Dodaj do ulubionych

Nikt uczciwy nie zagłosuje na Hołownię i PO :O)

14.12.20, 15:20
Dla wyborcy PO z etatem w korpo i domem na przedmieściu Kościół to naturalny element krajobrazu

Andrzej Brzeziecki
12 grudnia 2020 | 05:58


Nikt uczciwy nie zagłosuje na Hołownię i Platformę, jeśli nie odetną się radykalnie od Kościoła.


Gołym okiem widać, że coś się dzieje w polityce. Co, wciąż nie wiemy – obóz władzy jest w defensywie, lecz ciągle może odzyskać inicjatywę; kobiety na ulicach wydają się narzucać temat, ale mogą same ze sobą się skonfliktować jak wielu rewolucjonistów przed nimi albo dać się rozprowadzić przez zawodowych polityków, gdy uliczne postulaty przyjdzie przekuć na koalicje i miejsca na listach. Szymon Hołownia święci sondażowe triumfy, ale wkrótce może się znaleźć w jednym rzędzie z Januszem Palikotem, Ryszardem Petru i Pawłem Kukizem.

Jedno tylko wydaje się pewnikiem – Platforma Obywatelska zupełnie nie zyskuje na społecznym niezadowoleniu. Wyborcy, którzy odpływają z PiS, wcale nie trafiają do największej partii opozycyjnej.

Wśród ważnych przyczyn jest i ta, że dla wielu PO to po prostu PiS light. Tak, PO jest proeuropejska, kulturalna i nie właziła w prawo oraz cudze życie z buciorami, ale jednak to centroprawicowa konserwa.

Gdy PiS miał sojusz z Toruniem, Platforma wymyślała „Kościół łagiewnicki”. Gdy w Krakowie tematem obrad rady miasta miało być in vitro, radna PO mówiła, że nie godzi się o tym rozmawiać w Wielkim Tygodniu. PO przez osiem lat rządów nie potrafiła wyjść naprzeciw związkom partnerskim, nawet heteroseksualnym, zaś wygibasy z refundacją in vitro przypominały popisy człowieka gumy.

Platforma, gdy rządziła, tolerowała nazioli, przymykała oko na kłamców aborcyjnych, którzy ze swoimi plakatami jeździli po Polsce, tolerowała niejasności finansowe imperium Rydzyka i pozwalała, by ten rósł w potęgę, której najnowszy pokaz widzieliśmy podczas ostatnich urodzin Radia Maryja. To prezydent z PO Bronisław Komorowski ustanawiał święto „żołnierzy wyklętych”.

Konserwatywna PO przez lata była jedyną alternatywą dla PiS i udawało jej się wyciągać korzyści z tej sytuacji. Do czasu kampanii Trzaskowskiego. Ta kandydatura rozbudziła wielkie nadzieje. Po raz pierwszy od lat liberalne społeczeństwo jakby się przebudziło. Trzaskowski zaczął przyciągać ludzi z lewej strony i liberalną inteligencję. Ale ruch szybko stał się polityczną sierotą.

Protesty to psucie nastroju przy kolacji
Platforma, gdy rządziła, zrobiła wiele, by zrazić sobie liberalną światopoglądowo inteligencję. W czasach, gdy – jak mawiał Tusk – nie było z kim przegrać, tych kilka procent wyborców było bez znaczenia. Zresztą wielu światopoglądowych liberałów i tak głosowało na PO – jak na mniejsze zło. Zaciskali zęby, ale głosowali.

PO mogła więc przyjmować dla inteligencji niekorzystne rozwiązania fiskalne, a jej polityków mogły w ogóle nie wzruszać dane o malejącej liczbie bibliotek, spadku czytelnictwa lub o zmniejszających się średnich nakładach książek.

PO stawiała na ciepłą wodę w kranie, w której kąpała się polska wersja klasy średniej – ludzie z korporacji, dla których ideałem był dom pod miastem (najlepiej urządzony przez projektantkę), byle z grillem i wielkim telewizorem w środku. W takich domach zazwyczaj brak książek – jeśli są, to skandynawskie kryminały (bo o tym się mówi), jakieś dzieło noblistki lub dobrze wypromowanego i wszechobecnego medialnie autora (bo o tym też się mówi), a najczęściej przewodniki turystyczne i książki kulinarne z zakresu modnej akurat diety. Jeśli jest to nawet kuchnia wegetariańska, to nie dlatego, że żal zwierząt (po co wtedy grill?), ale dlatego, że promuje ją jakiś znany piłkarz lub popularna jurorka z talent show.

Telewizja publiczna za czasów PO może jeszcze nie promowała disco polo, ale kulturę biesiadną, którą lubi nasza klasa średnia, już pełną gębą.

Warto przypomnieć, że właśnie za PO – „wygaszono” Teatr Telewizji.

Wyborcy PO byli też religijnymi konformistami. Może nawet nie chodzili na msze w każdą niedzielę, może i pomstowali na Radio Maryja i śmiali się z moherowych beretów, ale brali śluby kościelne, chrzcili dzieci i posyłali je na religię – bo co powiedzą rodzice i teściowie? Bo trzeba „wygonić diabełka”, bo prezenty komunijne dzieciom się należą. Takim ludziom obecność Kościoła w sferze publicznej nie przeszkadzała, choć raczej nie potrafiliby wymienić tytułu ostatniej encykliki ani nawet powiedzieć, czym jest pierwsza komunia. Kościół dla nich to część naturalnego krajobrazu.

Oczywiście tacy ludzie nie mają też nic przeciw gejom i lesbijkom – niech sobie będą, byle tylko „to” nie przytrafiło się ich dzieciom. O stosunku do osób transpłciowych czy niebinarnych nie ma co wspominać. Tacy ludzie stanowili podglebie dla szaleństwa, które ogarnęło Polskę w ostatnich latach. Nie byli za, ale wszelkie protesty uważali za psucie nastroju przy kolacji.

PO i Hołownia to jakieś średniowiecze
Czas jednak nie stoi w miejscu. Na scenę wkraczają kolejne roczniki. Indoktrynowane religijnie jak żadne inne w najnowszej historii Polski, a jednak efekt okazał się odwrotny do zamierzonego – to właśnie młodzież, której lekcje religii serwowano w większym zakresie niż wiele innych potrzebnych przedmiotów, ma dość tego stanu. To młodzi wypowiedzieli pierwsi – najpierw w mediach społecznościowych, a teraz na ulicach – postulat, że Polskę trzeba „odjaniepawlić”.

„Idzie po was pokolenie JP2” – krzyczy młodzież na ulicach w obronie kobiet, w obronie praw człowieka.

Z europejskiej perspektywy – a z takiej patrzą na politykę 20- i 30-latkowie demonstrujący trzy lata temu w obronie wolnych sądów, a dziś w obronie praw człowieka – polskie partie centroprawicowe, czyli PO i nowy beniaminek, ugrupowanie Szymona Hołowni, to jakieś średniowiecze. Niemiecka chrześcijańska demokracja, partia Angeli Merkel, już dawno zaakceptowała małżeństwa jednopłciowe, a teraz aktywnie zabiega o głosy mniejszości seksualnych. Tak samo brytyjscy konserwatyści. W Niemczech i Wielkiej Brytanii małżeństwa jednopłciowe to już norma wprowadzona właśnie przez prawicę! I jak pokazał brexit, nie ma to nic wspólnego z tą wstrętną tęczową Unią Europejską. To ojciec brexitu David Cameron forsował w parlamencie małżeństwa jednopłciowe, twierdząc, że wzmocnią one Wielką Brytanię. Dodajmy, że geje i lesbijki mogą nad Tamizą także adoptować dzieci.
Obserwuj wątek
    • benek231 Nikt uczciwy nie zagłosuje na Hołownię i PO:O) - 2 14.12.20, 15:27
      Kościół grzebie nam w szufladach

