Dodaj do ulubionych

" Ziobro znów mówi o Polexicie. :O)

09.08.21, 18:28
Chce przelicytować Kaczyńskiego "


Ziobro, Lisicki i Ziemkiewicz grają Polexitem, by zabrać Kaczyńskiemu skrajnie prawicowy elektorat. To bardzo ryzykowna gra, ale nie mają alternatywy. Kaczyński postawił na nich krzyżyk.


Ostatni tydzień przyniósł pierwsze tak wyraźne deklaracje na rzecz Polexitu wygłoszone przez postacie, które nie są marginesem polskiej polityki czy opiniotwórczych elit. Zbigniew Ziobro (wciąż minister sprawiedliwości), Paweł Lisicki (redaktor naczelny jednego z kluczowych prawicowych mediów, tygodnika „Do Rzeczy”) oraz Rafał Ziemkiewicz (jeden z czołowych prawicowych publicystów), w tym samym momencie i nieomal jednym głosem (a jak twierdzą dobrze poinformowani, także przy pełnej politycznej koordynacji), opowiedzieli się za Polexitem wobec sytuacji, w której „suwerenność Polski jest zagrożona przez Unię”.

Cała trójka zagrała Polexitem świadomie, w obronie własnej, przeciw Kaczyńskiemu. Wykorzystując tyleż jego osłabienie, co jego nową strategię polegającą na tym, aby wymknąć się z matni, poświęcając Ziobrę.

Polexit Ziobry i makiawelizm oskubanej gęsi

Kaczyński znalazł się bowiem w sidłach podwójnych. Po pierwsze, jego mędrcy z MSZ, wsparci umysłami Suskiego i Terleckiego, wyprowadzili „wodza” na bagna, zderzając go z europejskimi trybunałami, Komisją, europarlamentem, właściwie całą Unią. Kolejne wyroki europejskich sądów, a później idące za nimi zapowiedzi kar finansowych grożących delegitymizacją Kaczyńskiego w każdym praktycznie segmencie polskiego elektoratu poza twardą prawicą, zmusiły prezesa PiS do taktycznych ustępstw: „coś trzeba będzie zrobić z naszą Izbą Dyscyplinarną”, a nawet „coś trzeba będzie zrobić z naszą Krajową Radą Sądownictwa”.

Jak zwykle, zamiast makiawelizmu Kaczyńskiemu wyszła szamotanina. Najpierw Morawiecki, a później on sam, powtórzyli ten sam „przekaz dnia”. Jest nim zdanie złożone, którego pierwsza część – „zawiesimy, zlikwidujemy, przebudujemy Izbę Dyscyplinarną” – jest skierowana do Ursuli von der Leyen i innych polityków czy polityczek w Brukseli, którzy/które albo są tak naiwni, albo tak cyniczni, żeby udać, iż wierzą w to nawrócenie Kaczyńskiego na demokrację.

Druga część zdania skierowana jest do własnego elektoratu, tego najtwardszego, żeby nie pomyślał sobie, że ma do czynienia z „miękiszonami”, co też by Kaczyńskiego delegitymizowało. Brzmi ona: „...a zrobimy to nie dlatego, że Unia nam każe, ale przeciwnie, bo Izba Dyscyplinarna, a nawet cała 'reforma sądów' w swoim obecnym kształcie (czyli realizowanym przez Ziobrę, której twarzą jest Ziobro), nie dała sobie rady z niezawisłymi sędziami i sądami w Polsce”. Morawiecki i Kaczyński mrugając oczkami dają swoim najtwardszym fanom do zrozumienia, że ograją Unię, wyciągną kasę z tej „świnki-skarbonki”, a w dodatku stworzą taką Izbę Dyscyplinarną, która wszystkich niezawisłych sędziów ostatecznie dorżnie („co nie udało się Ziobrze”).

Ten makiawelizm oskubanej gęsi (żeby nie powiedzieć „kaczki”, bo dowcipy z nazwiska są najgorszym chwytem retorycznym), najmocniej uderza w Ziobrę. Jest przygotowaniem do jego politycznej likwidacji. Stąd odpowiedź Ziobry otwartym wezwaniem do Polexitu, z czym Kaczyński dzisiaj się licytować po prostu nie może.

Jarosław Kaczyński znalazł się jednak w pułapce także z powodów krajowych – Tuskowi na razie udaje się bowiem polityczny powrót. Przed miesiącem prezes PiS mógł pacyfikować Ziobrę i Gowina, strasząc ich przedterminowymi wyborami. Bez względu na to, czy faktycznie chciał zaryzykować skrócenie kadencji, straszak wyglądał na realistyczny. Miesiąc temu Kaczyński mógł sobie pozwolić na wyborczy test. Miał po przeciwnej stronie Platformę – radośnie zmierzającą w stronę sondażowego poparcia na poziomie dziesięciu procent i tracącą posłów oraz Hołownię – mocnego sondażami, ale nieumiejącego od roku zbudować struktur partyjnych, które przełożyłyby popularność internetowego influencera na wyborczy wynik.

Kaczyński mógł się też czuć bezpiecznie mając naprzeciw siebie złamaną przez zwolenników „pisolewu” i skłóconą wewnętrznie Lewicę oraz PSL chylące się ku upadkowi i też coraz bardziej infiltrowane przez zwolenników oddania się pod jego opiekę. Jednocześnie, przy okazji takich przedterminowych wyborów Kaczyński wyczyściłby listy Zjednoczonej Prawicy zarówno ze zwolenników Ziobry i Gowina, jak też z największych durniów ze swej własnej partii. Same korzyści.

Polexit – czyli wojna na prawicy

Miesiąc później mapa polityczna zmieniła się jednak radykalnie. Dzisiaj – dopóki nie poradzi sobie jakoś z Tuskiem – Kaczyński ryzykując przedterminowe wybory miałby nieomal pewność, że straci większość, a być może straci władzę. Straszak przedterminowych wyborów przestał działać, więc także Ziobro i Gowin zhardzieli. Gowin gra swoim liberalizmem (przynajmniej podatkowym), a Ziobro zagrał polexitem i antyunijną twardością. Szczególnie, kiedy zobaczył, że Kaczyński i Morawiecki chcą podać Ursuli von der Leyen jego głowę na tacy, mając nadzieję, że faktycznie jest ona warta 150 miliardów euro, które trafią do PiS-u i pozwolą Kaczyńskiemu – już całkiem samodzielnie i niekoalicyjnie – kupić sobie i swojej partii trzecią kadencję rządów.

Ziobro zaatakował frontalnie Morawieckiego (Kaczyńskiego bardziej pośrednio, bo jego boi się jednak śmiertelnie) za to, że uległ szantażowi Brukseli i przerywa „jego reformę sądów, która idzie świetnie”. Skrytykował też ludzi w sądownictwie (począwszy od pierwszej prezes Sądu Najwyższego), których często sam do sądów posłał, a którzy widząc jego niełaską i słabość zgodzili się realizować scenariusz Kaczyńskiego (czyli wygaszenie, rozmycie Izby Dyscyplinarnej w oczekiwaniu na nowe wytyczne). Oni bowiem dla stanowisk i pieniędzy (które otrzymali dopiero od „dobrej zmiany”, bo wcześniej nie byli sędziami mającymi jakiekolwiek osiągnięcia zawodowe, a część z nich sędziami nie była w ogóle) zrobią wszystko.

Między Ziobrą a Morawieckim i Kaczyńskim nie ma już żadnej chemii. Ziobro szykuje się do politycznego, a w przyszłości wyborczego starcia. Jeśli rzucił choćby okiem na ostatni sondaż SW Research dla „Rzeczpospolitej”, wie, że po sześciu latach antyunijnej młócki prowadzonej przez rządzącą prawicę Polexitu chce już 17 procent wyborców. To dużo więcej, niż dwa czy trzy procenty, na które może dziś liczyć Solidarna Polska startując samodzielnie. Żeby mieć te 17 procent, Ziobro musi jednoznacznie postawić na Polexit, a do tego związać się z Konfederacją i jeszcze bardziej skrajną prawicą. Stąd jego zaostrzenie tonu przeciwko polskiej obecności w UE.

Ziobro buduje też od dawna sojusze na twardej kulturowej prawicy, część swoich sojuszników utrzymując z publicznych pieniędzy.

Czy Zbigniew Ziobro chce Polexitu?

Lisicki i Ziemkiewicz wsparli Ziobrę w swojej rozmowie-manifeście w internetowym programie „Polska Do Rzeczy”, pytając tam retorycznie: „Czy Polexitu może chcieć tylko szaleniec lub zdrajca?”. I odpowiadając samym sobie: „Jeśli chcemy ocalić suwerenność, nie bójmy się myśleć o Polexicie”.

Czemu ludzie w Polsce wybierają scenariusz Targowicy, używając pretekstu „suwerenności” do odcinania Polski od Zachodu i wpychania nas w łapy Rosji? Powody są różne, najczęściej rozciągają się pomiędzy fanatyczną ideowością a chorymi i zawiedzionymi osobistymi ambicjami.
Obserwuj wątek
    • benek231 " Ziobro znów mówi o Polexicie. :O) - 2 09.08.21, 18:32
      Od czasu jak Ziemkiewicz parę lat temu zaczął wrzucać do sieci swoje selfiki z siłowni, adresowane do młodych narodowców, stało się jasne, że jego ambicje są bezgraniczne, a bycie najbardziej nawet rozpoznawalnym propagandystą obozu „dobrej zmiany” ich nie zaspokoi. Później zaczął w PiS-owskich mediach testować granice ich tolerancji na krytykę Kaczyńskiego, co sprawiło, że z PiS-owskich mediów wypadł.

      Z kolei Paweł Lisicki od bardzo dawna i bardzo świadomie, wręcz cynicznie, stawia na wojnę kulturową zamiast polityki. W tym sensie on nawet Kaczyńskim, jako mimo wszystko „politykiem”, pogardza. Nawet jeśli nie pogardzał pompowanymi w jego tygodnik przez PiS pieniędzmi z budżetów reklamowych przejętych przez partię rządzącą państwowych spółek. W momencie wojny Ziobry z Kaczyńskim Lisicki wybrał jednak Ziobrę i to bardzo wyraźnie. Jako tego polityka, który chętnie stanie się twarzą kulturowej wojny prawicy, bo w zwykłej „polityce” z Kaczyńskim przegrywa.

      Wojna kulturowa

      Lisicki postawił na wojnę kulturową po stronie prawicy, bowiem polska skrajna lewica – choć też wojną kulturową zachwycona – nie ma w niej szans i jest raczej baranami prowadzonymi na rzeź, sądzącymi, że Warszawa to Paryż albo Nowy Jork, a oni wygrają pod sztandarami najbardziej radykalnej obyczajowej rewolucji. Otóż nie wygrają, ich dominacja będzie się ograniczała do paru wydziałów kulturoznawstwa, dopóki nie dotrze tam Czarnek.

      Lisicki podobnego błędu nie popełnił, postawił w wojnie kulturowej na tych, którzy są w Polsce silniejsi, a więc na skrajną tradycjonalistyczną i nacjonalistyczną prawicę.

      Zatem twardy nacjonalizm przeciwko „złej Europie”, „msza trydencka po łacinie” przeciwko „lewakowi Franciszkowi”. Nawet jeśli „msza trydencka po łacinie” – czyli odmowa rozmawiania z narodowymi plemionami w ich własnych językach nawet podczas liturgii, wybrana kiedyś przez Kościół w najgorszym momencie Jego historii, kiedy w ogóle nie był chrześcijański, a interesowała go wyłącznie władza doczesna, potem szczęśliwie odrzucona przez Drugi Sobór Watykański – z twardym plemiennym nacjonalizmem nie da się łatwo pogodzić. Lisicki dawno już jednak zrozumiał, że wojna kulturowa nie musi być logiczna. Nawet logiczna być nie powinna. Trzeba jedynie zgromadzić w swoim obozie przed walką maksymalną liczbę sztandarów, które podkreślą różnicę i zaognią konflikt „z tymi drugimi”. W tym wypadku „prawicowców” z „lewakami”, Polaków z Żydami, wierzących z niewierzącymi, „patriotów” z „europejczykami”.

      Stąd wziął się sojusz Ziobry, Lisickiego i Ziemkiewicza w sprawie Polexitu. Gra jest ryzykowna, ale alternatywy nie mają. Kaczyński postawił na nich krzyżyk widząc, że chcą mu zabrać część elektoratu i zbudować coś „suwerennego” przy prawej ścianie. Tymczasem on, nawet jeśli został zmuszony do taktycznych łamańców na odcinku UE, ma zawsze nadzieję przelicytować Ziobrę, Lisickiego i Ziemkiewicza swoim Czarnkiem. A jeśli to nie wystarczy, każe Przyłębskiej, Piotrowiczowi, Pawłowicz wydać jakiś kolejny „wyrok”, w konsekwencji którego Polki będą np. musiały chodzić w czarczafach. Czyli powtórzy swój cyniczny manewr z zaostrzeniem ustawodawstwa antyaborcyjnego. I nikt już na kulturowej prawicy czy w „kościele Rydzyka i Jędraszewskiego” nie powie, że Ziobro jest od niego twardszy.

      Na prawicy czasy stały się zatem ciekawsze. Kto te czasy przeżyje i w jakim stanie, zobaczymy wkrótce.

      www.newsweek.pl/opinie/polexit-dlaczego-ziobro-lisicki-i-ziemkiewicz-znowu-o-nim-mowia/x1v8hz4
      Te czarczafy to chyba nie wchodza w gre ale zamach tych religianckich poyebow na rozwody jest bardzo prawdopodobny.
    • benek231 " Ziobro znów mówi o Polexicie. :O) 10.08.21, 08:52
      >> Druga część zdania skierowana jest do własnego elektoratu, tego najtwardszego, żeby nie pomyślał sobie, że ma do czynienia z „miękiszonami”, co też by Kaczyńskiego delegitymizowało. Brzmi ona: „...a zrobimy to nie dlatego, że Unia nam każe, ale przeciwnie, bo Izba Dyscyplinarna, a nawet cała 'reforma sądów' w swoim obecnym kształcie (czyli realizowanym przez Ziobrę, której twarzą jest Ziobro), nie dała sobie rady z niezawisłymi sędziami i sądami w Polsce”. Morawiecki i Kaczyński mrugając oczkami dają swoim najtwardszym fanom do zrozumienia, że ograją Unię, wyciągną kasę z tej „świnki-skarbonki”, a w dodatku stworzą taką Izbę Dyscyplinarną, która wszystkich niezawisłych sędziów ostatecznie dorżnie („co nie udało się Ziobrze”). >>
      *

      Tak tak, prosze "prawicowego" tepactwa, ta "reforma sadownictwa" miala na celu wylacznie podporzadkowanie sadownictwa zdrajcy Kaczynskiemu.
        • benek231 " Ziobro znów mówi o Polexicie. :O) 10.08.21, 16:30
          wikul napisał:

          > Czy warto?
          **
          Wikulu to sa ludzie zli oraz podli. Oni zawsze maja pretensje do calego swiata, ze sa biedni i glupi, i ciagle czekaja, ze swiat ciagle bedzie im rekompensowal ich wyimaginowane krzywdy. To jest narodowo-katolicka polska swolocz.

          Pamietam jak przed przystapieniem do Unii mieliscie straszna bryndze - po prostu brud, smrod i ubostwo. Wszystko zaczelo raptownie zmieniac sie na lepsze po przystapieniu do UE. Polska zaczela rozkwitac, po prostu.
          I teraz podle gnojki w rodzaju Kretyna, Kretynka, Olega3, Felusiaka, czy Perly, pozwolily sobie wmowic, ze "tak naprawde to moglibysmy sporo lepiej gdyby nie ta Unia". Bo taka wersja historii wydaje sie byc chwilowo poreczniejsza temu najwiekszemu szkodnikowi od czasow przedzaborowych, Kaczynskiemu. Bo niewdziecznosc i podlosc to najlepszy sposob na podlewarowanie dumy i samopoczucia Polaka, jak i tzw. "dumy narodowej". Co za wstretne i podle sukinsyny.
          Nie zdaja sobie sprawy z tego, ze ich dzieci, co zdarzyc sie moze, beda na kolanach blagac Unie o jalmuzne i jej nie dostana. Wlasnie poprzez pamiec o paskudnym charakterze jak i podlosci Polakow, ich ojcow.
          • xiazeluka Re: " Ziobro znów mówi o Polexicie. :O) 10.08.21, 23:21
            "Pamietam jak przed przystapieniem do Unii mieliscie straszna bryndze - po prostu brud, smrod i ubostwo."

            Brud, smród i ubóstwo to wystrój Twojej nory w Portland. W 2004 roku, po 15 latach od obalenia komunizmu, Polska szybko nadrabiała teren, z dnia na dzień piękniejąc i unowocześniając się, mimo kłód biurokratycznych rzucanych pod nogi przedsiębiorcom przez kolejne reżimy. Polska nie była wówczas nie mającym wyjścia petentem, przeciwnie, dla władców IV Rzeszy była pożądanym partnerem (do oszwabienia, jak to ze Szkopami jest zwykle). Opowieści o tym, że zaraz po 2004 Polska nagle się wzbogaciła, to bajki. Bogactwo jest z pracy, a nie rozdawnictwa.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka