Dodaj do ulubionych

Kacyk i w PiSie pozostanie kacykiem :O)

13.04.20, 15:32
bo taka juz jego natura.

Osoby Wyższego Rzędu, czyli państwo nomenklaturowo-kastowe Jarosława Kaczyńskiego

Wojciech Maziarski
12 kwietnia 2020 | 09:30

Patrzcie, młodzi, i uczcie się, jak wyglądają rządy partyjnych sekretarzy stojących ponad prawem.

– Uczestnicy uroczystości smoleńskich powinni byli zachować między sobą większe odstępy – powiedział minister zdrowia Łukasz Szumowski, dając do zrozumienia, że mamy do czynienia z problemem o charakterze epidemiologicznym.

Fałsz.

Ciasno zbita gromada pisowskich dygnitarzy, którzy pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego uczestniczyli w obrzędach ku czci jego brata, to sprawa ustrojowa, a nie medyczna. Tak przejawia się funkcjonowanie systemu kastowo-nomenklaturowego. To manifestacja samej istoty państwa PiS.

Nie mieliśmy z czymś takim do czynienia od 1989 r. Całe pokolenie wyrosło, nie wiedząc, jak to działa – więc teraz może się naocznie przekonać. Patrzcie, młodzi, i uczcie się, jak wygląda państwo partyjnych sekretarzy stojących ponad prawem.

W takim państwie przepisy krępują tylko poddanych, a nie rządzących. Przedstawiciele nomenklatury mogą więc śmigać limuzynami, a pospólstwo ma im ustępować drogi. Gdy przedstawicielowi plebsu zdarzy się nieszczęśliwie wyjechać na szosę, akurat kiedy pędzi nią wóz wiozący Osobę Wyższego Rzędu, plebejusz musi się liczyć z oskarżeniem, że to on jest sprawcą kolizji.

Izolacja jest dla plebsu, nie dla sekretarzy
W warunkach epidemii w państwie nomenklaturowo-kastowym przeciętny członek plebsu jest wystawiony na samowolne działania represyjne patroli policyjno-wojskowych, które mogą wedle własnego uznania wlepiać mandaty za przechodzenie czy przejeżdżanie rowerem w miejscach niedozwolonych. Nawet to, czy te miejsca są rzeczywiście niedozwolone, też jest często pozostawione do decyzji funkcjonariuszy polujących na ofiary i pilnujących, czy ojciec z dzieckiem albo mąż z żoną zachowują na ulicy odstęp dwóch metrów. I czy rzeczywiście mieli dostateczne uzasadnienie, by wyjść z domu.

Ale przedstawicieli nomenklatury to nie dotyczy. Oni mogą wychodzić z domu i iść pod pomnik smoleński ramię w ramię. Jarosław Kaczyński może nawet odwiedzać – tak jak to zrobił w Wielki Piątek – grób matki na zamkniętym dla plebsu cmentarzu Powązkowskim.

„Rozdzielniki zamknięte”, czyli deficytowe dobra dla uprzywilejowanych
W państwie nomenklaturowo-kastowym przedstawiciele warstwy rządzącej oraz ich rodziny mają zagwarantowany dostęp do dóbr deficytowych, takich jak cytrusy i mięso (w PRL) czy opieka medyczna (w państwie PiS). Temu właśnie celowi służyło opublikowane na stronie Rady Ministrów rozporządzenie premiera rozszerzające zakres dodatkowych świadczeń medycznych przysługujących najważniejszym osobom w państwie i – to warte podkreślenia – członkom ich rodzin. Rozporządzenie zagwarantowało im dostęp do niemal pełnej opieki zdrowotnej bez skierowania i natychmiast – o ile będzie tego wymagał stan ich zdrowia. Gdy sprawę ujawniła „Wyborcza”, dokument został szybko ukryty.

Skandal wokół tych przywilejów lekarskich wybuchł już w okresie epidemii, więc przedstawiciele rządu szybko wysłali list do redakcji: „Informujemy, że prace nad rozporządzeniem rozpoczęły się w połowie 2019 roku. Zmiany te nie mają więc nic wspólnego z epidemią koronawirusa w Polsce”.

