Dodaj do ulubionych

Wolnosciowcy funduja wam zamordyzm :O)

15.08.21, 16:18
a wam to zupelnie nie przeszkadza. Interesujace.


Rok 2031, Polska. Jak się obywatel może bronić przed służbami? Co, pójdzie do mediów? Przepraszam, których?

Ziemowit Szczerek
14 sierpnia 2021 | 05:55


Telefon musiałem oddać, razem z hasłami. Przetrzepali. Mogą. Kto im zabroni

Na granicy, między Krakowem a Dąbrową Górniczą, stały ponure chłopy i drapały się pod ładnymi, ale niewygodnymi mundurami.

– Cel przyjazdu? – zapytał policjant, uderzając o dłoń moim paszportem z napisem „Rzeczpospolita Polska (Zachodnia)". Policjant, bo nieliberalna Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska nie utrzymywała tu pograniczników. Nie uznawała bowiem granicy, uważając liberalną Rzeczpospolitą Polską (Zachodnią) za kilka zbuntowanych województw, które, wcześniej czy później, powrócą pod władzę Warszawy. Jak Tajwan do Chin.

– Czy Najjaśniejsza Rzeczpospolita to jest wolny kraj? – zapytałem.

– Oczywiście! – wyprężył się policjant.

– No to przecież ja mogę bez celu przyjechać – powiedziałem, ale wiedziałem, że tak łatwo się nie wywinę. Tylko go rozdrażniłem. I prawie mi auto na kawałki rozebrali, szukając diabli wiedzą czego.

Znałem ten tryb z krajów autorytarnych. Dawniej tak trzepali w Rosji, w Kazachstanie, na Białorusi. Na Donbasie.

Telefon musiałem oddać, razem z hasłami. Przetrzepali. Mogą. Kto im zabroni. Jak się obywatel może bronić przed służbami? Co, pójdzie do mediów? Przepraszam, których?

– Jakieś ukryte foldery? Proszę pokazać hasło dostępu do maila, do Facebooka, Twittera…

Facebooka i Twittera usunąłem przed wyjazdem. Wiadomo było, że będą chcieli sprawdzić. Maila mi przeszukali przez kluczowe słowa, choć czyściłem go chyba przez trzy dni. Nie spodobało im się to, co znaleźli, ale machnęli ręką. Wystarczyło im, że byłem na ich łasce. Jak to w fetyszyzujących hierarchię systemach: takich policjantów ich szefowie wychowują na „prawdziwych mężczyzn", ci policjanci na nic na górze nie mają wpływu, więc odbijają sobie na tych niżej. Więc uśmiechnąłem się ładnie, schowałem dumę w kieszeń, zrezygnowałem ze wstania z kolan, byłem grzeczny – i wjechałem.

Autostrady były w remoncie, za chińskie pieniądze. „Dziękujemy, drogi Xi!" – krzyczały billboardy, te, których nie zajmowały reklamy spółek skarbu państwa. Jak kiedyś w Serbii, która – nie mogąc dostać się do UE – zaczęła się zwracać do innych źródeł pozyskiwania pożyczek i inwestycji.

„Oglądajcie TVP!" – krzyczały billboardy, na których posiwiały już prezes TVN Jacek Kurski wręczał sędziwemu naczelnikowi państwa makietę nowej siedziby stacji – jak średniowieczny biskup ofiarujący papieżowi nową katedrę.

Lekkie podrasowanie gumką
To mógłby być wstęp do łatwego opowiadania typu political fiction. O państwie, w którym żeby się czuć dobrze, trzeba być albo polskim faszystą, albo przynajmniej obsesyjnym narodowcem, albo katolickim fundamentalistą, albo masochistą. Albo po prostu lubić swoje miejsce w hierarchii, korzyć się przed wyższymi na jej szczeblach, a niższych ganić, gdy błądzą, i dawać łaskawie cukierki, gdy idą w imię pańskie.

Ale nie piszę tu opowiadania, które ma skarykaturyzować polski prawicowy autorytaryzm. Bo – przepraszam – po przepchnięciu w trybie „Witek" lex anty-TVN nie mam ochoty na dowcipy.

Niektórzy politycy, jak Gowin, widzą, że narracja nawet na prawicy się rozjeżdża. I to od dawna: ileż on się naczekał na dogodny moment, żeby przejść z obozu słabnących łobuzów do obozu aliantów, jak Włochy pod koniec wojny. Ale szaraki, zwykli wyznawcy – oni dopiero zaczynają trudny proces brania się za bary z coraz trudniej dającą się zracjonalizować rzeczywistością.

By w końcu, podejrzewam, dołączyć do grona odkrywców Ameryki, którzy dopiero gdy zaczęło wydarzać się to, co nieuniknione, zaczęli z zaskoczeniem dostrzegać, że polskie wymachiwanie szabelką i dziecinny egoizm raczej osłabia NATO, a nie wzmacnia, i że TVP dziwnie zaczyna przypominać narrację rosyjskiej propagandy. Lepiej późno niż wcale.

A co będzie dalej? Cenzurowanie. Najpierw lekko, delikatnie, po trochu. Jak zachodnie filmy w Indiach, Chinach czy Rosji. Albo okrawane, albo – jak „Śmierć Stalina" w Rosji – w ogóle niedopuszczane do dystrybucji.

Weźmy Netflix. Można tam teraz obejrzeć kreskówkę pt. „Mitchellowie kontra maszyny", rzecz o niezgranej rodzinie, która, żeby jakoś nad tym zgraniem popracować, wyrusza w podróż formującą po Ameryce. Bohaterka jest lesbijką, ale jest to jedynie sugerowane. W polskiej wersji dubbingowej tych sugestii nie ma. Lekkie podrasowanie gumką. Na razie.

Ale mechanizm już działa, a PiS lubi eskalację. Od Gowina do Czarnka, od „eurorealizmu" do zapowiedzi polexitu, od zaśpiewu na nutę „give PiS a chance" po przejmowanie instytucji i totalny ich demontaż.

Co na to elektorat PiS? O ile ten twardy, nienaruszalny oceniało się zawsze na dwadzieścia kilka procent, to okazuje się, że przejęcie TVN i zduszenie wolnych mediów popiera już tylko 15 proc. Polaków. Reszta jednak dostrzega, że ta droga wiedzie już prosto do jeszcze grubszego autorytaryzmu niż ten aktualny, zgoła wciąż operetkowy.

Kultura zachodnia w swoim mainstreamie rozjeżdża się z mainstreamem polskim, a dzieła takie jak „Smoleńsk" lądują z najniższymi notami na IMDb. I nie jest to złośliwość zdegenerowanego Zachodu, tylko odbicie prostactwa popprawicowej narracji. Ona, oczywiście, jakoś się będzie z czasem stawała bardziej wyrafinowana, jak rosyjska, ale głównie technicznie. Na jakość intelektualną nie ma co liczyć, autorytarna prawica sama się nie przeskoczy.

Właśnie w tej logice mieści się cała pisowska patologia. Cynizm na populistycznej prawicy stał się przezroczysty, bo Jacek Kurski, z jego propagandą szytą nicią grubości nitki Nord Streamu, przecież nigdy nie ukrywał, że pchać będzie na antenę to, co „kupi ciemny lud". Tak, PiS szantażuje opozycję jej rzekomą pogardą dla ludu, trochę się liberałom należało, ale sam tej pogardy ma jednak najwięcej.

Cały Zachód „wstaje z kolan"
Trudno sobie wyobrazić rzeczywiście dzielącą się terytorialnie Polskę. Ale nie można nie zauważać, że uporczywe ignorowanie większości Polaków, którzy nie godzą się na pisowskie porządki, przemoc symboliczną, wyzywanie od „gorszego sortu" i „mord zdradzieckich" czy robienie im z głów sedesów przez partyjną telewizję – prowadzi w stronę takiego wariantu. Taka bowiem jest logika i konsekwencje pisowskiej polityki.

Mogę rozumieć, że Kaczyński nie widzi, że buduje państwo, w którym dobrze mogą się czuć wyłącznie skrajni prawicowcy. Albo ignoruje ten fakt, bo toksyczny sposób zarządzania – partią czy państwem – jest po prostu jego modus operandi i nie umie inaczej.

Dziwi mnie jednak, że nie widzi, że ta populistyczna, ultrakonserwatywna i superzaściankowa „nowa normalność" wpychana ludziom w czasach globalizacji musi doprowadzić do masowych buntów młodych.
Obserwuj wątek
    • benek231 Re: Wolnosciowcy funduja wam zamordyzm :O) 15.08.21, 16:40
      Gdy w czasie chwilowego ocieplania wizerunku w jednym z wywiadów prezes PiS przyznał się do „bezradności" wobec faktu, że młode dziewczyny nie chcą rodzić dzieci, choć przecież dał im 500 plus, że chyba jednak tam coś się głębszego dzieje, jakieś sprawy kulturowe – okazał się po prostu rozbrajająco nierozumiejącym świata ojczymem domagającym się od pasierbów akceptowania żołnierskich reguł za michę: nie masz prawa pyskować, gdy cię, gówniarzu, karmię. Po uświadomieniu sobie tego problemu wysłał jednak na front edukacji betonowego Czarnka – taka jest logika tego mechanizmu.

      Więc czy kogoś zaskoczyło, że Ziobro zaczął mówić o polexicie pomimo zapewnień Morawieckiego, że polexit w ogóle nie jest brany pod uwagę? Jasne, że Ziobro krząta się wokół własnej pieczeni, ale to znów konsekwencja ogólnego kierunku, w którym dziarsko maszeruje PiS. Obecnie polexitu już otwarcie domagają się popprawicowi publicyści o największych zasięgach. Polexit także po prostu wynika z logiki polityki PiS. Podobnie jak „ruski ład" zresztą, wdrażany od Węgier, przez Turcję, po Kazachstan i Białoruś. Prezesowi ponoć marzy się w Polsce Bawaria, miły, zamożny, chadecki, homogeniczny etnicznie i światopoglądowo kraj. Ale z wiodącą ideologią w państwie, biciem w bęben propagandy i w plecy protestujących, z likwidowaniem kontrolnej roli mediów i NGO-sów – to, przepraszam, do kogo my się upodabniamy? Do Bawarczyków?

      I czy w Polsce w ogóle ktokolwiek odczytuje, że Nord Stream 2, na który zgodzili się w końcu Amerykanie, mógł być ostrzeżeniem: patrzcie, co się dzieje, jeśli nie przestrzegacie naszych wspólnych wartości? Wy nas macie gdzieś, my was mamy gdzieś. Oszukaliście jak Grecy: tamci sfałszowali kwity, żeby zrobić wrażenie, że pasują do eurozony, a wy sfałszowaliście obraz Polski, pokazaliście nam fałszywą demokrację, która na pozór pasowała do UE, ale gdy tylko zassaliście unijną kasę, to od razu zaczęliście UE rozmontowywać.

      I dlatego, czemu nie, żeby to zilustrować, literacko można naprawdę wyobrazić sobie taką historię: Polska się dzieli, Polski powstają dwie: jedna – trzymająca się Zachodu i tego, co z jego wartości zostaje, i druga – prorosyjska, decydująca się w końcu – bo kiedyś trzeba – na radykalny krok i związanie się z Rosją i Białorusią, bo – to trzeba powtarzać bez końca – ich polityka do tego właśnie prowadzi, nolens volens.

      Jasne, PiS, jak Orbán na Węgrzech, marzy, żeby to cały Zachód „wstał z kolan" w pisowsko-orbanowskim trybie. Nacjonalistycznym, hierarchicznym, antyoświeceniowym. Że wszędzie, w całej Europie, lokalne Czarnki przejmują władzę.

      Cudownie. W takiej sytuacji wyobraźmy sobie inną historię alternatywną.

      Weźmy, na przykład, Niemcy, które „wstają z kolan" na podobnej zasadzie, na jakiej wstaje PiS. Że, jak chcieliby politycy AfD, zaczną od nazywania ulic imionami nazistowskich generałów, bo przecież skoro Francja ma prawo być dumna z Napoleona, to – cokolwiek by mówić – militarny rozmach III Rzeszy w Europie i okolicach był gigantyczny. Wyobraźmy sobie niemieckiego Macierewicza, niemiecką Pawłowicz, niemieckiego Kaczyńskiego u władzy. Czy Polska – w takim scenariuszu – mogłaby czuć się bezpieczna? A przecież to właśnie AfD, a nie znienawidzona przez PiS chadecja Merkel, jest popprawicowym odpowiednikiem PiS. Który tylko udaje chadecję.

      Ale to już temat na inny felieton.

      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,27447695,rok-2031-polska-jak-sie-obywatel-moze-bronic-przed-sluzbami.html#S.W-K.C-B.3-L.1.maly:undefined
      Za wyjatkiem czterech uczestnikow (Pikrat, Wikul, Czuk, i ja) reszta uzytkownikow tego forum koleguje sie z facetami otwarcie obiecujacymi wziecie wszystkich za morde gdy tylko uda sie pisiorom podboj Polski i Polakow. Reszta koleguje sie m.in. z Kretynem, Kretynkiem, Perla, Felusiakiem, Sz0kiem, (...) jak gdyby nigdy nic, choc wymienieni bez krepacji popieraja likwidacje ostatniej liczacej sie a wolnej stacji telewizyjnej o zasiegu ogolnopolskim. Poklepuje sie z wymienionymi jakby mialo chodzic o czapke sliwek, co najwyzej. A nie o ustroj panstwa, w ktorym rzadzacy moga sobie robic co tylko ich dusze zapragna, gdyz nie ma nad nimi zadnej kontroli, nikt ich nie moze skrytykowac, nikt nie moze zagrozic, czyli mozna rzadzacy moga wszystkich olewac i krasc, panoszyc sie, i dalej niszczyc Polske.
      W tej przyszlej Polsce Kretyna nigdy nie dowiedzielibysmy sie o zamordowanym przez policje 34-latku z Lubina. Bo tak jak w PRLu wszystkimi ediai rzadzic bedzie ta sama banda.
    • benek231 Kaczyński resowietyzuje media :O) 16.08.21, 18:22
      Repolonizacja mediów? Kaczyński je resowietyzuje

      Cezary Michalski
      16.08.2021, 07:59


      Paweł Kukiz uzasadniał swoje sprzedanie się Kaczyńskiemu „szansą na repolonizację mediów”. W rzeczywistości polskie media są pod władzą Jarosława Kaczyńskiego konsekwentnie resowietyzowane – zarówno na poziomie ich struktury (zniszczenie pluralizmu i konkurencji na rynku medialnym), jak też na poziomie treści (uczynienie z nich jednolitego instrumentu partyjnej propagandy).

      Niechęć Jarosława Kaczyńskiego do niezależnych mediów bierze się stąd, że od początku swojej politycznej drogi był on konsekwentnie antyliberalny. To wszystko, w czym zachodni liberalizm widział narzędzia służące kontroli władzy i broniące wolności jednostek – czyli prawne ograniczenia narzucane rządzącym, wzajemną kontrolę różnych ośrodków władzy, niezawisłe sądy i właśnie niezależne od władzy media – Kaczyński postrzegał jako instytucje osłabiające władzę, które trzeba zniszczyć lub władzy podporządkować.

      Historycy i dziennikarze interesujący się biografią Kaczyńskiego wskazują na różne źródła tej jego konsekwentnie antyliberalnej i antywolnościowej postawy. Jedni widzą je w jego edukacji (promotorem pracy doktorskiej Jarosława Kaczyńskiego był partyjny teoretyk prawa Stanisław Ehrlich, który w pewnym momencie całkowicie zrezygnował z legitymizowania PRL-owskiego zamordyzmu przy użyciu ideologii marksistowskiej i zaczął używać uzasadnień bardziej „konserwatywnych”, widząc w „realnym socjalizmie” przede wszystkim okazję do nieskrępowanego przez prawo czy liberalne instytucje „suwerennego rządzenia”).

      Inni widzą źródła antyliberalizmu Kaczyńskiego w jego niechęci i resentymencie wobec bardziej lewicowej części inteligencji warszawskiej, z której wywodziły się elity opozycji demokratycznej, podczas gdy on sam bardzo długo pozostawał człowiekiem drugiego, a nawet trzeciego szeregu.

      Jeszcze inni wskazują po prostu na jego nostalgię za silną PRL-owską władzą, co widać w jego własnych autobiograficznych wypowiedziach, w których pojawia się sympatia, a to wobec Mieczysława Moczara (szefa MSW i silnego człowieka ekipy Gomułki, który odpowiadał za antysemicką nagonkę marcową, a jednocześnie próbował łączyć komunistyczną ideologię z polskim nacjonalizmem), a to wobec Edwarda Gierka (jako człowieka, który dzięki autorytarnej władzy mógł rozpocząć „wielkie państwowe inwestycje”, co Kaczyński próbuje naśladować, choćby przekopując Mierzeję Wiślaną).

      Jakkolwiek psychologia czy biografizm pomagają czasem zrozumieć genealogię pewnych postaw, nigdy nie dostarczają odpowiedzi ostatecznych. Na pewno wiemy tylko, że Kaczyński, w momencie, kiedy pojawia się w centrum realnej polityki, czyli przy Lechu Wałęsie, jest zdecydowanym przeciwnikiem liberalnej demokracji i nostalgikiem PRL-u – zarówno na poziomie personalnym, jak też strukturalnym. W autoryzowanych wywiadach i wypowiedziach z najwcześniejszego już okresu swojej działalności politycznej, potrafi nazywać „ludźmi nie rozumiejącymi istoty państwa i władzy”, a nawet „elementem antypaństwowym”, zarówno swoich politycznych konkurentów wywodzących się z dawnej opozycji demokratycznej, jak też działaczy związkowych NSZZ „Solidarność”. Szanuje natomiast członków aparatu PZPR, starając się przeciągnąć ich na swoją stronę, włączając wielu z nich do swojego najbliższego otoczenia politycznego.

      Zacznijmy bowiem od tego, że Jarosław Kaczyński nigdy nie był ani „wierzącym” antykomunistą, ani „wierzącym” lustratorem. Zawsze marzył o byciu raczej Klausem, niż Havlem, czyli o przejęciu jak największej liczby ludzi aparatu władzy PRL, bo – jak twierdził całkiem otwarcie – „tylko oni znają się na rządzeniu”, „tylko oni mają wiedzę o tym państwie”.

      Jak wielokrotnie wspominał Ludwik Dorn (będący na początku lat 90. jednym z najbliższych współpracowników Jarosława Kaczyńskiego), już na kongresie założycielskim Porozumienia Centrum to nie Kaczyński, ale delegaci wymusili wpisanie do programu nowej partii postulatu „dekomunizacji”. Kaczyński się dostosował, wiedział, że gdyby jawnie zaoponował, sam stałby się w oczach swoich ludzi osobą podejrzaną. Jednak wychodził z sali wściekły, że popsuto mu jego strategię pozyskiwania ludzi z aparatu PZPR i komunistycznego MSW.

      Niezależnie zresztą od tego narzuconego mu przez „partyjne doły” PC postulatu dekomunizacji, od samego początku Jarosław Kaczyński włączył do budowy swojej partii nie tylko ludzi ze środowisk PAX-owskich, ale także wielu wywodzących się z PZPR „konserwatywnych” zwolenników autorytarnej władzy. Stanisław Piotrowicz nie był ani jedynym, ani pierwszym człowiekiem PRL-owskiego aparatu, na którego postawił Kaczyński. Byli działacze aparatu PZPR niższego i średniego szczebla (np. Wojciech Jasiński, członek PZPR i przez całą epokę Gierka Szef Wydziału Spraw Wewnętrznych Urzędu Miejskiego w Płocku; Karol Karski, w czasie stanu wojennego i w latach 80. działacz i członek władz centralnych SZSP, startujący w wyborach samorządowych z poparciem PRON), a także najbardziej dyspozycyjni prokuratorzy czy sędziowie z okresu PRL osiemdziesiątych (np. sędzia Andrzej Kryże, skazujący działaczy opozycji demokratycznej) – byli od samego początku reprezentowani zarówno w najbardziej elitarnej „kadrówce” Kaczyńskiego, jak też w jego rządach.

      Media jak za Gierka

      Także wyobrażenie Kaczyńskiego o modelu i funkcji mediów w nowej Polsce całkowicie wywodziło się z PRL-u. W 1990 roku Kaczyński zaproponował liderom innych postsolidarnościowych formacji podzielenie całej istniejącej w Polsce prasy według klucza partyjnego. Część miała dostać Unia Wolności, część Kongres Liberalno-Demokratyczny, a swoją część jego własna partia, czyli Porozumienie Centrum. Odrzucenie tego pomysłu przez środowiska postsolidarnościowe, zgodę na przekazanie sporej części gazet spółdzielniom złożonym z pracujących w nich dziennikarzy, Kaczyński uznał za swoją osobistą porażkę.
      • benek231 Kaczyński resowietyzuje media :O) - 2 16.08.21, 18:27
        Partii Jarosława Kaczyńskiego udało się jednak wówczas przejąć Ekspress Wieczorny, który Kaczyński i jego ludzie bardzo szybko uczynili biuletynem partyjnym, doprowadzając do utraty przez ten tytuł większości czytelników. Zmusiło to Kaczyńskiego w 1993 roku do sprzedaży gazety szwajcarskiemu koncernowi medialnemu Marquard Media.

        Los Ekspressu Wieczornego był reprezentatywny dla wszystkich mediów, które Kaczyński tworzył lub nad którymi przejmował kontrolę. Wydawane przez Spółkę Srebrna Nowe Państwo było rynkową i czytelniczą porażką, zarówno jako tygodnik, jak też później, po przekształceniu tego tytułu w miesięcznik. Gazeta Polska, kiedy już stała się medium całkowicie zależnym od Kaczyńskiego i PiS, także stała się czytelniczą i finansową katastrofą, zarówno w swojej wersji tygodnika, jak też dziennika. Publiczna telewizja i radio, po przekształceniu ich w instrumenty PiS-owskiej propagandy, traciły widzów i słuchaczy. Najbardziej klasyczny jest tu przykład Trzeciego Programu Polskiego Radia, który został całkowicie zniszczony przez kolejne zarządzające nim ekipy prawicowych i PiS-owskich działaczy i pseudodziennikarzy.

        Jedyny wniosek, jaki z tych katastrof i kompromitacji kontrolowanych przez siebie mediów wyciągnął Jarosław Kaczyński był na swój sposób logiczny, choć także konsekwentnie antywolnościowy i antyliberalny. Kaczyński uznał bowiem, że aby jego zarządzane z partyjnej centrali media mogły się w ogóle utrzymać przy życiu, aby ich czytelnicy, widzowie, słuchacze nie uciekali do mediów przez niego i jego partię niekontrolowanych, trzeba zniszczyć dla nich jakąkolwiek konkurencję, trzeba całkowicie zniszczyć wolny rynek mediów. Wówczas Polacy będą mieli wybór już wyłącznie pomiędzy telewizją Jacka Kurskiego i telewizją Tadeusza Rydzyka, pomiędzy radiem pisowskim, a Radiem Maryja, pomiędzy kontrolowanymi przez PiS gazetami centralnymi i kontrolowanymi przez PiS gazetami lokalnymi.

        Paweł Kukiz uzasadniał ostatnio sprzedanie się Kaczyńskiemu „szansą na repolonizację mediów”. W rzeczywistości polskie media są pod władzą Kaczyńskiego konsekwentnie resowietyzowane – zarówno na poziomie ich struktury (zniszczenie pluralizmu i konkurencji na rynku medialnym), jak też na poziomie treści (uczynienie z nich jednolitego instrumentu partyjnej propagandy, kontrolowanego i finansowanego bezpośrednio przez partię rządzącą, najlepiej z budżetu państwa lub z budżetów spółek Skarbu Państwa).

        Dlaczego Kaczyński szczególnie nienawidzi TVN-u

        Jarosław Kaczyński jest przekonany, że w 2007 roku stracił władzę nie dlatego, że nie umiał rządzić, ani nie dlatego, że każdy dzień jego rządów był kreowaniem przez niego nowego konfliktu (choć taka była prawda). On wierzy, że stracił władzę z powodów wizerunkowych, czyli z winy mediów. W tamtej historii po raz pierwszy pojawia się TVN, bo to na antenie tej właśnie telewizji, w prowadzonym wówczas przez Tomasza Sekielskiego i Andrzeja Morozowskiego programie „Teraz My!”, 26 września 2006 roku pokazano taśmę z nagraniem „negocjacji”, jakie Adam Lipiński (minister w kancelarii Prezesa Rady Ministrów i szef gabinetu politycznego Jarosława Kaczyńskiego) prowadził z Renatą Beger (posłanką „Samoobrony”, partii będącej wówczas w koalicji z PiS-em), aby skłonić ją do przejścia do PiS-u.

        Tak jak dzisiaj posłom kupowanym do „śmieciowej koalicji” mającej wspierać rząd Morawieckiego i uchwalić „Lex anty-TVN”, także wówczas posłance Beger wysłannik Kaczyńskiego proponował pieniądze i straszył ją zastosowaniem wobec niej prawa, jeśli publicznych pieniędzy i politycznej oferty Kaczyńskiego nie przyjmie. Obiecywał np. spłacenie dłużnych weksli Beger z pieniędzy należących do Sejmu RP, co miało ją ochronić przed zlicytowaniem, gdyby oferty Kaczyńskiego nie przyjęła. W realizację tej akurat obietnicy miał być zaangażowany „nieskazitelny” Marek Jurek, wówczas Marszałek Sejmu z ramienia PiS.

        Pokazanie przez media tamtych „negocjacji” stało się ważną rysą na wizerunku Jarosława Kaczyńskiego i PiS. Przyczyniając się w pewnym stopniu do przegranej PiS w wyborach 2007 roku. Definitywny wniosek Kaczyńskiego z tamtej afery nie był jednak taki, że należy skończyć z korupcją polityczną czy z politycznym szantażem, ale że należy skończyć z mediami niezależnymi od władzy, które mogą tę korupcję i ten szantaż pokazać wyborcom.


        www.newsweek.pl/opinie/repolonizacja-mediow-kaczynski-je-resowietyzuje/sbgzs2q
        A ja juz za poprzednich rzadow PiSu zauwazylem, ze Kaczynski to autentyczny komuch - tlusty komuszy leb.
        • benek231 Kaczyński resowietyzuje media :O) - 2 17.08.21, 07:25
          >> Na pewno wiemy tylko, że Kaczyński, w momencie, kiedy pojawia się w centrum realnej polityki, czyli przy Lechu Wałęsie, jest zdecydowanym przeciwnikiem liberalnej demokracji i nostalgikiem PRL-u – zarówno na poziomie personalnym, jak też strukturalnym. >>
          **
          Mozna wiec powiedziec, ze Kaczynski idealnie wpasowal sie w dalekosiezne plany kk, zmierzajace do wyprowadzenia Polski z demokracji oraz z UE.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka