luzer
10.06.01, 14:48
Perłę znowu emocje poniosły. Naskoczył na Terka (w wątku „Kuria chroni...),
jakby ów nie wiem co nawypisywał. A przecież fakt, iż ma wątpliwości, co do
instytucji celibatu, to rzecz normalna – mnóstwo ludzi ma takowe, wliczając w
to wielu teologów, a i samych duchownych (choć ci ostatni tylko prywatnie). Sam
uważam, że na kurczowym trzymaniu się instytucji celibatu najwięcej traci
przede wszystkim kościół. Niech mi Perła wybaczy, ale jego koncepcja zmierzchu
kościoła katolickiego poprzez terror księżych żon jest dość dziecinna. Jeśli
chodzi o poziom tzw. „bezinteresownej zawiści”, zaprawdę, powiadam Perle, u
mężczyzn i u kobiet jest on bardzo zbliżony, a ponadto, jeśli ktoś nie jest
zawistny z natury – żadna, nawet najbardziej marudna żona nie sprawi, by się
takim stał, a jeśli ktoś jest – żona mu niepotrzebna do tego, by nim został. To
oczywiste. Widać zatem jak nietrafionym argumentem jest ów Perłowy koronny i
największy.
Perła pisze: „Na celibat decyduje się człowiek DOROSŁY, który bardzo
dobrze zna pojęcie popędu seksualnego”. To oczywista nieprawda. Ta wypowiedź
mogłaby być prawdziwa, gdyby decyzję o wstąpieniu do stanu duchownego
podejmował mężczyzna trzydziestoletni, no – bądźmy ugodowi –
dwudziestopięciolatek. Tymczasem na celibat decyduje się dziewiętnastoletni
chłopak najczęściej bez żadnych doświadczeń seksualnych. I decyduje się, w
ogromnej mierze, WŁAŚNIE dlatego, iż tych doświadczeń nie ma. Przypuszczam, że
gdyby zrobić sondę wśród maturzystów – kandydatów do seminariów duchownych,
uczniowie po inicjacji seksualnej stanowiliby tam znikomy ułamek. Ogromna
większość to mocno zakompleksieni, mający problemy ze swoją seksualnością i
osobowością młodzieńcy uciekający przed światem i jego pytaniami pod ochronny
parasol kościoła. Po ucieczce tam, można odetchnąć – już nikt nie będzie się
dziwił (i szeptał po kątach), że taki a taki nie ma jeszcze dziewczyny, że
nigdy go z żadną nie widziano, że być może z nim nie wszystko w porządku, że
pewnie bardziej lubi chłopców... Od razu wszystko wiadomo: on by chciał, on
jest OK. tylko, po prostu, firma mu na to nie pozwala, no – ma takie wymagania
i już, a on, jako dobry jej członek, musi po prostu być posłuszny. Wielu,
natomiast, bardzo wartościowych ludzi, którzy byliby zapewne świetnymi,
zrównoważonymi, otwartymi na problemy innych duszpasterzami, rezygnuje z
kapłaństwa tylko dlatego, że właśnie są zdrowymi, normalnymi chłopakami i, nie
chcąc pogrążać się w hipokryzji, odpuszczają sobie stan duchowny. Nie twierdzę
iż w szeregi księży trafiają sami „zaproblemieni”, ale z racji, które
przytoczyłem powyżej, uważam, iż może zachodzić uzasadnione podejrzenie, że ich
procent wśród katolickiego duchowieństwa jest większy niż pośród innych grup
społecznych.
Jako kolejny argument przeciwko instytucji celibatu można przytoczyć
fakt, iż duchowny, prowadzący normalne życie seksualne, byłby zapewne większym
autorytetem w dziedzinie zachowań płciowych niż celibatariusz. Niech mi Perła
wybaczy, ale dla mnie, wszyscy duchowni katoliccy, którzy autorytatywnie
wypowiadają się na tematy seksu, to albo zarozumiali, zadufani w sobie laicy,
albo skończeni hipokryci. Kościół, zachowując instytucję celibatu, skazuje się
na niewiarygodność w sprawach płciowości. Dla większości ludzi aktywnych
seksualnie dyskusja z księdzem o seksie jest rozmową ze ślepym o kolorach lub
z Papuasem o śniegu. Słyszałem już, co prawda, argumenty w rodzaju, np. „nie
trzeba być zegarmistrzem, by wiedzieć która godzina” itp., ale dla mnie brzmią
one głupio. O wiele mądrzej brzmi zdanie typu: „nie chciałbym, by uczył mnie
pływania instruktor, który jest świetnym teoretykiem, ale nigdy nie był w
wodzie”.
Ten problem jest, co prawda drugorzędny, gdyż od poradnictwa seksualnego
powinny być (i są) inne instytucje, a wymądrzanie się na ten temat „teoretyków”
można sobie puścić mimo uszu. Ważniejszy wydaje mi się aspekt przytoczony
uprzednio: aspekt mechanizmu negatywnej selekcji wymuszanej przez wymóg
celibatu. Mechanizmu , który odrzuca wartościowych, normalnych ludzi na rzecz
ludzi z problemami, zakompleksionych, zamkniętych w sobie i alergicznie
reagujących na jakiekolwiek próby rozmowy z nimi na temat ich problemów.
Pozdrawiam wszystkich.