marianna.rokita
12.01.05, 20:33
Po prostu granda! Rzygac sie chce.
Pani sedzina nie powinna juz byc pania sedzina, a pani psycholog,gdyby to ode
mnie zalezalo, stala by dzis w kolejce w Urzedzie Pracy.
Po prostu nawet brak mi slow, zeby to skomentowac!!!!!!Zobaczcie:
Przesłuchała dzieci pod okiem pedofila
Marcin Kwintkiewicz, Marcin Masłowski, Łódź 12-01-2005, ostatnia aktualizacja
12-01-2005 20:08
Basia płacze na widok oprawcy, Tomek chowa się za ojca. Powód? Łódzki sąd
zmusił w środę dzieci, by spojrzały w oczy oskarżonemu o pedofilię i jeszcze
raz opowiadały, co im zrobił
Tymczasem to łódzcy sędziowie jako pierwsi w Polsce walczyli o prawa dzieci,
które padły ofiarą przestępstw. Wydębili od Ministerstwa Sprawiedliwości
pieniądze na specjalny "niebieski pokój" przesłuchań dla nieletnich. Są w nim
kolorowe kanapy, obrazki na ścianach, zabawki, kredki. Obrońcy sprawców mogą
zadawać pytania, ale żeby nie stresować dzieci, są ukryci za lustrem
weneckim. Zeznania w "niebieskim pokoju" nagrywa kamera, by mali świadkowie
nie musieli zeznawać raz jeszcze przed sądem.
Środa. Przed salą rozpraw sądu rejonowego stoją zdenerwowani rodzice
molestowanych dzieci i dwie ofiary - dziesięcioletnia Basia i jedenastoletni
Tomek.
Według prokuratury robotnik Jan S. półtora roku temu zwabiał je na budowę,
gdzie pracował i mieszkał. Tam częstował malców słodyczami, rozbierał,
dotykał i onanizował się przy nich. Wpadł jesienią 2003 r. Oskarżono go o
czyny lubieżne wobec pięciorga dzieci. Najmłodsze miało wtedy osiem,
najstarsze jedenaście lat. Janowi S. grozi dziesięć lat więzienia.
Pięcioro dzieci, które skrzywdził, było już przesłuchiwanych. Tak jak należy:
w "niebieskim pokoju", bez oskarżonego, za to w obecności sędziego,
prokuratora i psychologa.
Po przesłuchaniu rodzicom obiecano, że maluchów nikt już nie będzie
niepokoił. Matka Basi: - Córka przez wiele miesięcy moczyła się w nocy,
płakała bez powodu, miała ataki histerii.
Nagle przyszło wezwanie do sądu. Rodzice Kasi, którą też ponownie wezwano na
przesłuchanie, nie przyszli - ryzykując grzywnę. Wywieźli córkę do babci, by
nikt jej nie znalazł, ale dziewczynka i tak ze strachu nie śpi po nocach.
Wczoraj tuż przed godz. 12 na sądowym korytarzu pojawił się w asyście policji
oskarżony Jan S. Basia zaczęła płakać, Tomek wtulił się w maskotkę, którą
wziął, aby "obroniła go przed nim".
Jana S. wprowadzono na salę i wezwano tam dzieci. Rodzice protestowali: -
Proszę, oszczędźcie dzieci. Żeby chociaż nie musiały patrzeć na tego potwora!
Nic z tego, do konfrontacji i tak doszło. Potem sędzia Joanna Klasztorna
zdecydowała, że przesłucha dzieci tak jak dorosłych, na sali rozpraw. Na
żądanie rodziców dopiero wtedy oskarżonego wyprowadzono z sali.
Pierwszy poszedł Tomek. Po kwadransie skończyło się awanturą. Sędzia
wyrzuciła z sali jego matkę. Ta opowiada: - Gdy adwokat zaczął go pytać,
gdzie go dotykał i czy widział, jak mu coś ciekło i skąd, nie wytrzymałam.
Zaczęłam krzyczeć, że już był o to pytany i by dali mu spokój. I sędzia
wyrzuciła mnie za drzwi. Tomuś z płaczem wybiegł za mną.
Kolejna miała być Basia. Sędzia odroczyła jednak nagle rozprawę, bo
psycholog, który musi być przy przesłuchaniu dziecka, spieszyła się gdzieś i
powiedziała sędzi, że ma czas "tylko do pierwszej". Pozostałe dzieci, w tym
Basię, wezwano ponownie na 7 lutego.
Sędzia Klasztorna nie chciała z nami rozmawiać.
Dla Gazety: Sędzia Paweł Kowalski, rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi
Przesłuchanie trzeba było ponowić, bo na poprzednim oskarżony nie miał
jeszcze obrońcy. Nie wiem, dlaczego nie przesłuchano dzieci w "niebieskim
pokoju". Ubolewam, że doszło do konfrontacji z oskarżonym. Taka sytuacja nie
powinna mieć miejsca.
Dla Gazety: Mariola Chojnicka, dyrektor Biura Rzecznika Praw Dziecka
Ponowne przesłuchanie dziecka w sprawie o wykorzystywanie seksualne jest dla
niego traumatycznym przeżyciem. W wyjątkowych sytuacjach sędzia może ponownie
przesłuchać dzieci, ale powinien to zrobić poza sądem. Rzecznik praw dziecka
przygotował już projekt, by dzieci we wszystkich sprawach, nie tylko tak
drastycznych jak wykorzystywanie seksualne, były przesłuchiwane jednorazowo.
Obiecuję wszelką pomoc dla tych dzieci z Łodzi, by nic złego już ich w sądzie
nie spotkało.
Dla Gazety: Anna Wesołowska, sędzia Sądu Okręgowego w Łodzi, pomysłodawczyni
utworzenia "niebieskiego pokoju"
Absolutnie nie powinno się coś takiego zdarzyć. Po to w Łodzi mamy specjalny
pokój przesłuchań, aby z niego korzystać w takich sytuacjach. Nie wiem,
dlaczego sędzia tego nie zrobiła i naraziła dzieci na kolejne spotkanie z
oskarżonym o czyny lubieżne. Dziwię się też pani psycholog, że zgodziła się
na przesłuchania dzieci w tak skandalicznych warunkach.