camrut
30.11.04, 08:22
Jakiś przedziwny wysyp ostatnio nastąpił wątków siłujących się z tematyką
aborcji. Dość wybiórczych, jednostajnych i dziwnie monoautorskich

Dla podtrzymania równowagi zatem ...
Zastanawiałam się, czy napisać, że polecam ją szczególnej refleksji – w
końcu, zdecydowałam:
- polecam – może faktycznie ktoś jeszcze do refleksji na tym forum jest
zdolny (...)
.....
Milczenie owieczek - fragment
Obiecałam sobie, że nie rozpocznę tej książki od zdania: „Wszyscy wiemy, że
aborcja jest złem”. Nie jest ono prawdziwe. W wielu wypadkach aborcja jest
wybawieniem, choć każda z nas, gdyby mogła, starałaby się tej decyzji i tego
doświadczenia uniknąć
Często jesteśmy na siebie wściekłe albo obwiniamy się, że dopuściłyśmy do
zapłodnienia, choć niekiedy nie pojmujemy, jak to się mogło stać, skoro
zabezpieczałyśmy się na wszelkie sposoby. Bywamy wściekłe na naszego
partnera, dlatego że to nie on, tylko my musimy teraz kłaść się na fotelu
ginekologicznym. Ciąża, która jest wynikiem gwałtu, potęguje traumę samego
gwałtu. Ciąża nastolatki może ją doprowadzić do samobójstwa albo
samookaleczenia.
Decyzję o aborcji większość dorosłych kobiet podejmuje w pełni
odpowiedzialności etycznej i egzystencjalnej – za siebie, za swoje zdrowie,
za swoją samodzielność, za swoją rodzinę. Często płacimy cenę smutku,
goryczy, żalu, bo chciałybyśmy móc sobie pozwolić na donoszenie ciąży i
urodzenie dziecka. Ale nie zawsze. Bywa, że nie mamy żadnych wątpliwości,
nasza decyzja brzmi od początku „nie i koniec”, a po wszystkim odczuwamy
ulgę. Moja przyjaciółka Zosia, mama dorastającej córki, wpadła
najidiotyczniej w świecie, z powodu pękniętej prezerwatywy. Zapłaciła
normalną w podziemiu cenę, trzy tysiące, ale lekarz był przemiły, wspierający
i troskliwy. Wczesny zabieg, zero problemów. Ulga, wdzięczność, że się miało
od kogo pożyczyć pieniądze. No i wściekłość na system, bo nie każdej kobiecie
jest tak dobrze jak mnie. W naszym kraju zdarzają się śmierci kobiet wskutek
nielegalnych aborcji – tak umarła dwudziestoletnia Kasia, której przypadek,
opisany w prasie, znajduje się w zbiorze Piekło kobiet. Historie współczesne,
wydanym przez Federację na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: Przeprowadzona
później sekcja zwłok wykazała, że nastąpiło przebicie macicy, uszkodzenie
jelita cienkiego, a także wewnętrzny krwotok[i]. Lekarka, przeciwko której
toczy się postępowanie karne, wzięła za zabieg cztery i pół tysiąca złotych.
Kobiety umierają również wskutek odmowy wykonania legalnego zabiegu przez
lekarzy w szpitalu. W Warszawie w 1995 roku do prokuratury zgłosił się ksiądz
z doniesieniem. Lekarze w Szpitalu Wolskim podżegają do przestępstwa, jednej
z pacjentek proponują przerwanie ciąży. Ksiądz już z nią rozmawiał, bez
skutku. Prokuratura zaczęła sprawę wyjaśniać. Okazało się, że chorą czeka
skomplikowana operacja mózgu. Ciąża mogła utrudnić ten zabieg i
rekonwalescencję. Choć aborcja byłaby legalna, lekarze – po wizycie
prokuratorów w szpitalu – zrezygnowali. Wtedy pacjentka odmówiła operacji.
Urodziła i po kilku miesiącach umarła. Osierociła ośmioro dzieci[ii].
Historia jak z Boya-Żeleńskiego: ksiądz, prokurator, lekarz i ośmioro
osieroconych dzieci. Pozostaje tylko podziwiać czujność księdza donosiciela i
karność lekarzy.
Jeśli przerwanie ciąży odbyło się w ludzkich i godnych warunkach, jeżeli
traktowano nas z szacunkiem, to nawet mimo goryczy i smutku odczuwamy
wdzięczność do lekarza za to, że zrobił to dobrze (jeśli tak było) i do tych,
którzy w tej trudnej chwili otoczyli nas opieką (jeśli tacy się znaleźli). W
ciągu wieków miliony kobiet umierały wskutek pokątnych aborcji – na
zakażenia, na krwotok, z macicami przebitymi wieszakami, szprychami od
roweru, drutami, otrute ziołami albo domowymi miksturami na poronienie. W
Afryce i innych regionach, zwanych Trzecim Światem, a także w krajach
fundamentalizmów religijnych dzieje się tak nadal, chociaż prawidłowo
przeprowadzony zabieg przerwania ciąży w pierwszym trymestrze jest dziś jedną
z prostszych procedur ginekologicznych. Zajmuje kilkanaście minut i wymaga
jedynie miejscowego znieczulenia. Jak dowiadujemy się z powieści Sue Townsend
Adrian Mole. Czas cappuccino: Pandora miała kiedyś zabieg podczas przerwy
obiadowej.
Niestety, nie wszystkie zaliczamy się do współczesnej londyńskiej elity. Co
roku na świecie około pół miliona kobiet umiera z przyczyn związanych z
ciążą. Dwieście tysięcy z nich przypłaca życiem pokątne, źle wykonane
aborcje. Nie jesteśmy w tak nieszczęśliwym położeniu jak Somalijki czy
Afganki, ale nie łudźmy się, że nasz kraj spełnia standardy cywilizacji
zachodnich. Na tle państw europejskich katolicka i postkomunistyczna Polska
jest raczej osobliwym, półuśpionym wulkanem. Jedynie jakieś bulgoty i
pyrknięcia świadczą o tym, iż miejscowe kobiety zdają sobie sprawę, że
potraktowano je jako istoty bezmyślne, nieodpowiedzialne i rozpustne, które
państwo, pouczone przez hierarchów Kościoła, musiało wziąć pod kontrolę.
Metafora wulkanu nie jest przeze mnie wymyślona. Raport spod wulkanu to tytuł
cyklu odważnych reportaży o aborcji publikowanych w miesięczniku „Twój Styl”.
Aborcja nie jest ani morderstwem, ani kosmetycznym zabiegiem, ani podłubaniem
w nosie. Aborcja to aborcja – przerwanie ciąży, usunięcie ciąży, spędzenie
płodu, sztuczne poronienie. W rozmowach prywatnych Polki między sobą
niechętnie używają słowa „aborcja” – jest ono zbyt oficjalne, bezosobowe i
groźne. Kobiety mówią: zabieg, kłopot, sytuacja, usunięcie, usuwanie. Starsze
i średnie pokolenie używało słowa „skrobanka”, które jednak dla młodszych
brzmi obco. Zapewne dlatego, że już w latach osiemdziesiątych ciąże w Polsce
często przerywane były metodą próżniową, niewymagającą łyżeczkowania, czyli
tzw. skrobania ścianek macicy. „Skrobanka” powraca jednak czasami jako słowo
buntownicze: wulgarne, a zarazem prywatne, przypominające o nielegalnym życiu
ginekologicznym kobiet i lekarzy. Nie ma co się wzdragać i oburzać na
skrobankę, bo jest powszechnym doświadczeniem kobiet w Polsce i na całym
świecie.
[i] Piekło kobiet. Warszawa 2001, s. 27–30.
[ii] L. Ostałowska, Bolało jeszcze bardziej, „Wysokie Obcasy”, 24 stycznia
2004.
Kazimiera Szczuka