Gość: Perła
IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl
03.06.01, 16:40
Każdy obywatel, który w dniu wyborów skończy 18 lat ma prawo brać udział w
wyborach. Nie będę tu powtarzał rzeczy znanych, że profesor i półgówek
dysponują taką samą ilością głosów tzn. jednym. Pytanie: mamy więcej profesorów
czy półgłówków? I w takim razie KTO ma większą siłę wyborczą? I LEWICY w to
graj.
A taka sprawa:
wybory mamy powiedzmy 20 września. Ktoś kto się urodził 18 lat wcześniej 20
września o godz. 23.55 ma prawo wyborcze. A ten który urodził się 10 minut
później tj. 21 września o godz 00.05 nie ma takiego prawa. Chociaż ten urodzony
po północy jest np. licealistą olimpijczykiem i w ogóle. A ten urodzony przed
północą ledwo zawodówkę skonczył (specjalną zresztą).
Poza tym system obecny pozwolił dojść do władzy LEGALNIE Adolfowi H. na
przykład.
Rzecz w tym aby wybrać ludzi MĄDRYCH. A ludzi MĄDRYCH wybiorą ludzie MĄDRZY.
Dlatego proponuję: Zabrać WSZYSTKIM prawo wyborcze! Prawo to należy ZDOBYĆ.
Widzę tu 2 rozwiązania:
1. Prawo wyborcze by mieli tylko ci, którzy pracują tzn. dają forsę do budżetu.
Jest to system prosty i czytelny. (dla tych mniej kumatych - chrizz i sp. zoo:
jak robicie zrzutę na flaszkę to głos decydujący kto ma ile wypić mają ci,
którzy się zrzucili. prawda?)
2. Prawo wyborcze można by było ZDOBYĆ poprzez zdanie testu komputerowego z
PODSTAW prawa, ekonomii, stosunków międzynarodowych itp. Oczywiście algorytm
takiego programu (opracowany razem z psychiatrami i psychologami) musiałby
eleminować jednostki nienormalne, bądź nadmiernie pobudzone emocjonalnie np.
żądających aborcji czy mających KOMPLEKS Janosika. W ten sposób prawo wyborcze
miałoby około 10 % obywateli polskich. Ale za to jakich! I dopiero ci
wyłoniliby PRAWDZIWĄ elitę tego kraju. A nam trzeba nie disco-polo a ELITY
właśnie.
Które rozwiązanie wybieracie?