Gość: nota bene
IP: 212.14.63.*
04.11.04, 09:18
Kościół, który "nie miesza się do polityki" - to niespełnione marzenie
faszystów i komunistów, a w naszych czasach "postępowych" socliberałów.
Faszyści i komuniści realizowali swoje marzenia przy pomocy pięści.
Współcześni socliberałowie - pozbawieni takich "narzędzi" dowodzenia swych
racji, jak obozy koncentracyjne, bezpieka i cenzura - posługują się
wielokrotnie ponawianymi pomówieniami i obelgami. Przed odpowiedzialnością
chroni ich dogmat "wolności słowa". Ta "wolność" pozwala na publiczne
porównanie wybitnego, zasłużonego dla Kościoła i dla Polski kapłana do
hitlerowskiego zbrodniarza! Tak zwana "Rada Etyki Mediów", też "postępowa"
i "liberalna", nawet się na ten temat nie zająknęła! Jej zadania są bowiem
zupełnie inne: pilne śledzenie śladów "polskiego antysemityzmu".
Od kilku miesięcy jesteśmy świadkami akcji specjalnej ZABIĆ KSIĘDZA. Nie po
kryjomu, jak za czasów Jaruzelskiego i Kiszczaka. Nie przy pomocy pałki i
sznura. To było zbyt prymitywne. Teraz są lepsze narzędzia. Teraz zabija się
człowieka powoli i tak, żeby nie zostawiać śladów. Na wielkiej scenie, przy
otwartej kurtynie, rozprzestrzenia się obelgi i insynuacje, wielokrotnie
powtarzane w gazetach, radiu, telewizji i internecie, gdzie w ramach tzw.
forum wypisuje się dodatkowe obelgi, by dać upust swojej złości.
Ksiądz Henryk Jankowski - proboszcz parafii św. Brygidy w Gdańsku, kapelan
historycznej "Solidarności", przyjaciel
ks. Jerzego Popiełuszki, Honorowy Obywatel Miasta Gdańska - został przez
posłusznych swoim szefom dziennikarzy oskarżony o pedofilię. Od początku
rzecz była szyta grubymi nićmi i tylko najbardziej naiwni mogli dać się
nabrać. Potem był skandal: okazało się, że sprawę w gdańskiej prokuraturze
nadzoruje prokurator - syn byłego szefa komunistycznej Służby Bezpieczeństwa
w województwie gdańskim, który niegdyś zbierał "komprmateriały" (w żargonie
bezpieki "materiały kompromitujące") na "niepokornego" księdza Jankowskiego!
Sprawę trzeba było szybko przekazać prokuraturze elbląskiej. Po tej
kompromitacji uczestnicy nagonki jakby się lekko zapowietrzyli, ale raz dwa
złapali drugi oddech. Dziś, gdy relacjonują historię wpadki z synem esbeka,
wywijają zgrabnego hołubca: "sprawę przekazano elbląskiej prokuraturze, by
uchronić się przed oskarżeniami o stronniczość". Oto potęga słowa
(kłamliwego)!
Mając dość obelg i nieustannie zmieniających się zarzutów - formułowanych z
dnia na dzień w ramach nagonki - ks. Henryk Jankowski pozwał do sądu pisarza
Pawła Huelle, który w drastyczny i szokujący sposób zaatakował go na
łamach "Rzeczpospolitej", jeszcze przed głównym atakiem z lipca. Brutalny
atak Huellego był przygrywką do właściwej akcji wrogów Kościoła. Wybrano w
tym celu "Rzeczpospolitą", która z pełną świadomością drastycznego naruszenia
dóbr osobistych zaatakowanego księdza opublikowała plugawy tekst Huellego.
Zgodnie z ustawą gazeta odpowiada przecież za ten atak na równi z autorem.
Ale po publikacjach w sprawie ks. abp. Paetza angażowanie
się "Rzeczpospolitej" w antykościelne kampanie nie dziwi już nikogo.
Huelle napisał, że ksiądz Jankowski "za dobra materialne mógłby się wyrzec
polskości [...], polskość wymieniłby w każdej chwili na dowolny paszport -
volksdeutscha, Irakijczyka czy Rosjanina" [!]. Ci z nas, którzy pamiętają
cotygodniowe seanse nienawiści Jerzego Urbana, rzecznika komunistycznego
rządu z czasów stanu wojennego, zgodzą się, że ta publikacja łudząco
przypomina jego teksty. A to się mówi w roku 2004 o kapłanie, który w stanie
wojennym narażał swoje życie, chroniąc ludzi ukrywających się przed
komunistyczną bezpieką i udzielając materialnej pomocy ich rodzinom.
W skandalicznym felietonie napisano też, że ks. Jankowski "przemawia jak
gauleiter". Żeby lepiej zrozumieć drastyczność tej obelgi, trzeba przypomnieć
młodszym Czytelnikom, że "gauleiter" w okresie wojny był zaufanym człowiekiem
Hitlera, stojącym na czele "gau", czyli okręgu. Nie ma wątpliwości, że Huelle
porównuje ks. Jankowskiego do gauleitera okręgu Gdańsk-Prusy Zachodnie
Alberta Forstera, winnego śmierci tysięcy Polaków, skazanego po wojnie przez
Trybunał Narodowy, na sesji wyjazdowej w Gdańsku, na karę śmierci. Jest to
oczywiste nie tylko ze względu na miejsce działalności Forstera (Gdańsk), ale
też na fakt, że niedawno ks. Jankowski domagał się od Rady Miasta Gdańska
formalnego, pośmiertnego unieważnienia tytułu honorowego obywatela Gdańska,
nadanego niegdyś Forsterowi (to samo dotyczyło Hitlera, Bieruta i paru innych
osób). Ten wniosek został wykpiony przez trójmiejską prasę.
Jakie mogą być powody, dla których tak brutalnie zaatakowano zasłużonego
kapłana, bohatera "Solidarności"? Dlaczego powstaje paszkwil pisany, jak
wszystko wskazuje, na zapotrzebowanie pewnego środowiska? W przeszłości
mieliśmy już podobne przykłady: Sławomir Mrożek dobijający słowem skazanych w
stalinowskim procesie księży kurii krakowskiej, Wisława Szymborska opłakująca
w roku 1953 śmierć Stalina, francuscy pisarze uprawiający po wojnie apologię
sowietyzmu itd.
Nie wiem, jaki będzie wyrok sądu. Pamiętamy wszyscy, że profesor Ryszard
Bender z KUL-u za nazwanie Jerzego Urbana "Goebbelsem stanu wojennego" od
kilkunastu lat jest ciągany po sądach. Najbardziej boję się długofalowych
skutków tej formy "polemiki", którą zaproponował Huelle. Jeśli sąd
przyjmie "argumenty" oszczercy, to powstanie w polskim orzecznictwie "casus
Huelle", na który każdy będzie się mógł powołać. Wystarczy, że przy obelgach
i wyzwiskach doda w nawiasie: "piszę to w poetyce pamfletu". To byłaby
katastrofa!
Pełnomocnik ks. Jankowskiego zażądał od Huellego przeprosin na
łamach "Rzeczpospolitej" oraz wpłaty 100 tys. zł na potrzeby Domu Dziecka w
Gdańsku Oliwie. Pierwsza rozprawa przed Sądem Okręgowym w Gdańsku odbyła się
we wtorek, 26 października. Jak poinformowano, "nie doszło do ugody pomiędzy
pisarzem a księdzem". Huelle wykazał wielką butę, oświadczając, że "publiczna
działalność prałata godzi w podstawy ładu demokratycznego" [!]. Publiczna
działalność księdza Popiełuszki też "godziła w podstawy ustroju
socjalistycznego"! Wielu z nas ma te słowa z "Trybuny Ludu" ciągle przed
oczyma! Ksiądz Jankowski jest zdeterminowany, by walczyć o swoją cześć. Jego
pełnomocnik mecenas Krzysztof Tyszkiewicz uważa słusznie, że w Gdańsku
wyzwisko "gauleiter" oznacza dokładnie to samo, co "morderca". Na to zgodzić
się nie można. Kolejna rozprawa przed sądem gdańskim 10 grudnia. To nie
będzie sprawa ks. Jankowski contra Huelle. To będzie sprawa Huelle contra
Kościół. Ksiądz Jankowski nie może pozostać samotny, a my nie możemy być
tylko kibicami w tej sprawie.
Szczepan Surdy