Dodaj do ulubionych

Jak panstwo bezprawia wypiera panstwo prawa :O)

11.05.20, 18:57
Prawdziwi detektywi. Posłowie PO na tropie wyborczego przekrętu

Agata Kondzińska, Iwona Szpala
11 maja 2020 | 15:46

Cały schemat decyzji najważniejszych urzędników w państwie wygląda jak w mafii, gdzie wszyscy mają świadomość, że uczestniczą w przestępstwie, dlatego nie zostawiają żadnych śladów na piśmie, wszystko jest na gębę

Pięć dni temu. Radio RMF FM.

– Ile kosztował druk kart? – dziennikarz pyta wicepremiera Jacka Sasina.

– Wiem, natomiast nie mogę tego po prostu powiedzieć – odpowiada minister. Powie „w momencie, gdy dojdzie do zawarcia stosownych umów”, a dzisiaj jeszcze te negocjacje trwają.

Wczoraj. Radio Plus.

– Jakie koszty poniosło państwo polskie w związku z wyborami, których nie było? Pytam zwłaszcza o druk kart – dziennikarz do Jacka Sasina.

– Ja w tym procesie akurat nie uczestniczyłem. Decyzję podjął premier Morawiecki, kierując się głęboką odpowiedzialnością za państwo.

– Ale ile to kosztowało? – dopytuje dziennikarz.

– Nie mam takiej wiedzy, trzeba zapytać PWPW – odpowiada Sasin, który od kilku tygodni jest numerem jeden kopertowego głosowania wymyślonego przez PiS.

Wybory lekarstwem na koronawirusa
Historia organizacji pocztowych wyborów zaczyna się 16 kwietnia. Tego dnia premier Mateusz Morawiecki wysyła dwa pisma. Wyraźnie się spieszy, są niechlujne. Jedno idzie do Poczty Polskiej, której szef rządu zleca „realizację działań w zakresie przeciwdziałania COVID-19, polegających na podjęciu i realizacji niezbędnych czynności zmierzających do przygotowania przeprowadzenia wyborów prezydenta RP w trybie korespondencyjnym”.

Drugie do Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych z zadaniem „realizacji działań w zakresie przeciwdziałania COVID-19, polegających wydrukowaniu odpowiedniej liczby kart do głosowania, instrukcji głosowania korespondencyjnego oraz oświadczeń o osobistym i tajnym oddaniu głosu na karcie do głosowania niezbędnych do przeprowadzenie wyborów prezydenta RP w 2020 r.”.

W obu Morawiecki tłumaczy się „koniecznością ochrony zdrowia i życia osób biorących udział w wyborach”.

Nadzorcą dla Poczty jest wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin. To on ma podpisać umowy ze spółką i znaleźć pieniądze w budżecie. Nad zadaniami PWPW czuwa minister spraw wewnętrznych Mariusz Kamiński, także ma zapewnić finansowanie, podpisać umowę.

Morawiecki zleca usługi państwowym spółkom, chociaż Sejm nie uchwalił jeszcze przepisów o powszechnym głosowaniu korespondencyjnym. Powołuje się na inne prawo. To specustawa, która mówi, jak ograniczyć skutki rozprzestrzeniania się epidemii, daje też premierowi nowe uprawnienia. Może wydawać polecenia m.in. osobom prawnym, a taką jest spółka skarbu państwa. Decyzje „podlegają natychmiastowemu wykonaniu z chwilą doręczenia lub ogłoszenia i nie wymagają uzasadnienia".

Według prawników Instytutu Prawa Karnego Morawiecki po ustawę o COVID nie mógł sięgnąć. W ekspertyzie piszą, że takie działania „nie wyczerpują przesłanki zapobiegania COVID-19”.

Ale administracyjna machina rusza na podstawie dwóch decyzji premiera.

Wchodzą, a tam urna
Wszystkim się spieszy. 16 kwietnia, gdy tylko decyzja Morawieckiego dociera do Poczty, nowy prezes spółki Tomasz Zdzikot pisze do ministra Jacka Sasina. Pismo jest krótkie, zaledwie dwie strony. Na pierwszej wylicza wyborcze zadania: przygotowanie, doręczenie i dystrybucja pakietów wyborczych, pozyskanie spisów wyborców, zorganizowanie skrzynek pocztowych, odbiór kopert w dniu głosowania od osób w kwarantannie lub izolacji, przekazanie pakietów do komisji wyborczych. Druga strona zaczyna się zdaniem „powyższa wstępna kalkulacja została sporządzona w oparciu o przyjęcie następujących założeń…” Zdzikot pisze, co jest potrzebne dla powodzenia misji, m.in.: ochrona „skrzynek nadawczych z pomocą służb, otrzymanie urn wyborczych i spisów wyborców od samorządów”. Dodaje, że zdąży, jeśli „poczta zaciągnie pierwsze zobowiązania do końca bieżącego tygodnia”. Czeka na pieniądze od Sasina, bo „spółka nie posiada zdolności do samodzielnego zapewnienia finansowania dla wykonywania omawianych powyżej zadań”.

