benek231
10.10.21, 08:12
Wiceprzewodnicząca PE o wyroku Trybunału Konstytucyjnego: Pieniędzy z UE nie będzie
Bartosz T. Wieliński
10 października 2021 | 06:00
- Według PiS Trybunał Sprawiedliwości UE ma milczeć w sprawie tego, co władza robi z sądami. To jednak pobożne życzenie - mówi Katarina Barley, wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, była minister sprawiedliwości Niemiec.
Bartosz T. Wieliński: Polski rząd dziwi się oburzeniu na niedawny wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Twierdzi, że podobny wyrok o wyższości prawa krajowego nad unijnym wydał niemiecki trybunał.
Katarina Barley: Gdy 5 maja niemiecki trybunał konstytucyjny podważył decyzję Europejskiego Banku Centralnego o skupie obligacji sektora publicznego w strefie euro i odrzucił związane z tym orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE, było dla mnie jasne, że Polska i Węgry będą ten wyrok wykorzystywać do swoich celów. Nie można go jednak porównywać z orzeczeniem polskiego trybunału. Niemieccy sędziowie w swoim wyroku wielokrotnie podkreślali wyższość prawa UE nad prawem krajowym. Ich orzeczenie dotyczyło szczegółowych regulacji dotyczących funkcjonowania Europejskiego Banku Centralnego. Tę decyzję sędziów bardzo mocno skrytykowaliśmy w Parlamencie Europejskim, Komisja Europejska wszczęła w tej sprawie postępowanie przeciwko Niemcom. Polski rząd powołuje się więc na decyzję, którą Unia Europejska zdecydowanie odrzuca.
Polski Trybunał nie oceniał konkretnego przypadku, tylko wydał ogólny wyrok i uznał niektóre zapisy traktatu europejskiego za niezgodne z polską konstytucją. Żaden trybunał konstytucyjny w Europie nie zrobił czegoś podobnego.
To orzeczenie miało na celu umożliwienie polskiemu rządowi wybierania sobie zapisów traktatu europejskiego, do których będzie się stosował. Te zapisy, które są dla rządu niewygodne, Trybunał uznał za niekonstytucyjne i pozwolił je ignorować. To nie do przyjęcia. Jeśli kraje UE zaczną sobie dowolnie podchodzić do traktatu, Unia straci fundament. W takich warunkach nie będzie funkcjonować rynek wewnętrzny. Unia przestanie działać.
Polski Trybunał, sąd, który - co udowodniono - nie spełnia kryteriów niezależności, odnosi się w tym orzeczeniu do fundamentalnej wartości Unii Europejskiej, którą jest niezależność sądów właśnie. I domaga się, by Unia nie reagowała na tzw. reformy wymiaru sprawiedliwości, które przeprowadza obecny polski rząd.
To znak, że PiS chce iść dalej, demontować trójpodział władzy, niezależność sądów i praworządność. Według Warszawy Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma w tych sprawach milczeć. To jednak pobożne życzenie.
Rząd PiS uważa, że traktat europejski nie daje Komisji Europejskiej prawa do ingerowania w to, jak Polska reformuje swój wymiar sprawiedliwości.
- W art. 2 traktatu europejskiego zapisano fundamentalne wartości Unii Europejskiej, w tym praworządność. Już wcześniej TSUE wydawał wyroki w tej sprawie. W 2018 r., oceniając kwestie obniżki uposażeń sędziów w Portugalii uznał, że niezależne sądownictwo jest filarem członkostwa w UE, a także warunkiem otrzymywania unijnych dotacji.
Każdy kraj może organizować swój wymiar sprawiedliwości, jak chce. Każdy kraj ma zresztą inny system prawny. Kluczowe jest to, by zagwarantować zapisaną w traktacie praworządność i niezależność sądów.
Według rządu PiS w Polsce żadnych problemów z praworządnością nie ma.
- Rząd PiS często powtarza, że wprowadza w Polsce rozwiązania z Niemiec czy Francji. Ale spójrzmy na efekty tych zmian.
Trybunał Konstytucyjny nie wydaje już wyroków, które godziłyby w rząd. Jego członkowie w większości zostali wybrali przez rządzącą partię. Sędziów innych sądów, którzy są nieposłuszni, represjonuje się za pomocą nielegalnej Izby Dyscyplinarnej, próbuje ich wyrzucić z zawodu. To jest praworządność?
Słyszę często od polityków PiS zarzut, że w Niemczech sędziów też wybierają politycy. W Niemczech decyzji w tych sprawach nie podejmuje tylko jedna partia lub rząd. Ludzie rządzącej partii nie opanowali też niemieckiego trybunału konstytucyjnego. Mamy w systemie odpowiednie mechanizmy, które taką sytuację uniemożliwiają. Bardzo często nasz trybunał konstytucyjny krytykuje rząd i wydaje orzeczenia nie po jego myśli. Tak jest w demokracji, że rząd nie zawsze ma rację.
Rząd PiS najwyraźniej liczy na to, że teraz w UE rozpocznie się dyskusja o suwerenności państw członkowskich i dyktatorskich zapędach Komisji Europejskiej.
- Ta dyskusja już trwa. Biorą w niej udział ciągle ci sami politycy. Ci, którzy łamią wartości europejskie i zdają sobie sprawę z tego, że UE nie będzie tego tolerować. Chcą pieniędzy z budżetu UE, ale chcą, by Unia nie interesowała się tym, czy te pieniądze wydają zgodnie z prawem. To politycy Fideszu, PiS, ludzie premiera Słowenii Janeza Janšy, działacze skrajnej prawicy. Trwa konferencja w sprawie przyszłości Europy, Unia pyta obywateli o zdanie. A oni, wbrew temu, co mówią rządzący Polską, chcą więcej Europy, a nie mniej.
Jak Unia zareaguje na wyrok polskiego Trybunału Konstytucyjnego?
- Komisja Europejska musi rozpocząć postępowanie przeciwnaruszeniowe w tej sprawie. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, by w tej sytuacji Polsce wypłacono pieniądze z Funduszu Odbudowy.
Rząd PiS będzie pewno z tego powodu wieszać psy na Europie. Ale wstrzymanie wypłat to przecież efekt końcowy trwającej wiele lat działalności tego rządu wymierzonej w niezależne sądownictwo. Czwartkowy wyrok Trybunału Konstytucyjnego jest tylko zwieńczeniem tego procesu.
Nasz rząd twierdzi, że pieniądze mu się należą. I nie zamierza płacić żadnej kary nałożonej przez TSUE.
- To bez znaczenia. Pieniądze z Funduszu Odbudowy po prostu nie zostaną wypłacone. A w grę wchodzą wielkie pieniądze: 24 mld euro dotacji i 12 mld kredytów. To ogromna suma. Zaś kary nałożone przez TSUE będą odliczane od innych dotacji. Głęboko ubolewam nad tym, że PiS swoimi działaniami pozbawia polskie społeczeństwo pieniędzy z budżetu UE. Apeluję do Unii Europejskiej, by dalej wspierała polskie społeczeństwo obywatelskie. Mam wielki szacunek dla narodu polskiego i podziwiam to, co zrobił dla zjednoczenia Europy. Skoro jednak rząd dąży do konfrontacji, Unia nie ma innego rozwiązania.
Dostaję mnóstwo nienawistnych maili z Polski, autorzy przypominają drugą wojnę światową, niemieckie zbrodnie i że Niemcy znowu atakują Polskę. A to nie niemiecki rząd naciskał, by rozliczyć Polskę z łamania praworządności i zakręcić kurek z pieniędzmi. Tego domagała się Holandia, Szwecja, Dania i Finlandia. Antyniemieckie resentymenty w tej sprawie są bez sensu i nie pomagają rozwiązać tego kryzysu.
Gdy rozmawialiśmy rok temu, skarżyła się pani na pasywność Komisji Europejskiej w sprawie łamania przez Polskę praworządności. Co się stało, że Komisja nagle zaczęła działać?
- Komisja dalej nie robi wszystkiego, co mogłaby robić. Od stycznia krajom, które są na bakier z praworządnością, można zawieszać wypłatę unijnych dotacji. Komisja mimo wezwań Parlamentu po takie rozwiązanie jeszcze nie sięgnęła. Faktem jednak jest to, że im bardziej otwarcie rządy Polski i Węgier kwestionują reguły wspólnoty, tym mocniejsza presja na wspólnotę, by coś z tym zrobić. Przewodnicząca Komisji Ursula von der Leyen na początku chciała prowadzić z Polską dialog. Ja też jako minister sprawiedliwości prowadziłam dialog z ministrem Zbigniewem Ziobrą.
Ale jeśli rezultatem dialogu jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego uznający, że zapisy traktatu europejskiego są niezgodne z konstytucją, to widać, że dialog nie wystarcza.