Tu akurat można przedstawicielom władzy wierzyć – przywileje warstwy rządzącej w systemie nomenklaturowo-kastowym rzeczywiście nie są związane z takim czy innym wydarzeniem, lecz wynikają z samej istoty tego systemu, który, by móc się utrzymać, musi zapewnić lepsze warunki życia ludziom, na których się opiera.

I oczywiście ich rodzinom, małżonkom, dzieciom, rodzicom, a w miarę postępów w budowie systemu – także dalszym pociotkom.

Warto zacytować dziennikarza i historyka Andrzeja Krajewskiego, który w książce „Rzemieślnicy, badylarze, cinkciarze” opisał powstanie systemu odrębnej dystrybucji dóbr dla nomenklatury w PRL, podkreślając rolę rodzin:

„Polowanie na towary stało się stałym elementem codziennej egzystencji nie tylko zwykłych obywateli, ale nawet wysoko postawionych funkcjonariuszy partyjnych. Czyniło to codzienne życie coraz trudniejszym. W końcu zbuntowały się żony notabli. Ich protest sprawił, że szefa wywiadu wojskowego gen. Wacława Komara obarczono osobistą odpowiedzialnością za dostarczanie dóbr rodzinom przywódców. Przeważnie chodziło o takie artykuły, jakie przed wojną oferowały klientom każde szanujące się delikatesy, czyli: mięso, wędliny, ryby, owoce egzotyczne. Dostęp do nich stał się tak ważny, że Biuro Polityczne postanowiło utworzyć pod egidą Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego sieć specjalnych sklepów, nazywanych oficjalnie »rozdzielnikami zamkniętymi«.

Z tych placówek handlowych, wzorowanych na sklepach istniejących od lat 20. w ZSRR, mogli korzystać jedynie klienci posiadający odpowiednie przepustki. Do tego grona szczęśliwców należało ledwie 10 tys. osób z partyjnej nomenklatury oraz mała grupa użytecznych dla reżimu przedstawicieli cenionych zawodów, m.in. pisarzy, muzyków, malarzy, reżyserów filmowych, naukowców i lekarzy. Codziennie robili oni zakupy w »rozdzielnikach zamkniętych«, których okna zasłaniały, w obawie przed gapiami, grube żółte firany”.

Tak to się zaczęło w latach 40. XX wieku, a końcówkę tego systemu w latach 70. i 80. pamiętają jeszcze ludzie urodzeni w głębokim PRL. Młodszym trzeba jednak przypomnieć, jak to wyglądało pod koniec istnienia tego państwa, opartego na systemie zorganizowanej korupcji nomenklaturowej.

Proszę sobie wybrać tancerkę na noc
Węgier Attila Szalai, mieszkający wówczas w Warszawie, opisał wizytę węgierskiej delegacji partyjno-państwowej w Polsce wiosną 1980 r. Goście odwiedzili m.in. zamek w Golubiu-Dobrzyniu, gdzie urządzono dla nich przyjęcie. Szalai relacjonuje:

„Do zamku ściągnięto personel przebrany w średniowieczne stroje, a na dziedzińcu już 72 godziny przed przybyciem gości zaczęto piec mięsiwo. Stoły uginały się od smakołyków, których przeciętny obywatel w sklepach nie mógł kupić. Gdy węgierska delegacja pojawiła się na zamku, zamknięto bramy, podniesiono most zwodzony i zaczęło się przyjęcie. Oprócz pieczonego wołu atrakcją był ludowy zespół pieśni i tańca. Po występie odprawiono jego męskich członków, a węgierskim gościom powiedziano, że każdy może sobie na noc wybrać jedną artystkę. Węgrzy nie skorzystali z propozycji utrzymanej w iście feudalnym duchu i pojechali nocować do hotelu w mieście”.

Właśnie tak to wyglądało pod koniec PRL. Jednak zanim państwo nomenklaturowo-kastowe osiągnęło dojrzałą formę, minęło kilka dekad. Obserwując postępy PiS w budowie podobnego systemu, można przypuszczać, że pójdzie mu to znacznie szybciej.

No i oczywiście trzeba też brać poprawkę na ducha epoki i gusta rządzących. Komuniści zapraszali zespoły ludowe, bo uwielbiali folklor. PiS woli disco polo.

wyborcza.pl/7,75968,25864476,osoby-wyzszego-rzedu-czyli-panstwo-nomenklaturowo-kastowe-jaroslawa.html
Teraz stalo sie dla mnie jasne dlaczego Kretyn spisial. Tez chcialby zapracowac sobie na przyszlosc chocby w roli nomenklaturowego pucybuta. Dla chleba, panie...


Obserwuj wątek
    • benek231 Kacyk i w PiSie pozostanie kacykiem :O) 13.04.20, 18:56
      Wojciech Maziarski napisal:

      Patrzcie, młodzi, i uczcie się, jak wyglądają rządy partyjnych sekretarzy stojących ponad prawem.
      **
      Na kacykarskie zapedy Kaczynskiego zwrocilem uwage gdy wchodzil na mownice "poza trybem" - wydalo mi sie to dziwnie znajome.
      Teraz, po wystepach klero-faszystow przed "schodami", oraz na Powazkach, nie mialem juz watpliwosci, ze mam do czynienia z kacykiem. On siedzial w Kaczorze od czasow komuny - w jego marzeniach zalapania sie do nomenklatury. I w koncu wylazl z niego teraz, podczas wspomnianych wystepow. Jak sloma z butow w koncu wylazl.
      Kacyk to taki bardziej lub mniej lokalny dzierzymorda, ktoremu wolno wiecej niz innym, ktory wrecz oczekuje i zada by jemu nalezalo sie wiecej i lepiej, nalezalo sie jak psu zupa czyli bez zbedniego myslenia na ten temat. A Kaczynski juz wie, ze jest duzym dzierzymorda, wiec niewatpliwie jest i badzo waznym kacykiem, jesli nie najwazniejszym.

      No ale co ja tam wiem skoro to moze na niego, oprocz pisiorow, czekali takze wszyscy "wolnosciowcy" sniacy w snach i na jawie o zafundowaniu sobie, i innym, jakiejs malej monarchii. A Kaczynskiemu wystarczy teraz korone na ten tlusty leb wsadzic by zadowoleni byli nie tylko pisiory ale tez spora czesc reszty "polskiej prawicy. katolickiej".
      Domyslem sie, ze Kretyn z Olegiem3, i z Piqiem sa w siodmym niebie no bo co krol to krol - nawet jesli dziad i pokraka.
    • benek231 Czy Kaczyńskiego czymś opryskują :O) 14.04.20, 08:35
      Czy Kaczyńskiego czymś opryskują przeciw koronawirusowi?

      Bartłomiej Kuraś
      14 kwietnia 2020 | 07:02

      Świąteczna aktywność prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego oburzyła nie tylko przeciwników obozu politycznego, który obecnie rządzi Polską. Poruszenie - na pewno nie mniejsze niż w miejskim elektoracie - wywoła też w gminach na południu Małopolski, gdzie mieszkańcy hołdują bardziej tradycyjnym wartościom i gdzie PiS notuje najwyższe poparcie.

      – Bo powiedzcie, jak to jest, że mi wszyscy tłuką do głowy, bym siedziała w domu, nawet na cmentarz nie chodziła znicz zapalić na grobie męża. A temu Jarosławowi cmentarz specjalnie otwierają, tylko dla niego, choć wcześniej zamknięty. To ja postanowiłam już się nikogo nie słuchać i też pójść na cmentarz. A niech mi tylko ktoś spróbuje zwrócić uwagę, że źle robię. To im zaraz powiem, że jak tu ogromna większość na PiS głosuje, to niech popatrzą pierwsze, co ich prezes, którego za wzór wszystkim stawiają, wyprawia. Że się tak nie wstydzi łamać tych wszystkich zakazów, które rządzący z jego przyzwolenia powprowadzali – usłyszałem od 85-letniej pani Marii z Podhala, gdy składaliśmy sobie nawzajem życzenia.

      Na cmentarz mimo zakazu
      Z relacji dobiegających z Podhala czy Beskidów wynika, że sporo osób zachowanie prezesa Kaczyńskiego zdenerwowało, a niektórzy odebrali je jako przyzwolenie na łamanie wprowadzonych przez rząd obostrzeń. Bo skoro prezes może iść na cmentarz mimo zakazu, to czemu i góral nie miałby zapalić świeczki na grobie swego przodka na Pęksowym Brzyzku?

      – I jeszcze w Wielki Piątek, w który akurat przypadła 10. rocznica katastrofy smoleńskiej, to paradowali na tym placu w Warszawie tak blisko siebie, jakby żadnego zagrożenie nigdzie nie było. To wygląda tak, jakby tego Jarosława Kaczyńskiego czymś pryskali, dezynfekowali cały czas, żeby się do niego ten koronawirus nie przyczepił – dzieli się swoimi spostrzeżeniami pani Maria. I zauważa: – A ten nasz premier apelował, żeby się nie spotykać na święta, że on sam bez mamy będzie świętował. Ale z prezesem to się spotkał!

      Pod pomnikiem
      Nie wiadomo, czy sztabowcy PiS mieli jakikolwiek wpływ na to, że w czasie pandemii w Wielki Piątek spore grono osób z tej partii pojawiło się pod pomnikiem Ofiar Tragedii Smoleńskiej, a następnie specjalnie dla Jarosława Kaczyńskiego otwarto cmentarz na Powązkach. Wiadomo tylko, że postawa prezesa wzbudziła powszechne oburzenie.

      – Ludzie poczuli się, jakby ktoś z nich zadrwił. A tego się łatwo nie zapomina – uważa pani Maria.

      krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,25866288,a-kaczynskiego-czyms-opryskuja.html?_ga=2.140532852.713096622.1584779069-214425431.1529977133#S.main_topic-K.C-B.2-L.1.glowka
      A tutejsze pisiory wcale tak nie poczuli. Po prostu wypadek przy pracy. Ale tez tylko dlatego, ze znalazl sie jeden krytykant a za nim kilku innych. Prezesowi nalezy sie po prostu - przeciez tyle zrobil dla Polski i Polakow. Sam. Ponadto najzupelniej normalne jest, gdy elita jest specjalnie traktowana. Od tego jest elita, w koncu.

      Wzieli wiec na przeczekanie i zapadli w szuwar. Mysla nad wymysleniem jakiegos zastepczego tematu.

    • benek231 Kaczyński pokazuje nam środkowy palec :O) 14.04.20, 17:50
      Ponad prawem i poza przyzwoitością. Jarosław Kaczyński pokazuje nam środkowy palec

      Karolina Lewicka

      14 kwietnia 2020, 09:13

      Oto Jarosław Kaczyński na Placu Piłsudskiego z kilkunastoma osobami przy boku. Bez maseczek, bez rękawiczek, bez dystansu społecznego i bez zważania na zakaz zgromadzeń powyżej dwóch osób. Oto Jarosław Kaczyński z ochroną na cmentarzu. Wprawdzie nekropolie na czas epidemii zamknięto, ale dla prezesa bramy Powązek szeroko otwarto. A nawet pozwolono mu wjechać autem. Czy władzy wolno więcej?

      Przecież to jest ta władza, dla której tylko „praca, pokora, umiar” się liczą. Która nie zamierza być establishmentem, bo z „elitami” walczy. Politycy PiS to mieli być zwykli ludzie. Żadni odklejeni od rzeczywistości uprzywilejowani beneficjenci. W nieustannej służbie narodowi. Aż tu nagle, w sam środek tej rzewnej opowieści, wkracza prezes. I zachowuje się jak władca absolutny naszego kraju, nie zważając na zakazy i nakazy, które jego własny rząd wprowadził i obwarował wysokimi karami. Skandal? Skandal!

      A dlaczego do niego doszło? Jest kilka odpowiedzi. Po pierwsze: Jarosław Kaczyński nie potrafi funkcjonować samodzielnie w przestrzeni publicznej. Przemieszcza się zawsze - i tak jest od wielu lat - z całą świtą lub choćby przybocznymi, tak jak na rysunku Andrzeja Mleczki: jedna pani pokazuje drugiej na wianuszek ochroniarzy i mówi podekscytowana: „Podobno w środku jest prezes!”.

      Ryszard Terlecki z Mariuszem Błaszczakiem zasłaniają go własnym ciałem w ławach sejmowych, jeśli tylko ktoś niepożądany się do prezesa za bardzo zbliży. Jadwiga Wiśniewska całe lata stała przy prezesie podczas każdej miesięcznicy smoleńskiej, by - w chwili kiedy zdejmował czapkę - usłużnie schować mu ją do swojej torebki. Cesarz u Ryszarda Kapuścińskiego miał swojego poduszkowego. Prezes miał swoją torebkową. Kaczyńskiego wożą, Kaczyńskiemu przynoszą obiad do biura i zakupy do domu. Kule potrzebne po operacji kolana dostarcza pod drzwi sam dyrektor szpitala.

      Pamiętam taką scenę, sprzed półtora roku. Kaczyński spotkał się na korytarzu sądu w Gdańsku z pozwanym przez niego Lechem Wałęsą. Panowie wymienili złośliwości. Ale nagle prezes zorientował się, że stoi sam, bo adwokat właśnie gdzieś sobie poszedł, a ochrony nie było. Jakże Kaczyński był tą sytuacją przestraszony! Kiedy jeszcze jakiś zwolennik byłego prezydenta coś do niego powiedział, prezes od razu zaczął się domagać „interwencji” od policjantów! Żeby go ktoś zasłonił i ochronił.

      Kaczyński nie potrafi funkcjonować sam, dlatego niemożliwe jest, by gdziekolwiek ruszył się bez swojego dworu. Przy czym jest i druga strona medalu - wokół ma wielu takich, którzy koniecznie chcą być blisko. Blisko ucha prezesa. To świadczy o sile i pozycji, znów jak na etiopskim dworze Hajle Sellasje: „O takim, kogo wpisano na listę orszakową, inni mówili z zazdrością i podziwem: patrzcie, ten będzie chodził w orszaku! A jeśli wyróżnienie to spotkało go wiele razy, dostojnik ów stawał się czcią otoczonym weteranem orszakowym”.

      Sasin, Suski, Brudziński, Sobolewski z wielką ochotą tworzą orszak prezesa, bo uczestnictwo w nim ich tworzy i daje profity.

      Po drugie, Jarosław Kaczyński robi to, co robi, bo może. Bo jego otoczenie jest mu bezwzględnie podporządkowane i zawsze gotowe, by uczynić zadość wszelkim jego fanaberiom. Poza tym zawsze i wszędzie znajdą się i tacy ludzie, którzy - jeśli tylko władza czegoś chce - to posłusznie jej pomagają, a już na pewno Reytanem się nie rzucą. Jedni otworzą bramy cmentarza dla wyjątkowego gościa, inni nie zauważą, że kuzyn Kaczyńskiego - zaprawdę, powiadam wam! - nie mógł w piątek wykonywać na Placu Piłsudskiego żadnych służbowych obowiązków.

      Po trzecie, Jarosław Kaczyński nie poważa prawa, nawet tego, które sam ordynuje. Zapewne Państwo pamiętają, że obecną prezes Trybunału Konstytucyjnego wybrano niezgodnie z ustawą, którą sam PiS napisał i uchwalił. Prawo jest dla maluczkich. Nie dla prezesa, on jest ponad to. Liczy się jego wola. Oczywiście, taka postawa nie ma nic wspólnego z demokracją. Bo w demokracji władza powinna się samoograniczać.

      A jeśli się rozbestwi, to powinna pokutować, kajać się i przepraszać. Gdyby jakiś lider prawdziwie demokratycznego kraju został przyłapany w takiej sytuacji, w jakiej został prezes Kaczyński, to musiałby się bić w piersi, a może i pójść do Canossy. Ale nie u nas, obecnie w Polsce władza robi to, co jej się żywnie podoba, a naród w swej masie daje temu zielone światło.
      I po czwarte wreszcie, opinia publiczna jest Jarosławowi Kaczyńskiemu całkowicie obojętna. Uważa bowiem, że wyborców można kupić lub ogłupić, a jakąś krytyczną cząstką można się nie przejmować. Ostatnio Jarosław Gowin porównywał stosunek Tuska i Kaczyńskiego do sondaży. Stwierdził, że Tusk trzymał się kurczowo słupków sondażowych, a Kaczyński jest zupełnie innym typem polityka. „On bardzo głęboko wierzy w słuszność tego, co robi, sondaże go w ogóle nie obchodzą” - mówił były już wicepremier. Trzy czwarte nie chce wyborów? No i co z tego? I tak pójdą głosować nasi. Większość skrytykuje ostatnie wydarzenia z udziałem prezesa? No i co z tego?

      Nic, faktycznie nic, szanowni Państwo. I to jest najsmutniejsza z możliwych puent.

      natemat.pl/305653,ponad-prawem-jaroslaw-kaczynski-pokazuje-nam-srodkowy-palec
      Nie po to uwalil Kaczynski demokracje - jak szczeniakom wam te demokracje uwalil - by teraz, kiedy moze byc kacykiem, mial sie ograniczac.

      • benek231 Kaczyński pokazuje nam środkowy palec :O) 15.04.20, 20:16
        >> Jadwiga Wiśniewska całe lata stała przy prezesie podczas każdej miesięcznicy smoleńskiej, by - w chwili kiedy zdejmował czapkę - usłużnie schować mu ją do swojej torebki. Cesarz u Ryszarda Kapuścińskiego miał swojego poduszkowego. Prezes miał swoją torebkową. >>
        **
        A ja jestem ciekaw kto obecnie zawiazuje mu na kokarde sznurowki u butow. Bo w to, ze w koncu sam sie nauczyl, oraz potrafi juz - nie wierze.
    • benek231 Znaczy znowu macie limuzyny, Najmilsi :O) 15.04.20, 08:28
      Chodzący ideał demokracji przedstawicielskiej chodzi na cmentarz

      Wojciech Maziarski
      14 kwietnia 2020 | 22:02

      Już nie tylko szampana lud pije ustami swoich przedstawicieli. Także na cmentarz pan prezes chodzi w imieniu narodu.

      „Prezes Jarosław Kaczyński i towarzysząca mu niewielka delegacja reprezentowali symbolicznie tych wszystkich, którzy co roku brali udział w uroczystościach rocznicowych, a którzy z powodu epidemii nie mieli takiej możliwości w tym roku” – zakomunikowała rzeczniczka PiS Anita Czerwińska. Tak odpowiadała na zarzuty, że szef jej partii mógł w Wielkanoc swobodnie odwiedzać groby na zamkniętym cmentarzu, podczas gdy inni obywatele byli tego pozbawieni.

      Aaa, chyba że tak… Teraz już rozumiem: prezes chodził na cmentarz w imieniu Ilony Łepkowskiej, która takiej możliwości nie miała. Niewdzięcznica! Zamiast się go czepiać, powinna mu podziękować.

      Analogicznie: premie, które „się po prostu należały”, członkowie rządu Beaty Szydło odebrali w imieniu mas pracujących, które takiej możliwości nie miały. Radujcie się, pracobiorcy i prekariusze!

      Dwie wieże w Warszawie prezes PiS chciał postawić w zastępstwie tych Polaków, którzy nie mają dostatecznej zdolności kredytowej, by pożyczyć w banku pieniądze na własne mieszkanie.

      A krewni i znajomi ludzi władzy obejmujący intratne stanowiska w państwowych spółkach reprezentują nas wszystkich. W gruncie rzeczy to jest tak, jakbyśmy to my sami kierowali tymi wszystkimi Orlenami i bankami.

      Przypomina się definicja z czasów komunizmu: „Limuzyna to pojazd mechaniczny dwuśladowy, którym klasa robotnicza porusza się za pośrednictwem swych demokratycznie wybranych przedstawicieli”.

      wyborcza.pl/7,75968,25869471,chodzacy-ideal-demokracji-przedstawicielskiej-chodzi-na-cmentarz.html#S.main_topic-K.C-B.2-L.1.glowka
      "Wolnosciowcy" i inni "wrogowie socjalizmu" uparcie trzymaja wode w pyskach. I bardzo dobrze.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka