Dodaj do ulubionych

Kaczyński zagraża bezpieczeństwu Polski :O)

18.07.21, 08:39
Małostkowość Kaczyńskiego zagraża bezpieczeństwu Polski

Witold Gadomski
18 lipca 2021 | 07:00


Jesteśmy dziś skonfliktowani z Unią Europejską i jej największym krajem - Niemcami, mamy lodowate stosunki z Francją, chłodne z Ukrainą, konflikt z Czechami, idziemy na zwarcie z USA. To wszystko skutek absurdalnych pomysłów jednego człowieka, który dla swych obsesji gotów jest ryzykować los narodu.

Rząd PiS zwleka z udzieleniem agreement, czyli dyplomatycznej zgodny na objęcie stanowiska ambasadora USA przez Marka Brzezińskiego, młodszego syna znanego dyplomaty i politologa Zbigniewa Brzezińskiego. Pretekstem jest rzekome polskie obywatelstwo Marka, który jakoby uzyskał je automatycznie jako syn Zbigniewa, urodzonego w II Rzeczpospolitej w 1928 roku. MSZ zażądał, by Mark Brzeziński zrzekł się obywatelstwa, co byłoby procedurą upokarzającą.

Według „Rzeczpospolitej" osiągnięto w końcu kompromis. Brzeziński nie będzie musiał zrzekać się polskiego obywatelstwa (którego nie posiada), a jedynie zadeklaruje, że nie będzie się o nie ubiegał. Nie wiadomo, czy informacja jest prawdziwa. Od żadnego innego kandydata na ambasadora nie wymaga się takiej deklaracji. Tak czy inaczej, PiS dał Markowi Brzezińskiemu do zrozumienia, że w Polsce rządzonej przez Kaczyńskiego jest osobą niemile widzianą.

Działania MSZ wobec Marka Brzezińskiego szkodzą Polsce. To nie tylko znakomity dyplomata, mający silną pozycję w administracji Bidena, ale także człowiek doskonale znający realia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, mówiący po polsku, no i - co nie jest bez znaczenia - syn legendarnego Zbiga, który był patriotą polskim i amerykańskim. Z pewnością jest przyjacielem Polski, choć niekoniecznie przyjacielem PiS.

Ojciec Marka – nasz człowiek w Waszyngtonie
Jego ojciec – profesor, politolog i dyplomata – był przez lata dumą Polaków opozycyjnie nastawionych do komunistycznej władzy. W Stanach Zjednoczonych był osobą wpływową nie tylko podczas prezydentury Cartera (1977-81), którego był głównym doradcą w sprawach polityki zagranicznej. Doradzał Carterowi, by w rozmowach z przywódcami ZSRR i bloku sowieckiego kładł nacisk na przyjęte w Helsinkach zobowiązania poszanowania praw obywatelskich. Dzięki niemu wzmocnione zostały nadajniki Radia Wolna Europa, którego siedziba znajdowała się w Monachium. Wcześniej kanclerz Helmut Schmidt planował likwidację stacji. Amerykański nacisk na władze PRL stwarzał nad opozycją demokratyczną parasol bezpieczeństwa i to różniło sytuację w Polsce od sytuacji w innych krajach obozu sowieckiego.

Dla działaczy „Solidarności" był „naszym człowiekiem w Waszyngtonie". Dzięki jego zabiegom w grudniu 1980 roku udało się powstrzymać inwazję sowiecką, która wówczas była bardzo realna. 7 grudnia zadzwonił do Jana Pawła II, informując o szykującej się katastrofie. Obaj zaalarmowali światową opinię publiczną, a Stany Zjednoczone jednoznacznie dały Breżniewowi i jego kompanom sygnał, że reakcja USA będzie twarda.

Sowieci uważali Zbigniewa Brzezińskiego za jastrzębia i głównego architekta amerykańskiej polityki zmierzającej do rozmontowania bloku komunistycznego. Fakt, że Amerykanin polskiego pochodzenia z doskonałą znajomością realiów w krajach komunistycznych ma potężny wpływ na amerykańską politykę, doprowadzał ich do białej gorączki.

Jego opinia jastrzębia w stosunku do Sowietów była tylko częściowo prawdziwa. Na studiach krytykował amerykańską politykę wobec ZSRR i innych krajów bloku komunistycznego, uważając, że jej skutkiem jest mocniejsza integracja bloku. Pod wpływem wydarzeń w październiku 1956 roku w Polsce i na Węgrzech doszedł do wniosku, że możliwe jest stopniowe wyzwolenie krajów Europy Środkowo-Wschodniej spod sowieckiej dominacji.

Zbig - niedoszły kandydat na prezydenta Polski
Gdy we wrześniu 1989 roku Leszek Balcerowicz odwiedził Waszyngton, by rozmawiać o pomocy MFW i Stanów Zjednoczonych dla Polski, Brzeziński przyjął go w swym domu i przez noc, która pozostała do spotkania z politykami amerykańskimi, brytyjskimi i urzędnikami MFW, wspólnie szlifowali tekst wystąpienia. Doradzał polskim politykom szybkie reformy, ale też wprowadzenie do polskiej polityki zachodnich standardów.

W Polsce był obecny w latach 90. tak często, że stał się ważnym uczestnikiem krajowej polityki. W 1995 roku niektórzy politycy sondowali możliwość startu Brzezińskiego w wyborach prezydenckich. Polsko-amerykański dyplomata wyraził wstępną zgodę, pod warunkiem że poprze go Lech Wałęsa, który sam wycofa się z wyborów. W Polsce był traktowany przez wiele lat przez wszystkie ugrupowania polityczne jako niekwestionowany autorytet. Do czasu, gdy w listopadzie 2012 roku w wywiadzie dla TVN 24 skrytykował wykorzystanie katastrofy smoleńskiej do politycznej gry.

Oto, czym się naraził prawicy smoleńskiej
- Te ciągłe nieodpowiedzialne bzdury o jakimś zamachu smoleńskim, bez wskazania, kto jest za ten zamach odpowiedzialny, ale sugerując, że to jest prawdopodobnie rząd polski, a może i Sowieci, może i razem - mówił w 2012 roku w wywiadzie telewizyjnym. - To jest coś tak wstrętnego i szkodliwego, że - mam nadzieję - osoby bardziej odpowiedzialne w opozycji rządowej jakoś inaczej odniosą się do tego. To jest strasznie wredna robota, robiona widocznie przez parę osób cierpiących na jakieś psychologiczne trudności, które - być może - z punktu widzenia ludzkiego są zrozumiałe, ale dla których nie ma miejsca w życiu politycznym – konkludował.

Brzezińskiemu nie mieściło się w głowie, że politycy dla własnych interesów lub własnych obsesji mogą rozpętywać awanturę ośmieszającą i osłabiającą Polskę.

Prawicowi politycy i blogerzy natychmiast okrzyknęli profesora Brzezińskiego marnym znawcą polityki i człowiekiem, którego kariera była pasmem klęsk. Taki jest poziom dyskusji w Polsce. Jarosław Kaczyński uznał go za wroga nr 1 i nienawiść do zmarłego w 2017 roku politologa przelał na jego synów, w szczególności na młodszego Marka.

Emocje prezesa ważniejsze niż interes Polski
Gdyby PiS myślał w kategoriach interesów Polski, nominację Marka Brzezińskiego przyjąłby z entuzjazmem. Ale w PiS decyzje podejmuje wyłącznie starzejący się prezes, który nad interes Polski przedkłada własne emocje.

Jedną z jego pasji jest historia, o czym świadczą wywiady, których udziela zwykle przyjaznym mu dziennikarzom. O dziwo – jedyne wnioski, jakie wyciąga z historii Polski, dotyczą umacniania i sprawowania władzy, a nie bezpieczeństwa i warunków do rozwoju.

W ostatnich 300 latach Polska na ogół była przedmiotem gry europejskich mocarstw. Kolejne pokolenia stawały przed dramatycznym dylematem – podejmować walkę skazaną na klęskę, by obudzić sumienie innych narodów i pielęgnować legendę o polskim czynie, czy też urządzać się w państwie rządzonym przez obcych. Niepodległość odzyskaliśmy dwukrotnie i za każdym razem zawdzięczaliśmy to szczęśliwej koniunkturze międzynarodowej, którą potrafiliśmy wykorzystać i w 1918 (na krótko), i w 1989 roku. Ale bezpieczeństwo nigdy nie było dane raz na zawsze.

Bezpieczeństwu służy obecność w Unii Europejskiej i dobre relacje z sąsiadami, szczególnie z krajami, dla których ważne są wartości demokratyczne i wolnościowe. Bezpieczeństwu służą również jak najlepsze stosunki ze Stanami Zjednoczonymi – jedynym państwem, które może realnie przeciwstawić się Rosji. To abecadło polityki zagranicznej średniej wielkości kraju, mającego nie najlepsze położenie geopolityczne.

Obserwuj wątek
    • benek231 Kaczyński zagraża bezpieczeństwu Polski :O) - 2 18.07.21, 08:43
      Pod władzą PiS mamy samych wrogów
      Politycy PiS, nawet jeśli nie są orłami, abecadło znają, ale żaden z nich nie ma odwagi, by się przeciwstawić prezesowi, by mu wyjaśnić, że bezpieczeństwo kraju, trzydziestu paru milionów Polaków jest ważniejsze niż jego psychiczny dobrostan. Polityka zagraniczna PiS skonfliktowała nas z Unią Europejską i jej największym krajem – z Niemcami, mamy lodowate stosunki z Francją, chłodne z Ukrainą, konflikt z Czechami, a po zmianie lokatora w Białym Domu idziemy na zwarcie ze Stanami Zjednoczonymi. To wszystko skutek absurdalnych pomysłów jednego człowieka. Kaczyński polityką zagraniczną się nie interesuje i słabo się na niej zna. Traktuje ją wyłącznie jako przedłużenie polityki krajowej. Dla swych obsesji gotów jest ryzykować los narodu.

      Wśród wyborców poparcie dla PiS spada, ale wciąż na partię Kaczyńskiego gotowych jest głosować około 30 proc. Polaków. Polityka zagraniczna i pozycja Polski w świecie w preferencjach wyborczych odgrywają niewielką rolę. Ale sprawy te mogą okazać się decydujące dla naszych losów.

      wyborcza.pl/7,75968,27337776,malostkowosc-kaczynskiego-zagraza-bezpieczenstwu-polski.html#S.main_topic_2-K.C-B.3-L.1.glowka
      I wlasnie chodzi o to w polityce budowania grajdola - by miec wokol samych wrogow i uprawiac propagande zagrozenia. Bo to zawsze sprzyjalo skrzykiwaniu Polakow w kupe i zapelnianiu kosciolow.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka