Dodaj do ulubionych

Łetowska o oszustwach wyborczych - dla T_ete :O)

22.02.23, 15:27
Ta nowelizacja jest bardzo zła. "Wrażenie miażdżącego zwycięstwa PiS"


RENATA GROCHAL
22 02 2023


– Stworzono cały system, można powiedzieć układ, który sprawia, że wybory nie są ani równe, ani uczciwe – mówi prof. Ewa Łętowska, była rzecznik praw obywatelskich.

Prof. Ewa Łętowska: Nie, ale pocieszę panią, jeżeli to jakakolwiek pociecha, że poprzednie – prezydenckie i parlamentarne – też nie były uczciwe. My jesteśmy kompletnie niewrażliwi na problem uczciwości czy rzetelności wyborów. Kilka dni temu czytałam wypowiedź szefowej Krajowego Biura Wyborczego, pani Magdaleny Pietrzak, która mówiła, że to rozwiązanie reklamowane przez PiS jako profrekwencyjne, czyli zgęszczenie obwodowych komisji wyborczych, jest neutralne z punktu widzenia zasad przyświecających wyborom.

Tylko przez przypadek więcej komisji ma być w rejonach, w których PiS ma wysokie poparcie, czyli na wsi.

– No właśnie. Mówię o tym dlatego, że jeżeli osoba kompetentna, zajmująca się wyborami, mówi, że to jest obojętne z punktu widzenia zasad przyświecających wyborom, a więc także zasady równości, to powiadam: my, Polacy, jesteśmy ślepi i głusi na rzetelność. Bo rzetelność i uczciwość zaczynają się od tego, czy są równe szanse.

A są?

– Nie, dlatego, że jest bardzo wiele elementów, które wpływają na to, że rządząca koalicja ma przewagę nad opozycją, choćby dostęp do mediów. Powiem więcej, stworzono cały system, można powiedzieć układ, który sprawia, że te wybory nie są ani równe, ani uczciwe. W tej chwili mamy media publiczne, które są jednoznacznie zaangażowane po stronie koalicji rządzącej. Dyskurs w tych mediach stał się propagandą, opozycję określa się jako partię niemiecką i w ogóle się jej nie dopuszcza do głosu. A przecież w mediach publicznych powinna być zachowana równowaga, rzetelność, proporcje. Powinien być mierzony czas wykorzystany na rzecz obozu rządzącego i opozycji, a przecież nikt tego nie mierzy. Już w tym momencie mamy do czynienia z zakłóceniem rzetelności.

My jesteśmy kompletnie niewrażliwi na problem uczciwości czy rzetelności wyborów

Ale Jarosław Kaczyński mówi, że to jest pluralizm, bo rząd ma media publiczne, które są propisowskie, a po drugiej stronie są media prywatne.

– No właśnie o to chodzi, że nie, bo czy nie ma mediów prywatnych sprzyjających PiS? Są. W mediach publicznych ma być proporcjonalność, arena dostępna dla jednych i drugich. We Francji na przykład są szczegółowe regulacje dotyczące możliwości publikowania plakatów wyborczych czy sposobu ich kolportowania, by zapewnić równe szanse. To się i tak tylko częściowo udaje, ale w ogóle ktoś próbuje, są zasady i traktuje się je serio. A to, co opowiada pan Kaczyński, przywódca partii rządzącej, neguje samą potrzebę zachowania rzetelności przy wyborach. W takiej sytuacji, o jakiej rzetelności wyborów mamy mówić? OBWE od lat podkreśla brak w Polsce rzetelności w sensie dostępu do teatru wyborczego.

Czym jest ten teatr wyborczy?

– To jest arena, na której można prezentować swoje programy. My jesteśmy pozbawieni w ostatnich latach możliwości dyskusji – czegoś takiego, że kandydaci siadają w mediach publicznych, każdy ma tyle samo czasu na wypowiedź. U nas czegoś takiego nie ma, bo nie chce się rozmawiać. Nie wiem, czy pani pamięta, jak w USA po jednej z debat Donalda Trumpa z Hillary Clinton w mediach dyskutowano o tym, że Trump przekroczył granicę, bo zastosował bardzo ofensywny sposób prezentacji, krążył wokół rywalki. I mediom wytykano, że w niewłaściwy sposób prezentowały kandydatów, doprowadzając do tego, że Trump przytłoczył Clinton swoją osobowością, a więc nawet mowę ciała uznano za coś, co wpływa na rzetelność wyborów i zachowanie zasad równej konkurencji.

U nas TVP zaprasza trzech polityków z koalicji rządzącej do studia i jednego z opozycji.

– Mamy wobec tego pasztet z półkonia i półzająca. Tylko że mój głos jest głosem wołającego na puszczy, bo jeżeli nie rozumie tego szefowa Krajowego Biura Wyborczego, która odpowiada za organizację wyborów, jeżeli tego nie rozumie Sąd Najwyższy, który w uchwale zatwierdzającej wybory prezydenckie powiada: owszem, były zastrzeżenie dotyczące udziału mediów w kampanii, ale przecież jest pluralizm mediów jako zasada, a więc nie ma problemu. Nie rozumie tego Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN, nie rozumieją tego moi uczeni koledzy prawnicy, ba, moi wychowankowie, którzy też siedzą w tej Izbie. Nie rozumieją, że nie wystarczy istnienie mediów, do których można się zwrócić, chodzi o to, żeby zasady były efektywnie stosowane.

Tu tkwi szerszy problem, który dotyczy konfliktu Unia Europejska – Polska. Polski rząd ciągle ma nadzieję, że uchwali ustawę, rzuci coś Brukseli i to załatwi sprawę. Tymczasem oni nas pytają, jak konkretne przepisy są realizowane w rzeczywistości, jak się mają do życia. W pytaniu o rzetelność wyborów chodzi o to, czy abstrakcyjny i potencjalny standard równości wyborów, zapisany w konstytucji i kodeksie wyborczym, został zrealizowany i to efektywnie. Moja odpowiedź brzmi: nie. Bo jeżeli nie rozumie tego Sąd Najwyższy ani szefowa KBW, to oznacza, że to nie działa.

Sąd Najwyższy powinien powiedzieć, że wybory prezydenckie są nieważne, bo nie było równego dostępu do mediów?

– Być może tak, a na pewno powinien to mocniej skrytykować. Problem polega na tym, że Sąd Najwyższy w uchwale o ważności wyborów mówi, że problem rzetelności w ogóle go nie interesuje.

Mamy nierówny dostęp do mediów, a co z finansowaniem kampanii?

– To samo. Przecież to już jest nawet udokumentowane. Instytut Spraw Publicznych robił opracowanie dotyczące przepływów finansowych ze spółek skarbu państwa. Jeżeli najpierw obsadza się ludzi w spółkach, daje im apanaże, a później następuje cała seria przekazów na rzecz PiS, oczywiście w granicach prawa…

Górny limit to 45 tysięcy złotych, tyle wpłacają na PiS prezesi i członkowie zarządów.

– I tak to leci. Ja o tym mówię, a gdzie są inni prawnicy, gdzie jest opozycja, która powinna mówić, że nadchodzące wybory nie będą rzetelne? Nie można patrzeć osobno na finansowanie, na media – przecież to jest cały system, cały teatr wyborczy.

Dlaczego opozycja nie bije na alarm?

– Ciśnie mi się na usta jedno słowo: infantylizm, delikatnie mówiąc.

A niedelikatnie?

– Głupota, ślepota.

Może się boją, że jak powiedzą, że wybory w Polsce są nierzetelne, czyli że wynik może być zafałszowany, to zniechęcą ludzi do głosowania?

– To jest krótkowzroczne. Nie buduje się autorytetu, wypierając rzeczywistość. Dojrzały mąż stanu patrzy dalekowzrocznie, a my jesteśmy przeraźliwie krótkowzroczni. Nie można myśleć, że o czymś nie powiemy, bo ludzie nie pójdą głosować. Pójdą, jeśli będą wierzyć, że wybory są uczciwe. Ale tu jest jeszcze inne podejrzenie, że jak świat światem, to z tą rzetelnością było słabo. I opozycja myśli: a, to teraz powiedzą, że jak my rządziliśmy, to wybory też były nierzetelne. Oczywiście, że tak, tylko to się bierze na klatę. Po prostu się o tym mówi.







KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem, antysemita, homofobem, antyociepleniowcem, ksenofobem, antyszczepionkowcem, anty-TVNowcem czyli wrogiem wolnosci slowa i mediow, antymaseczkowcem, wrogiem praw kobiet i wolnosci obywatelskich, symetrysta, oraz katolickim fundamentalista-integrysta, entuzjasta Ordo Iuris, zacieklym wrogiem WOSPu oraz Niemcow i Ukraincow, chodzącą kwintesencją zamordyzmu.
Xiazeluka znany tez jako Kretyn to czolowy nienawistnik, czolowa szczujnia tego Forum - plynne gowno w ludzkiej skorze, z blogiem na Salonie24.
Obserwuj wątek
    • benek231 Łetowska o oszustwach wyborczych - dla T_ete :O)-2 22.02.23, 15:37

      Dlaczego wybory pod rządami PO-PSL też były nierzetelne?

      – A czy słyszała pani, żeby rozmawiano wtedy na temat pieniędzy, dostępu do mediów? W jednym z programów telewizyjnych usłyszałam takie stwierdzenie: dawniej też tak było, ale wtedy było pod stołem, a teraz jest taka różnica, że jest nad stołem. Za czasów PiS stało się coś bardzo znaczącego – ilość przeszła w jakość. Nastąpił skok dialektyczny. Mieliśmy zadeklarowane państwo prawa, które zakłada istnienie niezależnych mediów, niezawisłe sądy, rządy prawa, etc. Oczywiście realizacja tego założenia to był proces, nie zawsze udany, ale kierunek marszu był jasny. Ale jeżeli dziś parlament, który powinien być miejscem ścierania się poglądów, dyskusji, zamienia się w maszynkę do głosowania, bo mamy większość, to po co mamy dopuszczać do głosu mówców z opozycji...

      Nie ma konsultacji społecznych, ustawy rządowe przynoszą do Sejmu jako poselskie.

      – No właśnie. Jeżeli ogranicza się wypowiedzi, ekspertyzy, blokiem odrzuca się wszystkie poprawki do ustaw, to parlament traci funkcję kontrolną, państwo prawa przeradza się w państwo kamuflujące wolę polityczną pod szyldem państwa prawa. Ten kamuflaż dziś już widać. Dlatego w tej chwili zaczynamy dostrzegać problem z rzetelnością wyborów, czego kiedyś nie dostrzegaliśmy. W tej chwili widzimy, że promują swoich w TVP, dają kasę na PiS i wszystko jest na stole.

      Jak pani ocenia nowelizację kodeksu wyborczego?

      – Ta nowelizacja jest bardzo zła. Teoretycznie mamy zapisy profrekwencyjne. Ale w rzeczywistości to będzie wyglądało tak, że zrobią te maleńkie komisje i głosy policzone z tych maleńkich komisji będą spływały najwcześniej, a ponieważ one będą akurat w tych miejscach, które sprzyjają PiS, to będą stwarzały wrażenie miażdżącego zwycięstwa PiS. Natomiast głosy z dużych miejscowości będą spływały wolniej, w związku z czym później ta przewaga będzie się zmniejszała. Od razu będzie krzyk, tak samo, jak było w Ameryce za Trumpa, że ukradli wybory. Co więcej, te nowe rozwiązania – przezroczyste urny, filmowanie, zasada, że każdy głos trzeba wziąć w rękę, obejrzeć – będą bardzo spowalniały ogłoszenie wyników w dużych komisjach. To jest mechanizm obliczony na skłócenie ludzi, zrobienie wokół tych wyborów awantur, które wywołają taki zamęt, jaki w tej chwili panuje wokół wymiaru sprawiedliwości. W tej chwili nawet to, co jest w nim dobre, tonie w zalewie wzajemnych awantur wewnątrz Sądu Najwyższego czy Trybunału Konstytucyjnego. To też utonie we wzajemnych kwasach, awanturach, które nie mają nic wspólnego z rzetelnością.

      Wybory mają polegać na zaufaniu i największym grzechem, grzechem kardynalnym PiS jest doprowadzenie atmosfery społecznej do poziomu folwarcznego dyskursu. Dowodem może być to, co stało się ostatnio w Sejmie, gdy poseł Kowalski wrzeszczał, że jest dumny z tego, iż w nieprzejrzysty sposób są dokonywane transfery finansowe z programu "willa plus". To jest zbrodnia na zaufaniu społecznym, bez którego ani państwo, ani prawo funkcjonować nie mogą.

      Czy odwracanie znaczeń nie jest cechą każdej władzy autorytarnej? Jak kradną, to mówią, że nie kradną, jak kłamią, to mówią, że to jest prawda.

      – No to czy naszym programem ma być, aby było jak w każdym państwie autorytarnym? W państwach autorytarnych panuje powszechna nieufność i my już zaczynamy w tym żyć. Z pozycji prawnika, a nie polityka, mówię, że to nie służy państwu prawa, tak jak ono zostało ujęte w ciągle obowiązującej konstytucji. Moi koledzy mówią, że konstytucja leży porwana na strzępy, ja mówię, że została wydrążona. To jest oczywiste dla prawników w Komisji Europejskiej. Dlatego, kiedy PiS mówi, że już jest uchwalona jakaś ustawa, to Komisja odpowiada: dobra, dobra, pokażcie, co z tego wyjdzie. Po prostu nam nie wierzą, jest zerowe zaufanie do naszych deklaracji.

      Nawiązuje pani do nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, która miała otworzyć polskiemu rządowi drogę do miliardów z KPO, ale prezydent odesłał ją do Trybunału pani Przyłębskiej?

      – Jakimi motywami kierował się prezydent – nie wiem, ale obawiam się, że urażoną ambicją, że nikt z nim nic nie konsultował. Oczywiście, to źle, że frakcja rządząca ma prezydenta w niedużym poważaniu. Tyle tylko, że w takiej sytuacji obrońca konstytucji, zamiast pokazywać złamane serce, powinien zastanawiać się, jakie rozwiązanie byłoby najlepsze z punktu widzenia dobra wspólnego. Mnie zupełnie nie przekonało orędzie prezydenta, bo jego projekt Izby Dyscyplinarnej z 2019 r. był niekonstytucyjny i stał się zarzewiem konfliktu z UE. Prezydent już dawno powinien był się z tego wycofać. Ale kierowanie tego do TK, gdzie – jak mówiła niedawno posłanka Mucha – są frakcje ziobrystów i PiS, znaczy, że pan prezydent wpisuje się w wojnę między zwolennikami Ziobry a zwolennikami PiS w TK. Ja tylko tu cytuję posłankę, bo sama perspektywa rozważań na temat istnienia politycznych frakcji w trybunale świadczy o degrengoladzie społecznej roli sądów. Niekonstytucyjny akt został posłany do TK i teraz można kostką rzucać, co ten trybunał zrobi. Bo pewność prawa jest zerowa.

      Wróćmy do wyborów. Były członek PiS Marek Zagrobelny mówi w ostatnim "Newsweeku", że widział, jak PiS fałszuje wybory, sam miał na to wpływ, a prokuratura nie wszczyna nawet postępowania.

      – Nie wiem, czy ten człowiek mówi prawdę, czy nie. Ale jeżeli on jest gotów użyć takiego sformułowania, że wśród członków PiS jest pewna gotowość zrobienia czegoś, co będzie przychylne i dobre dla naszej opcji, to ja gratuluję tej opcji…

      Czy prokuratura powinna to sprawdzić?

      – Oczywiście, że tak. Powinna przynajmniej wszcząć postępowanie wyjaśniające, by sprawdzić, co to jest. Czy to jest niesłuszne pomówienie, czy wręcz przeciwnie. Bo jeżeli prokuratura nic nie robi, to znaczy, że hulaj dusza, piekła nie ma! Mamy rozprzęgnięty system, który nam dodatkowo jeszcze zamula świadomość przekonaniem, że przecież jesteśmy państwem prawa, bo mamy to "zapisane" w konstytucji. Jakby "zapisanie" wystarczyło.

      Ale PiS powie, że są protesty wyborcze, jeśli coś się komuś nie podoba, to może skierować protest do sądu.

      – Akurat fałszowanie głosów, dopisywanie krzyżyków protest wyborczy złapie, jeżeli przeprowadzi się postępowanie sprawdzające. Ale protest wyborczy nie dotyka kwestii rzetelności wyborów. Protest jest obarczony jednym z największych grzechów, jakich można dopatrzeć się w systemie prawa: stwarza złudzenie, że coś mamy, a tak naprawdę nic nie mamy. Bo to nieprawda, że jeżeli zaprotestujesz, objawi się twoja sprawczość i coś się stanie.

      Czyli uświęcona hipokryzja?

      – Tak. Ale za to już nie odpowiada PiS, bo formuła protestu wyborczego jest jeszcze sprzed czasów PiS. Gdy wstąpiliśmy do UE, powinno zapalić nam się światełko ostrzegawcze, że wąsko i formalistycznie ujęte protesty (to nieśmiertelne "potencjalne i abstrakcyjne prawo") to złe zabezpieczenie wolnych wyborów. One zabezpieczają legalność wyborów, ale nie zabezpieczają ich rzetelności.

      Ale może ludzie zaczną wreszcie pilnować rzetelności wyborów?

      – Ostatnie lata sprawiają, że mamy przyspieszoną lekcję, której nie odrobiliśmy w XIX i XX wieku. Lekcję tego, że prawo to nie jest to, co potencjalne, tylko również to, co efektywne. I z tego nas rozliczają w Karcie Praw Podstawowych i Trybunale Sprawiedliwości UE, a nie z tego, cośmy nasmarowali w nietraktowanej poważnie konstytucji, oprawili w ramki i powiesili na ścianie. Ale ludzie już to czują.


      www.newsweek.pl/polska/polityka/wybory-2023-ta-nowelizacja-jest-bardzo-zla-wrazenie-miazdzacego-zwyciestwa-pis/2cs0ges

      Pomyslalem sobie, T_ete, ze zapewne takze zechcialabys zapoznac sie z tym wywiadem.






      KretynLuka jest zoologicznym wrogiem demokracji, przynaleznosci Polski do UE, rasista, mizoginem,
      • oleg3 Re: Łetowska o oszustwach wyborczych - dla T_ete 22.02.23, 15:50
        Delikatnie sugerujesz Krzysiu 3-cią kadencję PIS?

        Ja uważam, że PiS powinien odpocząć. Mała przerwa może ochłodzić rozgrzane głowy i przywrócić instynkt samozachowawczy. Za dużo kasy, za mało myślenia (Naczelnik myśli za wszystkich), za dużo samouwielbienia. Tłuste koty precz!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka