Dodaj do ulubionych

Kłamstwa i manipulacje medialnej narracji

29.10.20, 12:39
W sprawie aborcyjnych ruchawek:

1. "Protest kobiet" - typowy zabieg mający stworzyć wrażenie masowości i powszechności. Ruchawki rozkręcane przez lewackie bojówki (przy oczywiście radosnym współudziale opozycji i wszystkich nienawidzących PiS i Kaczora oraz podlane zawsze gotowymi do "virtue signalling" celebrytami i wystrugiwanymi na poczekaniu "autorytetami") są przedstawiane jako protesty WSZYSTKICH kobiet. Oczywista nieprawda. Nawet jeśli miałaby być to połowa kobiet w Polsce nadal przekaz jest przekłamany. Zresztą tan medialny chwyt jest stosowany i w odwrotnej wersji - np. takie dziesiątki tysięcy Polaków na Marszu Niepodległości będą opisywane jako marsz "nazistów", "narodowców", "kiboli", itd. a nie Polaków. Czyli gdzie trzeba to redukcja do małych, tępionych i stygmatyzowanych grupek, a gdzie trzeba wyolbrzymienie do wszystkich.

2. "Prawa kobiet są zabierane" - ja rozumiem, że zgodnie z ideą marksistowską walka musi się zaostrzać w miarę postępu socjalizmu i feministki (robiące za proletariat zastępczy) po tym jak nie mają już o co naprawdę walczyć (przynajmniej w tzw. świecie zachodnim, bo w państwach arabskich to ich oczywiście nie uświadczysz), to wymyślają sobie nowe cele, ale może mi ktoś wyjaśnić od kiedy to zabijanie swoich nienarodzonych dzieci stało się "prawem kobiety"? "Women's rights are human rights!" - gdzieś mi się przebiło takie hasełko tych protestów. No zgoda. Wskaże mi zatem ktoś z Szanownych gdzie w Prawach Człowieka ("Europejska konwencja praw człowieka", "Powszechna deklaracja praw człowieka", czy który tam dokument jest uznawany za wykładnię) jest coś o prawie do zabijania własnych dzieci?
No i oczywiście co z samym prawem tego dziecka (może i o zgrozo kobiety)? Ono nie jest zabierane w momencie uśmiercania go? Bo tego słonia w menażerii jakim jest konflikt między prawem matki w ciąży, a prawem dziecka w niej poczętego, zdają sie protestujący i wielbiący je media, konsekwentnie nie zauważać.

3. "Piekło kobiet" - o jakim piekle i których kobiet mówimy? Zacznijmy od rozprawienia się z kolejnym wielkim kwantyfikatorem czyli próbą rozciągniecia tegoż "piekła" na wszystkie kobiety. Wszystko zaczęło się od wyroku Trybunału Konstytucyjnego:
trybunal.gov.pl/postepowanie-i-orzeczenia/wyroki/art/11300-planowanie-rodziny-ochrona-plodu-ludzkiego-i-warunki-dopuszczalnosci-przerywania-ciazy
który za niekonstytucyjny uznał Art. 4a ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku, który brzmi:
Art. 4a. 1. Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w
przypadku gdy:
(...)
2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże
prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo
nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu


Wg. statystyk za 2019 rok (pulsmedycyny.pl/oficjalne-dane-o-legalnej-aborcji-w-polsce-1110-zabiegow-przerwania-ciazy-w-2019-r-999603 ) dotyczyło to ok. 1000 kobiet. W Polsce żyje ok. 20 mln kobiet z czego ok. 300-400 tys. było w ciąży w zeszłym roku. 1000 to jest 0,005% pierwszej liczby i jakieś 0,3% drugiej. Tyle jeśli chodzi o powszechneść "armageddonu" i "piekła", o które toczy się tak zażarty bój.

Ktoś może powiedzieć, że te liczby i tak nie zmieniają dramatu tych 1000 kobiet rocznie i innych, które mogą się znaleźć w podobnej sytuacji. Zgadza się, ale chciałem pokazać tylko skalę o której mówimy. Niewątpliwie jest to wiele indywidualnych (ale i rodzinnych!) dramatów. Pytanie tylko czy dramat ("piekło") kobiety związany z faktem świadomości bycia w ciąży z dzieckiem, które POTENCJALNIE jest nieuleczalnie chore i z wadami (tutaj znowu warto podkreślić ewidentne podwójne standardy medialne, które jeśli trzeba będą z lubością wyłuskiwać pojedyncze przypadki np. niesłusznie skazanych na karę śmierci, a kompletnym milczeniem pomijać dziesiątki przypadków fałszywych diagnoz o "nieuleczalnym płodzie", które zakończyło się zupełnie zdrowym i normalnym dzieckiem) i donoszeniem ciąży do końca jest rzeczywiście większy niż dramat ("piekło") związany z usunięciem przedwcześnie tego dziecka w wyniku aborcji (jak to wygląda i z jakimi psychologicznymi konsekewncjami się wiążę też media nie raczą informować tylko wolą nabierać wody w usta).

No i ponownie - co z "piekłem" dziecka (może i kobiety!) rozrywanego na kawałki w wyniku aborcji. Także - jakie piekło i których kobiet? Bo jeśli media (i protestujący) starają mi się wmówić, że donoszenie chorego dziecka = piekło kobiety, a usunięcie go w wyniku aborcji to nic innego jak radosny zabieg, niczym nie różniący się od wizyty u manikiurzystki... to sorry... Nie chodzi mi o licytowanie się na dramaty i to który jest większy, a który mniejszy, ale o PRAWDZIWE przedstawianie sprawy.

4. "Kaczor wprowadza stan wojenny" - to tak tylko na koniec bo uznałem to za wyjątkowo bezczelny (ale i zabawny) przykład medialnej hucpy i kreowania rzeczywistości. Jeszcze w niedzielę i poniedziałek wiadome media donosiły rozemocjonowane o "masowych protestach kobiet" z co i rusz przebijającymi się zdjęciami protestujących z napisami "TO JEST WOJNA!", instruując niemalże co mają robić i jak ją prowadzić. Tylko po to żeby zaraz następnego dnia, po wystąpieniu Kaczyńskiego zacząć histerycznie ryczeć pod niebiosa: "Kaczyński wzywa do wojny!", "To jest niemalże ogoszenie stanu wojennego!", "Kolejny Jaruzel!", "Czołgi na ulicach!", itp. itd. w tym tonie. Czyż to nie jest piękne?

Jest tego pewnie z 3 razy więcej bo goebbelsowska machina medialna ruszyła pełną parą a i różne podejrzane grupy nie szczędzą środków na nakręcanie tej rewolty, ale na razie poprzestanę na tym.
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka