Dodaj do ulubionych

"Namaszczeni przez siebie samych" :O)

04.09.22, 08:49
"Namaszczeni. Przez siebie samych [KACZYZM, POLSKA WERSJA POPULIZMU]"

Joanna Mucha
02.09.2022


Populiści rządzą tak, jak gdyby jutra miało nie być, a piekło nie istniało
Przyzwyczailiśmy się myśleć o populistach jako o tych, którzy składają nieodpowiedzialne obietnice wyborcze albo rozdają pieniądze na prawo i lewo, nie licząc się z konsekwencjami. Ale w populizmie – takim jak populizm Kaczyńskiego, Orbána, Trumpa, a wcześniej w większym wymiarze populizmy, które przekształciły się w totalitaryzmy – nie chodzi o składanie obietnic, które podobają się ludziom; to tylko narzędzie. W populizmie chodzi o coś znacznie bardziej zasadniczego.

Zawłaszczanie narodu

„Populiści reprezentują naród". To proste założenie nie wydaje się na pierwszy rzut oka niebezpieczne. Ale to na nim, na przekonaniu, że „tylko oni" naród reprezentują, na tym fundamencie zbudowany jest każdy populizm, jaki znamy z historii. Populiści najczęściej dochodzą do władzy niesieni powszechnym społecznym oburzeniem, stają się wyrazicielami buntu tzw. zwykłych ludzi, nierzadko ten bunt podsycają, czasem wręcz kreują, tak jak to było w naszym kraju, kiedy przekonali Polaków, że Polska jest w ruinie.

Kiedy pierwszy raz idą po władzę, składają też hojne obietnice wyborcze (takie jak 500+) i z dużej ich części się wywiązują. Zaraz potem zawłaszczają kategorię reprezentowania ludzi/narodu, nawet jeśli popiera ich jedynie jakaś ich/jego część.

Dlaczego zawłaszczenie „reprezentowania narodu" jest tak niebezpieczne? Z wielu powodów.

Jeśli jedna partia przypisuje sobie takie „reprezentowanie", to zasadnicze pytanie brzmi: kogo reprezentują pozostałe partie? I natychmiast pojawia się obrzydliwie insynuacyjna odpowiedź: jakąś wynarodowioną część społeczeństwa, niemającą z narodem żadnej faktycznej i emocjonalnej więzi, a także interesy zagranicy i zdrajców. W tej bezczelnej manipulacji tkwi całe jądro zawłaszczenia patriotyzmu i odbierania prawa do niego przedstawicielom innych formacji.

Polska polityka dostarczyła nam cały wachlarz określeń, którymi dyskredytuje się przeciwników politycznych: gorszy sort, kanalie, ulica i zagranica, wdowy ubeckie, volksdeutsche, Niemcy i ukryta opcja niemiecka, elementy animalne, zdrajcy, komuniści i złodzieje, itp., itd. Dodatkowo kaczyści uwielbiają powtarzać, że opozycja jest „totalna" (to sformułowanie było totalnym błędem Grzegorza Schetyny), co stanowi niezwykle sprytny zabieg przerzucenia własnych cech na przeciwnika politycznego.

Dodajmy jeszcze kilka cytatów świadczących o „braku polskości" dzisiejszej opozycji: „narusza elementarną lojalność wobec narodu i państwa", „czyniła nasz naród skłonnym do narodowej mikromanii", „gorliwie i agresywnie broni poprzedniego systemu", „rozkradała kraj" i dokonywała „jawnej grabieży zwykłych obywateli", „chce użyć przemocy i obcej ingerencji dla odzyskania władzy". Nie można też zapominać o tym, że – zdaniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego – opozycja to ci, którzy „niszczyli" i „zamordowali" jego brata.

Populiści celowo wprowadzają podział na „swoich" i „obcych"; umiejętność manipulowania i wzbudzania nienawiści do „nie-naszych" należy do podstawowego ich instrumentarium. Konsekwencją jest wykreowanie głębokiej polaryzacji, w której ludzie intuicyjnie zapisują się do jednego z wrogich plemion, żywiących do siebie bezbrzeżną nienawiść. Podkreślmy to: POPULIŚCI SĄ LEPSI „W POLARYZACJĘ" i ona zawsze będzie służyła w największym stopniu właśnie im. Są jej największymi beneficjentami, a mimo to druga strona sceny politycznej najczęściej w tę pułapkę wpada i uczestniczy w nakręcaniu mechanizmu polaryzacji.

Nowogrodzkiej nie ma w konstytucji

Ale wróćmy do idei „reprezentowania narodu". Jeśli populiści „reprezentują naród" – a oni naród utożsamiają z państwowością – oznacza to, że we własnym przekonaniu SĄ państwem, państwo to oni, państwo NALEŻY do nich. I nie może tu być mowy o żadnej skromności czy powściągliwości, bo dla populistów władza oznacza nieograniczone prawo do panowania nad ludźmi i rozporządzania mieniem, a ktoś, kto z praw tych nie korzysta – nie rozumie, ich zdaniem, mechanizmu sprawowania władzy, zatem się do niej nie nadaje.

„Państwo to ja", powiedział Ludwik XIV, Król Słońce, a nasze polskie Słońce Żoliborza daje nam codziennie dowody na to, że w taki właśnie sposób sprawowanie władzy postrzega. Dlatego jego ochronę zapewnia partia z publicznych środków albo gęste szpalery policji, dlatego otwierany jest dla niego niedostępny w trakcie pandemii cmentarz, dlatego telewizja tzw. publiczna transmituje nabożeństwo upamiętniające jego matkę. Kule do domu przywozi mu dyrektor szpitala, a obiady gotuje prezeska Trybunału Konstytucyjnego.

Wszystkie te zachowania są oczywiście naganne, ale nie w nich tkwi istota problemu. Jest nią POZAKONSTYTUCYJNE I POZAPRAWNE UMIEJSCOWIENIE OŚRODKA WŁADZY sprawowanej – dodajmy – bez ponoszenia formalnej odpowiedzialności za decyzje. Sprawowanie przez Jarosława Kaczyńskiego faktycznej władzy nad premierem, ministrami, szefami instytucji centralnych, a w jakimś zakresie także prezydentem, nie ma umocowania w żadnych normach konstytucyjnych i prawnych.

Na tzw. Nowogrodzkiej zapadają też decyzje dotyczące zarządzania spółkami skarbu państwa, w tym ta najbardziej bulwersująca, dotycząca fuzji Orlenu i Lotosu. Wiele wskazuje na to, że Jarosław Kaczyński traktuje tę sprawę jako testament śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a siebie jako wykonawcę tego testamentu. W konfrontacji między domniemaną „wolą" brata bliźniaka a najistotniejszym interesem Polski – interes Polski przegrywa na ołtarzu prywaty Jarosława Kaczyńskiego. Bo państwo jest w jego przekonaniu jego własnością.

Jednak nawet taka władza mu nie wystarcza. Populiści – to ich kolejna konstytutywna cecha – nigdy nie mają dość władzy, zawsze jest jej im za mało. Doskonale znamy utyskiwania Jarosława Kaczyńskiego na to, że wszędzie kryją się jakieś ograniczenia: wrogowie albo zła opozycja, które nie pozwalają mu na pełne zrealizowanie jego zamierzeń. Cały aparat państwa w jego przekonaniu powinien być tak skonfigurowany, aby pozwolić mu na sprawowanie władzy za pomocą pociągania za sznurki lub naciskania przycisków. Zatem instytucje państwa są na tyle przydatne, na ile SŁUŻĄ interesom populistów. A ponieważ najczęściej nie służą, stanowią za to różnego rodzaju ograniczenie – są poddawane procesowi atrapizacji (od „atrapa") albo dramatycznemu wynaturzeniu.

Przykładem pierwszego procesu jest w naszym kraju funkcjonowanie Sejmu, w którym nie dopuszcza się do podejmowania najważniejszych tematów, ogranicza się debatę, który traktuje się jak maszynkę do nocnych głosowań. Przykładem drugiego, czyli nałożenia na instytucję zadań dokładnie odwrotnych niż konstytucyjne, jest TK. Jego zadaniem, zamiast zabezpieczenia zgodności ustaw z konstytucją, stało się usprawiedliwienie dowolnych prawnych ekscesów władzy. WYGASZANIE INSTYTUCJI jest nieodłączną cechą rządów populistów.

Również własność państwowa w tak rozumianym modelu staje się własnością populistów do ich wyłącznej dyspozycji, więc obsadzanie spółek skarbu państwa, nakłanianie ich do wydawania pieniędzy na cele niemające nic wspólnego z interesem spółki, ręczne nimi sterowanie z Nowogrodzkiej, jak gdyby kodeks spółek handlowych nie obowiązywał, dokonywanie przez nie zakupów, których jedynym celem jest cel polityczny (jak zakup mediów regionalnych przez Orlen) – te wszystkie zachowania wynikają z prostego populistycznego założenia: jeśli wygrałem wybory, to POSIADAM państwo i wszelkie jego aktywa.














Obserwuj wątek
    • benek231 "Namaszczeni przez siebie samych" :O) - 2 04.09.22, 08:52
      „Nad prawem jest dobro narodu"

      Wróćmy do podstawowego założenia populistów, tego mianowicie, że „reprezentują oni naród", i przeanalizujmy kolejne jego konsekwencje. Jeśli „reprezentują naród", to oznacza to, że w ich przekonaniu NIC ICH NIE MOŻE OGRANICZAĆ, bo nic nie może ograniczać woli narodu. Partia reprezentująca naród bowiem ma jedynie najwznioślejsze intencje, zatem KAŻDE jej działanie musi zostać a priori zaakceptowane, a poddawanie go jakiejkolwiek kontroli zahacza o herezję.

      Dlatego zwolennicy kaczyzmu nie zostali poruszeni (z)łamaniem konstytucji – bo zostało ono dokonane w celu realizowania „wyższego dobra". Konstytucja zdaniem populistów nie może ograniczać woli narodu. Jeśli została złamana w celu „zrobienia porządku z sędziowską kastą", to tylko źle to świadczy o konstytucji, bo staje się ona instrumentem złej III RP, która ogranicza ukształtowanie się tej właściwej, prawdziwej Rzeczypospolitej Pisowskiej.

      Zejdźmy na niższy poziom. Prawo w rozumieniu populistów ma być na ich służbie, aby poprzez ich „uzdrawiającą" działalność służyć narodowi. Warto przypomnieć przyjęte przez PiS owacją słowa śp. Kornela Morawieckiego: „nad prawem jest dobro narodu". Prof. Stanisław Ehrlich, promotor Jarosława Kaczyńskiego, także uważał, że wola polityczna wyrażona przez naród jest nadrzędna wobec prawa.

      Nie można w tym miejscu nie przywołać zasady, według której działał powołany przez Hitlera Trybunał Ludowy: „Prawem jest to, co służy narodowi" („Recht ist, was dem Volke nützt").

      Służebna rola prawa ma w założeniu populistów wyeliminować IMPOSYBILIZM w zwalczaniu niesprawiedliwości i pomóc poradzić sobie z klikami, kastami, układami, które nie dają zwykłemu człowiekowi szansy na sprawiedliwość. Tyle teoria, bo w praktyce skręcone prawo ma na celu ochronę ciemnych interesów ludzi władzy i przeprowadzanie politycznych czystek na partyjne zamówienie.

      W typowym populizmie zadaniem sędziów jest prawne zatwierdzanie czystek dokonywanych w instytucjach publicznych (wyrokami podtrzymują bezpodstawne zwolnienia), czasem przeprowadzanie wywłaszczeń z majątku przeciwników politycznych, a także eliminowanie z życia publicznego kolejnych kręgów opozycji wobec populistów.

      Służą temu w pełni kontrolowani prokuratorzy, którzy nie podejmują zupełnie śledztw – lub w nieskończoność je przeciągają – w sprawach dotyczących funkcjonariuszy własnego aparatu (w Polsce np. śledztwo w sprawie tzw. dwóch wież), podejmują za to ochoczo śledztwa, których celem jest zastraszenie lub wywołanie efektu mrożącego u przedstawicieli opozycji lub osób ją wspierających (np. śledztwa „w sprawie" tzw. puczu w Sejmie, przeciw protestującym wobec PiS-u czy po raz enty przedłużane postępowanie ws. stadniny w Janowie).

      Rola niezależnych sędziów jest w tej sytuacji nie do przecenienia. Po pierwsze, wtedy gdy uniewinniają osoby oskarżane z powodów politycznych, przywracają do pracy bezzasadnie zwolnionych lub nakazują wszczęcie postępowania tam, gdzie prokuratura się od nich uchyla. To dlatego tak nieprawdopodobnym osiągnięciem jest w Polsce utrzymanie w zdecydowanej większości niezależnych sądów i niezawisłych sędziów. To dlatego też tak duży nacisk kładą na niezależność sądów i niezawisłość sędziów instytucje Unii Europejskiej. To dlatego wreszcie tak wściekły był atak PiS-u na całe środowisko polskich prawników, którzy wzajemnie udzielając sobie wsparcia, wytrwali w obronie niezależności.

      Kontrolować? Nas? Wykluczone!

      Populiści – według własnej ideologii – nie powinni również podlegać żadnemu innemu typowi kontroli, np. KONTROLI MEDIALNEJ. Ma tu miejsce ciekawa logiczna operacja. Skoro media mają być emanacją przekonań, woli, oczekiwań narodu, mają być swoistym zwierciadłem duszy narodu, a populiści „ten naród reprezentują" – oznacza to, że media mają odzwierciedlać populistów tak, jak oni sami siebie chcą widzieć, czyli jako „niezłomnych", „prawych", „sprawiedliwych", walczących ze złem i niesprawiedliwością i wciąż opluwanych przez wrogów i zdrajców.

      Innymi słowy z instrumentu kontroli rządzących media stać się mają instrumentem promowania rządzących, czyli czystą propagandą. Jeśli w tym miejscu dodamy, że w przekonaniu populistów inne partie polityczne reprezentują „nie-naród", to media „reprezentujące naród" mają ich zdaniem nie prawo, lecz obowiązek obrony „naszych" przed „obcymi", stosując w tym celu dowolne metody. Mediom widzianym w ten sposób nie jest zadana misja pokazywania prawdy; jest nią promowanie populistów i aktywne zwalczanie ich politycznych przeciwników.

      Skoro kontrola „reprezentantów narodu" staje się niedopuszczalna, to media, które ją podejmują, z założenia są wrogiem, dlatego należy ograniczyć ich możliwości oddziaływania (poprzez ograniczenie finansowania lub zasięgu), przejąć lub zamknąć.

