benek231
11.09.21, 15:22
Kamiński: Jeżeli Bruksela jest okupantem, to europosłowie PiS-u, na czele z Szydło, są kolaborantami
Aneta Olender
11 września 2021, 08:20
–Jarosław Kaczyński myśli o świecie kategoriami państwa narodowego i kategoriami drugiej połowy XIX stulecia, co więcej, żyje tymi emocjami, a UE coraz mocniej wchodzi w stulecie XXI. Tego nie może zrozumieć człowiek, który do niedawna nie posiadał konta i telefonu komórkowego – mówi w rozmowie z naTemat wicemarszałek Senatu Michał Kamiński.
Czy to, że dziś kolejny raz podejmujemy temat polexitu, jest histeryczną reakcją na słowa Ryszarda Terleckiego, czy też słuszną obawą?
Po tym, co kolejno po sobie powiedział pan Terlecki, czyli najpierw o szukaniu drastycznych rozwiązań, a później o szopce TVN-u i PO, można wyciągnąć logiczny wniosek: są dni, kiedy marszałek Terlecki występuje w szopkach TVN-u, choć następnego dnia zapewne tego żałuje albo się od tego odcina. Jego tłumaczenia są żenujące, ponieważ ta pierwsza wypowiedź to jego własne słowa.
Wypowiedzi rzecznika rządu są jeszcze bardziej żenujące – prawdopodobnie w tym samym czasie, kiedy zaprzeczał on słowom pana Terleckiego, Marek Suski w Radomiu, nie wiedząc, że jest nagrywany, mówił o tym, że będziemy walczyć z brukselską okupacją.
Język Marka Suskiego jest językiem najskrajniejszej prawicy europejskiej. Jeżeli Bruksela zdaniem Prawa i Sprawiedliwości jest okupantem, to wszyscy europosłowie PiS-u, na czele z panią Szydło, są kolaborantami. Jeżeli Unia Europejska jest okupantem, to pani Szydło bierze pensję od parlamentu okupanta.
Dzisiaj nie powinniśmy mieć wątpliwości, że słowa pana marszałka Terleckiego są prawdziwe i – co więcej – bardzo trafnie ujmują dylemat, przed którym stoją Polacy: będziemy mieć albo takie państwo, jakie chcą zbudować pan Terlecki z panem Kaczyńskim, albo funkcjonujące zgodnie z zasadami obowiązującymi w Unii Europejskiej.
Pan Terlecki słusznie – choć być może w nieświadomym przypływie szczerości – stwierdził rzecz oczywistą, tych dwóch wizji państwa nie da się pogodzić.
Zdaje się, że obecnej władzy pasowałby taki układ: chcemy swobodnego przepływu usług i towarów, chcemy unijnych funduszy, i na tym koniec.
To jest trochę tak, jakby Polski Związek Piłki Nożnej powiedział, że uczestniczy w międzynarodowych rozgrywkach, tyle tylko, że nie uznaje bramek, które będą strzelane Polakom. Przecież Polska była ofiarą tylu wojen, Hitlera, Stalina itd., więc trudno żebyśmy teraz mogli uznawać takie gole, a każdy kto twierdzi inaczej nie jest patriotą. Oczywiście np. pieniądze z reklam, uczestnictwo w turniejach jak najbardziej przyjmujemy.
Takiego szefa PZPN-u każdy uznałby za wariata. A my mamy na czele naszego państwa ludzi, którzy w istocie per analogiam proponują to samo. Mamy być w UE, mamy brać kasę, ale nie chcemy uznawać tych części, które nam się nie podobają. To nie przejdzie, bo to by znaczyło, że UE jest zbiorem bezmyślnych frajerów.
Co najmniej od kilku lat forsowana jest taka wersja, że UE jest agresorem, że ogranicza nasze prawa, prawa do decydowania o sobie, że o wszystkim decyduje urzędnik brukselski. W efekcie mamy sierpniowy sondaż, z którego wynika, że blisko 17 proc. respondentów uważa, że Polska powinna opuścić UE.
Przy wchodzeniu Polski do Unii też było paręnaście proc Polaków, którzy tego nie chcieli.
Nadal jesteśmy prounijnym społeczeństwem, ale odsetek niechętnych jej strukturom się zwiększa.
Wszyscy się martwią, a ja uważam, że to bardzo dobrze. Opadają maski. Nie ma lepszej okazji byśmy pod hasłem "chcemy zostać w Unii" zjednoczyli opozycję i wszystkich porządnych Polaków.
To, co dzisiaj różni Polaka normalnego od Polaka wyznawcy Prawa i Sprawiedliwości, to to, że Polak normalny mówi "chcę być w UE", a Polak PiS mówi "bycie poza Unią jest lepsze". Twierdzę, że tych Polaków, którzy chcą być w Unii Europejskiej, jest więcej. Mamy nareszcie, podkreślę to, prawdziwy podział opinii publicznej.
Obecnie mamy jeszcze do czynienia z taką sytuacją, że niektórzy urzędnicy oszukują, próbują się wycofywać ze swoich słów, ale tych wypowiedzi jest za dużo, byśmy nie przyjęli jako pewnika tego, że oni chcą nas wyprowadzić z UE.
Nie tylko dlatego, że Unii nie lubią, ale także dlatego, że pomysłu, który mają na Polskę, nie da się pogodzić z UE, w której nie może być klerykalno-nacjonalistycznej dyktatury. Nie ma miejsca na taki ustrój w UE.
Mogą być kraje bardziej konserwatywne, bardziej postępowe, bo Unia Europejska jest bardzo pluralistyczna, ale z tego pluralizmu z pewnością wyjęta jest klerykalno-nacjonalistyczna dyktatura.
Politycy PiS podkreślają, że to jest inna Unia niż ta, do której wchodziliśmy, że nie respektuje ustaleń. To są komunikaty, których wiele osób nie weryfikuje.
Metoda rosyjskiej propagandy rozbijania jedności Zachodu jest taka sama niezależnie, czy prowadzona jest we Francji, w Polsce, w Stanach Zjednoczonych, czy w Wielkiej Brytanii. Fake newsy mają obniżać nasze zaufanie do najważniejszych instytucji Zachodu i do najważniejszych zasad, które Zachodem kierują i które zapewniły temu Zachodowi sukces.
To podważanie odbywa się na poziomie języka, fake newsów, najrozmaitszych plotek, wzbudzania sztucznych emocji. Bardzo dobrze robią to specjaliści KGB, rosyjscy, którzy stosują tego typu metody na całym świecie. Nie ma więc podstaw do tego, żeby myśleć, że ich nie stosują w Polsce.
Owszem, Unia jest dzisiaj inna od tej, do której wstępowaliśmy. Ci, którzy tak mówią, mają rację. Jest bardziej federalna i bardziej zjednoczona również dzięki temu, co zrobili, co wynegocjowali Lech i Jarosław Kaczyńscy. To oni, godząc się na Traktat Lizboński, zrobili kolejny bardzo ważny krok w kierunku integracji.