benek231
15.08.21, 16:18
a wam to zupelnie nie przeszkadza. Interesujace.
Rok 2031, Polska. Jak się obywatel może bronić przed służbami? Co, pójdzie do mediów? Przepraszam, których?
Ziemowit Szczerek
14 sierpnia 2021 | 05:55
Telefon musiałem oddać, razem z hasłami. Przetrzepali. Mogą. Kto im zabroni
Na granicy, między Krakowem a Dąbrową Górniczą, stały ponure chłopy i drapały się pod ładnymi, ale niewygodnymi mundurami.
– Cel przyjazdu? – zapytał policjant, uderzając o dłoń moim paszportem z napisem „Rzeczpospolita Polska (Zachodnia)". Policjant, bo nieliberalna Najjaśniejsza Rzeczpospolita Polska nie utrzymywała tu pograniczników. Nie uznawała bowiem granicy, uważając liberalną Rzeczpospolitą Polską (Zachodnią) za kilka zbuntowanych województw, które, wcześniej czy później, powrócą pod władzę Warszawy. Jak Tajwan do Chin.
– Czy Najjaśniejsza Rzeczpospolita to jest wolny kraj? – zapytałem.
– Oczywiście! – wyprężył się policjant.
– No to przecież ja mogę bez celu przyjechać – powiedziałem, ale wiedziałem, że tak łatwo się nie wywinę. Tylko go rozdrażniłem. I prawie mi auto na kawałki rozebrali, szukając diabli wiedzą czego.
Znałem ten tryb z krajów autorytarnych. Dawniej tak trzepali w Rosji, w Kazachstanie, na Białorusi. Na Donbasie.
Telefon musiałem oddać, razem z hasłami. Przetrzepali. Mogą. Kto im zabroni. Jak się obywatel może bronić przed służbami? Co, pójdzie do mediów? Przepraszam, których?
– Jakieś ukryte foldery? Proszę pokazać hasło dostępu do maila, do Facebooka, Twittera…
Facebooka i Twittera usunąłem przed wyjazdem. Wiadomo było, że będą chcieli sprawdzić. Maila mi przeszukali przez kluczowe słowa, choć czyściłem go chyba przez trzy dni. Nie spodobało im się to, co znaleźli, ale machnęli ręką. Wystarczyło im, że byłem na ich łasce. Jak to w fetyszyzujących hierarchię systemach: takich policjantów ich szefowie wychowują na „prawdziwych mężczyzn", ci policjanci na nic na górze nie mają wpływu, więc odbijają sobie na tych niżej. Więc uśmiechnąłem się ładnie, schowałem dumę w kieszeń, zrezygnowałem ze wstania z kolan, byłem grzeczny – i wjechałem.
Autostrady były w remoncie, za chińskie pieniądze. „Dziękujemy, drogi Xi!" – krzyczały billboardy, te, których nie zajmowały reklamy spółek skarbu państwa. Jak kiedyś w Serbii, która – nie mogąc dostać się do UE – zaczęła się zwracać do innych źródeł pozyskiwania pożyczek i inwestycji.
„Oglądajcie TVP!" – krzyczały billboardy, na których posiwiały już prezes TVN Jacek Kurski wręczał sędziwemu naczelnikowi państwa makietę nowej siedziby stacji – jak średniowieczny biskup ofiarujący papieżowi nową katedrę.
Lekkie podrasowanie gumką
To mógłby być wstęp do łatwego opowiadania typu political fiction. O państwie, w którym żeby się czuć dobrze, trzeba być albo polskim faszystą, albo przynajmniej obsesyjnym narodowcem, albo katolickim fundamentalistą, albo masochistą. Albo po prostu lubić swoje miejsce w hierarchii, korzyć się przed wyższymi na jej szczeblach, a niższych ganić, gdy błądzą, i dawać łaskawie cukierki, gdy idą w imię pańskie.
Ale nie piszę tu opowiadania, które ma skarykaturyzować polski prawicowy autorytaryzm. Bo – przepraszam – po przepchnięciu w trybie „Witek" lex anty-TVN nie mam ochoty na dowcipy.
Niektórzy politycy, jak Gowin, widzą, że narracja nawet na prawicy się rozjeżdża. I to od dawna: ileż on się naczekał na dogodny moment, żeby przejść z obozu słabnących łobuzów do obozu aliantów, jak Włochy pod koniec wojny. Ale szaraki, zwykli wyznawcy – oni dopiero zaczynają trudny proces brania się za bary z coraz trudniej dającą się zracjonalizować rzeczywistością.
By w końcu, podejrzewam, dołączyć do grona odkrywców Ameryki, którzy dopiero gdy zaczęło wydarzać się to, co nieuniknione, zaczęli z zaskoczeniem dostrzegać, że polskie wymachiwanie szabelką i dziecinny egoizm raczej osłabia NATO, a nie wzmacnia, i że TVP dziwnie zaczyna przypominać narrację rosyjskiej propagandy. Lepiej późno niż wcale.
A co będzie dalej? Cenzurowanie. Najpierw lekko, delikatnie, po trochu. Jak zachodnie filmy w Indiach, Chinach czy Rosji. Albo okrawane, albo – jak „Śmierć Stalina" w Rosji – w ogóle niedopuszczane do dystrybucji.
Weźmy Netflix. Można tam teraz obejrzeć kreskówkę pt. „Mitchellowie kontra maszyny", rzecz o niezgranej rodzinie, która, żeby jakoś nad tym zgraniem popracować, wyrusza w podróż formującą po Ameryce. Bohaterka jest lesbijką, ale jest to jedynie sugerowane. W polskiej wersji dubbingowej tych sugestii nie ma. Lekkie podrasowanie gumką. Na razie.
Ale mechanizm już działa, a PiS lubi eskalację. Od Gowina do Czarnka, od „eurorealizmu" do zapowiedzi polexitu, od zaśpiewu na nutę „give PiS a chance" po przejmowanie instytucji i totalny ich demontaż.
Co na to elektorat PiS? O ile ten twardy, nienaruszalny oceniało się zawsze na dwadzieścia kilka procent, to okazuje się, że przejęcie TVN i zduszenie wolnych mediów popiera już tylko 15 proc. Polaków. Reszta jednak dostrzega, że ta droga wiedzie już prosto do jeszcze grubszego autorytaryzmu niż ten aktualny, zgoła wciąż operetkowy.
Kultura zachodnia w swoim mainstreamie rozjeżdża się z mainstreamem polskim, a dzieła takie jak „Smoleńsk" lądują z najniższymi notami na IMDb. I nie jest to złośliwość zdegenerowanego Zachodu, tylko odbicie prostactwa popprawicowej narracji. Ona, oczywiście, jakoś się będzie z czasem stawała bardziej wyrafinowana, jak rosyjska, ale głównie technicznie. Na jakość intelektualną nie ma co liczyć, autorytarna prawica sama się nie przeskoczy.
Właśnie w tej logice mieści się cała pisowska patologia. Cynizm na populistycznej prawicy stał się przezroczysty, bo Jacek Kurski, z jego propagandą szytą nicią grubości nitki Nord Streamu, przecież nigdy nie ukrywał, że pchać będzie na antenę to, co „kupi ciemny lud". Tak, PiS szantażuje opozycję jej rzekomą pogardą dla ludu, trochę się liberałom należało, ale sam tej pogardy ma jednak najwięcej.
Cały Zachód „wstaje z kolan"
Trudno sobie wyobrazić rzeczywiście dzielącą się terytorialnie Polskę. Ale nie można nie zauważać, że uporczywe ignorowanie większości Polaków, którzy nie godzą się na pisowskie porządki, przemoc symboliczną, wyzywanie od „gorszego sortu" i „mord zdradzieckich" czy robienie im z głów sedesów przez partyjną telewizję – prowadzi w stronę takiego wariantu. Taka bowiem jest logika i konsekwencje pisowskiej polityki.
Mogę rozumieć, że Kaczyński nie widzi, że buduje państwo, w którym dobrze mogą się czuć wyłącznie skrajni prawicowcy. Albo ignoruje ten fakt, bo toksyczny sposób zarządzania – partią czy państwem – jest po prostu jego modus operandi i nie umie inaczej.
Dziwi mnie jednak, że nie widzi, że ta populistyczna, ultrakonserwatywna i superzaściankowa „nowa normalność" wpychana ludziom w czasach globalizacji musi doprowadzić do masowych buntów młodych.