Z dziećmi jest ciężko

02.02.05, 21:57
Jak rozumiem, tak większość ludzi widzi przyczyny tego, że rodzi się mało
dzieci. Oczekuję jakiejś pomocy od państwa: wyższych zasiłków, dłuższych
urlopów itd. Chcieliby mieć więcej dzieci, ale nie chcą pogarszać swojej
stopy życiowej. Pominę w tym wątku swoje poglądy na temat przeludnienia i
skoncentruję się na tym, co ważniejsze, czyli na tym, żeby pomóc ludziom
zaspokoić ambicje życiowe. Chcą mieć więcej dzieci, więc im pomogę, mimo, że
uważam to za złe. Czym innym jest wyrażanie swoich prywatnych opinii, a czym
innym jest odmówienie pomocy potrzebującemu.

Wiem jak pomóc takim ludziom, bo rozumiem, że pomoc państwa jest pomysłem z
gruntu chybionym. Państwo nie może tym ludziom pomóc. Twierdzę tak nie
dlatego, że mam liberalno-prawicowe poglądy polityczne. Owszem przyznaję że
jestem liberałem i sądzę, że każdy jest wolny i powinien radzić sobie sam z
pomocą rodziny i przyjaciół. Owszem przyznaję, że jestem prawicowcem i sądzę,
że biznesmeni mają za mało władzy, że zbyt wielki jest wpływ hołoty na rządy,
że za mało jest prawa i policji, że za bardzo prawo polskie trzyma stronę
pracowników, a za mało troszczy się o interes pracodawcy. A jednak moja
argumentacja będzie prowadzona z innej perspektywy, bardziej uniwersalnej,
niezależnej od poglądów politycznych.

Państwo nie może pomóc z dwóch powodów. Po pierwsze, państwo jest utrzymywane
przez nas, a więc przez ludzi, którzy pragną mieć dzieci, a których nie stać
(subiektywnie) na nie. Ale jeśli chcemy, żeby państwo nam pomogło, musimy
najpierw dać państwu te pieniądze. Nie pomoże też żadna kombinacja z
redystrybucją dóbr, a tylko pogłębi problem, bo przecież wiadomo, że biedacy
mają więcej dzieci niż średniacy i bogaci, więc taka pomoc musiałaby być
sprzeczna z polityką socjalną państwa, albo byłaby oparta na hipokryzji: niby
to zachęcamy do rodzenia dzieci, ale pieniądze dajemy biedakom, którzy i tak
mają już za dużo dzieci i nie chcą mieć kolejnych. Pomoc socjalna jest ze
swej istoty źródłem ujemnego przyrostu naturalnego w państwie.

Drugim powodem, dla którego państwo nie może pomóc jest immanentna
nieefektywność państwa. Jeżeli przyszły ojciec pracuje na państwowej posadzie
to pracuje mniej i zarabia mniej niż gdyby robił to samo w prywatnej firmie.
Jeżeli matka poprosi o pomoc rodziców lub przyjaciół, to otrzyma ją
niezwłocznie, gdyby o to samo poprosiła jakiś urząd, to efekt ... sami chyba
rozumiecie. A jeśli rodzina ani państwo nie może pomóc, to pomoże jej
lokalna, niepaństwowa organizacja charytatywna, choćby parafialna. Ludzie się
skrzykną i pomogą. Sam uczestniczyłem wiele razy w takich akcjach, gdyż
jestem członkiem pewnej organizacji charytatywnej (niereligijnej), która w
razie czego potrafi zapomnieć o swoich statutowych celach i środkach ich
realizacji, jeśli ktoś z naszych członków lub z jego rodziny nagle znajdzie
się w trudnej sytuacji. Oczywiście nie dajemy pieniędzy pochodzących z
działalności statutowej, ale organizujemy dodatkową „prywatną”, całkowicie
dobrowolną zrzutkę.

Pewnie zaczynacie się domyślać, jaka będzie moja odpowiedź na pytanie, jak
pomóc ludziom, którzy chcą mieć dzieci, ale nie chcą obniżyć swojego poziomu
życia. Mam nadzieję, że jednak was zaskoczę. Oczywiście zgadzam się, że
ludzie powinni się organizować, że każdy powinien być członkiem
jakiejś „lokalnej” społeczności, być członkiem jakiejś organizacji
pozarządowej – jakiejś fundacji czy stowarzyszenia – która zajmuje się
pomaganiem innym, ale w razie potrzeby wesprze też swojego członka. Ale nie
to jest recepta na skuteczną zachętę do rozmnażania, a tylko na środek
wspomagający.

Moja odpowiedź jest dużo prostsza. Aby pomóc ludziom, którzy chcą mieć więcej
dzieci, trzeba pomóc im znaleźć lepszą pracę.

Jeżeli jest bezrobotnym, to pomóc mu znaleźć pracę.

Jeżeli pracuje na państwowym, to zachęcić go, aby zmienił pracodawcę na
prywatnego biznesmena.

Jeżeli pracuje prywatnie, to zachęcić go do podnoszenia kwalifikacji.

Jeżeli jest wybitnym specjalistą, to niech założy własny biznes lub wejdzie w
spółkę z pracodawcą czy innym biznesmenem

Moja recepta jest wykonalna pod warunkiem, że państwo nie będzie pomagać,
gdyż każdy wzrost pomocy ze strony państwa, to nowe wydatki państwa, które
muszą być pokryte z podatków płaconych przez ludzi, którzy mają za mało
pieniędzy, aby zdecydować się na kolejne dziecko.

Żeby zmienić pracę, nie należy zwracać się o pomoc do państwa. Należy szukać
pomocy u członków rodziny, przyjaciół czy kolegów. Bardzo jest w tym pomocna
działalność na rzecz społeczności lokalnej lub w jakiejś organizacji
charytatywnej, gdyż działalność taka jest dobrą rekomendacją dla wahającego
się potencjalnego pracodawcy. Jakiś anonimowy menel z pośredniaka ma mniejsze
szanse niż osoba znana i polecana, choćby była polecana tylko z litości.
Działa to także w drugą stronę. Człowiek zatrudniony w ten sposób, z
polecenia, jest wdzięczny ludziom, którzy go polecili i przyjęli. Taki
pracownik stara się nie zawieść zaufania ani pracodawcy ani tych, którzy go
polecili. A menel z pośredniaka stara się minimalnym kosztem oskubać obcego
pracodawcę.

Kiedy już zaczniesz więcej zarabiać, wtedy twoja żona od razu zmieni zdanie i
zapragnie dziecka.
    • kropekuk Ba, a jesli to zona zacznie wiecej zarabiac? 02.02.05, 22:20

      • dokowski Wtedy może być różnie. Może np. urodzić i ... 02.02.05, 22:26
        ... wszystkie dodatkowe pieniądze wydawać na opiekunki i służące, żeby móc
        nadal poświęcać się pracy.
    • wikul Re: Z dziećmi jest ciężko 02.02.05, 22:25
      Ty jesteś prawicowcem ? To poglądy z tego portalu powinny być tobie bliskie .

      www.prawica.net/index.php
      • dokowski Dziękuję. Spróbuję jak będę miał więcej czasu 04.02.05, 00:50
        Ciekawe jak przyjmą mój dowód, że wartości chrześcijańskie są wartościami
        lewicowymi.
    • gobi01 Re: Z dziećmi jest ciężko 04.02.05, 01:13
      "żadna kombinacja z redystrybucją dóbr, a tylko pogłębi problem, bo przecież
      wiadomo, że biedacy mają więcej dzieci niż średniacy i bogaci". Łatwiej w skali
      kraju zadekretować ulgi dla rodzin, na przykład w wysokości średniego kosztu
      utrzymania dziacka w Domach Dziecka, niż zarządzić, że każdy ma wokół siebie
      przyjaciół. Czy jesteś liberałem - utopistą?
      W ten sposób ci zarabiający najwięcej będą się najlepiej mnożyć i przekażą swój
      etos pracy dzieciom, które będą bardziej produktywne od dzieci bezrobotnych.
      Ja nie chcę pomocy państwa, wystarczy, że będzie trochę mniej obdzierać mnie ze
      skóry.
      • dokowski O to właśnie mi chodziło 04.02.05, 20:57
        > zarządzić, że każdy ma wokół siebie
        > przyjaciół. Czy jesteś liberałem - utopistą?

        Jestem zwolennikiem organizacji pozarządowych, stowarzyszania się. Coraz
        łatwiej znaleźć coś dla siebie i to wcale niekoniecznie z powodu strachu przed
        samotnością. Istnieje naprawdę wiele organizacji uprawiających ciekawe hobby, a
        przy okazji prowadzących działalność charytatywną. Dzięki przynależności do
        takiej organizacji człowiek może poczuć się bezpieczniejszy i lepszy i nagle,
        niby bez związku, zapragnąć mieć dziecko

        >W ten sposób ci zarabiający najwięcej będą się najlepiej mnożyć i przekażą swój
        >etos pracy dzieciom, które będą bardziej produktywne od dzieci bezrobotnych.

        Mogą też przekazać im lepsze geny
Pełna wersja