Dodaj do ulubionych

Polska jako ruska agentura w UE :O)

29.10.21, 20:46
Jeśli nic się nie zmieni, większym problemem dla Unii będzie pozostanie Polski w UE niż polexit


Jacek Pawlicki
28.10.2021, 07:45


Kaczyński zatrzymał się w XIX wieku i ideową naftalinę czuć od niego na kilometr. Ziobro nie cofnie się ani o centymetr. Polska PiS staje się największym problemem wewnętrznym Europy.

– Pan jest zerem, Panie Ziobro – mówił w 2003 Leszek Miller, który rok później wprowadził Polskę do Unii Europejskiej. Teraz „zero” stało się rozgrywającym w sprawach europejskich, a Miller może co najwyżej ponarzekać.

Kolejna kara finansowa za nierespektowanie orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości skłania mnie do dwóch refleksji. Jedna jest smutna: nie ma takiej kary finansowej, która przekonałaby PiS do zaniechania przejmowania sądownictwa. Drobne ustępstwa są możliwe, ale odwrót od przyjętej drogi – nie. Druga refleksja jest jeszcze bardziej smutna, a wynika z pierwszej. Otóż polityki europejskiej Polski nie kształtuje ani MSZ, ani kancelaria premiera Morawieckiego, ani tym bardziej doradcy ds. polityki międzynarodowej z Kancelarii Prezydenta. Głównym architektem polskiej polityki, czy raczej antypolityki europejskiej, jest Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. To on szantażuje Kaczyńskiego, wymuszając na nim stawianie sprawy na ostrzu noża. To on narzucił konfrontacyjny ton w dyspucie z Brukselą – parł do weta budżetowej 10 miesięcy temu i spuścił ze smyczy wszystkie polexitowe psy. To on bez przerwy opowiada o „szantażu” ze strony UE, o rozjeżdżaniu Polski walcem. To on jako pierwszy, w sierpniu, rzucił też nośne teraz po prawej stronie hasło „Polska w UE, ale nie za każdą cenę”. To on zamówił kuriozalny raport, z którego wynikało, że Polska dopłaciła do członkostwa w UE 535 mld złotych.

Minister do spraw Unii Europejskiej Konrad Szymański oddał swe kompetencje walkowerem. Nawet nie podjął próby polemiki z Ziobrą, z lansowanymi przez niego tezami czy wyliczeniami. Stał się wielkim nieobecnym europejskiej rozgrywki – ministrem ds. niewtrącania się w to, co majaczy Ziobro. Czy pamiętacie Państwo jakąkolwiek istotną wypowiedź pana ministra Szymańskiego, w którejkolwiek z istotnych kwestii dotyczących UE – sporu o praworządność, kary za kontynuowanie wydobycie w Turowie itd.? Szymański, którego pamiętam jako całkiem dobrego i skutecznego europosła z ramienia PiS w czasach kiedy partia Kaczyńskiego była w opozycji niczym nie przypomina Szymańskiego 2021 roku – kunktatora, który godzi się odgrywać jedną z najmniej przyjemnych ról przekazywania partnerom z UE stanowiska, na które nie miał żadnego wpływu. Nie chcę wiedzieć, dlaczego to robi. Nie sądzę, żeby nie widział szkód, jakie wyrządziła wojna PiS z UE o praworządność. Jestem też pewien, że doskonale wie, jak działa Unia i jakie będą konsekwencje. Tym bardziej zachodzę w głowę, jak może firmować to wszystko, co robi PiS. Przychodzi mi do głowy tylko jedno nieco poetyckie wyjaśnienie – oto choroba, którą metaforycznie nazwałby Syndromem Saryusza-Wolskiego (SSW) jest zaraźliwa. I minister Szymański padł jej ofiarą.

Motywacje Ziobry są jasne – władza. Z Kaczyńskim jest podobnie – władza i wyimaginowany rachunek krzywd połączony ze staroświecką, XIX-wieczną wizją miejsca Polski w Europie i suwerenności. Kaczyński nie chce przyjąć do wiadomości, że wchodząc do UE zrzekliśmy się części suwerenności w zamian za bezpieczeństwo i profity wynikające z członkostwa. Jestem przekonany, że w głębi ducha jest zapiekłym eurosceptykiem, być może nawet przeciwnikiem członkostwa w Unii.

Bierze się to stąd, że Kaczyński nie rozumie Unii Europejskiej. Zawsze stawiał opacznie rozumianą suwerenność nad praworządnością. „Nie ma takich pieniędzy, by pozbyć się suwerenności” – mówił w grudniu 2020 roku, kiedy Polska i Węgry groziły zablokowaniem budżetu. Miesiąc temu napisał do członków Klubu Gazety Polskiej, że Polska „chce być w Unii, ale jednocześnie chce pozostać suwerennym państwem”. Kaczyński przekonywał też, że: „Nie będzie naszej zgody na narzucanie Polsce rozwiązań sprzecznych z naszą kulturą i tradycją, do podporządkowania naszego kraju głównym unijnym graczom. Nic się nie zmieniło i nie zmieni w tej sprawie”.

Kaczyński nigdy nie był wielkim fanem integracji. Lawirował przed referendum w sprawie wejścia Polski do UE w 2003 roku i choć ostatecznie zdecydował się poprzeć integrację, nie uczynił tego z przekonania, tylko z zimnej kalkulacji. Zresztą jeszcze pod koniec negocjacji z UE przestrzegał: „Wejście Polski do Unii Europejskiej na obecnych warunkach to ryzyko odwrotu od wszystkiego, co było dobre po 1989 roku, i zagrożenie dla spraw elementarnych: niepodległości i demokracji”. W 2007 roku, kiedy decydowały się losy nowego traktatu (zwanego dziś lizbońskim), Jarosław kierował z Warszawy tym, co na szczycie robi jego brat – Lech, który przez pewien czas wetował ustalenia szczytu. Ostatecznie prezydent ustąpił po uzyskaniu pewnych ustępstw (dłuższe obowiązywanie Traktatu z Nicei), choć jego brat do dziś nie jest przekonany, czy zgoda na Traktat Lizboński była dobrą decyzją.

Po referendum w sprawie brexitu prezes PiS mówił: „Trzeba utrzymać Europę państw narodowych, ale ściśle ze sobą współpracujących, najlepiej tworzących konfederację, która będzie miała potężną pięść i będzie się liczyła na świecie”. Przyznał, że chodzi o „Europę ojczyzn”, czyli „wspólnie zorganizowane, stałe przedsięwzięcie odpowiedzialnych rządów”. Nie federacja, a luźna konfederacja. Ta koncepcja nie jest nowa. Pół wieku temu głosił ją de Gaulle. W jego „Europie Ojczyzn” miały być zacieśniane związki gospodarcze, przy zachowaniu odrębności politycznej krajów. Słowem Europa miała ograniczać się do wspólnego rynku. Problem w tym, że takiej Unii już nie ma i nie będzie. Europejski pociąg jedzie dalej, a wagon z napisem „Polska”, znajdujący się obecnie na samym końcu składu zaczyna Unii bardzo ciążyć. Obecny traktat o UE nie przewiduje możliwości wyrzucenia któregoś z krajów członkowskich z Unii. Nowego traktatu szybko nie będzie. Polska Kaczyńskiego, kraj, z którym w żaden sposób nie można się dogadać, i który ma gdzieś unijne wartości, staje się więc największym problemem wewnętrznym Europy. Coraz bardziej skłaniam się ku tezie, którą nieśmiało zaczął lansować szacowny tygodnik „The Economist” – jeśli nic się nie zmieni, większym problemem dla Unii będzie pozostanie Polski w Unii niż polexit.

Smutniejszej pointy w życiu chyba nie napisałem...

www.newsweek.pl/swiat/polexit-polska-unia-europejskaspor-o-praworzadnosc/93xzb5j

"Głównym architektem polskiej polityki, czy raczej antypolityki europejskiej, jest Minister Sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. To on szantażuje Kaczyńskiego, wymuszając na nim stawianie sprawy na ostrzu noża. To on narzucił konfrontacyjny ton w dyspucie z Brukselą – parł do weta budżetowej 10 miesięcy temu i spuścił ze smyczy wszystkie polexitowe psy."

A Kaczynskiego przy tym nie ma? Przecie jesli tylko Kaczynski chcialby zmienic cos w relacjach z Unia to on doskonale wie, ze przegrana PiSu w wyborach bedzie takze przegrana SP i Ziobry. I Zioro takze doskonale o tym wie, ba wiedza o tym takze wyborcy Ziobry i SP. Czyli gdyby tylko Kaczynski chcial to bez wiekszych problemow moze zmusic Ziobre do ustepstw - jada na jednym wozku. W koncu dobral sobie Ziobre byt te wlasnie antyunijna

Podobnie z wyjsciem z Unii, co takze nie jest wiekszym problemem niz w przypadku UK. Pisowcy klero-faszysci zdecydowali jednak wykonac antyeuropejska robote na rzecz Putina, i sprobowac porozwalac Unie od srodka.
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka