benek231
01.02.21, 16:54
zamordowanego w Plymouth. Powtarzam tylko za bylym wiceministrem zdrowia, ktory tak wlasnie to okreslil: barbarzynswo i morderstwo.
Ponieaz mam o tej sprawie wyrobione zdanie wiec nie bede rozmienial sie na drobne - wszyscy sprawe znaja, mam nadzieje.
Marcin Matczak zaprezentowal wlasne spojrzenie i stanowisko - niecodzienne i wlasnie dlatego publikuje je.
>> Polak umierający w Wielkiej Brytanii jest tysiąc razy cenniejszy niż Polak umierający w Polsce
Marcin Matczak
30 stycznia 2021 | 05:55
A gdyby brytyjski polityk oskarżył polski szpital o zabicie brytyjskiego pacjenta? Też bylibyśmy ofiarami.
Sprawa pana Sławomira, który po ataku serca trafił do szpitala w Plymouth, zapadł w śpiączkę, a następnie zmarł, wstrząsnęła mną.
Nie dlatego, że pan Sławomir był Polakiem, ale dlatego, że był człowiekiem. Że cierpiał i bał się, jak każdy, kto doświadcza cierpienia. Cierpiała i bała się także jego rodzina, bo doświadczyła tego, co w śmierci najgorsze: utraty nadziei, która umiera wtedy, gdy umiera ktoś, na kogo ocalenie do końca się liczyło.
Sprawa ta wstrząsnęła mną, ponieważ stała się pożywką dla ludzi, których znakiem rozpoznawczym jest robienie polityki na ludzkich trumnach. Tych samych, dla których największy od II wojny poziom śmiertelności Polaków nie jest powodem do interwencji politycznej. Tych, którzy lekką ręką zabierają pieniądze potrzebne na leczenie psychiatryczne, bo są potrzebne na propagandę. Tym samym godzą się, że jeszcze więcej Polaków będzie popełniać samobójstwa.
Śmierć jako amunicja
Dla ludzi robiących politykę na trumnach Polak umierający w Wielkiej Brytanii jest tysiąc razy cenniejszy niż Polak umierający w Polsce. Przecież u nas także ogranicza się i wstrzymuje się uporczywą terapię osób, które nie mają szans na wyzdrowienie.
Ministerstwo Zdrowia ma przygotowane specjalne wytyczne, także Episkopat słusznie stwierdził, że zaprzestanie uporczywej terapii nie może być utożsamiane z eutanazją. Za zgodą polskiego rządu i za przyzwoleniem polskich biskupów można więc w Polsce odłączać ludzi od aparatury podtrzymującej życie. Dlaczego nikt nie krzyczy, jak portale Karnowskich, że polskie władze ramię w ramię z Kościołem salę szpitalną zamieniają w celę śmierci, tylko zamiast niemieckich mundurów widać w niej lekarskie kitle (tak piszą o Anglikach)? Dlaczego Polak umierający w Polsce nie może liczyć na zainteresowanie władz w takim stopniu jak Polak umierający za granicą?
Odpowiedź jest prosta: gdy wstrzymuje się terapię w Polsce, zdaniem polskich władz jest to uzasadnione. Kiedy wstrzymuje się terapię w Wielkiej Brytanii, to próba zamordowania polskiego obywatela. Trumienni tancerze ruszają wtedy w tan, bo zwęszyli szansę na wykorzystanie tej śmierci dla wmówienia rodakom, że jesteśmy ofiarami.
Obcy tylko czyhają, aby Polaka zgładzić, więc bohaterskie polskie ministerstwo rusza mu z pomocą – w imię zasady, że nie zostawia się towarzysza broni w potrzebie.
W sprawie pana Sławomira uaktywniły się nie tylko ministerstwa. Krystyna Pawłowicz wprost pisze, że był on zabijany przez brytyjskich sędziów, głodzony przez „lekarzy” (pisanych w cudzysłowie, a więc pewnie przebranych esesmanów), a rząd brytyjski i szpital robiły wszystko, by go zgładzić. Ordo Iuris zapowiada, że przygotuje memorandum, by ocalić Polaków zagrożonych zagłodzeniem za granicą. Warto się przyjrzeć tej ekscytacji i zapytać, dlaczego jest taka selektywna. Śmierć Polaka w Polsce jej zazwyczaj nie powoduje.
Opisane reakcje są cyniczne. Jeśli ktoś jest chrześcijaninem, nie ma dla niego Żyda ani Greka, jest tylko człowiek. Tymczasem „świeć, Panie, nad Jego duszą” śpiewają najgłośniej ci, którzy śmierci blisko nie zauważają, bo politycznie może być tylko kłopotem, za to śmierć na obczyźnie świetnie się nadaje na amunicję.
Trumienny polonez
Wmawianie ludziom, że są ofiarami, było zawsze ulubioną strategią polityków, którzy myślą po faszystowsku. Wiem, że po słowie „faszysta” od razu pojawią się głosy, że nadużywam, przesadzam itd. Mam to w nosie. Poważni analitycy na całym świecie jasno mówią, że nie trzeba być faszystą, żeby po faszystowsku myśleć. Jason Stanley z Yale pisze, że faszyzm to nie zdarzenie historyczne, ale ponadczasowy stan umysłu. Madeleine Albright pokazuje elementy współczesnego myślenia faszystowskiego u Trumpa, Erdogana, Putina i Orbána. Podstawową strategią polityków myślących w ten sposób jest przeciwstawianie „nas” (np. Polaków) „im” (Niemcom, Anglikom itd.).
Ich ulubioną taktyką jest propagandowa wiktymizacja: czynienie ludzi ofiarami. Wmawianie, że są w ciągłym zagrożeniu, że są narażeni na atak.
Wiktymizacja jest cenna: kogoś, kto czuje się ofiarą, łatwiej zmanipulować, przekonać, że tylko silna władza może go obronić.
Pomyślcie, jaka byłaby polska reakcja, gdyby brytyjski polityk oskarżył polski szpital o świadome zabicie brytyjskiego pacjenta? Gdyby sędzia niemieckiego trybunału konstytucyjnego publicznie oskarżył polski rząd o celowe spowodowanie śmierci niemieckiego obywatela? Awantura na skalę międzynarodową. Znowu bylibyśmy ofiarami. Gdy jednak my atakujemy, wszystko na swój chory sposób wydaje się normalne. Zaczyna się trumienny polonez.
Nie pierwszy raz politycy wykorzystują czyjąś śmierć. Przerażające jest jednak, że wielu z nas traktuje to jako rzeczywistą troskę o człowieka. A tymczasem to w najlepszym razie zarządzanie urojeniami, a w najgorszym podłość.
Od Kanta wiemy, że człowiek zawsze powinien być celem. Niegodne jest traktowanie człowieka jako środka do celu. Ludzie, którzy tak robią, przekraczają granicę człowieczeństwa. Niestety, w niewłaściwą stronę. >>
--
A czy jest ktos kto moze byc jednoczesnie zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, antymaseczkowcem, katolickim fundamentalista-integrysta, oraz wrogiem praw kobiet?
Jak najbardziej moze. To Kretyn znany tez jako notoryczny Lowca_komuchow