xiazeluka
29.06.21, 09:53
Co jest największym utrapieniem reżimu warszawskiego? Otóż władzom okupacyjnym przeszkadza, że w niedzielę da się tu i ówdzie kupić kiełbasę, musztardę i wykałaczki:
next.gazeta.pl/next/7,151003,27265021,pis-chce-skonczyc-z-obchodzeniem-zakazu-handlu-jeszcze-w-wakacje.html#s=BoxOpImg5
Zamiast znieść socjalistyczno-totalitarny zakaz pracy w niedziele, towarzysze nie ustają w wysiłkach, by zrobić z Polaków dziadów uzależnionych od państwowych zasiłków. Przy okazji pokazują, jaki mają stosunek do ogółu: nakaz, groźba, bezwzględne posłuszeństwo. Konkretnie chodzi o sposób wprowadzania zarządzeń: nie da się po prostu zaapelować do społeczeństwa, by wykonało czynności oczekiwane przez reżim, a jeśli się komuś zapomni, to uprzejmie przypomnieć o zarządzonym przymusie - nie, musi być warczący rozkaz, a dla opornych groźba grzywny czy odsiadki. Najnowsze dwa przykłady: spis powszechny oraz obowiązkowa deklaracja o źródłach energii w domu: macie, raby, czas do XX, a jak nie zdążycie/zapomnicie/niewłaściwie zrobicie mamy dla was 5000 PLN kary albo i ciemny loch w towarzystwie złodziei i gwałcicieli. A propos, PT towarzystwo słyszało o tym drugim "obowiązku"?