earthman
01.02.05, 15:28
Koronne argumenty GW mówiąc coś o tym, że lista nazwisk to nie lista agentów,
pomijam wzruszające "morze łez". Wobec tego - nie poprzestańmy na nazwiskach.
Odtajnijmy wszystko. Kto współpracował, a kogo trzeba było łamać. Kto złożył
dwa doniesienia, a kto dwadzieścia. Kto brał za to kasę, a kto to robił bojąc
się o rodzinę. Ale tego właśnie GW boi się najbardziej. Bo istnieją
przeróżne "autorytety moralne", o których dzisiaj wystarczy powiedzieć:
nazwisko jest na liście, ale to propaganda, on nigdy nie współpracował. I w
sytuacji, gdy wszystko jest tajne, nie sposób tego stwierdzić naprawdę. A
przy powszechnym dostępie nikt nikomu nie musiałby wierzyć na słowo. Tyle że
może szok dla ludzi byłby zbyt wielki, że oto i ten i ten i ten okażą się
pospolitymi donosicielami, kablami, esbekami, tajnymi współpracownikami PRL.