Dodaj do ulubionych

Winni lekarze czy pisiory? :O)

05.11.21, 19:47
Eliza Michalik nt. smierci Izy z Pszczyny.


www.youtube.com/watch?v=o9l1TzDM6-8

A ja uwazam, ze lekarz to tez czlowiek i ma prawo obawiac sie trafienia do wiezienia czy/i zrujnowania mu kariery i zycia. Byc moze nie jest to zadne usprawiedliwienie, ale nie wydaje mi sie bym mial prawo wymagac heroizmu od lekarza, w podobnych okolicznosciach.
Obserwuj wątek
    • benek231 Kaczor stesknil sie za recznym sterowaniem - :O) 06.11.21, 16:20
      wszystkim. Casur Izabeli zawdzieczacie glownie tym swoim poyebanym biskupom. I Kretynowi.



      Władza chce podejmować decyzje za pilotów, sędziów i lekarzy. Nie bezpośrednio, ale przez nacisk

      Marcin Matczak
      5 listopada 2021 | 15:00

      Co łączy Smoleńsk, atak na sądy i tragiczną śmierć Izabeli z Pszczyny

      Niszczenie państwa to niszczenie właściwego sposobu podejmowania decyzji. Od sześciu lat w Polsce szczególnie promuje się decyzje oparte na centralizacji („nie ufamy wam, więc decydujemy sami"), paternalizmie („wiemy lepiej, więc decydujemy za was") oraz narcyzmie („jak coś pójdzie nie tak, winni są wszyscy, tylko nie my"). W efekcie decyzje albo nie są podejmowane w ogóle, albo nie przez ludzi, którzy powinni je podejmować, bo są bliżej problemu i mają większą szansę na podjęcie decyzji dobrej. A gdy brak decyzji doprowadza do katastrofy, natychmiast znajduje się winnych, aby odsunąć uwagę od tych, którzy cały system popsuli.

      Psychologiczna pętla

      Może pomyślicie, że zwariowałem, ale spróbuję was przekonać, że jest rzecz, która łączy katastrofę w Smoleńsku, atak na niezależność sądownictwa oraz tragiczną śmierć ciężarnej kobiety w Pszczynie. To idea, aby decyzję w sprawach powierzonych specjalistom, którzy są blisko problemu, podejmował ktoś inny. To nie kapitan statku powietrznego ma swobodnie zdecydować, kiedy i gdzie wyląduje. To nie sędzia ma zdecydować, kto jest winny. To nie lekarz ma decydować, czy ingerować w ciążę z powikłaniami. O tym wszystkim ma decydować WŁADZA, czyli polityk, który wie lepiej, choć nie ma pojęcia, co dzieje się tam, gdzie jest podejmowana decyzja.

      Polityk wie za to, że ludzie to wrogowie słusznej sprawy, więc im nie ufa. Boi się jednak odpowiedzialności, więc nie wydaje decyzji bezpośrednio, ale zaciska wokół tych, którzy decyzje podejmują, psychologiczną pętlę. Kapitan wie, że powinien odlecieć na lotnisko zapasowe, ale się waha, bo pamięta szykany, które spotkały kolegę.

      Sędzia powinien decydować na podstawie prawa, a nie woli politycznej, ale się waha, bo pamięta szykany, które spotkały kolegę.

      Lekarz powinien zdecydować o ratowaniu życia matki z bezwodziem, ale się waha, bo pamięta szykany, które spotkały kolegę.

      Może nie będzie tragedii

      Opublikowano relację kobiety, która doświadczyła ciąży z bezwodziem – jej się na szczęście udało. Zrelacjonowała rozmowę telefoniczną położnej z ordynatorem w swojej sprawie – takie rozmowy toczyły się zapewne w Pszczynie – a jest ona zaskakująco podobna psychologicznie do rozmów, które znamy ze Smoleńska. Kapitan mówi, że jest problem, i położna mówi, że jest problem. Kapitan uzyskuje odpowiedź, że nie ma decyzji, i położna otrzymuje odpowiedź, że nie ma decyzji. W stenogramach tupolewa czytamy: „może nie będzie tragedii", i zapewne w głowach ordynatora i położnej tłucze się ta sama myśl – może damy radę, może się zmieścimy. Ale tragedia się zdarza. Dlaczego zwlekali? Co ich powstrzymywało?

      Powstrzymał ich seryjny morderca, który grasuje w Polsce od wielu lat i ma na koncie co najmniej 97 ofiar. Nazywa się „efekt mrożący" i zrodził się ze zniszczenia zdecentralizowanej kultury podejmowania decyzji. Efekt mrożący to perfidna manipulacja. Polega ona na tym, że władza nie wydaje jasnej dyrektywy, ale wytwarza atmosferę nacisku, w której decydujący ma odczytać jej intencje i samodzielnie zmodyfikować swój sposób działania tak, aby intencje władzy zrealizować.

      Efekt mrożący to przemoc w białych, psychologicznych rękawiczkach.
      Sytuacje z tupolewa i z Pszczyny są podobne: jest trudna decyzja do podjęcia. Jeśli zostanie podjęta, pojawią się poważne koszty. Jest jasne, że władza nie akceptuje tych kosztów. Jest też jasne, że jeśli koszty wystąpią, osoba podejmująca decyzję może odpowiadać dyscyplinarnie lub karnie. Z drugiej strony jest szansa, że bez podjęcia decyzji sytuacja jakoś sama się załatwi („może nie będzie tragedii"). Więc czekają – aż rozwieje się mgła, aż serce dziecka przestanie bić. Decyzja nie zostaje podjęta, sytuacja nie rozwiązuje się sama, nadzieja, że „może nie będzie tragedii", się nie spełnia. Tragedia jest.

      Marcin Matczak: Władza chce podejmować decyzje nie bezpośrednio, ale przez nacisk

      Normalnie, gdy decyduje się o wolności, zdrowiu lub życiu ludzi, stosujemy specjalną ochronę osób podejmujących decyzje – sędziów, pilotów, lekarzy. Chcemy, aby mieli maksymalny komfort psychiczny, i dlatego ustalamy zasadę ich niezależności. Pilnujemy sterylności kokpitu, niezawisłości sędziego czy zasady, że to lekarz podejmuje decyzję co do leczenia, a nie pośrednio prokurator czy polityk. Wszystkie te zasady zostały w naszym życiu społecznym brutalnie złamane – to władza chce podejmować decyzje za pilotów, sędziów i lekarzy. Nie bezpośrednio, ale przez nacisk.

      Jak lekarz ma podjąć decyzję trudną, ale konieczną, skoro zna stanowisko władzy („będziemy dążyli do tego, aby nawet przypadki, kiedy dziecko jest skazane na śmierć, kończyły się porodem"), wie, że zaostrzono odpowiedzialność karną, którą może ponieść, a jednocześnie wie, że ta sama władza kontroluje prokuraturę i sądy, które następnie będą poddane takiemu samemu naciskowi jak on sam? To jest właśnie chory system podejmowania decyzji.

      Zamiast decydować, kapitan, sędzia i lekarz muszą się głęboko zastanowić. Czy prokuratura wojskowa zinterpretuje decyzję o nielądowaniu jako niesubordynację? Czy prokuratura Ziobry zinterpretuje ratowanie matki jako morderstwo dziecka?

      Ta władza doprowadziła do sytuacji, w której kapitan, który ma myśleć wyłącznie o bezpieczeństwie pasażerów, musi choć przez chwilę pomyśleć o sobie: „Co mnie spotka za tę decyzję?".

      Podobnie sędzia, zamiast myśleć o podsądnym, musi pomyśleć, co się stanie z nim lub z nią. Tak musi myśleć lekarz – zamiast skupić się na bezpieczeństwie pacjentki i tylko pacjentki, przez tę chorą władzę musi pomyśleć: „Z której strony mnie zaatakują?".

      I powstrzymują się od decyzji, co oczywiście też jest jakąś decyzją. Liczą, że spełni się nadzieja zapisana w stenogramach tupolewa wielkimi, okrutnymi literami: „MOŻE NIE BĘDZIE TRAGEDII". Celem państwa, w którym decyzje są zdecentralizowane, a ludzie podejmujący najważniejsze decyzje chronieni w swojej niezależności, jest, aby nikt nigdy tych straszliwych słów nie musiał wypowiadać. Tylko aby jak najszybciej tragedii przeciwdziałał.


      forum.gazeta.pl/forum/s,13,172631509,172631509.html?rep=2&from=12
    • benek231 Matczak znow zapomnial o katabasach :O) 07.11.21, 16:07
      A dla przypadku p. Izabeli niezwykle wazne jest o zaslugach katabasow w nakrecaniu antyaborcyjnej histerii, manipulacjach, oraz w ustanowieniu tego nieludzkiego prawa.
      Tak jak kiedys stal spokojnie katabas przy stosie z plonaca nieszczesnica, ktora swoja meke zawdzieczala wlasnie jemu, tak teraz stoi spokojnie katabas przy lozu bolesci i smierci kobiet, ktore takze swoj los zawdzieczaja temu samemu katabasowi.
    • czuk1 Re: Winni lekarze czy pisiory? :O) 07.11.21, 20:36
      benek231 napisał: >
      > A ja uwazam, ze lekarz to tez czlowiek i ma prawo obawiac sie trafienia do wiezienia czy/i zrujnowania mu kariery i zycia. Byc moze nie jest to zadne usprawiedliwienie, ale nie wydaje mi sie bym mia l prawo wymagac heroizmu od lekarza, w podobnych okolicznosciach.
      Winni są prawodawcy tej restrykcyjnej ustawy. To w ustawie - chyba świadomie - nie zostały określone (od strony medycznej i terminów) sytuacje stanu "zagrożenia zdrowia i życia kobiety" , rodzaj uszkodzeń i chorób , które upoważniają do przerwania ciąży. Ta ustawa powoduje bałagan prawny i pogarsza w sposób zasadniczy rozwiązywanie problemu aborcji.
      Wg ustawy, zgoda kobiety nie ma tu żadnego znaczenia. Kobiety słusznie alarmują, że (wg polskiej ustawy aborcyjnej) nie mają prawa do własnego ciała. W bardzo niekomfortowej sytuacji są lekarze. Nie mają żadnej pewności, że nie zostaną uwięzieni kiedy kierować się będą pragmatyką lekarza, narażając życie lub lub zdrowie ciężarnej by zachować noworodka, bez względu na jego stan i zdrowie.
      Winny jest też minister sprawiedliwości o którym powszechnie wiadomo, że mocno oddziaływuje na efekty pracy prokuratorów i częściowo też sędziów. Jego ożywionej aktywności w ograniczaniu aborcji , egzekwowaniu stoswania ustaw boją się też lekarze.


      Na marginesie .
      W PRL był standard - szczegóły dot. projektowanych ustaw określane były w rozporządzeniach RM. A te ostatnie dołączane były do projektu ustawy, w celu kompleksowego rozpatrzenia problemu , już w Sejmie.
      A teraz w tworzeniu procesie prawa jest wielki galimatias. I mamy słabą jego jakość.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka