Japończycy umierają z przepracowania?

24.05.02, 16:07
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?z=Wszystkie&_WID=266832&kat=

Coraz więcej Japończyków umiera z przepracowania PAP 2002-05-24 (14:43)
W ubiegłym roku w Japonii z przepracowania zmarła rekordowa liczba ludzi -
wynika z opublikowanego w tym tygodniu rządowego raportu.

Liczba przypadków zgonów z przepracowania, po japońsku "karoshi", w wzrosła w
tym kraju w 2001 r. o 68% w porównaniu z poprzednim rokiem i wyniosła 143.

Jest to też najwyższy poziom od 1987 r. kiedy ministerstwo zdrowia rozpoczęło
odnotowywanie takich przypadków. W 1987 r. było ich 21.

Do grup największego ryzyka zaliczono pracowników fabrycznych, lekarzy i
taksówkarzy.

Japończycy i tak przepracowali w ub. roku mniej godzin niż w poprzednich
latach. W 2001 r. średnio jedna osoba spędziła w pracy 1.843 godziny. W 1955 r.
było to 2.356 godzin.(ej)

-------------------------------------------------------------------------

PRACA wink

Marks wierzył w prawo własności. Gdyby było inaczej nie mógłby twierdzić, że
robotnik jest okradany z wypracowanego przez siebie zysku. Jednakże
nieokrzesany materializm Marksa oślepia jego zdolność spostrzegania, co w
konsekwencji pozbawia go możliwości dostrzeżenia faktu, że w rzeczywistości
robotnik nie uzyskuje wynagrodzenia za pracę lecz za pewną usługę za którą ktoś
inny zgadza sie zapłacić. Praca jako taka jest szkodliwa. Już biblia nauczała
nas że praca to przekleństwo. (11) Paradoksalnie, osiągnięcia państw
marksistowskich podtrzymują mój punkt widzenia. Armie robotników latami
harowały jak niewolnicy, nie wytwarzając przy tym dóbr a w gruncie rzeczy
niszcząc je. Wydobywali miedź i ropę naftową by przekształcić to w nienadające
się do użycia kable elektryczne i plastiki. Ekonomiści wyliczyli że wszyscy
ludzie w Związku Radzieckim mieliby się o wiele lepiej jeżeli przestaliby
pracować, a zajęli się sprzedażą swoich ogromych zasobów naturalnych, bez
prób ich przetwarzania. Praca sama w sobie jest bezwartościowa. Wartość tkwi w
wyświadczanej usłudze. Tak już jednak jest, że w większości przypadków nie
można komuś świadczyć usług bez wykonania pewnego rodzaju pracy. Marks myli
środki z celami. Jeżeli ktoś mógłby zapewnić mi klientów śpiąc, płaciłbym mu za
spanie. Tak więc to nie praca jest tym za co kapitaliści placą, to usługa jest
tym za co robotnik otrzymuje wynagrodzenie. Są ludzie którzy potrafią, z
różnych powodów, świadczyć usługi na wielką skalę dla wielkiej ilości
kupujących, zarabiają na tym krocie, są też tacy którzy nie znaleźli sposobu na
udowonienie swojej pożyteczności co też tłumaczy różnice w dochodach, czasami
nawet dość znaczne. Kapitalista jednak płaci za wszystkie usługi sprawiedliwą
cenę, gdyby było inaczej, robotnik w politycznie wolnym społeczeństwie mógłby
natychmiast przejrzeć ogłoszenia dla poszukujących pracy by sprawdzić czy inny
zatrudniający oferuje wyższą cenę za tę samą usługę. Jeżeli znalezienie innego
pracodawcy jest niemożliwe to udowadnia to sprawiedliwość płaconej stawki. Tak
więc jeśli kapitalista płaci sprawiedliwe stawki a robtnicy nie są wyzyskiwani
przez swojego pracodawcę kim są wyzyskiwacze? Jaka klasa jest dziś dominującą?

Ta kwestia stanie się jasna jeżeli zrozumiemy, że istnieją dwa rodzaje
przepływu dóbr w społeczeństwie: z użyciem przemocy, czyli poprzez sposób
polityczny oraz poprzez wymianę i prezenty czyli działanie ekonomicznie. (12)
Kapitalizm oznacza używanie handlu i darowizn, a nie polityki by umożliwić
dystrybucję dóbr w społeczeństwie. Wszystkie inne sposoby sprowadzają się do
użycia przemocy. Marks i Engels sami to podkreślają. Podstawą feudalizmu i
niewolnictwa jest przymusowa władza państwowa. Owoce pracy są po prostu
konfiskowane robotnikom, a w przypadku ich niezadowolenia i prób ucieczki
policja z żołdakami sprowadzą ich tam gdzie jest ich miejsce i gdzie będzie
można dalej ich wyzyskiwać. Wobec tego, czyż nie ma dzisiaj klasy która używa
władzy policyjnej i wojskowej do konfiskowania produktów naszej pracy? Czyż nie
ma dzisiaj klasy która ucieka się do politycznych ograniczeń, by zdobyć środki
do życia? Ci którzy dziś używają przemocy, by zdobywać swoje dochody, tak jak
setki lat temu panowie feudalni, to, oczywiście, wszyscy pracownicy państwowi.
To oni nie zarabiają pieniędzy na wyświadczaniu usług które ludziom wydają się
użyteczne na tyle, by za nie płacić. Pracownicy państwowi zbierają potrzebne im
środki używając przemocy, przymusu, reketu, podatków (wszystkie te słowa są tu
synonimami). To oni są nową klasą rządzącą. To my jesteśmy prześladowanymi.
Zatem staje się oczywiste, moi przyjaciele, że walka klas nie jest skończona.
Ciągle stoimy twarzą w twarz z naszymi wyzyskiwaczami, klasa przeciwko klasie.

Jest zagadkowe dlaczego wyzysk przez klasę panującą państwowych urzędników i
ich lokai nie jest oczywistym dla każdego. Dlaczego trwa, dlaczego znakomita
większość populacji nie jest świadoma przesladowań których doświadcza? To
prawda że większość ludzi w Europie nie postrzega podatków jako rabunku a
narzuconych rządowych przepisów i regulacji jako przymusu. Możecie dziś spotkać
ludzi którzy wyjeliby swoją broń by zastrzelić nastolatka kradnącego radio z
ich samochodu. Ci sami ludzie zezwalają fiskusowi na odbiór 50% ich zarobków,
każdego miesiąca, rok w rok, przez całe życie. Co więcej, by zdać sobie sprawę
z tego ile fiskus rabuje należy wziąć pod uwagę połączoną wartość VAT-u
płaconego od pierwszego w życiu zakupu, podatku dochodowego naliczonego od
pierwszej pensji, oraz koszty niewykorzystanych z powodu braku zabranych
pieniedzy, możliwości. Spróbujcie wyliczyć sobie do jakiego wyniku te liczby
się dodają a oniemiejecie.
    • Gość: Janusz Re: Japończycy mają świra... IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 24.05.02, 18:11
      Kilka lat temu zbulwesowała mnie wiadomość z japonii:
      Japonskie mamy (chcąc ulżyć synom studentom, którzy pod wpływem hormonów coraz
      wiecej czasu poswiecają uganianiu się za spódniczkami a mniej nauce)
      postanowiły same rozwiązać ten problem doprowadzając do współżycia seksualnego
      z własnymi synami. Nazywało sie to chyba "matrioshi" czy jakoś tak.
      Śmierć z przepracowania - przyznasz- brzmi już mniej sensacyjnie.

      Pozdrawiam
      Janusz
      • wild nazwa taka pokemonowa-mangowa... 24.05.02, 18:15
        Gość portalu: Janusz napisał(a):

        > Kilka lat temu zbulwesowała mnie wiadomość z japonii:
        > Japonskie mamy (chcąc ulżyć synom studentom, którzy pod wpływem hormonów coraz
        > wiecej czasu poswiecają uganianiu się za spódniczkami a mniej nauce)
        > postanowiły same rozwiązać ten problem doprowadzając do współżycia seksualnego
        > z własnymi synami. Nazywało sie to chyba "matrioshi" czy jakoś tak.
        > Śmierć z przepracowania - przyznasz- brzmi już mniej sensacyjnie.
        >
        > Pozdrawiam
        > Janusz

        a mniej sensacyjnie hm czego to ludzie nie wymyślą! wink
        • Gość: Julek Re: nazwa taka pokemonowa-mangowa... IP: 5.2.1R1D* / *.monkey.dialup.pol.co.uk 25.05.02, 12:40
          Znalem kilku Japonczykow, ktorzy poumierali z przepracowania. Cale, prawie,
          zycie pracowali bardzo ciezko i w koncu przestali pracowac i przeszli na
          emeryture i w koncu poumierali, najmlodzy mial dopiero 103 lata, najstarszy
          tez go duzo nie przezyl bo zmarl majaz zaledwie lat 108. Niech to bedzie
          przestroga dla naszego narodu, zeby sie za bardzo nie wysilali bo tez dlugo nie
          pociagna.
          • Gość: V.C. A w USA ? IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 25.05.02, 13:30
            A czy w USA bada się liczbę zgonów z przepracowania ?

            Przecież obecnie Amerykanie pracują dłużej od Japończyków . Zdaje się ,że juz
            powyżej 2000 godzin rocznie .
Pełna wersja