      Obserwowaliśmy w naszym kraju bardziej lub mniej udane próby wszystkich tych działań, ale operacja ta również udała się kaczystom jedynie połowicznie. Mimo to ogromna grupa ludzi nie ma dostępu do mediów niezależnych, a to oznacza głębokie zaburzenie procesów demokratycznych, bo nie pozwala na równe przedstawienie oferty politycznej różnych ugrupowań.

      Warto też w tym momencie pomyśleć o dziesiątkach większych i mniejszych afer PiS-u i jego funkcjonariuszy. O większości z nich nie mielibyśmy szansy się dowiedzieć, gdyby niezależni dziennikarze nie mieli gdzie pracować. A jeśli nie mielibyśmy szansy się dowiedzieć, miałoby to oczywisty wpływ na podejmowane przez nas decyzje wyborcze.

      Kolejnym instrumentem kontroli w zdrowej demokracji – po raz kolejny niemożliwym do zaakceptowania przez „reprezentujących naród" – jest SPOŁECZEŃSTWO OBYWATELSKIE działające poprzez różnego rodzaju samorządy (nie tylko lokalne), stowarzyszenia, związki i inne organizacje pozarządowe. Ograniczanie ich roli odbywa się początkowo przez zmniejszanie lub zamrażanie finansowania organizacji pozarządowych i samorządów. Potem ogranicza się im dostęp do informacji publicznej. Na tym polu PiS ma ogromne osiągnięcia – od czasu przejęcia przezeń rządu coraz więcej informacji jest utajnianych pod pretekstem RODO lub ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa.

      Kolejnym krokiem, przygotowywanym już u ministra Ziobry, jest nakładanie na NGO-sy obowiązków sprawozdawczych, czego celem jest wywołanie efektu mrożącego i wycofanie się ich z działalności. Jednocześnie polski populizm promuje te środowiska i organizacje, których działania mogą PiS-owi przynieść polityczną korzyść lub przynajmniej mu nie szkodzić – np. pana Bąkiewicza i środowiska faszyzujące.

      Operacja przenoszenia środka ciężkości podejmowania decyzji i sprawowania władzy z „dołu" do „góry" to po prostu centralizacja i scalanie władzy dotychczas rozproszonej. POPULIŚCI KOCHAJĄ CENTRALIZACJĘ, bo daje im ona poczucie omnipotencji.

      Notabene operacja odbierania sprawczości samorządom lokalnym przybrała w naszym kraju niekonstytucyjny i niezwykle niebezpieczny wymiar. Przed PiS-em polskie samorządy otrzymywały pieniądze proporcjonalnie do swojej wielkości i same decydowały o tym, na co chcą je przeznaczyć. PiS zmienił tę zasadę i centralnie decyduje o tym, jakie przedsięwzięcia i w których samorządach będą realizowane, wyraźnie przy tym faworyzując wójtów, burmistrzów i prezydentów z tą partią związanych. Samorządność krok za krokiem zmienia się w centralne planowanie.

      Zamrozić obywateli

      Wróćmy znowu do „reprezentowania narodu". Otóż naród nie może przecież protestować i strajkować przeciwko „reprezentantom narodu", to byłaby aberracja. Naród „reprezentantów narodu" wspiera zawsze i wszędzie i niezależnie od okoliczności. Jeśli jednak w Polsce protesty się odbywają, oznacza to zdaniem kaczystów, że uczestniczą w nich jednostki „polskojęzyczne", zmanipulowane lub opłacone, „zwiezione z całej Polski autobusami", a mówiąc wprost: „komuniści i złodzieje".

      • benek231 "Namaszczeni przez siebie samych" :O) - 3 04.09.22, 08:55
        To sytuacja podobna do pierwszych strajków przeciwko władzy komunistycznej, która nie mogła przecież otwarcie zwracać się przeciwko protestującej klasie robotniczej. I tak jak wtedy przed „zaplutym karłem reakcji", tak również teraz „reprezentanci narodu" mają pełne prawo „bronienia" narodu przed „obcym elementem". W Polsce ma to wymiar coraz większego przyzwolenia na policyjną przemoc i brak jej rozliczenia ze strony przełożonych.

        Stąd pozostają bez reakcji zwierzchników sytuacje takie jak pryskanie gazem prosto w twarz protestujących czy bicie metalową pałką. Podczas protestów kobiet to przyzwolenie doprowadziło do zamykania protestujących w „kotłach", bicia i stosowania przeciwko nim gazu łzawiącego, siłowego pakowania ich do suk policyjnych, co niejednokrotnie wywoływało obrażenia ciała. Spisywanie danych miało natomiast na celu wywołanie efektu mrożącego.

        A skoro jesteśmy przy owym efekcie, warto się przy nim na chwilę zatrzymać. Celem populistów jest wprowadzenie społeczeństwa – m.in. za pomocą efektu mrożącego właśnie – w stan swoistego letargu czy hipnozy, w którym w społeczeństwie czynnie działają jedynie dwa typy komórek społecznych: naród i rodzina. Pomiędzy nimi ma być to, co nauki społeczne nazywają próżnią socjologiczną.

        W próżni takiej nie ma interakcji między ludźmi, a przede wszystkim między ich grupami. A brak interakcji oznacza brak protestów, bo sfrustrowany człowiek nie ma szansy dowiedzieć się, że jest jednym z milionów sfrustrowanych ludzi, zatem raczej uda się na emigrację wewnętrzną, a nie na strajk czy protest.

        PiS przeczekiwał wiele strajków i protestów społecznych w przekonaniu, że brak reakcji ze strony władzy wprowadzi ludzi w stan marazmu. Ale ten etap się skończył, teraz w użyciu będzie argument resortów siłowych (przypomnijmy, że PiS rozważał wyprowadzenie przeciwko protestującym kobietom wojska).

        Kto winien? Niemcy!

        Jest jeszcze jeden ośrodek kontroli, najbardziej przez populistów znienawidzony, w największym stopniu nie do zaakceptowania przez „namaszczonych przez naród". To ORGANIZACJE MIĘDZYNARODOWE. Tu wyprowadzane są działa największego kalibru, a ostrzał prowadzony jest z pozycji „obrony suwerenności". Wynika to również z fundamentalnego założenia populistów.

        Demokraci uważają, że za granicą są partnerzy, z którymi łączą nas interesy wspólne i rozbieżne, które podlegają negocjacjom, i że współpraca międzynarodowa to gra o sumie dodatniej – czyli obie strony lub wiele stron na tej współpracy zyskuje; wzajemna uczciwość i przyzwoitość się opłaca.

        Dla populistów natomiast jakakolwiek działalność na arenie międzynarodowej ma znaczenie wyłącznie wtedy, kiedy można użyć jej instrumentalnie do prowadzenia polityki wewnętrznej. Populiści mają głęboko zakorzenione przekonanie, że ZA GRANICĄ JEST WRÓG. Żywią się poczuciem realnych lub rzekomych krzywd doznanych w przeszłości i teraźniejszości od innych państw i organizacji międzynarodowych.

        Jak w takim paradygmacie kaczyści mogliby zmieścić i zaakceptować kontrolę sprawowaną przez nie-Polaka z niepolskiej organizacji? Myśl o tym, że kontrola sprawowana jest WZAJEMNIE wobec wszystkich uczestników wspólnot międzynarodowych, znajduje się poza uniwersum populisty.

        Pójdźmy dalej. Populiści zakładają, że z faktu ich wyimaginowanego „reprezentowania narodu" wynika niedopuszczalność jakiejkolwiek kontroli: konstytucyjnej, prawnej, medialnej, społeczeństwa obywatelskiego czy też organizacji międzynarodowych. Osłabienie mechanizmów kontroli połączone z przekonaniem o własnej wyjątkowości i dziejowej misji prowadzi w sposób nieunikniony do rozluźnienia samokontroli, a następnie do omijania procedur, a nawet prawa – ze względu na realizowanie „wyższych celów". To z kolei w konsekwencji prowadzi do afer, skandali, przestępstw i przekrętów, słowem – do „błędów i wypaczeń".

        Jak wiadomo, władza korumpuje, a władza absolutna korumpuje absolutnie. Problem polega jednak na tym, że „reprezentanci narodu" nie mogą przyznać, że popełnili błędy, bo to zachwiałoby całym paradygmatem. Dlatego jeśli populistom zdarzają się „błędy i wypaczenia", to WINNY JEST ZAWSZE KTOŚ INNY, najczęściej poprzednicy, obcy i zdrajcy – nigdy populiści jako formacja.

        Wina poprzedników – spersonalizowana w Polsce jako „wina Tuska" – to już instrument memiczny. Ale warto przypomnieć sobie kanoniczne „przez ostatnie osiem lat" premierki Beaty Szydło. Po siedmiu latach niewiele się zmieniło! PiS nadal twierdzi, że za wszelkie zło odpowiedzialna jest Platforma Obywatelska. Wyobraźmy sobie sytuację analogiczną: oto w 2014 r., po siedmiu latach rządów PO, premierka Ewa Kopacz zwala winę za niepowodzenia na rządy PiS-u. Niewyobrażalne? No właśnie.

        Są jednak sytuacje, kiedy winy po prostu nie da się zrzucić na poprzedników. Odbywa się wówczas skanowanie rzeczywistości w poszukiwaniu najlepiej pasującego wroga, spisku, układu lub ciemnych grup interesów. Jeśli nie znajdzie się dobry kandydat na winnego – zawsze są jeszcze Niemcy i „zdominowana przez nich" Unia Europejska.

        Ci wrogowie mają tę dodatkową zaletę, że niepisowscy politycy są przedstawiani jako umoczeni w intrygach i spisku z nimi. W ten sposób udaje się upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: zrzucić odpowiedzialność z siebie i oszkalować politycznych przeciwników.

        Nie ma pieniędzy z KPO? To dlatego, że Komisja Europejska jest w spisku z Donaldem Tuskiem, żeby obalić rząd PiS-u i obsadzić w Polsce rząd proniemiecki. Proste, prawda? Czasem naznacza się też „winnych" wyprzedzająco – taki charakter ma prawdopodobnie zaczepienie Norwegów w kontekście braku kontraktu na gaz do Baltic Pipe.

        Kciuk Prezesa. Albo żyjesz, albo w niebyt

        Istnieje jeszcze ewentualność, że populista zostanie złapany za rękę na gorącym uczynku. Jeśli przestępstwo, błąd, niegodziwość funkcjonariusza PiS-u są ewidentne, wtedy jedną z dróg jest ukaranie tych, którzy nadużycie odkryli. W ten sposób Jarosław Kaczyński ukarał wszystkich parlamentarzystów obniżką wynagrodzenia za wykryte przez Krzysztofa Brejzę nagrody dla ministrów w rządzie Beaty Szydło, które „im się po prostu należały".

        Zafunkcjonował tu bardzo ciekawy mechanizm psychologiczny. Skoro opozycja odważyła się celnie trafić w rząd „reprezentujący naród", wprowadzając popierających ten rząd w chwilową konsternację, to najlepszym sposobem wyprowadzenia ich z tej konsternacji jest upokorzenie tej opozycji, a w rozumieniu sojuszników PiS-u kara finansowa jest upokorzeniem doskonałym.

        Ostatnią kategorią radzenia sobie z „błędami i wypaczeniami" jest w polskim wydaniu populizmu kciuk Jarosława Kaczyńskiego. Podniesiony w górę oznacza, że winny jest oczyszczony z zarzutów, bo prezes tak dekretuje. Tej uzdrawiającej mocy doświadczyli m.in. prokurator stanu wojennego Stanisław Piotrowicz czy Grzegorz Kujda, którego sąd uznał za kłamcę lustracyjnego. Sanacyjna moc prezesa działać może w stosunku do dowolnej osoby, przestępstwa, niegodziwości, bo jego władza jest z założenia nieograniczona. Kciuk w dół oznacza natomiast, że los nieszczęśnika w służbie prezesowi i PiS-owi dobiega końca.

        Doświadczyli tego prezes NIK-u Marian Banaś czy niezrzeszony poseł Łukasz Mejza. Pierwszy z nich postanowił się mścić, ale aparat państwa uświadomił mu, że może to być decyzja zbyt brzemienna w skutki – jego syn spotkał się z szykanami i groźbami dotyczącymi jego życia. Drugi po krótkiej próbie obrony nazwiska postanowił kryzys przeczekać.

        W nieprzyznawaniu się do niepowodzeń zaszyty jest jeden z największych problemów, jaki wiąże się z rządami populistów. Otóż najczęściej rozmontowują oni formułę „władza równa się odpowiedzialność". Populiści rządzą tak, JAK GDYBY KONSEKWENCJE ICH DECYZJI MIAŁY SIĘ NIGDY NIE WYDARZYĆ, jak gdyby jutra miało nie być, a piekło nie istniało. Ten element sprawia, że charakterystyka rządów populistów ma wiele wspólnego z charakterystyką pajdokracji.

        • benek231 "Namaszczeni przez siebie samych" :O) - 4 04.09.22, 08:58
          Immanentną cechą rządów populistów jest to, że NIE POTRAFIĄ RZĄDZIĆ BEZ FIGURY WROGA. Organizują energię swoich zwolenników przeciwko „obcym", „wrogom", domniemanym spiskom i układom. Wróg na miarę populistów to zewnętrzny spisek, którego macki penetrują kraj i uniemożliwiają wzrost „zdrowej tkanki narodu" (cytat za abp. Markiem Jędraszewskim).

          Spiskowa teoria dziejów jest niezbędna w każdym populizmie, bo w prosty i przystępny – choć intencjonalnie kłamliwy – sposób objaśnia coraz bardziej skomplikowany i niezrozumiały świat. Jeśli nie ma dowodów na istnienie układu, tym bardziej świadczy to na korzyść tezy o spisku. Doskonałym przykładem jest tu zapożyczona od Orbána figura zakulisowego światowego lobby George’a Sorosa, które na naszym polskim gruncie rzekomo m.in. finansuje Rafała Trzaskowskiego.

          Dla kaczyzmu bazową teorią spiskową jest ta dotycząca katastrofy smoleńskiej. Jest tam wróg zewnętrzny i podstępny wróg wewnętrzny, jest mitologia „zdrady o świcie" i „najwyższej ofiary", jest „przemysł pogardy". Twórcy tej teorii działali według podstawowej zasady dezinformacji, zgodnie z którą ludziom trzeba dostarczyć nieskończoną liczbę teorii, wątków, podsunąć pytania zadane w zmanipulowany sposób. Te elementy nie muszą wzajemnie do siebie pasować i tworzyć spójnej całości, ich wielość tworzy zamęt i sieje wątpliwości. A wątpliwości to najlepsze podglebie dla wzrostu teorii spiskowej.

          Ofiary, wrogowie i wstrętne elity

          Poza wrogim spiskiem populistom potrzebni są też „zwykli" wrogowie, bo populizm musi kimś straszyć. W przypadku naszego rodzimego kaczyzmu straszakiem byli uchodźcy, który mieli przybyć do Polski w ogromnej liczbie po to, by gwałcić polskie kobiety i roznosić „bakterie i pasożyty". Wojna w Ukrainie zmusza PiS do (czasowej?) rezygnacji z korzystania z tej figury retorycznej.

          Wrogiem powszechnym są „środowiska lewackie", LGBT, a w szczególności osoby transseksualne, których ukrytym celem jest zniszczenie polskiej rodziny. Od czasu do czasu wrogami bywają też „wegetarianie i cykliści", „ekoterroryści" – słowem wszyscy kulturowo obcy PiS-owi. O „wrogiej", „totalnej" opozycji była już mowa.

          Awersem figury strasznego wroga jest PERMANENTNE BYCIE OFIARĄ. Kaczyści są „ofiarami" Unii, która się na nich uwzięła, Niemców, którzy „mogą się zbroić przeciwko nam", a Polska nie może być przecież „małym zgwałconym wagonikiem w niemieckiej lokomotywie" (cytat za europosłem Jakim).

          Ze względu na swoją nieprzejednaną postawę i niezłomność są też stale na celowniku Putina, wtedy np., kiedy publikowane są maile z poczty ministra Dworczyka. Są też kaczyści ofiarą „przemysłu pogardy i nienawiści". „Do tego może prowadzić mowa nienawiści Platformy i Tuska" – napisał na Twitterze poseł Kazimierz Smoliński po ataku na pracownika Orlenu. Okazało się, że motywem napastnika było zwolnienie go z pracy, nie przeszkodziło to jednak kolejnym politykom w przerzucaniu na opozycję odpowiedzialności za ten atak.

          Figury wroga i ofiary, wiecznej obrony przed niedookreślonym złem, w której populiści są „niezłomni", dziejowej misji „wstawania z kolan" – wszystkiemu temu towarzyszy nadymanie się własną domniemaną wielkością i prężenie muskułów. Ta opowieść z kolei jest doskonałym pretekstem do wzmacniania resortów siłowych i służb specjalnych – populiści wiedzą, że będą one potrzebne w czasach nieuniknionych, wywołanych przez nich kryzysów. I tak obywatele uwiedzeni wizją budowy silnej ojczyzny kręcą sobie stryczki na własne karki.

          Populiści „reprezentują naród", ten naród z trzewi, z serca, z wnętrzności prawdziwego Polaka. W tym prawdziwym Polaku – mówią kaczyści – przetrwała prawdziwa polskość, miłość do ojczystej ziemi, języka, ludowizny. Stąd już tylko krok do PRZECIWSTAWIENIA LUDOWI ELIT, które – zdaniem populistów – się wynarodowiły i reprezentują obce interesy. Dla wszelkich populistów zdyskredytowanie elit jest koniecznością – w przeciwnym wypadku sami zostaną zdyskredytowani i zdemaskowani przez ludzi, którzy z racji swojego wykształcenia czy pozycji społecznej nie dają się łatwo nabierać na populistyczne ideologie, a jednocześnie ich oddziaływanie społeczne jest nie do przecenienia.

          Populiści instynktownie wyczuwają, że tzw. zwykli ludzie elit nie lubią – bo sami również nie czują się dobrze w otoczeniu ludzi wykształconych, bogatych czy posiadających wysoką społeczną pozycję. Dlaczego tak jest – to temat na oddzielny artykuł. Konieczne jest natomiast uświadomienie sobie, że bezpardonowe uderzenie w elity nie odbiera populistom zwolenników, wręcz przeciwnie, przysparza im poklasku.

          Stosunek kaczyzmu do lekarzy znamy z kadencji 2005-07. Po 2015 r. największym wrogiem publicznym PiS-u stali się sędziowie i inni prawnicy sprzeciwiający się łamaniu praworządności. Nazywano ich kastą, złodziejami, zarzuty publikowano na billboardach, a hejterska grupa działająca w Ministerstwie Sprawiedliwości miała za zadanie w prywatnych i zawodowych aktach szukać na nich haków. Wielu z nich zostało odsuniętych od orzekania. Zastąpiono ich na stanowiskach kierowniczych w KRS-ie, Trybunale Konstytucyjnym i Izbie Dyscyplinarnej – z procesowej ostrożności posłużmy się eufemizmem – osobami wobec władzy lojalnymi.

          Kolejną grupą poddaną systemowej opresji byli nauczyciele, bo ośmielili się wystąpić przeciw rządowi. Ich strajk rządzący potraktowali jako pretekst do poniżenia ich i wzbudzenia wobec nich nienawiści.

          Jest też na pisowskim celowniku grupa ludzi majętnych, bo „jeśli ktoś ma pieniądze, to skądś je ma", poza tym, jak wiadomo, to przede wszystkim „cwaniacy".

          Trzeba dodać w tym miejscu, że jednym z celów realizowanych w praktyce przez populistów w każdej epoce i w dowolnym miejscu w świecie jest BUDOWA WŁASNEJ OLIGARCHII. Dzięki żerowaniu na mieniu publicznym rosną fortuny ludzi o wystarczająco elastycznych kręgosłupach, tych, którzy zgadzają wykonać każde zadanie niezależnie od konsekwencji.
          • gerlalt Re: "Namaszczeni przez siebie samych" :O) - 4 04.09.22, 09:02
            Mucha jak to Mucha żre gówno i wydała podobnie. Poważnie przeczytałeś ten bełkot. Szanuję samozaparcie. Nie dałem rady bełkotu przebrnąć.
            • benek231 "Namaszczeni przez siebie samych" :O) 05.09.22, 08:27
              gerlalt napisał(a):

              Nie dałem rady bełkotu przebrnąć.

              **
              No bo, po prostu, jestes mocno ograniczony, ty antydemokratyczne i antyunijne gowno.








              KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintesencją zamordyzmu.
              Xiazeluka znany tez jako Kretyn to czolowy nienawistnik, czolowa szczujnia tego Forum - plynne gowno w ludzkiej skorze.
    • benek231 "Namaszczeni przez siebie samych" :O) - 5 04.09.22, 09:00
      Komunę obalili bracia Kaczyńscy

      Kaczyzm walczy też z naukowcami, szczególnie tymi najbardziej szanowanymi przez demokratów. Stosuje tu metodę, którą najlepiej opanował – przekierowuje finansowanie z projektów naukowych realizowanych przez „lewaków" do dziedzin i ludzi ze sobą związanych. Szczytem bezczelności jest zmiana systemu przyznawania punktacji za publikacje w wydawnictwach naukowych.

      Możemy też od niedawna podziwiać kolejne osiągnięcie kaczyzmu – Akademię Kopernikańską, której celem jest konkurowanie, a może docelowo zastąpienie Polskiej Akademii Nauk oraz umożliwianie „ich" naukowcom szybkiego awansu naukowego. Gdyby kaczyzm potrwał dłużej, wymyśliłby też zapewne własne, lepsze Nagrody Nobla.

      Stosunek populistów do nauki jest taki, jak stosunek mitologii do historii, bo i historia jest najważniejszą nauką dla populistów, a dokładniej zwykle historia najnowsza. W naszym rodzimym kaczyzmie mamy taką oto nową wersję wydarzeń: komunę obalili bracia Kaczyńscy, pierwsze wolne wybory odbyły się w 1991 r., rząd Olszewskiego został obalony podczas nocnej zmiany przez spisek komunistów i zaprzedanych pseudoelit, które wcześniej dały podwaliny pod III RP, rządzoną przez postkomunistyczne układy. A prezydent Lech Kaczyński został zamordowany w zamachu przy ich współudziale.

      Tworzenie mitów jest istotnym elementem każdej populistycznej ideologii. Pozostaje jeszcze wtłoczenie tej „nowej, lepszej" wersji historii do dziecięcych głów podczas zajęć z HiT-u.

      WYMIANA ELIT ma się dokonać w każdym wymienionym wyżej środowisku i wielu innych (np. ludzi kultury i sztuki). Bez nowych elit dogłębna przebudowa społeczna nie mogłaby się odbyć. W praktyce natomiast stanowi ona zaproszenie dla osób chcących zrobić szybką karierę i gotowych temu celowi podporządkować własną niezależność.

      Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o dewastujących konsekwencjach modelu społecznego, w którym awans społeczny osiągany jest dzięki konformizmowi, oportunizmowi, służalczości, lizusostwu, nepotyzmowi zamiast talentowi, ciężkiej pracy, odpowiedzialności. W tym modelu zdolni i niezależni wcześniej czy później opuszczają kraj.

      Truizmem jest stwierdzenie, że NIE MA POPULIZMU BEZ WODZA. Wódz jest uosobieniem siły i sprawczości, wyznacza kierunek, ma też moc uzdrawiania tych, którzy zbłądzili. Wódz sprawuje swoją funkcję w sposób ostentacyjny, choć – co warto zauważyć – wielu przywódców ruchów populistycznych prowadziło skromne życie. Cechą charakterystyczną kaczyzmu jest to, że wódz rządzi swoim środowiskiem poprzez kontrolowanie konfliktu we własnych szeregach.

      Traktując wodza jako oczywisty element populizmu, często nie dostrzegamy drugiego koniecznego elementu: wysmukłej i ściśle dookreślonej hierarchii. Wódz stoi na szczycie piramidy władzy rządzącej się prawami silniejszego: ten, kto jest wyżej, ma prawo żądać od stojących niżej oznak poddaństwa; tego, kto jest niżej, można traktować z pogardą, a fakt posiadania władzy należy manifestować, bo tylko wtedy budzi ona szacunek.

      Budzące w obserwatorach polskiej sceny politycznej zażenowanie wiernopoddańcze wypowiedzi prezydenta, premiera czy innych funkcjonariuszy publicznych, laurki odczytywane z kartki pod pozorem pytań z sali nie powinny zatem dziwić, to element utrwalający hierarchię. Ostentacja w manifestowaniu oznak władzy – dworu, samochodów, jeżdżeniu „na bombach" itp. – jest również częścią tego spektaklu, którego celem jest pokazanie „masom" własnej potęgi.

      Populizm jest stopniowalny i najczęściej rozwija się według podobnego schematu. Wszystkie wymienione wyżej elementy muszą zagrać w odpowiedniej kolejności: zdobycie władzy za sprawą wykreowania niezadowolenia i ponadstandardowych obietnic wyborczych; przejęcie ośrodka kontroli konstytucyjności, skręcenie praworządności, obsadzenie sądów i prokuratur ludźmi w pełni dyspozycyjnymi; zmienienie mediów w propagandę, usunięcie wszelkich innych ośrodków kontroli; zbudowanie własnej oligarchii i resortów siłowych; wprowadzenie społeczeństwa w stan zbiorowej emigracji wewnętrznej za pomocą strachu lub państwowej przemocy.

      Powiedzmy to wprost: niezatrzymany, populizm prowadzi nieuchronnie do jakiejś formy totalitaryzmu. Kaczyzm na tej drodze zatrzymał się na pierwszych etapach rozwoju, bo nie poradził sobie z rozmontowaniem niezależności sędziów i mediów, zanim wywołał druzgocące skutki gospodarcze. Bo każdy populizm z definicji prowadzi do ruiny gospodarczej poprzez wywoływanie inflacji spowodowanej drukowaniem pieniędzy, poprzez wystraszenie inwestorów, poprzez wydawanie bajońskich sum na nieefektywne przedsięwzięcia, poprzez rozpasanie i poczucie bezkarności własnych funkcjonariuszy.

      Kluczowe dla populistów jest jednak przesunięcie tych skutków w czasie, tak aby wystąpiły po całkowitym przejęciu władzy. Wtedy resorty siłowe, służby specjalne i propaganda będą w stanie poradzić sobie z niezadowoleniem społecznym.

      Kaczyńskiemu się to nie udało. Kaczyzm się w Polsce nie ukorzeni, to już dzisiaj możemy powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa. Wciąż jednak pozostawia po sobie Polskę do odbudowy i konieczność poradzenia sobie ze skutkami ubocznymi własnej ideologii.

      Na koniec nasuwa się pytanie, po co to wszystko, czemu ma to służyć. Na początku rządów PiS-u myślałam, że ci ludzie naprawdę mają poczucie misji dziejowej przemiany narodu na swój obraz i podobieństwo, stworzenia Polaka z pisowskiej foremki, społeczeństwa obdarzającego czcią śp. Lecha Kaczyńskiego i jego ziemskie uosobienie – Jarosława Kaczyńskiego. Słowa o „emerytowanym zbawcy narodu" mogły przecież podpowiadać ten właśnie kierunek myślenia.

      Teraz wiem, że jedynym celem działań populistów jest władza, jej zdobycie, gromadzenie, scalanie. Władza, której zawsze mają za mało.


      wyborcza.pl/magazyn/7,124059,28857768,namaszczeni-przez-siebie-samych-kaczyzm-polska-wersja-populizmu.html#S.MT-K.C-B.1-L.1.duzy








      KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintesencją zamordyzmu.
      Xiazeluka znany tez jako Kretyn to czolowy nienawistnik, czolowa szczujnia tego Forum - plynne gowno w ludzkiej skorze.
    • qwardian Re: "Namaszczeni przez siebie samych" :O) 04.09.22, 09:08
      Wszelkim niedowiarkom, że biblijny potop miał miejsce, niech przekona powyższa bieguneczka. Czas na niedzielną Mszę Świętą i Słowo Boże..
      • benek231 "Namaszczeni przez siebie samych" :O) 04.09.22, 16:44
        qwardian napisał:

        > Wszelkim niedowiarkom, że biblijny potop miał miejsce, niech przekona powyższa
        > bieguneczka. Czas na niedzielną Mszę Świętą i Słowo Boże..

        **
        No to modl sie o zdrowie, bo o rozum juz za pozno.

        O "zaletach" populizmu mowlem wam wielokrotnie a najwiecej gdzies tak po 2 latach kaczyzmu.
        A mowilem mniej wiecej to co pani Mucha, czyli:

        >> Populizm jest stopniowalny i najczęściej rozwija się według podobnego schematu. Wszystkie wymienione wyżej elementy muszą zagrać w odpowiedniej kolejności: zdobycie władzy za sprawą wykreowania niezadowolenia i ponadstandardowych obietnic wyborczych; przejęcie ośrodka kontroli konstytucyjności, skręcenie praworządności, obsadzenie sądów i prokuratur ludźmi w pełni dyspozycyjnymi; zmienienie mediów w propagandę, usunięcie wszelkich innych ośrodków kontroli; zbudowanie własnej oligarchii i resortów siłowych; wprowadzenie społeczeństwa w stan zbiorowej emigracji wewnętrznej za pomocą strachu lub państwowej przemocy.

        Powiedzmy to wprost: niezatrzymany, populizm prowadzi nieuchronnie do jakiejś formy totalitaryzmu. Kaczyzm na tej drodze zatrzymał się na pierwszych etapach rozwoju, bo nie poradził sobie z rozmontowaniem niezależności sędziów i mediów, zanim wywołał druzgocące skutki gospodarcze. Bo każdy populizm z definicji prowadzi do ruiny gospodarczej poprzez wywoływanie inflacji spowodowanej drukowaniem pieniędzy, poprzez wystraszenie inwestorów, poprzez wydawanie bajońskich sum na nieefektywne przedsięwzięcia, poprzez rozpasanie i poczucie bezkarności własnych funkcjonariuszy. >>

        Nie wiedziales? No to mogles, kurwa, isc do szkoly! Takoz twoi glupawi koledzy z Podlasia i Warszawy. Oraz pozostali.

        Mucha nie powiedziala jednak o tym jak wasi przywodcy beda was brali za morde gdy tylko okaza sie niewyplacalni a wy nadal bedziecie domagac sie tego samego. Bo o wecej bedziecie musieli zapomniec. Wowczas wasi idole i ulubiency w jednym, te wasze chlopy szczere i kochane, nie beda mieli najmniejszych problemow z wydaniem na ulicach rozkazu otwarcia otwarcia ognia do was, wy wodoglowia. A wy zachodzic bedziecie w tepe lby jakto mozliwe by oni strzelali do was. Bo gdy tylko do opozycji to OK, ale do was?! Przeciez chcieliscie tylko porozmawiac z kochanym dowodztwem i poinformowac je, ze...

        A jesli Kaczynski wygra wybory to Unia postara sie by przegral gospodarke. Na razie nie robia tego gdyz licza na opamietanie, na wygranie wyborow przez stronnictwa pro-demokratyczne pro-unijne. Jednak z antyunijną i antydemokratyczą Polską Wspolnota Europejska nie bedzie juz chciala miec nic wspolnego.
        Czy wowczas pod wodza Kaczynskiego pojdziecie w pętę do Putina? No bo chyba tylko to wam zostanie...

        Powtorzyla jednak Mucha to co wczesniej ja kilkakrotnie wam mowilem: wszystkie populizmy koncza tak samo - zdychaja w ruinach wlasnych krajow.









        KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintesencją zamordyzmu.
        Xiazeluka znany tez jako Kretyn to czolowy nienawistnik, czolowa szczujnia tego Forum - plynne gowno w ludzkiej skorze.
    • benek231 Szykowanie gruntu pod "skradzione wybory :O) 05.09.22, 16:09
      Lewicka: Kaczyński jak Trump. Szykuje grunt pod "skradzione wybory"


      Karolina Lewicka
      05 września 2022


      Jarosław Kaczyński wznowił, po wakacyjnej przerwie, swoje podróże po kraju. Zaczął od przyjaznej mu Małopolski – w 2019 roku PiS wziął w Nowym Targu 49 proc. oddanych tam głosów, a w pobliskim Nowym Sączu 52 proc. Druga z kolei Platforma Obywatelska miała w obu miastach wynik o połowę niższy. Nic więc dziwnego, że Kaczyński czuje się tam jak w domu.

      Z obu tych spotkań dotarła do opinii publicznej przede wszystkim dość kuriozalna odpowiedź prezesa na zarzuty opozycji o rozkradanie kraju. Nikt tutaj nie kradnie – zapewnił solennie Kaczyński i dorzucił: A już na pewno nikt nie kradnie bezkarnie.

      Być może ta deklaracja uspokoi wątpiących chwilowo wyborców rządzącego ugrupowania, ale nie przysłoni prawdy. Reżim Kaczyńskiego i wierność jego zastępów są utrzymywane właśnie dzięki finansowemu drenowaniu państwa do samego dna. Kaczyński po prostu pozwala swoim ludziom "kraść", czyli bezprecedensowo tuczyć się na państwowym wikcie.

      Wisienką na torcie nowotarskiego spotkania były zaangażowane śpiewy posłanki Anny Paluch i towarzyszącego jej zespołu ludowego "…i zdrowia, i szczęścia, i błogosławieństwa przez ręce Maryi". Twarzy prezesa nie było wówczas widać. Była przysłonięta kwiatami i celofanem od wręczonego mu upominku.

      W Nowym Targu padły jednak też słowa, którymi należy zająć się zupełnie na poważnie.

      Kaczyński straszy "tragedią" w wyborach

      Po pierwsze, Kaczyński znowuż stwierdził, że jeśli przyszłoroczne wybory parlamentarne wygra opozycja, to będzie to "tragedia". Tę opowieść sufluje od dobrych kilku miesięcy, przeciwstawiając sobie obóz władzy, czyli "suwerenną Polskę" i opozycję, czyli sługusów Berlina, Brukseli i Moskwy, pod których rządami kraj nasz ma obsunąć się w jakiś rodzaj podległości silniejszym graczom. Po prostu "Targowica".

      Szykuje się zatem, jak wynika ze słów Kaczyńskiego, bój o wszystko, "bardzo ważne wybory".

      Po drugie, Kaczyński zapowiedział "pewne zmiany prawne, które pozwolą lepiej kontrolować wynik wyborów". Co dokładnie miał na myśli, tego nie zdradził. Wszak już dziś PiS ma realną władzę nad procesem wyborczym, zmieniając wcześniej zasady powoływania członków PKW.

      Kiedyś byli to sędziowie wskazywani przez prezesów Sądu Najwyższego, NSA i Trybunału Konstytucyjnego. Od dwóch lat sędziów do Państwowej Komisji Wyborczej wskazują, jakżeby inaczej, głównie politycy.

      PiS skierował do tej instytucji np. swojego radnego z Warszawy. Jakby tego było mało, to o ważności wyborów orzeka stworzona przez PiS w Sądzie Najwyższym Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych. Na jej czele stoi dobra znajoma Andrzeja Dudy, prof. Joanna Lemańska.

      Są w jej składzie osoby związane z Ordo Iuris czy notariusz, pracujący wcześniej w zespole powołanym przez Marka Kuchcińskiego. To nie są przypadkowi ludzie. Jakież zatem jeszcze inne "zabezpieczenia" swojej władzy chce wprowadzić PiS?

      Po trzecie, Kaczyński wezwał swoich zwolenników do stworzenia "armii, która będzie strzegła wyborów". Jak dodał, tylko wtedy, kiedy taka armia powstanie, "możemy być pewni, że wynik będzie sprawiedliwy".

      Na pierwszy rzut oka nie ma w tym apelu niczego niepokojącego. Do kontroli przebiegu wyborów szykuje się też, wspólnie z KOD-em, opozycja. Instytucje mężów zaufania i społecznych obserwatorów są elementem wyborczych uregulowań każdego demokratycznego państwa.

      Opozycja zapowiada rozliczenie PiS

      Ale nie można tych słów prezesa czytać bez kontekstu. Kontekst zaś jest taki, że PiS, i sam Kaczyński, panicznie boi się przegranej. Raz, że to oznacza utratę posad, pieniędzy i władzy. Dwa, że na horyzoncie zamajaczy wówczas groźba rozliczeń.

      Liderzy partii opozycyjnych mówią o tym coraz głośniej (najpierw Tusk, ostatnio na Campusie Polska Przyszłości także Władysław Kosiniak-Kamysz), bo taka jest emocja ich elektoratów. Ów "bój o wszystko" należy zatem czytać tak: albo będziemy dalej bezkarni i bogaci, albo przyjdzie czas, by ponieść odpowiedzialność za swoje czyny i zostać oderwanym od koryta.

      Narracja o "skradzionych wyborach"

      Dlatego PiS aż do wyborów będzie przygotowywać grunt pod ewentualne zakwestionowanie niekorzystnego dla siebie wyniku wyborów. Dokładnie tak, jak w Stanach Zjednoczonych robił to Donald Trump.

      Przecież atak na Kapitol nie wziął się z powietrza. Najpierw, w trakcie kampanii wyborczej, prezydent bezpardonowo dezawuował swojego konkurenta i całe jego ugrupowanie. Partia Demokratyczna i Joe Biden stali się, w narracji Trumpa, uosobieniem wszelkiego zła. Identycznie, jak ugrupowania opozycyjne, głównie PO i Donald Tusk, w opowieściach obozu władzy i propagandzie mediów publicznych.

      Kiedy zaś stawało się jasne, podczas wieczoru wyborczego, że Biały Dom wymyka się republikanom z rąk, rozhuśtano społeczne emocje. Najpierw, jeszcze w trakcie liczenia głosów (!), Trump ogłosił się zwycięzcą, potem zażądał, by przestano liczyć głosy (!), wreszcie, kiedy 7 listopada media ogłosiły, że wygrał Biden, pojawiła się narracja o "skradzionych wyborach".

      Dojrzewała ona przez dwa miesiąca, jakie dzieliły elekcję od zliczenia głosów elektorskich przez Kongres i formalnego zatwierdzenia zwycięstwa Bidena. 6 stycznia 2021 roku Trump po prostu wezwał swoich zwolenników, by „walczyli jak diabli”. A oni rozpoczęli szturm na Kapitol.

      Jak wiemy z prac specjalnej komisji badającej tamte wydarzenia, Trump przez 187 minut wstrzymywał się z apelem o zaprzestanie ataku. Jednocześnie cały czas próbował nagiąć rzeczywistość na swoją korzyść, np. obdzwaniał senatorów, by storpedowali zatwierdzenie wyniku głosowania kolegium elektorskiego. Chciał też, jak zeznała doradczyni Trumpa, osobiście pojechać na Kapitol i stanąć na czele agresywnego tłumu!

      Co się stanie, gdy PiS przegra?

      Czy podobne wydarzenia mogą mieć miejsce w Polsce, jeśli PiS przegra? I owszem, dlaczego nie? Na razie Kaczyński awansem oskarża opozycję, że ta nie uzna niekorzystnego dla siebie wyniku wyborczego.

      Ponieważ prezes słynie z przypisywania innym swoich własnych intencji, należy czytać to tak: niewykluczone, że PiS nie uzna niekorzystnego dla siebie wyniku wyborczego. Trzeba się z takim scenariuszem na serio liczyć.

      Nie po to PiS już dziś mobilizuje własnych wyborców do pilnowania, by wynik wyborów odzwierciedlał wolę wyborców, nie po to nieustannie straszy opozycją, czyniąc z niej zdrajców państwa i narodu, nie po to szerzy panikę moralną, by tych emocji nie próbować wykorzystać w sytuacji dla siebie niekorzystnej.

      Nawet jeśli nie pomoże to w utrzymaniu władzy, to będzie stanowić kolejny mit, konsolidujący wyznawców prezesa PiS-u. Dokładnie tak samo, jak „skradzione wybory” nadal napędzają zwolenników Trumpa.

      Senator Kazimierz Michał Ujazdowski, z którym rozmawiałam ostatnio o jego książce "Instytucje i ich wrogowie", pisze w niej tak: „Po stracie władzy, PiS podtrzyma konflikt rozdzierający państwo i będzie się czuł zainteresowany tym, by reprezentowany przez niego odłam opinii publicznej, czuł się obco w przestrzeni publicznej. Nie mam wątpliwości, że będzie to polityka obliczona na prowizoryczność nowej władzy”. Kaczyński wszedł właśnie na drogę, która ma sprawić, że ta prognoza w pełni się ziści.


      natemat.pl/434878,lewicka-kaczynski-jak-trump-szykuje-grunt-pod-skradzione-wybory







      KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintese
      • benek231 Szykowanie gruntu pod "skradzione wybory :O) 06.09.22, 08:34
        Podobno pisiory szykuja prawo w mysl ktorego jesli PiS przegra wybory to bedzie to oznaczalo, ze wybory zostaly sfalszowane czyli wynik wyborow nalezy odwrocic na korzysc PiS.

        Ide o zaklad, ze bardzo spodoba sie to suwerenowi, ktory dokladnie tak uwaza. A uwaza tak dlatego, ze jego zdaniem wygrana opozycji to koniec Polski.

        No coz idiotow nie sieja, rodza ich ich matki, wraz z kompletem idiotyznych genow, czyli wraz z dziurami w mozgach powyzeranych rodzicom przez kler i ich rodzicow. Najlepszym przykladem jes szwedajacy sie tu nejaki Gerlalt czy Boomerang - intelektualne Golumy.








        KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintesencją zamordyzmu.
        Xiazeluka znany tez jako Kretyn to czolowy nienawistnik, czolowa szczujnia tego Forum - plynne gowno w ludzkiej skorze.
        • oleg3 Re: Szykowanie gruntu pod "skradzione wybory :O) 06.09.22, 10:14
          benek231 napisał:

          > Podobno pisiory szykuja prawo w mysl ktorego jesli PiS przegra wybory to bedzie
          > to oznaczalo, ze wybory zostaly sfalszowane czyli wynik wyborow nalezy odwrocic na korzysc PiS.


          Toż Totalsi niczego innego nie głoszą. Wybory były niedemokratyczne/nieuczciwe/nieważne, bo Totalsi przegrali. Demokracja będzie jak rząd utworzy dzisiejsza opozycja.
          • benek231 Szykowanie gruntu pod "skradzione wybory :O) 06.09.22, 15:20
            ty jak zwykle niczego nie rozumiesz, padalcu. Bo jesli wybory byly rozegrane w nieuczciwy sposob (do najwiekszych mediow opozycja niemal nie miala dostepu, a tzw. TV publiczna stala sie partyjna szczekaczka PiSu) to znaczy, ze wybory nie byly demokratyczne. W demokratycznych wyborach funkcjonuje cos takiego jak rownosc szans, rowne traktowanie, nieobecnosc dyskryminacji. Czyli, skoro w poprzenich wyborach te cechy byly nieobecne to znaczy, ze te wybory nie byly demokratyczne, gdyz nie byly uczciwe, ty antydemokratyczne i antyunijne gowno Putina.



            oleg3 napisał:

            kretynizmy


            KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintesencją zamordyzmu.
            Xiazeluka znany tez jako Kretyn to czolowy nienawistnik, czolowa szczujnia tego Forum - plynne gowno w ludzkiej skorze.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka