benek231
24.01.21, 15:32
Prof. Leociak: Kościół nas zatruwa
WYWIAD Arkadiusz Gruszczyński
23 stycznia 2021 | 23:47
- Organiczna część tego, co stanowi o nas samych, podlega dekompozycji, erozji i w konsekwencji zatruwa organizm społeczny - mówi prof. Jacek Leociak, autor książki "Wieczne strapienie" na temat Kościoła w III RP.
Jacek Leociak (ur. w 1957 r.) – prof. dr hab., kierownik Zakładu Badań nad Literaturą Zagłady w Instytucie Badań Literackich PAN, członek założyciel Centrum Badań nad Zagładą Żydów przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, redaktor rocznika „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”. W najnowszej książce „Wieczne strapienie” przygląda się aliansowi partii rządzącej i Episkopatu. Kreśli sylwetki Marka Jędraszewskiego i Stanisława Gądeckiego i innych hierarchów, opisuje proces faszyzacji sfery publicznej, wskazuje, jak Kościół skorzystał ekonomicznie po 1989 roku.
Arkadiusz Gruszczyński: Jaki jest Kościół po 2020 roku?
Prof. Jacek Leociak: Każdy, kto ma otwarte oczy, widzi jego postępującą autokompromitację. Z jednej strony obserwujemy upadek autorytetu instytucji, a z drugiej zaślepienie i niezdolność hierarchów do autorefleksji. Przyznam, że z trudem przychodzi mi opisywanie Kościoła, który na własne życzenie, z uśmiechem na twarzy, przekonany o słuszności, tonie w bagnie. Sytuacja jest jednak bardziej złożona, ponieważ Kościół jest nieodłącznym składnikiem tego, co można nazwać obszarem podstawowych znaków kultury polskiej i jednocześnie niezbywalnym składnikiem naszej tożsamości. Nie można temu zaprzeczyć.
Na lewicy pojawiają się pomysły wyeliminowania Kościoła z życia publicznego. Zgadza się pan z nimi?
- Nie. Kościół nie jest kleszczem, którego można wyjąć z ciała i mamy problem z głowy. I nikt przytomny na umyśle nie chce tego robić. Dramat polega na tym, że jakaś organiczna część tego, co stanowi o nas samych, podlega dekompozycji, erozji i w konsekwencji zatruwa organizm społeczny.
Kościół nam szkodzi?
- Tak, trzeba to wprost powiedzieć. Jest szkodliwy dla moralności, prawa, struktur państwa, mimo że wewnątrz Kościoła są wspaniali ludzie, uczciwi, otwarci i mądrzy. Są, niestety, na obrzeżach i nie mają żadnego wpływu na przyszłość instytucji.
Ustawa antyaborcyjna pokazała prawdziwe oblicze Kościoła.
Przejdźmy do szczegółów. Podczas Strajku Kobiet okazało się, że Kościół stał się głównym oskarżonym. Zaskoczyło to pana?
- Nie. Zdziwiłem się zasięgiem, dynamiką i nowym językiem demonstracji. Poprzednie protesty miały dziaderską formułę: moje pokolenie nie znało innego języka niż ten z piosenek Jacka Kaczmarskiego. Uważaliśmy, że formy sprzed 40 lat są nadal aktualne. To nieprawda. Dlatego cieszę się z odnalezienia nowego języka buntu, który wziął za cel zaangażowanie Kościoła w budowę III RP. Opadła zasłona, Episkopat, Kościół pokazały swoje prawdziwe oblicze.
Czyli jakie?
- Że jest sprawczą instytucją, która potrafi skutecznie lobbować w sprawie stanowienia prawa i funkcjonowania państwa. To jawne i brutalne pogwałcenie zasad demokratycznych. Specyfika rewolucji kobiet dotyczy poza tym sprawy najbardziej osobistej, czyli własnego ciała. Poprzednie protesty niosły na sztandarach wartości fundamentalne, ale jednak zbyt abstrakcyjne. Zasady demokracji i obrona trójpodziału władzy są kluczowe dla Polski, ale mało kto się nimi przejmował, więc energia wygasła bardzo szybko. W tamtych demonstracjach świadomie mogły brać udział inteligencja i społeczeństwo obywatelskie, co powinno nam dać do myślenia.
W tegorocznych marszach szła cała Polska, małe i duże miasta, powiaty i miasteczka. Nagle okazało się, że ciało kobiety jest areną targów politycznych, pouczeń i brutalnej ingerencji oraz regulowania, układania prawa według kościelnego planu. Tutaj Kościół po raz pierwszy w tak drastyczny sposób objawił się jako wielki inkwizytor, który swoimi rękami upierścienionymi zagląda nam do domów. W konsekwencji zadajemy sobie pytanie, jak to się stało, że Kościół w niezauważalny sposób zawłaszczył przestrzeń społeczną.
A mnie ciekawi też, że na ulicach widziałem wielu nastolatków. Czy to oznacza, że pokolenie wychowane przez katechetów i księży w szkołach uodporniło się na religijny język?
- Zgadzam się, to niezwykle ważne. Episkopat nie widzi - co jest kolejnym argumentem potwierdzającym autokompromitację - że wprowadzenie religii do szkół nie zdało egzaminu. Stała się ona szczepionką przeciwko wierze.
Demonstranci weszli do świątyń, bo bunt społeczny musi naruszać granice
Chyba pierwszy raz mieliśmy też do czynienia z niszczeniem fasad świątyń. To także znak, że nienaruszalne elementy polskiego krajobrazu symbolicznego zostały naruszone?
- Zdecydowanie. Patrząc na ten mechanizm z perspektywy antropologii kultury, mieliśmy do czynienia z przekroczeniem przestrzeni symbolicznej czy może zmiany relacji między sacrum a profanum. Dotychczas Kościół był wyłączony ze sfery wandalizmu, a wszystkie tego typu akty były oceniane powszechnie jako naganne.
To zaczęło się zmieniać już przy okazji happeningu sprzed kilku miesięcy, kiedy aktywistki w całej Polsce powiesiły na bramach świątyń dziecięce buciki mające symbolizować ofiary podofilów. Potem Elżbieta Podleśna, malując tęczową aureolę Matce Boskiej Częstochowskiej, została oskarżona o obrazę uczuć religijnych, a następnie Margot zawiesiła na figurze Chrystusa tęczową flagę. Te wszystkie gesty zapowiadały wybuch społecznego buntu, który obserwujemy w ostatnich tygodniach.
To pana oburza?
- Rozumiem takie reakcje ludzi Kościoła, ponieważ wejście do świątyń zburzyło dotychczasowy podział przestrzeni społecznej. To kontrowersyjne. Ale wszelkie działanie społeczne, które wyrasta z autentycznego buntu, swoją istotę czerpie z naruszania granic. Inaczej nie miałoby siły. W takich wypadkach nie da się uniknąć kolizji. Co ciekawe, wszyscy ją zauważyli, odnieśli się do tych aktów, co w konsekwencji ustawiło przed kościołami straż narodową. Wejście w przestrzeń sakralną było krytycznie oceniane, ale księża nie powinni się dziwić, ponieważ Kościół głęboko ingeruje w intymną sferę życia człowieka. Nie chciałbym sprowadzać ostatnich protestów do gry i rywalizacji, ale w przestrzeni symbolicznej takie gesty są istotne.
No właśnie, w sierpniu policja zatrzymała Margot i wielu aktywistów LGBT. Okazało się znowu, że Kościół jest homofobiczny. Dlaczego?
- Chyba rację miał Frederic Martel, który napisał w „Sodomie”, że największymi homofobami są homoseksualiści. Oni muszą się kryć, bronić przed podejrzeniami, a najlepszą obroną jest atak. Może stąd bierze się ta obsesyjna nadgorliwość w walce z „grzechem homoseksualizmu”.
Osobnym tematem jest stosunek Kościoła do seksualności, cielesności, do kobiet - te wszystkie kościelne fobie seksualne, ta represyjność, w tym kwestia antykoncepcji i aborcji. W fascynujący sposób pisze o tym pierwsza kobieta profesor teologii katolickiej Uta Ranke-Heinemann.
--
A czy jest ktos kto moze byc jednoczesnie zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, antymaseczkowcem, katolickim fundamentalista-integrysta, oraz wrogiem praw kobiet?
Jak najbardziej moze. To Kretyn znany tez jako notoryczny Lowca_komuchow