benek231
14.07.21, 15:14
Trybunał mgr Przyłębskiej orzeka o wypowiedzeniu traktatu unijnego, ale udaje, że chodzi o coś innego
Wojciech Sadurski
13 lipca 2021 | 17:34
Premier chce, by Trybunał mgr Przyłębskiej ochronił rząd przed UE i orzekł, że można jednocześnie akceptować traktat, ale nie być związanym jego ważnym przepisem. W Unii nikt się na to nie nabierze.
Najmniej groźną konsekwencją wyroku Wysokiego Trybunału mgr Przyłębskiej, jeśli posłucha zmasowanych sił premiera, prezydenta, prokuratora generalnego i marszałkini Sejmu, będzie to, że wystawi Polskę na pośmiewisko. W końcu nie każdy wie na świecie, że pod dumną nazwą „Trybunał Konstytucyjny" kryje się grono nierobów i miernot realizujących zlecenia partyjne. No, ale pośmieje się świat i przestanie – można się pocieszać. Niestety, tak miło nie musi się skończyć. Zgodny z wnioskami wyrok Trybunału może być dla Unii mocnym sygnałem, że Polska wypowiada traktat o UE. Bo do tego w istocie sprowadza się meritum wniosku premiera Morawieckiego.
Powinien orzekać Trybunał w pełnym składzie
Zacznijmy jednak od fundamentalnej wady proceduralnej. Zgodnie z ustawą o TK (przyjętą zresztą przez większość PiS-owską) wyroki zmieniające dotychczasową linię orzeczniczą muszą być podejmowane w pełnym składzie (czyli minimum 11 sędziów). Ta decyzja będzie podjęta w składzie pięcioosobowym (mgr Przyłębska odrzuciła wniosek Adama Bodnara o rozszerzenie składu) – a w radykalny sposób zmieni dotychczasowe orzecznictwo Trybunału.
Po pierwsze, dlatego że podważy zgodność z konstytucją pewnych artykułów Traktatu o Unii Europejskiej – a Traktat został już wcześniej w całości zaakceptowany jako zgodny z konstytucją (w wyroku z 11 maja 2005 r.). Co prawda traktat lizboński został przyjęty już po tamtym wyroku (za ratyfikację chwała prezydentowi Kaczyńskiemu!), ale przejął on artykuły już zatwierdzone przez TK (w każdym razie te, których dotyczy dzisiejsza decyzja).
Po drugie zaś, w tamtej sprawie z 2005 r. TK wyraźnie powiedział, że nie ma kompetencji do oceny konstytucjonalności tzw. prawa pierwotnego Unii (czyli właśnie traktatów) – chyba że następuje to w związku z traktatem akcesyjnym, czyli w związku z przyłączeniem się Polski do Unii. Wniosek premiera dotyczy zaś właśnie traktatu o Unii (a nie w związku z akcesją) – a zatem wyrok będzie mógł być wydany tylko w pełnym składzie.
I na tym można by zakończyć całą sprawę: wyrok będzie bezprawny. Ale niestety, to nie wszystko.
Tarcza przed orzeczeniami TSUE
Dzisiejsza rozprawa była bowiem prymitywną ustawką mającą na celu wyłączenie Polski spod prawa unijnego, gdy tylko rząd polski zechce bezkarnie łamać nie tylko konstytucyjne, ale też traktatowe zasady niezawisłości sędziów. Bo o to tu naprawdę idzie. Ustawka ta jest panicznym ruchem podjętym przez premiera Morawieckiego na pięć minut przed wyrokiem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który wedle wszelkich przewidywań uzna za niezgodne z prawem europejskim powołanie nadzwyczajnego „sądu" w postaci inkwizycyjnej Izby Dyscyplinarnej. Ta złowroga Izba Przebierańców jest ukoronowaniem spójnego systemu prześladowania niezależnych. Przy czym rychłe orzeczenie TSUE, w przeciwieństwie do wielu poprzednich, nie będzie odpowiedzią na pytania prejudycjalne polskich sędziów (a więc zawierające jedynie wskazówki dla nich), ale w sprawach skarg Komisji Europejskiej mające skutek natychmiastowej wykonalności. Z wielkimi karami za niestosowanie się. Jak w przypadku wyrębu Puszczy.
Wniosek Wysokiego Trybunału mgr Przyłębskiej jest w istocie skierowany przeciw TSUE - i wniosek rządowy wcale tego nie kryje, mówiąc, że krytykowane przez niego normy „powstały w wyniku prawotwórczej działalności TSUE i nie były przedmiotem oceny Trybunału Konstytucyjnego". Takim chytrym sposobem ominięto kwestię już istniejącego orzeczenia TK w sprawie traktatu: nie o traktat chodzi, słyszymy, ale o orzecznictwo TSUE. Unikając jednego ambarasu, wniosek wpada w kałużę, bo Trybunał Konstytucyjny nie ma kompetencji oceniania zgodności orzecznictwa TSUE z polską Konstytucją. Jakkolwiek by wczytywać się w konstytucyjne kompetencje TK – takiego uprawnienia tam nie ma. Równie dobrze TK może sobie oceniać orzeczenia Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, rezolucje Rady Bezpieczeństwa albo decyzje organów UEFA. A zatem kolejna potężna prawnicza wpadka wnioskodawców.
Polską konstytucję łamie nie Unia, lecz PiS
Główny problem polega jednak na tym, że w istocie wniosek premiera jest zakwestionowaniem traktatu. Jakkolwiek by kręcić, jakichkolwiek by sofizmatów używać, Trybunał mgr Przyłębskiej ma stwierdzić, że kluczowy artykuł traktatu jest niezgodny z polską konstytucją. To kłamstwo.
Wniosek używa chytrej formuły pod nazwą Przepis Rozumiany W Ten Sposób Że (PRWTSŻ). Ta metoda ma stworzyć wrażenie, że to nie przepis traktatu jest zakwestionowany, ale tylko jego pewna interpretacja, osobliwie przeszkadzająca polskiemu rządowi. W pewnych przypadkach Trybunał rzeczywiście przyjmuje orzeczenia „interpretacyjne". Jest to jednak pociągnięcie ryzykowne, bo pod pretekstem techniki PRWTSŻ można zanegować istotę danego przepisu.
I tak ma się stać w tym przypadku. Stosując technikę PRWTSŻ, wniosek do TK zakwestionował istotę kluczowego artykułu 19. traktatu, mówiącego o tym, że wszystkie państwa członkowskie muszą zapewnić swym obywatelom i instytucjom „skuteczną ochronę prawną". Artykuł ten, mówią dzisiaj prawnicy władzy, nie może być rozumiany w ten sposób, by np. sądy mogły kontrolować uchwały neo-KRS dotyczące wniosków do prezydenta o mianowanie sędziego. Ale istota skutecznej ochrony prawnej polega właśnie na tym, że wszystkie decyzje administracyjne (a takimi są uchwały KRS) mogą być podważone przez zainteresowanych przed niezależnym sądem. To największa gwarancja przeciw arbitralności władzy, wymyślona przez państwa praworządne. Tak samo jak gwarancją obywateli jest prawo sędziów do oceniania, czy skład sędziowski w innych instancjach rozpatrywanej sprawy jest zgodny z zasadami konstytucyjnymi. Bo to gwarancja przeciwko przebierańcom paradującym w togach sędziowskich. I takie rozumienie artykułu 19. też jest wykluczone przez dzisiejszy wniosek do mgr Przyłębskiej. Innymi słowy: artykuł 19. traktatu – tak, ale już jego konsekwencje dotyczące konkretnych gwarancji ochrony prawnej – nie.
Dlatego wbrew powierzchownym ocenom wniosek premiera do mgr Przyłębskiej nie dotyczy wyższości polskiej konstytucji nad prawem unijnym, chociaż jest tak sformułowany. Wedle wniosku pierwsze artykuły traktatu o Unii mogą zobowiązywać organy państwa „do odstąpienia od stosowania Konstytucji RP". Tak byłoby, gdyby między konstytucją a traktatem była sprzeczność. Żadnej takiej kolizji jednak nie ma. Jest natomiast sprzeczność między PiS-owską praktyką konstytucyjną, bezczelnie łamiącą konstytucję na każdym kroku, a traktatem europejskim, zawierającym gwarancje ochrony prawnej obywateli przed arbitralnym, opresyjnym prawem, sterowanym ręcznie przez polityków.