benek231
25.10.21, 07:05
a pisowską Polską dopiero się rozkręca"
Wojciech Sadurski
24 października 2021 | 14:12
Sama likwidacja Izby Dyscyplinarnej niczego nie rozwiąże. Unia nie przymknie oka na demontaż niezawisłego sądownictwa. Przedmiotem sporu będą też neo-KRS, ustawa kagańcowa i Trybunał mgr Przyłębskiej.
Stary, mało śmieszny dowcip prawniczy: oskarżony o morderstwo obojga rodziców prosi sąd o łagodny wymiar kary, bo jest sierotą. Nie wiedzieć czemu dowcip ten przypomina się, gdy myślę o relacjach prawnych między Polską a Unią Europejską, a już szczególnie o występach premiera Morawieckiego w Strasburgu i Brukseli. Zwłaszcza wystąpienie premiera w Parlamencie Europejskim, pełne buty i nieprawdy, przypomina owego hultaja, który najpierw nabroił, a potem ma czelność domagać się dla siebie specjalnego traktowania.
Bo PiS-owska władza nabroiła okrutnie, choć wiele wskazuje, że albo nie całkiem zdaje sobie z tego sprawę, albo wie, co się stało, ale idzie w zaparte, licząc na to, że krajowa publiczność (do której przecież skierowane są wszystkie występy na forum europejskim) da się oszukać. Największe oszustwo polega na wmawianiu, że „nic się nie stało", bo liczne inne sądy konstytucyjne w „starych" państwach Unii „robią to samo", a jakoś ich się nikt nie czepia. W ten sposób staje się to dodatkowym mazgajskim argumentem na temat antypolonizmu, uprzedzenia do Polski i podwójnych standardów. Kłamstwo to jest kolportowane zwłaszcza przez propagandowe ramię PiS-u: w „Wiadomościach" można oglądać mapki Europy z zaznaczonymi państwami, w których rzekomo przyjęto podobne wyroki.
A zatem trzeba powiedzieć to jak najmocniej: komunikat (bo nie wyrok) Trybunału mgr Przyłębskiej (dalej w skrócie: TmP) z 7 października jest czymś absolutnie bez precedensu. Nigdy wcześniej w żadnym państwie członkowskim żaden organ sądowy, a już szczególnie żaden sąd konstytucyjny lub najwyższy, nie ogłosił niezgodności traktatów unijnych z konstytucją krajową.
Nie ma analogii między Polską a Niemcami
Propaganda często przytacza wyrok niemieckiego trybunału, który ma być sztandarowym dowodem na analogię między werdyktem TmP a orzecznictwem zachodniego sąsiada. To bzdura. Są cztery podstawowe różnice między niemieckim orzeczeniem w sprawie Weiss (i analogicznymi orzeczeniami we Francji czy Włoszech) a rozstrzygnięciem z 7 października w Alei Szucha.
Po pierwsze, wyroki zachodnioeuropejskie dotyczyły w sumie spraw marginalnych z punktu widzenia ustrojowego. W sprawie Weiss chodziło o działalność Europejskiego Banku Centralnego, a konkretnie o skup obligacji sektora publicznego na rynku wtórnym w 2015 r. Tymczasem polska decyzja TmP dotyczyła najbardziej kluczowych, fundamentalnych wartości i zasad unijnych, skatalogowanych na samym początku Traktatu o Unii Europejskiej, w tym celu „coraz ściślejszej unii" (art. 1), praworządności (art. 2), szczerej współpracy (art. 4) i skutecznej ochrony prawnej (art. 19). Są to kwestie o kompletnie innym ciężarze gatunkowym niż obligacje.
Po drugie, wyroki zachodnioeuropejskie dotyczyły prawnych faktów już zastanych. Ten nieszczęsny program zakupu obligacji w sprawie Weiss już został przyjęty przez EBC. Po rozstrzygnięciu wyrok niemiecki niejako wyczerpywał się, wyparowywał, w przeciwieństwie do niby-wyroku PiS-owskiego, który ma obowiązywać stale i negować jakiekolwiek prawo lub decyzje unijne, uznane w przyszłości za niezgodne z polską konstytucją. Będzie to więc owa sławetna strzelba ze sztuki Czechowa.
Po trzecie, wyrok niemiecki zapadł w wyniku skargi konstytucyjnej złożonej przez osoby prywatne. Rozstrzygnięcie polskie zapadło natomiast na wniosek premiera, ze wsparciem wszystkich PiS-owskich świętych, z prezydentem włącznie. Ma więc automatycznie za sobą pełne wsparcie władzy wykonawczej – czyli całej władzy w Polsce.
I po czwarte – i najważniejsze. Rozstrzygnięcie TmP z 7 października dotyczy niezgodności pewnych artykułów Traktatu z konstytucją. Proszę wczytać się w tekst „sentencji": „Art. 1 (…) Traktatu o Unii Europejskiej (…) jest niezgodny z art. 2 (…) Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej" i tak dalej, trzy razy. Tymczasem orzeczenia zachodnioeuropejskie, w tym „Weiss", dotyczyły orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE i decyzji instytucji unijnych. A zatem: Polska jest pierwszym państwem w dziejach UE, które ustami swego formalnie wysokiego organu uznało pewne artykuły Traktatu za niezgodne z konstytucją. I gdyby przyjąć na moment, że Trybunał mgr Przyłębskiej jest normalnym sądem konstytucyjnym, cieszącym się choćby odrobiną niezależności, trzeba by powiedzieć, że 7 października Polska wypowiedziała traktat europejski, a zatem członkostwo w Unii.
Nie ma w tym stwierdzeniu najmniejszej przesady. A fakt, że polskie władze tak tego nie ujmują, może wynikać albo z nieuczciwości, albo z niewiedzy. Nie ma po ich stronie wykwalifikowanych prawników znających się na prawe unijnym: premier jest historykiem, a wiedza prawnicza Jarosława Kaczyńskiego skończyła się na etapie marksistowskiego teoretyka Stanisława Ehrlicha – jego promotora. Prawo europejskie nie było wtedy wykładane. Wszyscy doradcy-sykofanci mówią władcom to, co Jarosław chce usłyszeć, czyli: „Nic się nie stało".
Otóż stało się.