xiazeluka
04.03.21, 20:55
Mła musiał towarzyszyć pewnej osobie, która miała umówioną wizytę u Herr Doktora. Komercyjną, oczywiście, jako że do teleporad numerki skończyły się pięć minut po odblokowaniu linii. Komercyjną, a więc za pieniądze. Za Mła pieniądze. Klient nasz pan?
Upodobniona do fortecy prywatna klinika. W wejściu masywny ochroniarz, zaraz za drzwiami stolik, za którym na krzesełku spoczywa rozwalona paniusia w kagańcu. Paniusia pokrzykuje na wchodzących, każe dokonywać czołobitności przed miernikiem temperatury, fuknięciami steruje przepływ klientów, a przybywających bez kagańca musztruje z satysfakcją: "Bez maseczki pan nie wejdzie. Bo nie. Ja tu jestem kierowniczką tej szatni, nie mamy pańskiej wizyty i co pan nam zrobi".
Oczywiście paniusia jest za głupia, by zrozumieć, że jak najbardziej można przemieszczać się bez maseczki, ale jak ktoś przybywa z bólem, to trudno zarządzić odwrót i szukać innej szatni. Tym bardziej, że nawet podwawelska niewiele by tu pomogła.