Niedługo potem politycy Koalicji Obywatelskiej zaczynają kontrole poselskie – idą po śladach pism premiera Morawieckiego. W Kancelarii Premiera dostają decyzje, którymi szef rządu wciągnął państwowe spółki w wybory. W resortach aktywów państwowych i spraw wewnętrznych szukają umów i korespondencji ministrów Sasina i Kamińskiego z prezesami spółek. Kontrolują Pocztę Polską i Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych.

Sławomir Nitras, jeden z kontrolujących, dostaje pismo prezesa Poczty do Sasina, ale wcześniej spółka usuwa kluczową informację – o pieniądzach.

– Zasłonili górną część korespondencji, dlatego druga strona pisma Zdzikota zaczyna się tak w połowie i bez sensu. Nie chcą powiedzieć, ile wydali ani ile wydadzą, zasłaniali się tajemnicą przedsiębiorstwa.

– Cały schemat decyzji najważniejszych urzędników w państwie wygląda jak w mafii, w której wszyscy mają świadomość, że uczestniczą w przestępstwie, dlatego nie zostawiają żadnych śladów na piśmie, wszystko jest na gębę. A polecenia wydawane są w gronie osób, które ze względu na swój partyjny interes będą milczeć nawet przed prokuratorem – komentuje poseł Jan Grabiec, który też wizytował Pocztę Polską.

To, co udało się wyciągnąć ze spółki, nazywa sieczką, bez szczegółów, bez planu na wypadek reklamacji wyborów.

Posłowie próbują się dowiedzieć, jaki był ciąg dalszy akcji, pytają o umowę z ministerstwem Sasina i o kasę. Słyszą, że Poczta właściwie na nic jeszcze nie wydała pieniędzy, ale ma stuletnią tradycję i na pewno podoła każdemu zadaniu.

Konrad Frysztak, poseł PO, opisuje wizyty w siedzibie spółki PP: – Zawsze przychodzi ten sam oficer polityczny, wtrąca się, przerywa, a wręcz zdarza się, że prowadzi spotkanie za wiceprezesa Poczty, z którym akurat rozmawiamy.

Tak opisuje Marka Makucha, dyrektora zarządzającego pionem kapitału ludzkiego, który dopiero rozpoczyna karierę w Poczcie. To człowiek Jacka Kurskiego, przyszedł z TVP, gdy w kwietniu PiS wymieniał kadry pocztowe na bardziej zaufane.

Pocztowcy dają Frysztakowi pismo z 16 kwietnia, które ma już Nitras. Ale spółka usuwa inne fragmenty: teraz tajemnicą przedsiębiorstwa są zadania Poczty oraz warunki, od których zależy powodzenie jej wyborczej misji. Za to poseł ma odtajnione zdanie „szacowane na dzień 16 kwietnia koszty Poczty Polskiej wynoszą… (zakryte) w milionach złotych brutto i obejmują: …(zakryte)".

4 maja Frysztak umawia się z posłem Michałem Szczerbą, który zapowiedział się na Poczcie z interwencją. – Zapraszają nas do sali konferencyjnej, zapalamy światło, a tu urna – opowiada Szczerba.

Wygląda identycznie jak te, z których korzysta PKW, ma pokaźną naklejkę Poczta Polska. Posłowie pytają, czy spółka kupiła nowe urny na wybory prezydenckie. Słyszą, że nie. Urna stoi, bo akurat Poczta urządzała jakieś własne wewnętrzne wybory.

Posłowie chcą rozmawiać o kosztach - m.in. urnach, workach na karty wyborcze. Domagają się umów, podstawy prawnej zamówień. Pytają też o środki ochrony dla armii listonoszy.

Szczerba: - Najpierw opowiadali, że wszystko, co kupują z powodu wyborów, i tak się przyda. I urny, i worki. Więc Poczta nie ma żadnych kosztów. W trakcie rozmowy jeden z wiceprezesów przyznał się, że bardzo dużo zainwestowali w przygotowania informatyczne, ale nie podał szczegółów. Sprawdzałem ich zamówienia publiczne od 16 kwietnia. Nie ma tam ani systemu informatycznego, ani urn, ani worków.

Posłowie wychodzili ze spółki z obietnicą: dostaną umowę z ministerstwem Sasina, gdy będzie już ustawa o powszechnym głosowaniu korespondencyjnym, a strony umowę sfinalizują.

– Za każdym razem pytania o finansowanie zbywali formułką o tajemnicy przedsiębiorstwa, chociaż eksperci wskazują, że do takiej nie należą zadania publiczne – ocenia Grabiec.

Obserwuj wątek
    • benek231 Jak panstwo bezprawia wypiera panstwo prawa :O) -2 11.05.20, 19:02
      uż wiadomo, że w tym tygodniu Platforma zaskarży tę „tajemnicę przedsiębiorstwa”.

      – Mamy opinię Biura Analiz Sejmowych z 2017 roku, że takie dane nie są tajne. Dlatego w pierwszej kolejności zażądamy, żeby marszałek Sejmu interweniowała o odtajnienie. Jeśli to nie pomoże, będziemy szukać swoich racji w prokuraturze ze względu na utrudnianie naszej pracy poselskiej – zapowiada Konrad Frysztak.

      Bo właśnie schodził minister
      Marcin Kierwiński, Sławomir Nitras i Cezary Tomczyk przeszli przez kancelarię premiera, resort aktywów państwowych, by w końcu umówić się w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, którym kieruje Mariusz Kamiński. Pokój był na trzecim piętrze. Podczas epidemii lepiej nie korzystać z wind, posłowie chcą więc wejść po schodach.

      – Wtedy pani, która nas przyjmowała, zaczęła protestować, że nie, nie… tylko windą. Potem usłyszeliśmy od jednego z pracowników, że gdy jechaliśmy windą, akurat schodził na dół minister Kamiński – opowiada Marcin Kierwiński.

      W MSWiA platformersi nie zwojowali wiele, dostali dwie decyzje Morawieckiego z 16 kwietnia, te, które już znali. Usłyszeli też, że w resorcie nie ma żadnej korespondencji z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych, która ma drukować karty.

      Dopiero później dowiedzą się, że jednak pisma były. – Zostaliśmy oszukani. Mamy pismo MSWiA, w którym twierdzą, że nie prowadzili żadnej korespondencji z PWPW. Zapytaliśmy o to prezesa spółki, odparł, że korespondencja z resortem Mariusza Kamińskiego istnieje – opowiada Kierwiński.

      Panowie, ja nic nie wiem!
      Pierwsze podejście pod PWPW to 30 kwietnia, godzina 14. Cezary Tomczyk z plecakiem, Marcin Kierwiński z plikiem dokumentów, Sławomir Nitras z komórką, nagrywa kontrolę.

      Nitras: - Wchodzimy do spółki, a tam pusto, nikogo. Chodzimy po piętrach, od pokoju o pokoju, nic, tylko jedna sekretarka pracuje.

      W końcu dyrektor działu prawnego informuje, że ma pełnomocnictwa zarządu, więc jest do dyspozycji. Chcą, żeby pokazał im karty wydrukowane przez PWPW, umowy na druk, korespondencję z rządem.

      Nitras do obecnego przy spotkaniu prawnika PWPW: - Czy pan jest upełnomocniony, by przekazać nam dokumenty? Pan blokuje w sekretariacie dostęp do prezesa. Państwo zostaliście wystawieni, by uniemożliwić przeprowadzenie kontroli poselskiej. Gdzie znajdują się karty wyborcze, które państwo wydrukowaliście?

      Tomczyk pyta o umowę z MSWiA.

      Prawnik: - Na żadne z tych pytań wiedzy nie posiadam i nie potrafię odpowiedzieć.

      Powołuje się na tajemnicę przedsiębiorstwa. Posłowie dostaną dokumenty po analizie.

      Platformersi: - Karty wyborcze nie stanowią tajemnicy przedsiębiorstwa. Poprosimy o informacje, gdzie znajdują się umowy z podwykonawcami. Czy zostało to zlecone na podstawie umów czy bez nich?

      Prawnikowi wytykają, że jeśli nie jest w stanie odpowiadać na ich pytania, mimo że jest szefem biura prawnego, to niech ich zaprosi do siebie, wspólnie poszukają umów.

      Prawnik: - Panie pośle, jak już informowałem parokrotnie, na ten moment nie jestem w stanie udzielić odpowiedzi. Poszukujemy tej dokumentacji i ją zbieramy.

      Kierwiński: - Panie dyrektorze, jak to poszukujecie?

      Prawnik: - Panowie, w taki sposób: każdy pracownik ma swoją skrzynkę mailową, pracuje, ma te dokumenty u siebie.

      W końcu prawnik dzwoni do dyrektor biura sprzedaży PWPW. Próbuje dwa razy, ale telefonu nikt nie odbiera. Posłowie obiecują wrócić w poniedziałek.

      Winni będą listonosze
      4 maja. Drugie podejście. Posłowie rozmawiają z prezesem. Dopytują, czy może PWPW kwestionowała legalność polecenia drukowania kart. Prezes zaprzecza, wyjaśnia, że ma przecież decyzję Mateusza Morawieckiego. I jest ustawa o COVID.

      Tomczyk: - Zapytałem: „Gdyby premier kazał PWPW drukowanie dolarów, to też by pan drukował? Odparł, że przykład jest absurdalny. To daję inny - gdyby Morawiecki uznał, że zaraza idzie z Niemiec, to korzystając z ustawy o COVID, możemy nacierać na Berlin? Prezes: „No nie, jakoś sobie tego nie wyobrażam”.

      Posłowie naciskają, żeby PWPW dała umowę na druk 30 milionów pakietów wyborczych. Niczego nie dostają, a prezes przyznaje, że nie ma umowy. Ale będzie, gdy Sejm przegłosuje ustawę o powszechnym głosowaniu korespondencyjnym.

      Następny wątek. Kto dał PWPW wzór karty wyborczej? Prezes wyjaśnia, że wzięli go z Państwowej Komisji Wyborczej.

      Tomczyk zdziwiony: - Jest taka uchwała? O kartach? Dla PWPW?

      Jeden z pracowników przyznaje, że wzięli uchwałę PKW z 24 lutego. Akurat ją ma, pokazuje wzór. Posłowie mówią, że są tam dwa warunki. Na karcie musi być data głosowania i pieczęć PKW. W wersji, którą pokazał jeden z kandydatów na prezydenta, tego brak.

      Posłowie dopytują: kto w PWPW zmodyfikował wzór karty? Słyszą, że stało się to „po konsultacji z odpowiednimi organami”.

      Tomczyk: – Prezes spółki w końcu wyjaśnił: „konsultowaliśmy z ministrem Sasinem”, bo zgodnie z ustawą, której wtedy jeszcze nie ma, to on będzie określał wzór kart do głosowania. Odparliśmy: „no to panowie, wszystko już wiemy”. Grafik z PWPW użył programu Photoshop, potem spółka wydrukowała 30 milionów kart.

      Zamówienie było nawet większe, PWPW miała wydrukować 3 miliony kart ekstra, gdyby jakieś się zniszczyły.

      Nitras: - To jest wydzieranie prawdy z gardła. Oni już mówią, że Sasin niczemu nie winien, no jasne, na końcu okaże się, że winni byli listonosze.

      Wniosek o dymisję ministra
      - Minister Jacek Sasin nie miał nic wspólnego z organizacją wyborów. Nie wydał w tej sprawie żadnych decyzji. Jego jedyną rolą jest to, że nadzoruje Pocztę Polską. Wszystkie decyzje podejmował premier Morawiecki - powiedział w piątek radiowej Trójce Janusz Kowalski, wiceminister w resorcie aktywów państwowych

      Opozycja nie daje wiary i składa wniosek o dymisję Jacka Sasina.

      - Po kontroli mamy pewność, że Sasin był projekt managerem całego zamierzenia – komentuje Tomczyk.

      wyborcza.pl/7,75398,25936476,prawdziwi-detektywi-poslowie-po-na-tropie-wyborczego-przekretu.html#S.koronawirus-K.C-B.2-L.1.male
      Od dawna twierdze, ze PiS to klero-faszystowska banda.
    • benek231 Jak panstwo bezprawia wypiera panstwo prawa :O) 12.05.20, 07:51
      "Cały schemat decyzji najważniejszych urzędników w państwie wygląda jak w mafii, gdzie wszyscy mają świadomość, że uczestniczą w przestępstwie, dlatego nie zostawiają żadnych śladów na piśmie, wszystko jest na gębę"
      **
      W koncu postepuja zgodnie z instrukcjami takze (nie)pisanymi w kk.
    • benek231 Jak panstwo bezprawia wypiera panstwo prawa :O) 12.05.20, 20:01
      No coz, Najmilsi, na waszych oczach, z wasza pomoca oraz poparciem, powstaja rzady ktore w przyszlosci beda poza wasza kontrola, oraz waszych potomnych. Znaczy mozliwe, ze to wam przyszle pokolenia zawdzieczac beda rzady zamordystow. Z racji braku kontroli beda oni krasc, krasc, i jeszcze raz krasc. Komuna - ktorej taki Kretyn nie pamieta, bo jest gowniarzem - przy tych pisiorach to maly pikus. Tez troche kradli ale wowczas w zasadzie chodzilo o czapke sliwek. Bo zbytnio nie mogli sie wyrozniac na tle spauperyzowanego spoleczenstwa. A, ze dzis roznice zamoznosci sa nawet wskazane, badz sa przynajmniej powodem do dumy, wiec nowa pisiorska kasta bedzie rabac podatnika na ile tylko jej sie bedzie udawalo. W dodatku jak najbardziej legalnie, bo klero-faszysci na biezaco beda tworzyc prawa pod upatrzone przekrety - by od poczatku byly legalne. Juz to robia.
      Na waszych oczach, z wasza pomoca i poparciem.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka