esteemiriam
24.08.21, 22:01
Nasza chata już nie jest z kraja
My, Polacy, lubimy symbole, więc wszystkie oczy od kilku dni skupiają się na jednej grupie uchodźców w Usnarzu – 20- lub 30-osobowej (nawet tego nie wiemy, tak dzielnie pilnuje ich wojsko i pogranicznicy). Rząd zachowuje się, jakby od ich wpuszczenia czy niewpuszczenia do Polski zależała przyszłość kraju. Tymczasem, jak pisze reporter „Polityki” Norbert Frątczak, który pojechał na granicę, tylko w ciągu dwóch pierwszych tygodni sierpnia zatrzymano ponad 2,7 tys. osób próbujących nielegalnie przekroczyć granicę polsko-białoruską, siedem razy więcej niż w całym ubiegłym roku.
Zapewne rzeczywiście mamy do czynienia z zorganizowaną akcją reżimu Aleksandra Łukaszenki, być może wspieranego przez Moskwę. Dyktator wcześniej szantażował przepuszczaniem uchodźców Litwę, teraz zabrał się za Polskę i na razie narzuca nam swoją grę. My przegrywamy, bo nie potrafimy rozwiązać tego kryzysu zgodnie z obowiązującymi nas traktatami, naszym własnym prawem i elementarnymi zasadami człowieczeństwa. Poza odpychaniem uchodźców i rozkładaniem zasieków trudno po polskiej stronie o pomysł na kompleksowe radzenie sobie z tym problemem.
Polska powinna liczyć w tej sprawie na solidarność europejskich partnerów, ale może się jej nie doczekać – sami odmówiliśmy im pomocy w 2015 r. Obecna sytuacja pokazuje, jak głupia i krótkowzroczna była polska polityka w czasie szczytu kryzysu migracyjnego. A przecież czekają nas kolejne kryzysy migracyjne, związane z konfliktami (jak w Afganistanie) czy katastrofą klimatyczną.
Na razie pogranicznicy próbują zatrzymać kolejnych uchodźców, a politycy PiS zapowiadają budowę płotu wzdłuż granicy. „Nasza chata z kraja?”. Schowamy głowę w piasek, to problemy znikną? Nie znikną.