      Polska tymczasem ma niemal najostrzejsze prawo aborcyjne w Europie, za to jedne z najniższych wskaźniki dostępu do antykoncepcji i rzetelnej edukacji seksualnej. Jest to wynik obecności Kościoła w życiu publicznym, która ma z kolei swoje historyczne przyczyny. Nie da się wymazać roli, jaką odegrał Kościół przy narodzinach III RP. Tworzyli ją ludzie otwartego Kościoła i KOR-owskiej lewicy, którzy – jak Adam Michnik – z Kościołem szukali porozumienia. Wówczas wydawało się, że twarzą polskiego katolicyzmu będą duchowni, tacy jak Stanisław Musiał czy Józef Tischner.

      Tadeusz Mazowiecki, wprowadzając z Henrykiem Samsonowiczem religię do szkół i przyzwalając na obecność Kościoła w życiu publicznym, liczył, że będzie się on mitygował, że zachowa dobry obyczaj. Gdy zapraszamy kogoś do domu na obiad, nie zakładamy, że gość zacznie nam grzebać w szufladach i przestawiać meble. Kościół jednak zaczął grzebać – w szufladach państwa, z założenia świeckiego, i w naszych prywatnych. Odpowiedzialność za ten stan – za „przyjazny rozdział”, który zamienił się we wrogie przejęcie – ponoszą niestety środowiska otwartego Kościoła.

      Formułowanie oskarżeń wobec nich byłoby jednak ahistoryczne. Tamta generacja udzieliła na wyzwania stojące przed Polską odpowiedzi takiej, jaka wówczas zdawała się właściwa. Może nawet nie miała wyjścia – przecież to Karolowi Wojtyle i jego jednemu fenomenalnemu hasłu: „Od Unii Lubelskiej do Unii Europejskiej”, które zamknęło usta katolickim eurosceptykom, zawdzięczamy to, że dziś w ogóle możemy zamartwiać się o naszą obecność w Unii. Nawet jeśli ojcowie założyciele tego nie rozumieli, to przeczuwali smutną prawdę, że połowie polskiej klasy politycznej i sporej grupie wyborców rozum polityczny musiał zastąpić przywódca duchowy. Ledwo zresztą Karol Wojtyła zamknął oczy, a już polski Kościół zaczął marsz w odwrotnym kierunku – z Europy na Wschód.

      Nie potępiajmy ojców założycieli III RP zanadto – wszak mimo błędów dali nam pierwsze od 1926 roku państwo naprawdę wolne i demokratyczne. Przynajmniej na jakiś czas.

      Jednak to, co było postępowe 50 czy 30 lat temu, dziś trąci myszką. Idea najpełniej wyrażona w książce Michnika „Kościół. Lewica. Dialog” była skuteczna w ostatniej ćwierci XX wieku, lecz teraz to już czas przeszły i dokonany. Mazowiecki pod koniec życia był załamany polskim katolicyzmem – mówił, że jest on mało chrześcijański.

      Kompromis aborcyjny zaś był (czy raczej byłby – gdyby przeciwnicy aborcji go przestrzegali) dobrym rozwiązaniem na lata 90. Dziś jednak nawet ten kompromis jest już podważany przez liberałów. I słusznie.

      Katolicy przecierają oczy ze zdumienia
      Trochę śmieszne jest obecne oburzenie na Kościół naszych letnich katolików z klasy średniej, tych wszystkich menedżerek z wielkomiejskich korporacji i notariuszy czy stomatologów z małych miast, po obejrzeniu filmów typu „Don Stanislao” czy produkcji braci Sekielskich. Ci katolicy nie musieliby teraz przecierać oczu ze zdumienia, gdyby czytali w internecie coś więcej niż oferty tanich wakacji all-inclusive („straszne Polaki, na ich plecach quechua plecaki”, jak pisała Dorota Masłowska).

      Wystarczyło mniej pospiesznie scrollować informacje o przebiegu sprawy w Tylawie, która po prawomocnym wyroku na księdzu pedofilu ciągnęła się niemal dwie dekady, aż instytucje Kościoła zareagowały odpowiednio. Albo nie przewijać ekranu, gdy któryś z poważnych portali rozpisywał się o pracach Komisji Majątkowej, która przyznawała Kościołowi mienie niemalże „po uważaniu”, w tym takie, które wcale mu się nie należało.

      Można się było zainteresować omawianą przecież krytycznie w internecie wspólną deklaracją rosyjskiej Cerkwi i polskiego Kościoła katolickiego z 2012 roku, antyeuropejską i antyzachodnią w swej wymowie: „Pod pretekstem zachowania zasady świeckości lub obrony wolności (…) promuje się aborcję, eutanazję, związki osób jednej płci, które usiłuje się przedstawić jako jedną z form małżeństwa, propaguje się konsumpcjonistyczny styl życia, odrzuca się tradycyjne wartości i usuwa z przestrzeni publicznej symbole religijne”. W skrócie, choć wtedy nikt jeszcze tego tak nie nazwał, chodzi o „tęczową zarazę”.

      Nie było też trudne dotarcie do rewelacji ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego – nie za pośrednictwem prasy drukowanej, wymagającej pewnego wysiłku, tylko od ręki w internetowych portalach. Skoro tak szerokim echem odbijały się i przyjmowały jego filipiki przeciwko pojednaniu polsko-ukraińskiemu, dlaczego na forach i w social mediach nie kipiało od dyskusji, gdy tropił kolejne – od komunistycznej agentury w Kościele po skandale obyczajowe – nadużycia wewnątrzkościelne?

      Konkretne kroki prawne, nie werbalne kiziu-mizi
      Ale dziś inteligencja – już nie tylko wielkomiejska – jest w dużej mierze świecka.

      I ta inteligencja jest wściekła. Domaga się nowoczesnego państwa godnego swego miejsca w środku Europy. Przebija to choćby w wypowiedziach młodziutkiego Macieja Rauhuta z niewielkich Krapkowic, do którego przyszła policja, gdy udostępnił w internecie informacje o protestach: „Jeśli na ulice wychodzą także mieszkańcy małych, kilkutysięcznych miejscowości, to jest najbardziej dająca nadzieję rzecz. (…) Czuję się lewakiem i jestem z tego dumny”.

      Dla wszystkich odkryciem było, że ludzie w takich miejscowościach potrafią protestować. Portal OKO.press cytował uczestniczkę protestów w Ostrowcu Świętokrzyskim: „Mam dwie córki, jaka przyszłość je czeka? Walczę dla nich, żeby się nie bały tu żyć, żeby mogły decydować o sobie. Nie będę się rozgadywać, każdy wie, o co chodzi”.

      Zarówno konserwatyści z PO, jak i katolicki celebryta Szymon Hołownia muszą wsłuchać się w te głosy, bo one płyną z przyszłości – i wpisać na agendę oderwanie Kościoła od państwa.

      Żadne tam werbalne kiziu-miziu, tylko konkretne kroki prawne. Odpowiedzialni politycy nie tylko dostosowują się do sondaży, ale też modernizują państwo, pokonując czasem opór niektórych grup społecznych. Tak zrobił we Francji, tej „pierwszej córze Kościoła”, zmarły niedawno Valéry Giscard d’Estaing, który jako centroprawicowy prezydent w latach 70. m.in. doprowadził do legalizacji aborcji.

      Rozstanie się z mitem JP2
      Jak miałoby wyglądać takie oddzielenie państwa od Kościoła w praktyce? Należałoby co najmniej zaprzestać finansowania religii i opodatkować Kościół. A także: pozbawić Episkopat bezpośredniego wpływu na proces legislacyjny w państwie, ustawodawca powinien podejmować decyzje dotyczące życia człowieka na podstawie wiedzy medycznej, a nie przekonań jakiejś grupy wyznaniowej, zaprzestać zapraszania duchownych na każde przecinanie wstęgi, ścigać pedofilię w Kościele równie surowo – czyli tropiąc ją, a nie czekając, aż w końcu wypłynie – jak wśród świeckich obywateli. Nie wszędzie też muszą wisieć obrazy Jana Pawła II. Bo to jego autorytet – za jego wolą czy bez – służy za pałkę do okładania politycznych przeciwników. Dlatego jego detronizacja w sferze publicznej jest tak ważna.

      Czy to są postulaty tak bardzo nowe i śmiałe? Chyba nie. Już prawie sto lat temu poeta narzekał, że Polska mu zbrzydła, bo za dużo tu wody święconej, a za mało zwykłego mydła.

      Oczywiście rozstanie się z mitem JP2 musi być trudne. Dla wielu ludzi ta postać symbolizuje najlepsze lata życia, zdobyte kiedyś poczucie solidarności i podmiotowości oraz czas odzyskania przez Polskę niepodległości.

      Obrona Wojtyły to psychologicznie zrozumiała obrona własnych biografii. Tym chyba można wytłumaczyć ostatnie głosy między innymi Jana Lityńskiego, Bogdana Lisa czy Hanny Suchockiej.




      • benek231 Nikt uczciwy nie zagłosuje na Hołownię i PO:O) - 3 14.12.20, 15:34
        Z kolei dzisiejsi 40-latkowie wychowali się w cieniu Jana Pawła II – machali chorągiewkami podczas kolejnych pielgrzymek, jeździli ze szkolnymi wycieczkami do Watykanu, śpiewali „Barkę” na pielgrzymkach. Polski papież jest dla nich tak naturalnym elementem krajobrazu i podświadomości jak orzeł biały w godle państwowym.

        Ale sądząc po malejącej liczbie ludzi chodzących co niedziela do Kościoła, opór wcale nie musi być jakiś spektakularny. Wezwanie Jarosława Kaczyńskiego, by stanąć w obronie kościołów, też nie spotkało się z żywiołowym odzewem. Dzień później pod kurię w Krakowie przyszła garstka „obrońców” – jeden z nich miał mówić rozczarowany: „A gdzie nasi ludzie? PiS dał im wszystko, a ci szmaciarze w domu siedzą. Pedałów tyle, a nas tak mało”.

        Katoliccy konformiści – ci od ciepłej, a nie święconej wody – nie będą radykalnie bronić obecności Kościoła w życiu publicznym. Dla wielu doniesienia mediów na temat skandali w Kościele to dobra wymówka, by nie musieć w niedzielę wcześniej kończyć grilla i spieszyć się na mszę. Ich przecież także „co łaska” za ślub czy pogrzeb bije po kieszeni. Są, jak wszyscy z ludu, nieuświadomionymi antyklerykałami, od niechęci do instytucji silniejsza jest w nich jednak niechęć do rewolucji – zapewne więc poczuliby się nieswojo na Love Parade w Berlinie, ale przyjęliby do wiadomości, gdyby wyważeni politycy w sposób kulturalny dokonali rozdziału państwa od Kościoła. Tak po prostu, jak przyjęli wiadomość o budowie autostrad i remontach dworców na Euro 2012.

        To straszne słowo na "W"
        Wprowadzenie jasnych reguł przysłuży się i umiarkowanym partiom środka, i nawołującej do rewolucji obyczajowej młodej lewicy. Nie trzeba iść na wojnę z Kościołem, wszystko to można zrobić w sposób cywilizowany i spokojny. Byle zdecydowany.

        Jeśli Hołownia chce zachować życzliwość młodego elektoratu, a PO zachować z tym elektoratem jakikolwiek kontakt, muszą odpowiedzieć na postulaty Strajku Kobiet i głos inteligencji, która domaga się świeckiego państwa.

        Wszyscy centryści i konserwatyści, którzy mówią, że rozumieją dziś kobiety, ale którym przeszkadza to straszne słowo na „w”, muszą także zrozumieć, że w społeczeństwie dokonuje się mentalna rewolucja. Nie zmieni ona krajobrazu politycznego w sezon czy dwa. Ludzie, którzy na Zachodzie brali udział w wystąpieniach studenckich roku 1968, rewolucji obyczajowej, w wielkiej polityce pojawili się dopiero dwie dekady później. A jednak tamta rewolucja zmusiła polityków centroprawicy do otwarcia się na nowy świat.

        Zrozumieli, że było to w ich interesie, inaczej wymarliby niczym dinozaury – czego ani PO, ani Hołowni życzyć nie należy.

        wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26595293,dla-wyborcy-po-z-etatem-w-korpo-i-domem-na-przedmiesciu.html
        Juz 15 lat temu twierdzilem, ze PO to taka lagodniejsza wersja PiSu. Obie partie sa klerykalne oraz socjalistyczne, ale PO troche mniej.
      • xiazeluka Re: Nikt uczciwy nie zagłosuje na Hołownię i PO:O 14.12.20, 16:02
        Wersja skrócona:

        [...] obóz władzy jest w defensywie, lecz ciągle może odzyskać inicjatywę; feminazistki oraz chuliganeria na ulicach wydają się narzucać temat, ale mogą same ze sobą się skonfliktować jak wielu rewolucjonistów przed nimi albo dać się rozprowadzić przez zawodowych polityków [...]

        Jedno tylko wydaje się pewnikiem – Platforma Obywatelska zupełnie nie zyskuje na społecznym niezadowoleniu. Wyborcy, którzy odpływają z PiS, wcale nie trafiają do największej partii zdrajców.

        Wśród ważnych przyczyn jest i ta, że dla wielu PO to po banda złodziei i oszustów.
        [...]

        Platforma, gdy rządziła, tolerowała nazioli z Antify, przymykała oko na morderców aborcyjnych, którzy ze swoimi plakatami jeździli po Polsce zachęcając do odwiedzin w klinikach zbrodni tuż za granicami RP, tolerowała niejasności finansowe w swoich szeregach i pozwalała, by Tusk roztapiał się w brukselskiej biurokracji, czego najnowszy pokaz widzieliśmy podczas ostatnich zaprzańskich tweetów "króla Europy".[...]

        Bezideowa PO przez lata była jedyną alternatywą dla PiS i udawało jej się wyciągać korzyści z tej sytuacji. Do czasu kampanii Trzaskowskiego. Ta kandydatura rozbudziła wielkie nadzieje zdrajców uważających się za obywateli nie Polski, lecz Europy. Po raz pierwszy od lat antywolnościowe odłamy społeczeństwa jakby się przebudziły. Trzaskowski zaczął przyciągać lewaków i zlewaczoną bezinteligencję. Ale ruch szybko stał się polityczną sierotą.
        [...]

        PO stawiała na ciepłą wodę w kranie, w której kąpała się polska wersja zachodniej degrengolady – ludzie nie potrafiący na siebie zarobić, dla których ideałem miejscem było mieszkanie u rodziców i wieczne singielstwo (najlepiej chronione przed odpowiedzialnością "kompromisem aborcyjnym"), byle żryć dawali i nie czepiali się o wejście wreszcie w dorosłość. W takich domach zazwyczaj autorytetu rodziny – jeśli są, to jakieś partnerskie układy (bo to łatwe), jakieś samotne matki lub matki z kolejnym przelotnym partnerem (bo to też łatwe), a brak więzi. [...]

        Wyborcy PO byli też tradycjonalistyczni z rozpędu. Może nawet nie chodzili na msze w każdą niedzielę, może i pomstowali na Radio Maryja i śmiali się z moherowych beretów, ale brali śluby kościelne, chrzcili dzieci i posyłali je na religię – bo tak wypada, bo takie są podstawy cywilizacji. Bo trzeba „gonić diabełka”, bo prezenty komunijne dzieciom się należą. [...] Kościół dla nich to część naturalnego krajobrazu.

        Oczywiście tacy ludzie nie mają też nic przeciw gejom i lesbijkom – bo tak z kolei trzeba pod presją znajomych, środowiska, polityków udających ich trybunów. O własnym zdaniu nie ma co wspominać. Tacy ludzie stanowili podglebie dla szaleństwa, które ogarnęło Polskę w ostatnich latach. Byli za, wszelkie protesty uważali za psucie nastroju przy kolacji.

        Czas jednak nie stoi w miejscu. Na scenę wkraczają kolejne roczniki. Lekcje religii jak żadne inne w najnowszej historii Polski są powszechnie lekceważone, efekt jest proporcjonalny – to właśnie młodzież, która lekcje religii olewa, dochodzi do głosu. To młodzi wypowiedzieli pierwsi [...] postulat, że Polskę trzeba zniszczyć, napluć na jej tradycję, podeptać historię, rozpuścić się w ogólnoświatowej masie Julek i Margotów.

        „Idzie po was Marksa i Lenina” – krzyczy młodzież na ulicach w obronie morderczyń, w obronie łamania praw człowieka.

        Z tęczowej perspektywy – a z takiej patrzą na politykę 20- i 30-latkowie demonstrujący trzy lata temu w obronie samowolnych sądów, a dziś w obronie łamania praw człowieka – polskie partie centrolewicowe, czyli PO i nowy beniaminek, ugrupowanie Szymona Hołowni, to jakieś średniowiecze. Niemiecka tzw. chrześcijańska demokracja [...] już dawno zaakceptowała tzw. małżeństwa jednopłciowe, a teraz aktywnie zabiega o głosy dewiantów seksualnych. [...] W Niemczech i Wielkiej Brytanii tzw. małżeństwa jednopłciowe to już nienormalna norma wprowadzona właśnie przez zdrajców udających prawicę! [...] Dodajmy, że pedały i lesbijki mogą nad Tamizą także bawić się dziećmi.

        Polska tymczasem ma niemal najbardziej humanitarne prawo aborcyjne w Europie i jednocześnie jedne z najniższych wskaźników mordowania małych dzieci oraz przemocy wobec kobiet. Jest to wynik obecności Kościoła w życiu publicznym [...]

        I ta ćwierćinteligencja jest wściekła. Domaga się nazistowskiego państwa godnego swego miejsca w środku zlewaczonej Europy. Przebija to choćby w wypowiedziach głupiutkiego Macieja Rauhuta [...] do którego przyszła policja, gdy udostępnił w internecie informacje o protestach: „Czuję się idiotą i jestem z tego dumny”. [...]
    • benek231 Nikt uczciwy nie zagłosuje na Hołownię i PO :O) 15.12.20, 15:40
      "Nikt uczciwy nie zagłosuje na Hołownię i Platformę, jeśli nie odetną się radykalnie od Kościoła."

      **
      O Platformie juz mowilem - to PiS w wersji light. Od lat to powtarzalem.

      Natomiast Holownie widywalem i postrzegalem jako ultra kropielnicowa koscielna pijawe - kogos tak starannie zindoktrynowanego, ze lepiej chyba nie mozna. Gdy zaczely sie protesty kobiet to Holownia, mocno dorosly juz wowczas, nie bardzo wiedzial o co im chodzi, i czy to w ogole dopuszczalne - to o co im chodzi. Jak dla mnie Holownia to koscielna agentura szykowana na godzine 'W'. Nie mialbym zaufania do tego czlowieka.

      Tacy synowie kk, jak Holownia, nie zmieniaja sie az tak drastycznie, w miesiac czy dwa.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka