benek231
14.02.21, 16:23
Jak strasznie się myliłem
Tomasz Lis
Data publikacji: 13.02.2021, 14:17
Widząc wszechogarniającą czerń po włączeniu telewizora i zajrzeniu na internetowe portale, zastanawiałem się w środę, czy to jeszcze protest w obronie wolnych mediów, czy już nekrolog i żałoba.
Wolne media to wspaniały i najskuteczniejszy bezpiecznik demokracji. Wymontowuje i niszczy je w państwie zamordysta, który chce łamać prawo, rządzić niekontrolowany i nie wyklucza, że na końcu wszystko podpali, co w demokracji oznacza uniemożliwienie wolnych wyborów albo sfałszowanie ich wyników. Kto w Polsce demontuje wszystkie bezpieczniki, doskonale wiemy. Świetnie rozumiemy też, dlaczego to robi. Prawda to śmiertelne zagrożenie dla kłamstwa. Jest jak tlen podawany człowiekowi, gdy sam nie jest w stanie oddychać.
Media mogą służyć albo władzy, albo społeczeństwu. Nigdy jednocześnie jednym i drugim. Wolne media mogą służyć tylko społeczeństwu. Służba władzy niszczyłaby ich DNA i dewastowała je moralnie. Jarosław Kaczyński organicznie nie cierpi wolnych mediów, tak jak nie znosi społeczeństwa obywatelskiego. Dla niego szefowie mediów powinni mieć charakter Jacka Kurskiego, a dziennikarze psychologiczny profil Karnowskich, Choleckiej albo Ziemca. Kaczyński wolne media musi zniszczyć. W świecie, w którym on panuje, nie ma dla nich miejsca. Zakłócają spokój jego ducha. Trzeba je wyeliminować, nawet nie za to, co już zrobiły, ale za to, co mogłyby zrobić. Media są dla niego, jak dla bolszewików, pasem transmisyjnym między władzą a ludem. Nie chce niezależnych dziennikarzy, chce cheerleaderów i kelnerów władzy.
***
Gdy w 1990 roku wchodziłem do budynku na placu Powstańców, gdzie mieści się siedziba „Wiadomości”, o nowej pracy myślałem z właściwym wiekowi idealizmem, a nawet pewną egzaltacją. Wkraczałem w końcu do miejsca, które jeszcze przed chwilą było epicentrum kłamstwa. Kilka lat wcześniej opluwano tu księdza Popiełuszkę, przekręcano prawdę o zabójstwie Grzegorza Przemyka, szkalowano internowanych działaczy Solidarności. Gdy na kolegium redakcyjnym wywiązywała się dyskusja i potrzebne było rozstrzygnięcie, zaufany wydawca wychodził z pokoju, by wrócić ze słowami: „Towarzysze, jest decyzja polityczna”.
31 lat temu następował kopernikański przewrót – żadnych decyzji politycznych, o wszystkim decydujemy my.
Tak, miałem wtedy poczucie, że na gruzach kłamstwa zbudujemy piękny gmach prawdy, który oprze się wszystkim burzom, że uda się nam to, jeśli tylko demokracja da nam odpowiednie czasowe okienko. Kilkanaście lat czy dwie dekady powinny wystarczyć – tak sądziłem. O wymarzony model polskiego BBC, za którym wtedy tęskniliśmy, w praktyce nawet się nie otarliśmy, ale generalnie sprawy szły w dobrym kierunku. Gdy dekadę później kierowałem „Faktami”, z których wyrósł kanał TVN24, sądziłem, że wolność słowa w Polsce ma już naprawdę solidne fundamenty. Gdy w Polsacie powstały „Wydarzenia”, a po nich kanał Polsat News, całkiem serio byłem przekonany, że dobre zmiany nabrały już zmiany krytycznej, że już nikt nie spróbuje zabrać polskiej demokracji wolności mediów. Jak strasznie się myliłem. Wolność, także wolność mediów, to nie tylko dar. To codzienne zadanie i stałe zobowiązanie. Najpiękniejsza roślina niepielęgnowana umiera.
W konfrontacji ze złem, jakie zafundowało Polsce PiS, media okazały się, często z własnej winy, bezradne. Najpierw były bez wigoru, teraz są bez wyboru.
Nie da się dziś uniknąć poważnej dyskusji o odpowiedzialności mediów za to, że wrogowie praworządności doszli do władzy, że od lat niszczą instytucje demokratycznego państwa i że mają poczucie absolutnej bezkarności.
Media, które kontrolują i dają sobie prawo oceniania innych, też są oceniane. Przez odbiorców, widzów i czytelników. Publiczność ma prawo wątpić, pytać i kwestionować. Odmawianie jej tego prawa byłoby wyrazem pychy i arogancji. Media, także dla swojego dobra, mają obowiązek zmierzyć się z trudnymi pytaniami. Winne są to swoim odbiorcom i sobie samym.
Bądźmy uczciwi, wielu ludziom mediów w ostatnich latach nawalił wzrok, słuch i budziki. Nie widzieli ani podpalania, ani ognia. Nie czuli swądu. Zorientowali się, że dzieje się coś złego dopiero wtedy, gdy zaczęły płonąć im ubrania. Tu kwestia fundamentalna – jak ktoś powiedział, zadaniem mediów nie jest obiektywne informowanie o niszczeniu demokracji. Ich zadaniem jest obrona demokracji.
***
W środowy poranek o szóstej rano włączyłem Eurosport, by obejrzeć mecz Igi Świątek. Wiedziałem, że protest obejmie stacje informacyjne. Nie byłem jednak pewien, czy także kanały sportowe. Pomyślałem o kibicach takich jak ja, którzy zamiast obrazu z Australian Open mają czarny ekran. Czy wściekają się na złe media, które zabrały im Świątek, czy pomstują na władzę, która do czegoś takiego doprowadziła. Pytanie kluczowe, bo dotyczy tego, czy protest może liczyć na prawdziwie powszechne poparcie, czy co najwyżej na poparcie jak w obronie Trybunału Konstytucyjnego czy wolnych sądów – czasem większe, czasem mniejsze, ale raczej rachityczne i generalnie za małe. Zadawałem sobie też pytanie, czy mediom nie przyjdzie zapłacić teraz za swą bezczynność, ślepotę i oportunizm.
Demokracja, jak głosi hasło „Washington Post”, umiera w ciemności. Niektóre polskie media, bądźmy szczerzy, nie zrobiły nic, by ciemność rozświetlić. Niektóre pomagały władzy utrzymać mrok, a swoich odbiorców utrzymać w letargu. Niektóre produkowały wyłącznie zasłonę dymną, by władzy łatwiej było demontować praworządność. Niektórzy dla wygody albo dla pieniędzy zamykali oczy i zatykali uszy oraz nosy, by nie czuć smrodu autorytaryzmu. Niektórzy czynili to z niemądrej próżności, by nie odmówiono im pokazania się na korytarzach nowej władzy i zajrzenia do jej salonów. Symbolem ludzi wywiadu są trzy mądre małpki. Jedna zamyka oczy, druga uszy, trzecia usta. Przesłanie jest proste: dobry człowiek wywiadu nie mówi o tym, co widzi i słyszy. W Polsce trzy małpki stały się symbolem postawy nazywanej symetryzmem – może widzimy i słyszymy, ale nie powiemy. Milczenie ma jednak skutki. Jest stronnikiem zła. Gdy milczenie pomaga złu, na końcu zostają czarne ekrany i donośnie milczący krzyk.
Doskonale pamiętam pierwszą demonstrację w obronie Trybunału Konstytucyjnego, wzruszenie i radość na widok koleżanek i kolegów z „Polityki” i czy „Gazety Wyborczej”. I tę ulgę, że nie jest człowiek sam. Pamiętam jednak także ostrą krytykę i to wcale nie TVP albo nie tylko w TVP. Donośne głosy niektórych dziennikarzy, że protestujący sprzeniewierzają się etyce dziennikarskiej. Te słowa raniły bardziej niż kanonada w TVP. Pamiętam też doskonale grudzień 2016 roku. Gdy politycy PiS zdecydowali, że zamkną sprawozdawców w jakiejś sejmowej kanciapie, i z koleżankami zorganizowaliśmy w tej sprawie miniwiec na Wiejskiej, przyszła garstka sejmowych weteranów. Obecni sprawozdawcy nawet nie wyszli na zewnątrz, przez następne tygodnie też byli zajęci. Skupiali się na szydzeniu z polityków opozycji, którzy protestowali w ich sprawie. Choć akurat tu politycy byli skuteczni. I obronili prawo dziennikarzy do przyzwoitych warunków pracy. Jeśli mnie pamięć nie myli, do dziś nikt im za to nie podziękował.
***
Może kiedyś ktoś sporządzi dziełko pod tytułem „Polskie media w czasach choroby i próby”. Momentami będzie to księga chwały, ale długie fragmenty bardziej będą pasować do księgi wstydu. I bezwstydu. Czasem hańby. Tak, niektórzy zamiast służyć ludziom, uznali, że skoro sytuacja jest trudna, należy służyć władzy tym bardziej, że reprezentowała ona przecież suwerena. Niektórzy uznali, że nie widzą, nie słyszą i nie rozumieją. Choć na szczęście byli i tacy, którzy uznali, że jednak nie będą robić idiotów z siebie i odbiorców i na przykład w sprawie podatku od reklam kategorycznie odrzucić trzeba kłamstwa, że idzie o uderzenie w cyfrowych gigantów i pomoc służbie zdrowia. Ale zwykle tej jednoznaczności brakowało. W protestach KOD wiele mediów dostrzegało wyłącznie starszych ludzi, jakby