Dodaj do ulubionych

O niemoralnej wladzy :O)

15.01.21, 19:40
W reżimie Kaczyńskiego nabywa się godności nie dlatego, że się jest człowiekiem, lecz "naszym"

Bartłomiej Nowotarski
19 grudnia 2020 | 05:58


Czy "Polska w ruinie", zamiast być hasłem wyborczym, nie była aby programem PiS?


Po wydaniu czegoś, co miało służyć za orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji, Polki i Polacy przekonali się, jak dewastujące może być podporządkowanie TK i praworządności woli rządzącej większości.

Dodatkowo COVID-19 jak złowrogi wiatr rozpędził mgłę przykrywającą brak kompetencji w zarządzaniu: służbą zdrowia, edukacją czy budżetem państwa. Widok gruzów na horyzoncie dopełnia obrazu kondycji polskiego społeczeństwa, przytłoczonego izolacją i tragicznie skonfliktowanego wzniecanymi świadomie przez władzę kolejnymi podpaleniami jego nastrojów, wywołującymi strach, frustrację, a nawet nienawiść.

Otóż taką sytuację może wywoływać tylko wysoce niemoralna władza, jak obecna, która potęgę buduje na negatywnych emocjach, głównie spolaryzowanej wrogości niszczącej wspólnotowy kapitał Polek i Polaków. A diabelski arsenał zła jest pokaźny.

Czas na referendum
Z siedmiu „negatywnych emocji”, które – jak wyliczyli naukowcy – zostały wykorzystane w różnych światowych dyktaturach wyborczych, pojętni uczniowie z PiS zastosowali aż pięć, choć często wystarczały trzy. Już samo rozważanie możliwości weta do unijnego budżetu, pozbawiające rodaków miliardowych dotacji, jako żywo przypominało części opinii publicznej weto Stalina wobec polskiej transzy powojennego planu Marshalla. Do tego wszystkiego autorytet Kościoła, który mógłby perswadować władzy jej niemoralne zachowania, sam toczony jest nie tylko przez gangrenę pedofilii, ale też z powodu związania ołtarza z taką władzą. Przez co ujawnił, że stawia na teraźniejszość kosztem przyszłości i wieczności. Jakby nie pamiętał, iż często nienawiść do religii przychodziła wraz z nienawiścią ludzi do rządów, z którymi się krótkowzrocznie związała.

Wobec postępującej wszechobecnej ruiny czas chyba, aby społeczeństwo obywatelskie powołało komitet, który m.in. zająłby się zbieraniem podpisów pod referendum w sprawie przyśpieszonych wyborów i w ten sposób przekazał władzę rozstrzygania polskiemu narodowi, jako władzy zwierzchniej, na mocy art. 4 konstytucji.

Worek treningowy
Scenariusze niszczenia wynikają z logiki tzw. wyborczych autokracji, będących w istocie formą znanej wcześniej „tyranii większości”, której tak obawiali się m.in. twórcy amerykańskiej konstytucji. Ich najdramatyczniejszym efektem jest chaos i bankructwo takich państw jak obecna Wenezuela, przez lata przecież stabilna demokracja.

To nie pocieszy, ale to, że mamy do czynienia ze współczesną odmianą „tyranii większości”, wiemy już z ustaleń starożytnych myślicieli. Zarówno tamta, jak i ta dzisiejsza miały pochodzić z woli ludu i zmierzały do rządów bezterminowych, a co najgorsze, uzurpowały sobie władzę prawodawczą pozwalającą wywrócić dotychczasowe zbiory prawa, czyli tamtejsze konstytucje. Z listu Jeffersona do Madisona dowiadujemy się, że ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych bali się najbardziej właśnie dyktatu parlamentarnej większości przywłaszczającej sobie prawo mówienia w imieniu całego społeczeństwa – w sposób arogancki, bo bez refleksji, że reprezentują de facto mniejszość albo co najwyżej większość, ale tylko doraźną.

To ważne dla objaśniania roli władzy sądowniczej w demokracji.

Na podstawie konstytucji i trójpodziału władz ma bowiem obowiązek orzekać właśnie przeciw wszelkim przejawom tyranii parlamentarnych większości.

Czyli nie, jak lubią argumentować rządzący, przeciw woli społeczeństwa, które ich do władzy wybrało. Ponieważ obywatele to nie worek treningowy, w który polityczni przedstawiciele mogą kopać tylko dlatego, że otrzymali od części suwerena głosy.

Z historii stabilnych demokracji wynika, że nikt lepiej niż niezależni sędziowie nie potrafi się wstawić za kopanym. I mają jeszcze jedną powinność – wsłuchiwać się w głosy wprost płynące ze strony społeczeństwa, bez pośrednictwa rządzącej większości. Mówi o tym doktryna „obywatelskiego konstytucjonalizmu”.

Trzy strategie autokracji
Współczesna nam tyrania większości („wyborcza autokracja”) dla zachowania władzy dysponuje trzema strategiami.

Pierwsza ma charakter perswazyjny. Władza pokazuje swoją kompetencję w rządzeniu gospodarką, bezpieczeństwem publicznym itp., bez potrzeby represji. To udało się wyłącznie Singapurowi i krótko Korei Płd. ze względu na wykreowaną – kredytami państwowymi – potęgę korporacji takich jak np. Samsung, Hunday itd. (tzw. czeboli).

O kompetencji rządów PiS – w obliczu miesięcznych zaniedbań w walce z koronawirusem, sytuacji w edukacji, wymiarze sprawiedliwości, afer z piramidami finansowymi i ogólnego chaosu – można zapomnieć. Z kompetencji pozostała propaganda w mediach publicznych lub za chwilę w tych kupionych przez Orlen. Udało się natomiast wziąć pod but prokuraturę, centralną część sądownictwa czy administrację publiczną. Taka jest logika tego reżimu – skok na wszystkie możliwe zasoby państwowe.

A to daje przejście do drugiej strategii – kooptacji, czyli kupowania poszczególnych środowisk jako bezpośredniego zaplecza władzy, ale i wyborczych głosów. Kiedy jednak nie wszyscy dadzą się przekupić (kooptować) albo wyczerpują się zasoby, pozostaje już tylko ostatnia strategia, a mianowicie represja.

Strategia represji – na początku miewa miękki charakter, represje kierowane są wybiórczo, przeciw oponentom, którymi reszta społeczeństwa się mało interesuje. Polega na zniechęcaniu czy zastraszaniu. Trafnie taką sytuację opisał w XIX wieku Alexis de Tocqueville w „O demokracji w Ameryce”, gdy rozważał, jak będą wyglądać represje w demokracji przybierającej charakter „tyranii większości”. Pisał, że kajdany i miecz to prymitywne instrumenty. Taka tyrania nie będzie zatem „sięgać do duszy, przez torturę ciała”. Sięgnie wprost do duszy. Oponenci po prostu zostaną wykreowani na „innych”, „obcych”, od których ludzie w obawie o siebie będą się odwracać. Tak miało wyglądać ówczesne wyobrażenie polityki „gorszego sortu”.

Dla czystej władzy
Skoro nie kajdany i miecz, to uosobieniem najgorszej represji mogą się stać trzy scenariusze obecnej władzy.

Pierwszy jest oczywisty: utrzymać władzę za wszelką cenę. Najbliższe wybory będą ostatnimi okopami w linii obrony PiS. Można się zatem spodziewać korzystnej dla tej partii zmiany ordynacji wyborczej, jeszcze większego (niż w wyborach prezydenckich) wykorzystania w kampanii wyborczej aparatu urzędniczego, także użycia aparatu wyborczego do „liczenia głosów” w dniu wyborów oraz wykorzystania resztek pieniędzy na kupowanie głosów. W razie czego, wzorem Trumpa, ogłoszenia wyborów za sfałszowane i liczenia na lojalność „swoich” w Sądzie Najwyższym w trakcie ogłaszania ważności wyborów.





--
A czy jest ktos kto moze byc jednoczesnie zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, antymaseczkowcem, katolickim fundamentalista-integrysta, oraz wrogiem praw kobiet?
Jak najbardziej moze. To Kretyn znany tez jako notoryczny Lowca_komuchow
Obserwuj wątek
    • benek231 O niemoralnej wladzy :O) - 2 15.01.21, 19:51
      Możliwe manewry da się przewidzieć na podstawie światowych doświadczeń. Dla realizacji tej wersji scenariusza słychać wciąż przecież o dalszej rozprawie z sędziami i o koniecznej kontroli nad światem mediów (w celu znieczulenia wyborców na ewentualne próby fałszowania wyborów).

      Dwa pozostałe scenariusze wyglądają jak rodem z horroru science fiction, ale miały już miejsce w historii.

      Jeden polegał będzie na inwestowaniu tylko w dwie struktury: PiS i jego popleczników, oraz w agendy siłowe: prokuraturę, służby i policję. Zdrowie, edukacja, kultura i inne funkcje publiczne państwa zostawione same sobie, bez inwestowania, zostaną skazane na chaos i frustrację. Wszystko po to, aby zwycięska ewentualnie opozycja ugrzęzła na lata w podnoszeniu tych dziedzin. Wtedy będzie można ją oskarżyć o niekompetencję i na fali kolejnego niezadowolenia wrócić do władzy.

      Kolejna strategia to zainwestowanie wyłącznie w PiS (i sojuszników) i – jak długo się da – utrzymywanie źródeł państwowych dochodów. Cała reszta niech się sama ratuje, bujając na fali koronawirusowej oraz kryzysu gospodarczego. Za kolejnych kilka lat dryfujące państwo też będzie łatwe do odbicia.

      Nasuwa się pytanie: po co to? Dla czystej władzy i nawet byle jakich profitów, oczywiście. Powyższe strategie mają swoją dynamikę: drugą można połączyć z pierwszą, bo dobrze się obie komponują, trzecią już z żadną inną. Tak objawi się swoiście rozumiana, przez PiS i sojuszników, suwerenność Polski, o którą tak niby walczą na europejskiej arenie.

      Niemoralna władza
      Są też inne kwestie decydujące o moralnym lub niemoralnym sprawowaniu władzy w imieniu społeczeństwa (suwerena).

      Skąd od prawie dziesięciu lat (czyli katastrofy smoleńskiej) tyle jest w polityce i przestrzeni publicznej kłamstwa, retorycznej manipulacji, fake newsów? Dlaczego minister kultury „myli się” w przeznaczaniu pomocy artystom i odwołuje dystrybucję, lekarze są najpierw oklaskiwani, a potem oskarżani, a minister sprawiedliwości mówi o polskiej racji stanu w zawetowaniu unijnego budżetu itp.?

      Władza PiS użyła pięciu „strategii negatywnych emocji” wobec swojego społeczeństwa dla partykularnych partyjnych celów. Większość z nich kojarzymy: „Polska w ruinie” (2015 r.); ksenofobiczne wywoływanie lęków względem imigrantów i „muzułmanów terrorystów”; szowinizm (wywyższenie) „swoich” kosztem poniżonych „innych” („gorszy sort”, LGBT); ostra polaryzacja społeczna niszcząca do końca społeczny kapitał całościowej wspólnoty Polaków; dewastacja chroniących ludzi jako suwerena przed wynaturzeniami władzy zasad praworządności, a nawet 500 plus i podobne, ponieważ w zamyśle chodziło o wdzięczność wyborców. To istotny arsenał manipulatorów.

      Już raz w okresie totalitaryzmów XX wieku część ludzi próbowała zwalać całą winę na niemoralne jednostki, a nie na systemy niemoralność generujące ze swojej niemoralnej natury. Trzeba było wnikliwości umysłów Hannah Arendt, von Hayeka i innych, aby uzmysłowić nam dewastujące znaczenie – kreowanych przez nielicznych – systemów, do których lgną na początku całe masy ludzi. Żadna nauka nie powinna pójść w las. Nic w historii ludzkości nie zamyka się raz na zawsze, co najwyżej przybiera różne formy z różnym dozowaniem zjawisk. Przecież współczesne przejawy populistycznej „tyranii większości” („wyborczej autokracji”) da się zredukować do dwóch podstawowych syndromów: po pierwsze, gloryfikacji skuteczności w polityce (Kaczyńskiego obsesja walki z tzw. imposybilizmem), po drugie, „etyki” kolektywizmu, z którą, wydawać by się mogło, pożegnaliśmy się wraz z odejściem komunizmu, a która stoi w wyraźnej sprzeczności z zasadami uniwersalnej moralności, odnoszącymi się przecież do jednostki ludzkiej i jej sumienia.

      Gloryfikacja skuteczności jest niestety zarazem gloryfikacją siły, co ma uzasadniać nadmierną koncentrację władzy, czyli powiększanie jej nad zwykłym człowiekiem. A w dalszej kolejności usprawiedliwia regułę o celu, który ma uświęcać środki.

      Regułę tę już od dawna powszechnie uważamy za zaprzeczenie jakiejkolwiek moralności. Tymczasem w niemoralności kolektywistycznej staje się ona niemalże aksjomatem. A sama „etyka” kolektywizmu wzrasta na silnej polaryzacji społeczeństwa oddzielającej „naszych patriotów” od ich wrogów, w czasach, w których żyjemy, nazywanych „drugim sortem”, ideologią itp.

      Repertuar poniżania i odczłowieczania jest nieograniczony. W kolektywizmie idzie zawsze o odmawianie innym moralnej racji. A dobro „naszych”, nazywane „dobrem ogółu” lub „racją stanu”, ma, jak już zaznaczyłem, uświęcać wszelkie środki. Nie ma zatem granicy moralnej, poza którą obywatel mógłby odmówić współdziałania, nie narażając się na nazwanie go zdrajcą. W tym reżimie nabywa się godności nie dlatego, że się jest człowiekiem, lecz dlatego, że się jest „naszym”. W zamian dostaje się od grupy społeczno-ekonomiczne poczucie bezpieczeństwa i nie tylko. Kolektywistyczna „etyka” jednak w gruncie rzeczy odbiera człowiekowi godność, bo po prostu traktuje go instrumentalnie. Przywołany de Tocqueville, analizując sytuację w niektórych stanach Ameryki XIX wieku, przyznał, że wszystkie odmiany „tyranii większości” deprawują głównie tych, którzy się im poddają i od nich uzależniają. Następują tylko zmiany form uległości. Ulegli do rządzących nie mówią już „Wasza Wysokość”, lecz podkreślają światłość i mądrość „prezesa”. Jak pisał: „nie oddają [im] już swoich żon i córek, aby podniesiono je do rangi kochanek, lecz rezygnując na [ich] rzecz z własnego myślenia, sami się prostytuują”.

      Szansa na narzucenie kolektywistycznej moralności rodzi się wraz z węższą grupą wodzowskiej partii, która już sama wcześniej musi się wyrzec uniwersalnej etyki na rzecz myślenia kolektywistycznego. Wtedy zaczyna się dramat, bo taki dobór ludzi ma charakter wyraźnie negatywny. Dominują w niej nie pluralistyczne umysły, lecz dyscyplina i partykularyzmy, a przede wszystkim arogancka ambicja.

      To tu zaczyna się rozprzestrzeniać gangrena odrzucenia wszelkiej aksjonormatywności, czyli najpierw konstytucji i jej wartości, potem innych reguł (w tym litery partyjnych statutów) na rzecz wyłącznie mafijnej lojalności wobec wodzów i ich urojeń.

      Potem wystarczy tylko znaleźć poparcie w innych ludziach o łatwych do rozbudzenia emocjach i na końcu wykombinować dla nich jakiegoś wroga czy wrogów. Niestety, zbyt często się okazywało, że wystarczy taką kolektywistyczną moralność wbijać do głów konsekwentnie i hałaśliwie, aby zasiać nieszczęście.

      Oręż wartości
      Władza, która – wykorzystując formalny i nieformalny potencjał państwa – próbuje tzw. tradycyjne wartości uczynić jedynymi regułami społecznymi, również stosuje kolektywistyczną „etykę” i jest przez to równie niemoralna jak kiedyś komunizm, usiłujący narzucić proletariacką moralność.

      Nie w tym rzecz, że dana tradycyjna wartość może być niezgodna z uniwersalną moralnością, ale przede wszystkim, że władza wykorzystuje ją jako swoją tarczę obronną, szukając wyborców.

      Dzisiejsze badania pokazują, że „tradycyjne wartości” były zawsze instrumentem autokratycznej władzy do jej obrony przeciw zwolennikom demokratyzacji (nawet w kajzerowskich Niemczech pod koniec XIX wieku). W takiej sytuacji nieuniknione jest gnębienie zwolenników wartości bardziej innowacyjnych. Dzieje się tak dzisiaj w „wyborczych autokracjach”: w Rosji, Turcji, na Węgrzech czy w krajach tzw. azjatyckich wartości.







      --
      A czy jest ktos kto moze byc jednoczesnie zoologicznym wrogiem demokracji, przy
      naleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, ksenofobem,
      antyszczepionkowcem, antymaseczkowcem, katolickim fundamentalista-integrysta,
      oraz wrogiem praw kobiet?
      Jak najbardziej moze. To Kretyn znany tez jako notoryczny Lowca Komuchow
      • benek231 O niemoralnej wladzy :O) - 3 15.01.21, 19:56
        Doświadczamy tego wyraźnie także w Polsce. W Korei Południowej, Japonii, Malezji nawet tamtejsze sądy konstytucyjne zmuszone były bronić uniwersalnych wartości („wartości wszystkich ludzi”) przeciw dominacji buddyzmu, konfucjanizmu i wbrew zwolennikom jedności władzy wykonawczej i sądowniczej.

        Według badań Asian Barometer z lat 2001-03 oraz 2014-16 średnio 68 proc. obywateli tamtych społeczeństw uważało, że debaty publiczne oznaczają tylko chaos i rządy powinny decydować, kiedy do nich dopuszczać, a 56 proc., że sądy powinny zawsze uwzględniać rządowy punkt widzenia (w Singapurze w obu kwestiach nawet po 70 proc.). A co ze zwolennikami „konstytucyjnego patriotyzmu”, czyli patriotyzmu nas wszystkich, broniącego uniwersalnych praw człowieka? Szczególnie gdy ktoś pozostaje w mniejszości. Nic szczególnego. Stają się po prostu wrogim plemieniem.

        Rządzący na ogół wiedzą, że z wyznawców „tradycyjnych wartości” łatwiej jest ulepić swoich wyborców. Tak budowana społeczna paternalistyczno-religijno-historyczna tożsamość długo może dawać zwycięską większość. Te same badania Asian Barometer potwierdzały tylko trend traktowania władzy jak ojca rodziny, którego nie można rozliczać (60 proc.). Takiej władzy po prostu należy się zaufanie i głosowanie na nią. Co więcej, zwolennicy tzw. tradycyjnych wartości, jak się okazało, najbardziej ufali kontrolowanym przez rząd mediom.

        „Tradycyjne wartości” to dość łatwa legitymacja do rządzenia, ale jednak nieuwzględniająca poważnych części społeczeństwa, szczególnie generacji młodych. W Korei Południowej były tego efekty: to studenci rozpoczynali rebelie przeciw autokratycznym i skorumpowanym rządom. Ostatnio w 2016 r. zażądali skutecznie od parlamentu odsunięcia od władzy córki byłego dyktatora Parka.

        Można nie mieć nic przeciwko poszczególnym „tradycyjnym wartościom”, ale w sytuacji preferowania ich w majestacie państwa i czynienia orężem określonej władzy – już zdecydowanie tak! Ponieważ tak właśnie wygląda „etyka” kolektywistyczna sprzeczna z uniwersalną moralnością.

        W demokratycznym społeczeństwie tzw. tradycyjne wartości powinny być traktowane jako doświadczenie, wiedza, nauka z nich płynąca dla teraźniejszości i kolejnych pokoleń, ponieważ w takich społeczeństwach liczą się bardziej rady niż nagie rozkazy. Takie wartości są silniejsze, właśnie gdy władza ich nie wzmacnia. Raczej odwrotnie, rekomendowanie „na siłę” raczej je niweczy.

        W Europie XIX wieku, po wojnach napoleońskich, państwa gwałtownie poczęły centralizować rozliczne funkcje publiczne, nawet dobroczynność. De Tocqueville podsumowywał, że nic tak nie szkodziło religii jak uczący w szkołach księżą wzięci na urzędniczy etat państwa. Dało się bowiem zauważyć ich wykorzystywanie w celach politycznych władzy. Nic podobnego natomiast nie miało, jak twierdzi, miejsca w Ameryce, gdzie kapłani sami twardo dystansowali się od polityki. Wyznania, katolickie czy protestanckie, stały się społecznie użyteczne, ponieważ kładziono głównie nacisk na obowiązki wobec bliźnich, a księża chwalili republikańskie instytucje jako uczące wolności i odpowiedzialności. Wystarczyło zatem, że Kościół sam się odsunął od władzy, a katolicy okazywali się najbardziej powołanymi do utrwalania zasady równych możliwości w społeczeństwie. Sama religia stała się „akceptowalnym poglądem w opinii publicznej”. W społeczeństwie równych ludzi liczyło się wszystko, co miało głównie praktyczne i pragmatyczne znaczenie. Tylko to było bowiem społecznie komunikowalne. Z tego wynika, że nie można zapominać, iż demokracje to przede wszystkim dzieło oświeconych i rozumnych pozytywistów i pragmatyków.

        Już wtedy wiedzieli, że nie zbuduje się demokracji na mitach czy totemach myślenia zbiorowego, czyli przesądach, dogmatach czy zaklęciach.

        Wiedzieli także, iż tzw. tradycyjne wartości niepoddane krytycznemu osądowi będą tylko kulą u nogi rozwijających się społeczeństw. A do tego dają wiedzę, z której grzechem byłoby nie korzystać. Wiedziały o tym także Kościoły Ameryki XIX i początku XX wieku, na odległość odsuwając się od władzy.

        Żegnając kiedyś niemoralną władzę PiS z jej kolektywistyczną, a nie uniwersalną moralnością (moralnością nas wszystkich), będziemy jako obywatele (przynajmniej ich część) liczyć również na refleksję ze strony polskiego Kościoła katolickiego, że mocą także swojej własnej decyzji stanie się bardziej społecznie użytecznym, nie zaś Kościołem władzy i użytecznym dla władzy. A jak dużo przyjdzie nam w przyszłości posprzątać, to już kwestia na odrębną dyskusję.

        wyborcza.pl/magazyn/7,124059,26620632,w-rezimie-kaczynskiego-nabywa-sie-godnosci-nie-dlatego-ze.html#weekend#S.W-K.C-B.3-L.1.maly:undefined


        A czy jest ktos kto moze byc jednoczesnie zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, antymaseczkowcem, katolickim fundamentalista-integrysta, oraz wrogiem praw kobiet?
        Jak najbardziej moze. To Kretyn znany tez jako notoryczny Lowca_komuchow.
    • benek231 O niemoralnej wladzy :O) 16.01.21, 17:43
      >> Czy "Polska w ruinie", zamiast być hasłem wyborczym, nie była aby programem PiS? >>

      **
      Takze wydaje mi sie, ze te "Polske w ruinie" to dopiero bedziecie przerabiac wy załgane katolickie pisiorki.



      --
      A czy jest ktos kto moze byc jednoczesnie zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, antymaseczkowcem, katolickim fundamentalista-integrysta, oraz wrogiem praw kobiet?
      Jak najbardziej moze. To Kretyn znany tez jako notoryczny Lowca_komuchow

    • benek231 O niemoralnej wladzy :O) 17.01.21, 21:34
      "Nie w tym rzecz, że dana tradycyjna wartość może być niezgodna z uniwersalną moralnością, ale przede wszystkim, że władza wykorzystuje ją jako swoją tarczę obronną, szukając wyborców."

      **
      Nauczyli sie tego od swojego zlodziejskiego kosciolka, oszukujacego swych parafian.




      --
      A czy jest ktos kto moze byc jednoczesnie zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, antymaseczkowcem, katolickim fundamentalista-integrysta, oraz wrogiem praw kobiet?
      Jak najbardziej moze. To Kretyn znany tez jako notoryczny Lowca_komuchow
    • benek231 O niemoralnej wladzy :O) 18.01.21, 18:14
      "Wobec postępującej wszechobecnej ruiny czas chyba, aby społeczeństwo obywatelskie powołało komitet, który m.in. zająłby się zbieraniem podpisów pod referendum w sprawie przyśpieszonych wyborów i w ten sposób przekazał władzę rozstrzygania polskiemu narodowi, jako władzy zwierzchniej, na mocy art. 4 konstytucji."

      **
      Osobiscie jestem zdania by pozwolic klero-faszystom na dokonczenie ruiny Polski - niech wygraja i nastepne wybory aby to oni musieli odbudowywac to co zawalili. Inaczej bedzie tak jak w Stanach, gdzie ostatnio trzykrotnie Demokraci wyciagali gospodarke z kryzysu, wyciagali ekonomie na plus, niwelowali zadluzenie, po to by przegrywac w kolejnych wyborach i pozwalac Republikanom na doprowadzanie do recesji, wpedzanie kraju w zadluzenie, powodowanie duzego bezrobocia. Zamiast przegrac wybory i zmusic Republikanow do odbudowania tego co sami zniszczyli. A ich elektorat do pojscia po rozum do glowy.

      Niech sie pisiory troche pomecza, a ich elektorat pozna sie na nich oraz swym zlodziejskim kosciolku.



      --
      A czy jest ktos kto moze byc jednoczesnie zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, antymaseczkowcem, katolickim fundamentalista-integrysta, oraz wrogiem praw kobiet?
      Jak najbardziej moze. To Kretyn znany tez jako notoryczny Lowca_komuchow

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka