Konstytucyjne prawo do tajnych wyborów

04.01.05, 20:50
Większość kobiet idzie do wyborów razem z mężami a nawet z dziećmi czy innymi
członkami rodziny. Rejestrują się razem, razem wypełniają głosy i razem
wrzucają je do urn. Łatwo sobie wyobrazić, na kogo zagłosuje typowa katolicka
żona, która boi się swojego męża, bo nie raz od niego oberwała. Jakie piekło
by jej mąż urządził, gdyby mu powiedziała, że sama chce wejść za parawan, i
gdyby poprosiła o pomoc członków komisji, żeby przytrzymali męża, aby jej nie
przeszkadzał w głosowaniu. Jestem pewien, że maltretowane żony glosują zawsze
na tę samą partie damskich bokserów, na którą głosuje mąż.

Konstytucja gwarantuje tajność wyborów, gdyż tajność jest fundamentem
wolności i demokracji. A niestety wybory w Polsce nie są tajne, ponieważ
sterroryzowane kobiety muszą głosować tak jak każe im ich pan i władca.

A wystarczy wprowadzić proste prawo, które zapewniłoby przestrzeganie
Konstytucji w tym tak ważnym punkcie. Prawo to powinno stanowić, że głos
oddany w sposób jawny nie może być ważny, a każda próba naruszenia tej
tajności powinna być karana wg kk., tak jak próba włamania. Przepisy
wykonawcze powinny określać, że lokale wyborcze muszą mieć tak urządzone
kabiny do głosowania, żeby osoba głosująca nie mogła nikomu pokazać, na kogo
oddała swój głos.

Taka żona mogłaby nawet krzyczeć z kabiny: „Stawiam krzyżyk przy Giertychu!”,
a stojący w pobliżu mąż nie mógłby w żaden sposób tego sprawdzić. Nic by mu
nie dało krzyczenie: „Na pewno? Wiesz doskonale, że nie umiesz kłamać. A jak
skłamiesz, to wiesz, co cię czeka w domu”.

Nareszcie zrozumiałem, dlaczego kobiety głosują na złych mężczyzn. Jakie to
wspaniałe uczucie, doświadczyć własnego geniuszu, przeżyć olśnienie dzięki
własnej inteligencji – tak, tak, właśnie podczas pisania tego postu odkryłem
to, co napisałem powyżej.

Drogie Panie, teraz lepiej Was rozumiem i mocniej Wam współczuję. Dawniej,
ja, głupi, myślałem, że kobiety głupio głosują, bo są ogłupione, nie
interesują się polityką, nie mają zaufania do podobnych sobie kandydatek, a
mają zaufanie do mężczyzn, bo niby wierzą, że polityka wymaga brutalności i
agresywności .. a po prostu byłem głupi i zwyczajnie nie rozumiałem dlaczego,
więc wymyślałem głupie hipotezy – przepraszam Was za to kochane Panie.

To straszne odkrycie! Nie mamy tajnych wyborów! Niby daliśmy kiedyś kobietom
prawo do głosowania, ale urządziliśmy to tak, żeby nie mogły głosować wg
własnej woli, tak więc nadal są tego prawa pozbawione. Nic dziwnego, że
wyniki wyborów są takie, jakby głosowali tylko mężczyźni.

Konstytucja nie działa! Wybory nie są tajne!
    • dokowski Zrozumiałem jak NSDAP wygrała wybory 04.01.05, 21:46
      Uświadomiłem sobie, dlaczego tak ważne jest, aby wybory były tajne nawet wtedy,
      gdy głosujący nie chce oddać głosu w sposób tajny. Nagle zrozumiałem skąd wziął
      się sukces wyborczy NSDAP. Naziści przecież zastosowali sztuczkę polegającą na
      złamaniu zasady tajności wyborów. Bojówki NSDAP czyli Młodzież Wszechniemiecka
      (czy jak tam się to nazywało) ubrane w swoje stroje służbowe głośno
      deklarowały, na kogo będą głosować, biły na ulicach wszystkich, kto nie dość
      przekonująco deklarował, że będzie głosował tak samo. W dniu wyborów naziści
      stali i wypytywali ludzi, na kogo będą głosować, a sami oddawali swoje głosy
      jawnie i grozili pobiciem każdemu, kto odda swój głos korzystając z prawa do
      tajności.

      Naziści wygrali wybory dzięki temu, że głosowali jawnie i demonstracyjnie, więc
      każdy, kto oddał głos w sposób tajny, uznawany był natychmiast za wroga NSDAP.
      Tak samo teraz ofiarami są głosujące kobiety, które nie chciałyby pokazać
      mężowi, na kogo zagłosowały, ale się boją.

      Prawo do tajności wyborów jest prawdziwym prawem tylko wtedy, gdy wszyscy
      przestrzegają zasady tajności. Prawdziwa demokracja jest wtedy, gdy nie wolno
      głosować w sposób jawny.

      Jeżeli komuś się wydaje, że przykład NSDAP czy LPR to przykłady skrajne, jeżeli
      ktoś myśli, że wystarczy zakazać zastraszania głosujących pod lokalami
      wyborczymi, że wystarczy wprowadzić np. zasadę odrębnych lokali wyborczych dla
      kobiet i dla mężczyzn (tak jak oddzielne są toalety – tak, tak, prawo do
      intymności jest przestrzegane a tajność wyborów nie jest) to jest w błędzie.
      Tajność wyborów to o wiele głębsza i ważniejsza zasada niż mogłoby się to
      wydawać tylko na podstawie tych skrajnych przykładów (NSDAP, LPR i mężowie
      terroryzujący żony). Problem zastraszania głosujących tajnie jest tylko
      wierzchołkiem góry lodowej.

      Część głębi, jakie kryje tajność, spróbuję objaśnić w następnym poście.
      • dokowski I oto obiecany post 05.01.05, 02:04

        Dlaczego w prawdziwej demokracji wybory powinny być tajne

        W innym miejscu objaśniłem najłatwiejszą do zrozumienia patologię wyborów,
        podczas których jedni wyborcy chowają się za parawanem i oddają głos w sposób
        tajny, podczas gdy inni robią to jawnie, a nawet demonstracyjnie. Podsumuję te
        objaśnienia jednym zdaniem:

        Człowiek, który głosuje jawnie, przekazuje tym samym komunikat, skierowany do
        innych: „głosuj tak jak ja i to jawnie, bo inaczej zaliczę cię do swoich
        wrogów” – a więc zastrasza innych wyborców.

        Zastraszanie to nie wszystko. Czas na objaśnienie bardziej subtelnego zła
        jawności wyborów.

        Istnieją już przynajmniej kilkadziesiąt lat dwie gry planszowe, których twórców
        geniusz daleko zostawił w tyle innych twórców innych gier. Grałem w nie w
        czasach studenckich, ale rzadko, gry te mają jedną kluczową wadę – wymagają
        minimum 7 graczy, minimum M3 do wyłącznej dyspozycji graczy przez minimum 12
        godzin, a co najtrudniejsze, wymagają mniej więcej równych graczy – nie może
        być 6 doświadczonych i jeden lub dwóch słabych, którzy się dopiero uczą. Jeżeli
        chcemy uczyć słabszych to musi być ich więcej niż nas – doświadczonych, a
        trudno namówić na naukę kilku świeżych ludzi jednocześnie, dlatego z te dwie
        najlepsze gry świata grywa się rzadko i zwykle tylko w gronie starych
        znajomych. Te gry to „Diplomacy” (na 7 osób) i „Machiavelli” (na 8). W
        uproszczeniu gry te symulują politykę wg zasad, jakie obowiązywały w Indiach
        około 1000 lat temu, czyli domniemywa się, że sąsiad jest wrogiem a sąsiad
        sąsiada – przyjacielem. Istotą obu gier jest dyplomacja a jej efektem – wojna.
        Jeżeli gra 8 osób, to może się zdarzyć, że 4 pary jednocześnie skrycie (w
        różnych pokojach, kuchni, łazience) negocjują i uzgadniają przyszłe ruchy
        swoich wojsk na planszy.

        Po tej I fazie gry, zwanej dyplomacją, gracze przystępują do II fazy
        polegającej na jednoczesnym pisaniu rozkazów dla swoich wojsk. Robią to w
        ciszy, tak aby nikt nie widział, co piszą. Forma rozkazów jest standardowa,
        rozkaz błędny jest później podczas III fazy unieważniany, jeżeli któryś z
        graczy go oprotestuje. Dwa najważniejsze typy rozkazów to rozkaz WKROCZENIA
        swojej armii do wskazanej prowincji i rozkaz WSPARCIA przez swoją armię działań
        wskazanej armii (swojej lub innego gracza). Każda armia może otrzymać tylko
        jeden ważny rozkaz.

        III faza to wykonanie rozkazów i przesunięcie żetonów na wspólnej planszy,
        zgodnie z treścią ważnych rozkazów. Efekty działania rozkazów (wsparcia) sumują
        się lub znoszą wg najprostszych zasad, które nie są istotne dla zrozumienia
        tego, o co chodzi w tym poście. A chodzi w nim o zrozumienie, jak ważna jest
        zasada tajności. Tylko po to naszkicowałem zasady tych gier.

        Wyobraźcie sobie podekscytowanych graczy biegających po pokojach, próbujących
        uzyskać obietnice korzystnych dla siebie rozkazów, wiążących sojusze i
        planujących zdrady, omawiających strategię (każdy ma kopię mapy-planszy przy
        sobie) przyszłych kampanii, a pisemnych umów nie wolno zawierać ... a potem
        podczas II fazy nikt nie ma pewności, jakie rozkazy piszą właśnie inni gracze,
        a z notatek nie wolno korzystać. A potem okazuje się, kto z kim wszedł w
        sojusz, a kto kogo zdradził, a kto kogo powinien zdradzić, a tego nie zrobił,
        mimo że powinien - takich nieuczciwych graczy eliminowaliśmy z grona przyszłych
        graczy, ponieważ pokazywali oni, że ich emocjonalne zaangażowanie wypacza grę.
        Tak samo nie zapraszaliśmy graczy, którzy częściej grali w sojuszu z prywatnymi
        przyjaciółmi, niż z innymi graczami, mimo, że z punktu widzenia gry było to dla
        nich niekorzystne. W ogóle nie zapraszaliśmy par, gdyż pary nie grały przeciwko
        sobie, mimo że sytuacja na planszy wręcz tego wymagała.

        Zdarzali się gracze, którzy łamali zasady tajności, tzn. podczas II fazy
        próbowali pokazać sojusznikom swoje rozkazy, albo ujawniali treść negocjacji. W
        trakcie fazy I i III wolno było gadać co się chce i komu się chce, choćby po
        to, żeby zmylić tych, którzy to usłyszą. Można było zarzucać sojusznikowi
        zdradę, udawać niezgodę dotyczącą szczegółów rozkazów itd. Jednak w II fazie
        takie sztuczki były niedozwolone. Kto mówił o czym pisze, kto dopytywał się,
        czy jego sojusznik nie zdradza go właśnie, ten był szybko przez sojusz innych
        graczy eliminowany z gry i nie był już zapraszany w przyszłości.

        Kluczowym dla nas pojęciem i największym niebezpieczeństwem było WYPACZENIE
        gry. Wypaczenie gry powodowało, że gra przestawała być ciekawa, że któryś z
        graczy uzyskiwał „nieuczciwie” przewagę na innymi, bo np. umówił się wcześniej
        z kumplem, że trzymają sojusz i nie zdradzają się. Po paru godzinach taki
        nieuczciwy sojusz wychodził na jaw i pozostali gracze musieli zawierać sztuczny
        sojusz przeciwko takiej parze, aby ją ukarać – gra się wypaczała, nie rządziła
        już logika sytuacji na planszy, ale górę brały względy osobiste. Grę wypaczał
        też zawodnik, który nie umiał dotrzymywać sojuszy (lub po prostu grał kiepsko)
        Po paru godzinach nikt już nie chciał wspierać notorycznego zdrajcy, więc
        prędzej czy później któryś z sąsiadów go „kasował”, uzyskując dzięki temu
        przewagę terytorialną zbyt wielką, aby sąsiedzi mogli to tolerować – wszyscy
        musieli zawierać sztuczny sojusz przeciwko takiemu potężnemu władcy – gra była
        wypaczona.

        Jednak do największych wypaczeń dochodziło wówczas, gdy nie była przestrzegana
        zasada tajności podczas II fazy. Gdy gracze się upewniali, co do swoich
        uzgodnień z I fazy, wtedy gra traciła sens, sojusze się utrwalały, negocjacje
        traciły sens i gra zamieniała się w niesympatyczną nudę, tak jakby Brydża
        zamienić na Wojnę.

        Gdy analizujemy takie relacje pomiędzy 7 czy 8 osobami, to łatwiej zrozumieć
        różne aspekty, niż wtedy, gdy próbujemy zrozumieć prawdziwe kampanie wyborcze,
        tajne i na pokaz negocjacje między partiami, a potem prawdziwe tajne wybory.
        Także o wiele bardziej złożone i różnorodne powstają WYPACZENIA, jeżeli wyborcy
        głosują jawnie. Kto nie ma zdolności do myślenia syntetycznego, ten może nie
        czuć, że mam rację, może myśleć, że moja argumentacja jest zbyt ulotna,
        niekonkretna. Tym osobom muszą wystarczyć dwa największe WYPACZENIA wolnych
        wyborów, o których pisałem wcześniej: terror w domu i terror na ulicy – czyli
        terror tych, którzy głosują jawnie.

        Także dla tych, którzy nie wszystko zrozumieli, dodam, że powyższa analogia nie
        ma na celu pokazania, że wybory są rodzajem gry (mimo, że można by tak na nie
        patrzeć), ale ma na celu pokazanie, na czym polegają i jak powstają WYPACZENIA,
        jeśli zasada tajności jest naruszana. Chciałem w ten sposób pokazać niektóre
        przyczyny zjawiska powracania skompromitowanych ludzi i partii w nowym
        przebraniu, ale w starych układach, chciałem wskazać jedną z przyczyn także
        innych WYPACZEŃ demokracji.
    • ruff Re: Konstytucyjne prawo do tajnych wyborów 05.01.05, 05:36
      > Większość kobiet idzie do wyborów razem z mężami a nawet z dziećmi czy innymi
      > członkami rodziny. Rejestrują się razem, razem wypełniają głosy i razem
      > wrzucają je do urn.

      i dodaj jeszcze, durny doku, ze kolektywnie laduja sie do klitki o kubaturze
      1.5m3...
      • dokowski Tak niestety jest, to widział każdy, kto głosował 05.01.05, 22:28
        ruff napisał:

        > kolektywnie laduja sie do klitki o kubaturze 1.5m3...

        A jak się nie mieszczą, to zwyczajnie siada hołota przy stole bez żadnych
        zasłon i jeszcze sobie pokazują gdzie zaznaczyć krzyżyk. Ciekawi mnie czy na
        zachodzie cywilizowani ludzie też tak profanuja wybory.

        W dojrzałej demokracji to powinien być odruch, tak jak przed siadaniem na
        sedesie zamykamy drzwi, tak samo powinno nas coś skłaniać, jakiś rodzaj
        wewnętrznej politycznej kultury osobistej, do tego, żeby na czas dawania głosu
        odizolować się od innych, żeby nie mogli zobaczyć, na kogo głosujemy.
    • Gość: n0str0m0 dokusiu IP: 202.172.58.* 05.01.05, 07:05
      a powiedz ilu dokow bylo w twierdzy kapitalizmu - minfinie?

      nostromo
      • dokowski Tego wiedzieć nie mogę 05.01.05, 22:20
        Gość portalu: n0str0m0 napisał(a):

        > a powiedz ilu dokow bylo w twierdzy kapitalizmu - minfinie?

        Jak sobie wyobrażasz liczenie. Każdy głupek, który się nie loguje, może pisać
        pod dowolnym nickiem, a każdy nick może być użyty przez innego niezalogowanego.
        Ale wy „kwietni” tego nigdy nie rozumieliście. Widzę, że wciąż
        jesteś „kwietnym”. Zamiast spróbować zrozumieć treść postów plotkujesz na temat
        nicków i IP-ów. A wiesz przecież, że tym kwietnym zboczeniem gardzę. Choćbyś
        się tam zapłakał z frustracji i tak nigdy się nie dowiesz gdzie pracuje i
        pracował mój Stwórca. Próbujesz mnie podpytywać z zaskoczenia jak jakiś
        infantylny esbek, więc nic dziwnego, że dostajesz w zamian to, na co esbek
        zasługuje.

        Lepiej spróbuj zrozumieć co napisałem. Wiem, że to dla ciebie twardy orzech do
        zgryzienia, więc nie połam sobie zębów
        • Gość: n0str0m0 twoja logike "zrozumiec" IP: 202.172.58.* 06.01.05, 04:28
          to temat nawet dla ameby zbyt latwy

          cos nie tak z twoim nonkonformizmem
          gdy strachu przed pracodawca
          nasrales w gacie

          "to nie JA, ja tylko RAZ lub dwa, tam byli INNI"

          idz sie wysmarkaj, bohaterze

          nostromo
    • Gość: Czemposław Gromins Konstytucyjne prawo dokowskiego do idiotyzmu IP: *.aster.pl / *.aster.pl 05.01.05, 22:47
      Nie cchciało mi sie wierzyc gdy usłyszałem że pan , panie dokowski jest
      największym idiotą na polskich forach . Oczywiście po niekwestinowanym
      pierszeństwie K52 . Niestety , to prawda .
Pełna wersja