowa zwyczajnie obraźliwe, a nie dyskusja".

          Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk również odniosła się do słów Anny Morawieckiej.

          "Pani Anna Morawiecka skomentowała mój post z wywiadem Władka w Gazecie Wyborczej. (...) Odpowiadam: Pani Anno, rozumiem, że to podziękowanie i przeprosiny dla W. Frasyniuka. Podziękowanie za obronę ojca w czasach, kiedy niewielu miało odwagę bronić kolegów, mimo ich słabości, a przeprosiny głównie za brata, który pluje na bohaterów i niszczy demokratyczne państwo prawa".


          wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,25613282,ostry-komentarz-anny-morawieckiej-i-cieta-riposta-magdaleny.html
    • maksimum Frasyniuk i benek sa za glupi na demokracje 18.01.20, 16:27
      benek231 napisał:

      > A może premier Morawiecki ma jednak rację?[/b]

      > – Jestem przekonany, że podwójnie nie ma racji, bo ci sędziowie i prokuratorzy
      > ze stanu wojennego budzili właśnie motywację w młodszym pokoleniu, żeby nie dop
      > uścić do sytuacji, w której stracą niezawisłość i będą występować w roli funkcj
      > onariuszy państwowych, podległych władzy wykonawczej, zawsze dyspozyc
      --------------
      Sedzia jest ,byl i bedzie zwyklym funkcjonariuszem panstwowym.

      Roznica,ktorej takie barany jak wy nie rozumiecie polega na tym,ze TERAZ sa wolne wybory,ktorych patologia jak wy nie akceptuje.

      CALA wladza w panstwie jest w rekach wyborcow,a nie tylko ustawodawcza i wykonawcza.

      Wasze skarlowaciane,patologiczne rozumki nie pojmuja,ze wladza sadownicza nie moze byc z poprzedniej epoki,kiedy nie bylo wolnych wyborow.

      Swiat sie zmienia,a patologia zostaje umyslowo w komunie.
      • sinevajirapag Re: Frasyniuk to ten znany 19.01.20, 10:39
        oleg3 napisał:

        > bokser? Tera w Gazecie za autorytet robi?
        Znany jest przede wszystkim z tego, że

        "Działalność polityczna do 1989[edytuj | edytuj kod]
        W sierpniu 1980 był uczestnikiem strajku w MPK w Zajezdni nr 9. Następnie wstąpił do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”. Od grudnia 1980 członek ogólnopolskiego Komitetu Obrony Więzionych za Przekonania[2]. W 1981 był delegatem na I Wojewódzki Zjazd Delegatów Regionu Dolny Śląsk, a także delegatem na I Krajowy Zjazd Delegatów związku z Gdańsku. Od czerwca do października 1981 był członkiem Krajowej Komisji Porozumiewawczej, następnie zasiadał w Komisji Krajowej. 30 czerwca 1981 został przewodniczącym zarządu regionu.
        Po wprowadzeniu stanu wojennego uniknął zatrzymania w sopockim Grand Hotelu. W latach 1981–1982 kierował niejawnym Regionalnym Komitetem Strajkowym Dolny Śląsk. W 1982 i ponownie od 1986 do 1987 wchodził w skład Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej.
        5 października 1982 został aresztowany. 25 listopada tego samego roku skazany wyrokiem Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu na karę 6 lat pozbawienia wolności. Osadzony był w Zakładzie Karnym w Barczewie (uczestniczył w proteście o status więźnia politycznego, skazany został wyrokiem Sądu Rejonowego w Olsztynie na 10 miesięcy pozbawienia wolności za obrazę naczelnika więzienia) oraz w Zakładzie Karnym w Łęczycy. 27 lipca 1984 został zwolniony na mocy amnestii.
        31 sierpnia 1984 został zatrzymany i następnie skazany przez kolegium do spraw wykroczeń na 2 miesiące aresztu, osadzony w Areszcie Śledczym we Wrocławiu, zwolniony 31 października tegoż roku. 13 lutego 1985 został aresztowany (wraz Bogdanem Lisem i Adamem Michnikiem) w Gdańsku po spotkaniu z Lechem Wałęsą. Wyrokiem Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku skazany został na 3 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności, zwolniony we wrześniu 1986 na mocy amnestii.
        W latach 1987–1990 przewodniczył Regionalnej Komisji Wykonawczej, do 1989 był członkiem Krajowej Komisji Wykonawczej, następnie przez rok należał do prezydium związku. W 1989 brał udział w plenarnych rozmowach Okrągłego Stołu. Był członkiem Komitetu Obywatelskiego „Solidarność”. Nie kandydował do Sejmu kontraktowego.
        Działalność polityczna od 1989[edytuj | edytuj kod]
        Na początku lat 90. zasiadał w radzie miasta Wrocławia. W latach 1991–2001 z ramienia UD i UW przez trzy kadencje sprawował mandat poselski. W I...…………… i td, i td
        pl.wikipedia.org/wiki/Władysław_Frasyniuk
        Chciałbyś być tak znany jak Frasyniuk ale lepiej rzucić gównem.
      • dachs Re: Frasyniuk to ten znany 19.01.20, 12:51
        oleg3 napisał:

        > bokser? Tera w Gazecie za autorytet robi?

        Kiedyś Frasyniuka opluwał Urban. Na szczęście te czasy minęły/


        --
        Bóg wygnał wprawdzie człowieka z raju, ale w dobroci swojej dał mu za to psa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka