Dodaj do ulubionych

Jacek Fedorowicz przecenil nas, Polacy :O)

17.07.22, 15:23
Ale nie ja.


Jacek Fedorowicz: Miałem mylne wyobrażenie o stanie ducha Polaków. Przeceniałem nas


DARIUSZ ĆWIKLAK
19 grudnia 2021 20:00


Newsweek: Kolega Kierownik z pańskich audycji z lat 70. wrócił? Niedouczony karierowicz i oportunista obezwładniony polszczyzną... Przecież to jak o niejednym współczesnym polityku.
Jacek Fedorowicz:
Wrócił. Prawie niezmieniony. Tu wyjaśnię młodszym czytelnikom: to była stała postać w audycji radiowej w Trójce, która leciała co tydzień i miała – powiem nieskromnie – ogromne powodzenie. „Kolega Kierownik” oszałamiającą karierę zawdzięczał chyba obserwacji, że każdy szef w PRL jest głupszy od podwładnych. Każdy słuchacz miał takiego szefa, więc postać była lubiana jako „prosto z życia” i odczytywana jako symbol komunistycznej władzy. Szef głupszy od podwładnych był zasadą ustrojową: jeżeli władza nie zależy od wyborców, jeżeli rządzi mafia czy monopartia, czy jak to nazwiemy, to na stanowiska kierownicze powoływani są w pierwszej kolejności wierni, ślepo posłuszni, a jednocześnie wystarczająco niezdolni, by bez partii dojść w życiu do czegoś. Jeżeli dzisiaj widać na każdym kroku podobne zjawisko, to trudno nie mieć wrażenia, że już się to kiedyś przeżywało. Co oznacza jeszcze jedno: że mamy powody, by się obawiać, że władza, konkretnie prezes di tutti prezesi, już dojrzał do decyzji, żeby zrezygnować z usług wyborców i rządzić dalej, nie pytając ich o zdanie. Dotychczas pytał, znaczy zezwalał na wybory, bo słusznie liczył na to, że wygra, manipulując i kręcąc tylko „troszkę”. Ale tak dłużej chyba się już nie da.
(...)

W TVP wciąż słychać, że na granicy prawie wojna i trzeba wspierać wojsko pieśnią i pląsem. Groteskowy koncert w bazie w Mińsku Mazowieckim sam w sobie wyglądał jak parodia.
– Nie oglądałem. Nawet gdybym się przymusił do włączenia TVP, to nie mógłbym spokojnie oglądać, zapominając, że w tym samym czasie na tej granicy ludzie umierają.

W latach 80. na ekranach była tylko TVP. Nagrywałem „Dzienniki” i potem godzinami podkładałem antykomunistyczne teksty pod ruch ust czołowych komunistów. Powstawało pełne złudzenie, że np. ówczesny wicepremier Rakowski opowiada, jak zatrudnił się jako opiekunka do dzieci u Wałęsów. Dziś to nic nadzwyczajnego, ale 40 lat temu nikt tego nie robił. To było fałszerstwo rzeczywistości tak wtedy sugestywne, że ktoś nieuprzedzony, oglądając ten mój „Dziennik” przez kilka minut, myślał, że ogląda prawdziwy i dopiero jak zaczynały do niego docierać te teksty…

Korciło pana, żeby przerabiać „Wiadomości” z telewizji Kurskiego?
– Tego bym się nie podjął. Tam już jest wszystko tak przerobione, że trudno zrobić przeróbkę tak wyolbrzymioną, że śmieszną. Kurski prześcignął peerelowską telewizję w kreowaniu fałszywej rzeczywistości. W latach 80. jeszcze można było wymyślić

groteskowe kłamstwo, które po chwili stawało się oczywiste, albo tekst, który był tak absurdalny, że nie mógł być wypowiedziany przez partyjnego dostojnika. Dziś wicepremier, premier, każdy może powiedzieć każde kłamstwo, każdą bzdurę, już nie ma żadnych granic, po których niedorzeczność czegokolwiek byłaby oczywista. I czasami myślę, że to jest robione celowo. Z jednej strony zamierzone fałszerstwo wbija do głów na zasadzie: „każde kłamstwo powtórzone… itd.”, a z drugiej utwierdza odbiorcę w poczuciu, że z władzą się nie wygra. Kiedyś cesarz rzymski mianował ulubionego konia senatorem, by pokazać poddanym, że wszystko może. Nie chciałbym, z wrodzonej delikatności, a także z niechęci do twardych ławek przed wejściem na sale rozpraw, wymieniać nazwisk osób, które równie nie nadają się do zasiadania w Trybunale Konstytucyjnym jak ów koń w senacie.

To autocenzura? W książce „Ja jako wykopalisko” opisał pan, że autocenzura to najdoskonalsza forma kontroli, do której dążyła cenzura w PRL. Urzędu na Mysiej nie ma od 30 lat, ale mechanizmy cenzury znów działają: polityczne, ekonomiczne. Wiele osób woli się ugryźć w język czy klawiaturę, nim coś powie albo napisze.
– Zacznę jak symetrysta. Autocenzura jest, była i będzie w każdym systemie. Cenzuruję to, co piszę, już na etapie pierwszego słowa. Chciałbym na przykład powiedzieć, że tak, zgadzam się z niedawną okładką „Newsweeka”, bo państwo Górniak, Pospieszalski czy Rymanowski są dla mnie niewątpliwymi siewcami głupoty, ale zaraz przychodzi mi na myśl, że po co sobie robić kłopot? Niby sprawa sądowa to świetna reklama: kanał by się lepiej rozkręcał i zaproszenia na wieczory autorskie waliłyby drzwiami i oknami, ale z drugiej strony to nudne siedzenie w sądzie na korytarzu, eee… lepiej powiedzieć nie „siewcy głupoty”, tylko „propagatorzy nierozsądku”.
(...)

Tak, satyra była w PRL poszukiwana. Dzisiaj zadowolone ze swego położenia społeczeństwo (jego jedna trzecia) – nie chce satyry. Do tego dochodzą ci, którzy chcą zapomnieć o tym, że położenie się pogarsza, a w perspektywie rysuje się przejście z Unii do Putina (to druga jedna trzecia). Oni też nie kupią biletu na występ, nie kupią książki, nawet za darmo nie obejrzą na YouTubie, jeżeli tylko się zorientują, że będzie o polityce. Pozostaje trzecia część, która jest nastawiona patriotycznie i chciałaby powstrzymać upadek kraju. Ona jednak chyba zdaje sobie sprawę z minimalnej sprawczości satyry politycznej i też jej nie szuka. Od czasu do czasu tylko po nią sięga, żeby sobie zafundować chwilkę przyjemności. Ot, spotkamy się, utwierdzimy w poglądach…

To mało śmieszne, że polityka stała się tak ponura.
– Za PRL władza, owszem, dbała, żeby nieprawomyślne słowa nie padały na łamach czy ze sceny, ale jednocześnie cały czas kokietowała twórców, prowadziła z nimi grę, często mrugała okiem, że my też myślimy podobnie krytycznie o tym całym socjalizmie, ale wicie-rozumicie, Związek Radziecki nie pozwala, więc tu wam skreślimy, tu coś zostawimy, a tam poprosimy, żebyście nas pochwalili. Władza starała się mieć jakie takie poparcie w społeczeństwie, a przynajmniej brak czynnego sprzeciwu.

Dziś władza zwraca się tylko do „swojego” społeczeństwa. Resztę wydaje się mieć w nosie. Powtarza, że jest świetnie i dalej tak będzie, i ta jedna trzecia społeczeństwa przyjmuje to bez zastrzeżeń. Wierzy, bo chce wierzyć, bo tak wygodniej, nie przeszkadza jej, że kradną, bo przecież się dzielą, granic dzielnie bronią, do szczepień nie zmuszają, jest okej. Reszta nie wierzy, ale cenzurować tej reszty nie trzeba, niech sobie pokrzyczy, ponarzeka, podemonstruje. My, władza, możemy to ignorować tak długo, jak długo mamy policję, wojsko, obronę terytorialną, straże graniczne, celne, więzienne, służby tajne, jawne i bojówki poobwieszane znaczkami Polski Walczącej, opatulone w biało-czerwoności. No i tę jedną trzecią otumanionych, co za nami w ogień wskoczą. A jak by już bardzo źle szło, to poprosimy o pomoc Putina.

W 1984 r. narysował pan „Portret nieznanego mężczyzny z wąsem”, czyli Lecha Wałęsę, którego władza chciała zamilczeć. Przed wyborami w 2007 r. dla „Gazety Wyborczej” narysował pan naklejkę „Uważaj, Mały Brat patrzy!”. Mały Brat w końcu wrócił i teraz on próbuje zamilczeć Wałęsę.
– Nie doceniłem specyfiki demokracji, która przy nieszczęśliwym splocie okoliczności potrafi wynieść do władzy sprytnych przeciwników demokracji, którzy będą ją kunsztownie rozwalać. Kiedy przez PRL-owskie dziesięciolecia tęskniłem za demokracją, wydawała mi się systemem znacznie lepszym, niż się to u nas okazało. Znałem sentencję Churchilla o demokracji, ale nie przewidywałem, że może z tego wyniknąć u nas jakieś nieszczęście, bo miałem całkowicie mylne wyobrażenie o stanie ducha Polaków. Przeceniałem nas.





Obserwuj wątek
    • benek231 Jacek Fedorowicz przecenil nas, Polacy :O) - 2 17.07.22, 15:33
      Co chwila słyszymy: „to, co wyprawiają, jest jak z filmów Barei”, ale współczesnego Barei jakoś nie widać.
      – Nie ma czasów, które by się nie nadawały do komedii. Pytanie, czy znaleźliby się odbiorcy. Na razie nie przeczuwam istnienia tłumów, które chciałyby na ekranie oglądać absurdy kaczyzmu. O tym już mówiliśmy. Ale może nie mam racji, może rzecz polega na tym, że mnie w pewnym momencie zupełnie to przestało śmieszyć i że za bardzo się tym przejmuję? Jednak za PRL degrengolada moralna przebiegała wolniej. A do tego kaczyzm zrzuca nas ze znacznie wyższego konia. Przyzwyczailiśmy się nieopatrznie, że Polska się rozwija, że cenią nas na świecie, i do podobnych dobrodziejstw. I myśleliśmy – o naiwności bezbrzeżna! – że już tak będzie.
      (...)

      Kiedy powstała Solidarność, zapisał się pan, bo była to „pierwsza organizacja, do której mógł pan wstąpić z czystym sumieniem. W wieku 44 lat”. Nie boli pana to, czym stała się dzisiaj?
      – Boli bardzo. I stanowi fragment kolejnego doświadczenia życiowego. Nie chciałbym wracać do wątku moich zdolności antycypacyjnych, który się uparcie przewija przez naszą rozmowę, więc tego, co teraz powiem, proszę nie traktować jako przepowiednię, ale kiedy patrzę na Solidarność, umiem sobie dzisiaj wyobrazić inne nazwy, które mogą kiedyś w podobnym stopniu stracić swój sens. Na przykład „Newsweek” z niezmienioną winietą, którego naczelnym jest red. Rymanowski. Albo „Gazeta Wyborcza”, która pod wodzą red. Marka Suskiego zasila koncern prasowy Tadeusza Rydzyka. Ale do tego nie dojdzie. Tu już nie zawiodę jako przewidywacz.

      W jednej z książek pisał pan, że w dzieciństwie sport to nie był pana żywioł. A dziś regularnie pan biega, pisze felietony w piśmie dla biegaczy. Skąd ta zmiana?
      – Tu muszę sprostować, w pytaniu powinien być wyłącznie czas przeszły. Biegałem i startowałem bardzo regularnie na długich dystansach, pisałem regularnie o biegach. W młodości sport nie był mi pisany. Zmiana stąd, że zacząłem dbać o zdrowie. Od początku lat 80. powtarzałem, że dbam, żeby zobaczyć upadek PRL. Dbałem dość maniakalnie, nawet przez około 50 lat byłem abstynentem. Dbałość z wiekiem się pogłębiała i dała bardzo dobrą kondycję ogólną, dzięki której wiem na pewno, że koniec władzy Jarosława Kaczyńskiego będę oglądał na własne oczy i będę miał siłę, żeby się tym cieszyć.


      www.newsweek.pl/polska/spoleczenstwo/jacek-fedorowicz-dla-pis-nie-ma-zadnych-granic-niedorzecznosci-rozmowa/82dhhxk


      Z przyjemnoscia przeczytalem sobie ten wywiad. Federowicza jakos nie spotykalem od czasow pierwszej "Solidarnosci", wiec tym przyjemniej bylo mi odkryc, ze dziele z nim wiele istotnych pogladow. Na przyklad na Kaczynskiego i kaczyzm, PiS i pisizm, na demokracje, czy na wspolczesny zwiazek zawodowy "Solidarnosc"...
      Antydemokratyczne gowno nie jest w stanie tego zrozumiec, wiec nie bede strzepil dla ciebie klawiatury, Olegu3.








      KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintesencją zamordyzmu.
      Xiazeluka znany tez jako Kretyn to czolowy nienawistnik, czolowa szczujnia tego Forum - plynne gowno w ludzkiej skorze.
    • boomerang Re: Jacek Fedorowicz przecenil nas, Polacy :O) 18.07.22, 01:51
      spoważniał na starość, no cóż starość nie radość, co i ciebie się tyczy, Krzyżtopie
    • benek231 Antydemokratyczne gowno wybiera literature :O) 19.07.22, 16:07
      gdyz nawet nie chce rozmawiac o postepujacym zamordyzmie, pod wodza 'Malego Brata'. Bo tak sie sklada, ze antydemokratyczne gowno to zazwyczaj pisiory, a takowym nie wypada krytykowac swoich. Na tym forum na potege wymyslaja tematy zastepcze, byle tylko nie o polityce. No i wciagaja do swego grona frajerow gotowych rozmawiac na jakikolwiek temat. Byle rozmawiac. Takze w ramach spokojnych przystani - przeroznych chatek w korzeniach debu. Ostatnio nieco skwaszonych pisiorow, gdyz okazalo sie, ze Tokarczuk nie dla nich pisze.



      >> Dziś władza zwraca się tylko do „swojego” społeczeństwa. Resztę wydaje się mieć w nosie. Powtarza, że jest świetnie i dalej tak będzie, i ta jedna trzecia społeczeństwa przyjmuje to bez zastrzeżeń. Wierzy, bo chce wierzyć, bo tak wygodniej, nie przeszkadza jej, że kradną, bo przecież się dzielą, granic dzielnie bronią, do szczepień nie zmuszają, jest okej. Reszta nie wierzy, ale cenzurować tej reszty nie trzeba, niech sobie pokrzyczy, ponarzeka, podemonstruje. My, władza, możemy to ignorować tak długo, jak długo mamy policję, wojsko, obronę terytorialną, straże graniczne, celne, więzienne, służby tajne, jawne i bojówki poobwieszane znaczkami Polski Walczącej, opatulone w biało-czerwoności. No i tę jedną trzecią otumanionych, co za nami w ogień wskoczą. A jak by już bardzo źle szło, to poprosimy o pomoc Putina. >>


      Tak tak, Najmilsi. Ta policja i inne wymienione powyzej sluzby pracuja dla was a przeciwko nam, antypisiorom. W waszym imieniu okradaja nas oraz bija na demonstracjach. W waszym imieniu nas przesladuja i w waszym imieniu ta wladza gotowa jest nawet zwachac sie z Putinem, gdy tylko uzna, ze zachodzi taka potrzeba.








      KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintesencją zamordyzmu.
      Xiazeluka znany tez jako Kretyn to czolowy nienawistnik, czolowa szczujnia tego Forum - plynne gowno w ludzkiej skorze.





Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka