benek231
27.12.20, 07:49
Leszek Moczulski: Kaczyńskiemu wszystko leci
Pan pisał już w 1979 r. w „Rewolucji bez rewolucji”, że „zbliżamy się do wydarzeń, które zdeterminują kierunek przemian”. I albo masakra, albo początek śmierci PRL. A potem może III RP, której cechą charakterystyczną będą lokalne samorządy. Sprawdziło się.
– Tak wynikało z badań, ale prawie nikt nam nie wierzył. To nie tylko moje odkrycie, doszliśmy do tego w niepodległościowej konspiracji. Zresztą jeszcze w ‘88 Stefan Kisielewski w „Abecadle Kisiela” pisał o mnie: „no oczywiście, że jest wariat, ale taki bardzo przekonany, idealistyczny, umiejący argumentować, nawet w sprawach niesłusznych”. A rok później rozmawiałem ze świeżo powołanym premierem Tadkiem Mazowieckim.
Sam o sobie co by pan powiedział?
– Że od młodości chciałem się zająć pracą naukową i osiągnąłem cel, przy okazji walcząc w opozycji.
A z tej pańskiej naukowo-opozycyjnej perspektywy co dzieje się teraz w Polsce?
– Wymierają grupy, które głosują na PiS, głos zyskują młodzi, elektorat przeciwny. Na Białorusi też ładnie widać, że do gry weszli młodzi – oni są jak Polacy w 1980 r. A gdy obalą Łukaszenkę, jeszcze bardziej będą parli do Unii Europejskiej niż Ukraińcy.
PiS się rozpada także dlatego, że tam konie ciągną w różnych kierunkach. Ich nie trzyma myślenie perspektywiczne. Kaczor zajmuje się tylko pilnowaniem posłuszeństwa partii.
Najbardziej ich łączą pieniądze – ale to nie jest jutro, pieniądze to jest dzisiaj. A pieniędzy już nie ma. Dlatego Kaczyńskiemu wszystko leci z rąk.
Do tej pory ratowały nas subwencje zachodnie, ale za chwilę cofnięcie Polski będzie widoczne. Największe dotacje Unii dla Polski przypadają na okres budżetowy 2015-21, czyli Kaczyński bierze znacznie więcej pieniędzy z UE niż Tusk, który w dodatku miał kryzys i ten budżet wynegocjował. PiS wydał pieniądze na własne kampanie. Rozdawali je też swoim ludziom w spółkach skarbu państwa, za co powinni odpowiedzieć przed sądem. Za chwilę ogłoszą, że nie da się przywrócić stanu sprzed koronawirusa, ale to jest stan sprzed wyrzucania pieniędzy w błoto. Ludzie powiedzą: Dlaczego przestałeś nam dawać pieniądze? „Przez tyle lat nie dokończyłeś tego kawałka szosy? Jesteś paskudny, nie będziemy na ciebie głosowali”.
Dlaczego teraz jest paskudny, a wcześniej nie był?
– Od kilkunastu lat postępuje kompromitacja partii politycznych, wszystkich. Partie wywalczyły sobie groźną rzecz – dotacje państwowe. Żeby utrzymać dochody i władzę, zaczęły wybierać na polityków ludzi, którzy im płacą. Szefowie partii i najbliższe otoczenie są z tego wyłączeni, ale jeżeli ktoś chce dostać dobre miejsce na liście wyborczej, musi wpłacić na fundusz wyborczy. Im ten fundusz większy, tym więcej mandatów i tym więcej partia dostaje pieniędzy. Przekonywałem kiedyś Tuska, że to samobójcze. Nie uwierzył, ale doprowadził do jakiegoś ograniczenia.
Kto powinien iść do Sejmu? Człowiek kompetentny. A idzie najczęściej bogaty – żeby zarabiać jeszcze większe pieniądze. Mieliśmy niedawno ministra, który sam nie prowadził działalności gospodarczej, ale jego brat i żona tak. Będąc ministrem, dbał o finanse rodziny.
Uprawianie polityki to zajęcie intelektualne, a posłowie, jakich mamy dzisiaj, uprawiają gimnastykę. Naciska poseł guzik i podnosi rękę. Za czym głosował? Nie wie, dostał kartkę: głosowanie nr 7 – „tak”, nr 8 – „nie”. Jak moja żona mówi naszym psom, że obiad będzie za dwie godziny, to jej wierzą, siadają i czekają. Bo ona ich tego nauczyła.
Praca nad procesami historycznymi pomaga zachować dystans do bieżącej polityki?
– Za dużo przeżyłem, żeby się tym przejmować. Mam 90 lat.
Kaczyński był znany. Było wiadomo, jaką politykę będzie prowadził. PiS nie miał prawa wygrać w 2015 r. w wyborach prezydenckich ani w parlamentarnych. Ale partia nie wsparła dostatecznie Komorowskiego, obawiała się, że jak on wygra ze zbyt dużą przewagą, to ich zdominuje. Niektórzy byli szczęśliwi, że odszedł Tusk, i sami chcieli rządzić. A ja znam Bronka prawie od dziecka, on by niczego nie narzucał. Gdy przegrał, to tej pani, która prowadziła wtedy PO, dałem krótki liścik, że jak nie stworzą jednej listy wyborczej całej opozycji, to PiS wybory wygra.
Kaczor świadomość polityczną nabył w czasach Gomułki. Docenił, co w rządach jest dobre – dla Gomułki oczywiście. Rządzi nie premier, nie przewodniczący Rady Państwa, tylko szef partii.
Wszędzie wsadza komórki partyjne, które mu podlegają. Wykonawcą są władze państwowe, mogą decydować o szczegółach, ale kierunek wyznacza szef partii. Wcześnie też zrozumiał, że kluczowe w polityce są pieniądze. Nie masz ich, to niczego nie zrobisz. On nawet sam to kiedyś otwarcie powiedział w Sejmie w mojej obecności. Stąd na początku lat 90. afera Art-B. On nie bierze pieniędzy dla siebie, chce korzystać z przywilejów władzy, ale nie musi być bogaty. Za pieniądze kupuje ludzi. Ja, ja, ja – Kaczyński tym żyje. Do tego ma typowe endeckie spojrzenie. Endek za naród uważa grupę etniczną, ci z innego narodu w naszym państwie to wrogowie. Ale teraz jesteśmy krajem prawie jednoetnicznym, to jak tu być nacjonalistą? Otóż endeckie spojrzenie Kaczyńskiego polega na prymitywnym dzieleniu ludzi na swoich i obcych. Jesteś z nami, toś nasz, nie z nami – obcy. Generał Franco, przecież nacjonalista, mówił: „Jesteś nasz, bo jesteś Hiszpanem”. A Kaczyński: „Jesteś nasz, bo popierasz PiS”. Nasi mają prawo rządzić, obcy nie.
Bliżej mu do Dmowskiego niż Piłsudskiego?
– On jest przeciwieństwem Piłsudskiego. Nasza III RP ma przywary, których Polacy nabyli w czasach zaborów. Gdyby w Polsce przedrozbiorowej ktoś powiedział: „Potępimy go, bo on z narodowości Litwin, Ukrainiec albo Żyd”, toby usłyszał, że brak mu piątej klepki, bo narody są mieszane etnicznie. Myśmy w czasie zaborów całkowicie to zgubili, a okres PRL to pogłębił. Naród to wspólnota losu – choćby nacjonaliści mówili co innego. Jak głupiec nawet tysiąc razy coś powiada, to nie będzie mądre. Kaczyński by się oburzył, że ktoś go nazywa nacjonalistą, ale nim jest. Jak trzeba, to będzie mówił: „Wszyscy Polacy są równi” albo że jest za Europą. On nie jest za Europą. Uważa, że Polska nie może się włączyć w procesy integracyjne. Tego procesu nie można jednak zatrzymać. Teraz w Unii każdy kraj jeszcze ma własny interes narodowy, walczy o swoje, ale w przyszłości, co prawda odległej, w Europie wytworzy się poczucie wspólnego losu.
Po 1918 r. niektórzy endecy uważali, że Polska nie może być za duża, bo Polakom trudno będzie nią rządzić. Powinna obejmować taki obszar, gdzie będzie najwyżej jedna trzecia nie-Polaków, bo tylu da się spolonizować. To absolutnie różne od tego, czego chciał Piłsudski, który zdawał sobie sprawę, że historii nie zatrzyma się w miejscu. Niemcy, mimo że przegrali wojnę, odbudują się i za chwilę będą potęgą, Rosja to samo, więc jeśli mamy stworzyć coś niepodległego, to musi się to obronić. Na ziemiach Rzeczypospolitej przedrozbiorowej na początku XX w. żyło 55 mln ludzi, ale na tej, która się ukształtowała w latach 1920-22 – tylko 25 mln. Piłsudski rozumiał, że te 25 mln ludzi przetrwa w niepodległym państwie, jak długo nie będzie wojny. Ale gdyby to było 55 mln ludzi – może federacja, może związek państw albo choćby tylko sojusz ze wspólną polityką zagraniczną i obronną – to ta wspólnota się obroni. Polska, która w 1939 r. doszła do niespełna 35 mln ludności, nie była w stanie się obronić. Kaczyński także w tej kwestii ma spojrzenie bliskie dawnym endekom. Nie ma wizji państwa ani wizji Europy, ani przyszłości. Chce tylko, żeby PiS rządził tak długo, jak on żyje. Dochodzi do tego jeszcze kwestia umysłowa.
W jakim sensie?
– Po 1989 r. ludzie, którzy chcieli się zajmować polityką, sprawdzali się w Sejmie, ministerstwach czy na funkcjach społecznych albo nie. Ci, co się nie sprawdzali, tracili posady albo znaczenie w partii. Ich wszystkich pozbierali bracia Kaczyńscy.