oleg3
09.04.21, 13:39
Ten post jest hołdem przed frazeologicznym bogactwem języka polskiego. Wiem, wiem! To nie ja jestem odpowiednią osobą, by ten hołd oddać. Nie mam podbudowy teoretycznej , a moja praktyka jest skromna, wręcz mizerna. Nie święci garnki lepią!
Podobno Eskimosi (termin jeszcze dozwolony?) mają kilkadziesiąt słów na określenie śniegu. My Polacy jeden. Anglicy czy Niemcy (nie wiem jak z Francuzami) mają 3-4 słowa na określenie kobiety. A u nas bogactwo, jak ze śniegiem u Eskimosów.
Mamy archaiczną już niewiastę, całkiem zapomnianą białkę i pospolitą babę. Tego nie da się przetłumaczyć na angielski! Na literę "D" mamy divę (czy swojską diwę), dziwę, dziewoję, dzierlatkę i wulgarną dziwkę czasem myloną z dziewką. Wspaniałe importy: seniorita, krasawica, laska czy laseczka. Każde z tych określeń niesie inny odcień znaczeniwy. Wszystkie oznaczają kobietę, ale dodają jeszcze coś. To coś decyduje o bogactwie naszego języka.
"Baba z jajami" nie odnosi się do biologicznych cech tak określonej pani. Jest wyrazem jej cnót rycerskich. Co oznacza potworek językowy "osoba z macicą'?