Dodaj do ulubionych

Hiszpańskie obrazki. Bezgraniczny postęp

17.06.20, 14:17
To da się wyczytać na gazeta.pl. W dziale s p o r t o w y m

"Ludzie nie umierali na koronawirusa, tylko z pragnienia. Nie miał kto im podać szklanki wody"


Wprowadzono na czas koronawirusa dodatkowy próg konsultacji medycznej przy wzywaniu karetek. Żeby nie wieźć do szpitala i nie narażać na dodatkowe cierpienia m.in. osób w stanie terminalnym. Zasadność wzywania miała oceniać specjalna grupa specjalistów i dziś na wszystkich szczeblach tego systemu trwa gaszenie pożaru i przerzucanie się odpowiedzialnością za to, że tylu osobom odmówiono przeniesienia do szpitala. Koordynator służb sanitarnych w madryckiej autonomii, Carlos Mur de Viu, podał się już do dymisji. Ten system zaleceń już sam w sobie był kontrowersyjny, bo władze próbowały wejść w rolę, którą wypełniają lekarze, i sugerował, jakie decyzje mają podejmować. Ale wszystko skończyło się katastrofą dlatego, że system miał zadziałać przy założeniu, że domy opieki zostaną doposażone najpotrzebniejszym sprzętem szpitalnym. A w rzeczywistości działało tylko ograniczenie przyjmowania do szpitali, doposażanie domów opieki już nie. I niektóre z nich zmieniły się w umieralnie. A teraz trwa sąd nad koronawirusowymi zaleceniami, które uderzyły w najsłabszych i najmniej samodzielnych: kto ponosi główną odpowiedzialność, czy zalecenia były oficjalne, czy nieoficjalne itd. Trwa też przy okazji sąd nad całym systemem domów opieki, który jest w dużej części sprywatyzowany (jednym z potentatów w tej branży jest Clece, firma z imperium prezesa Realu Madryt Florentino Pereza) i już wcześniej było dużo sygnałów, że oszczędza się w nim, na czym tylko się da. Te wszystkie oszczędności zemściły się podczas kryzysu, gdy brakowało personelu albo środków ochrony dla niego, więc wystraszeni pracownicy unikali ryzykownych sytuacji. Jak napisał jeden z komentatorów, wiele osób w domach opieki umarło nie na koronawirusa, ale z pragnienia, bo nie było wśród tej paniki nikogo, kto podałby im szklankę wody.

- Moja mama przeżyła wojnę, powojnie, Franco i pracowała całe życie. Miała ubezpieczenie medyczne i oni tam wiedzieli, że w razie problemów trzeba dzwonić po pomoc. Ale zmarła przez brak opieki - opowiadał Josep Maria Cleville, syn jednej z ofiar, w "El Pais". Takich osób zgłaszających doniesienia o zaniedbaniach są dziś setki. Opowiadają w prokuraturze i mediach o szpitalach, które odmawiały przyjmowania pacjentów już nie tylko nieuleczalnie chorych i niesamodzielnych, ale po prostu starszych niż 75-letni.

Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka