Gość: wild
IP: *.net.bialystok.pl / 192.168.1.*
14.06.02, 00:54
Faksem z Tel Awiwu
Strzelają do „Pianisty"
Kataw Zar ( izraelski korenspondent nczas ) http://www.nczas.com/
Posługując się podobną logiką, dla której francuscy zawodnicy piłki nożnej
startujący w Mundialu noszą miano kogutów, z winy piejącego symbolu
towarzyszącego Republice od czasów Bastylii, a zawodników polskich media w
Warszawie nazywają orłami (ostatnio z wyraźną nutką sarkazmu), izraelskich
piłkarzy należałoby nazywać świecznikami, od godła żydowskiego państwa menory,
siedmioramiennego lichtarza. Izraelscy kopacze nożni posłuszni mianu
świeczników, najchętniej tkwią w miejscu i nie ruszają się bez piłki.
Najwidoczniej i najwyraźniej nie przejawiają ochoty do walki na zielonej
murawie bez wsparcia lotniczego i sił pancernych.
SERIE meczy przedmundialowych Izraelczycy sromotnie przegrali, a to siedmioma
bramkami, a to pięcioma. W przedostaniu się do rozgrywek Mundialu nie zdołał im
pomóc trener duński Nielsen sprowadzony na tę okazję do Izraela i sowicie
opłacany przez tropikalny związek piłki kopanej za próbę wyperswadowania
świecznikom, że zwyczaj opluwania się nawzajem i metoda podstawiania nóg
rozpędzonym skrzydłowym prowadzą do nikąd. Dlaczego trener Duńczyk? A bo
Duńczycy dokopali miejscowym 5 do O, a mogli 10 do O, gdyby nie tropikalna
pogoda i skandynawski filosemityzm. Wzięcie trenera Duńczyka i pilnowanie go,
żeby nie uciekł, było zatem klasycznym przykładem podporządkowania się
miejscowej filozofii wyprowadzonej z kompleksu kapo.
Ale trener Nielsen nie ocalił Izraelitów („chociaż biegał z flagą Izraela, ale
nie rozumiał żydowskiej mentalności" - oceniły jego starania hebrajskie media)
i nie pomogły świecznikom wizyty na dworach rabinów cudotwórców,
błogosławieństwa otrzymane od tychże dostojnych starców i święte kamee trzymane
zapobiegliwie w skarpetkach. Panowie kopacze, w których 5,5 miliona Żydów
pokładało nadzieję podsycaną nachalnie przez media, zasłynęli jedynie aferami,
nocami przedmeczowymi spędzanymi upojnie w towarzystwie panien na telefon,
birbantkami w klubach rozrywkowych Tel Awiwu, obstawianiem zawodów piłkarskich,
przekupywaniem sędziów i intrygami. Ale kompromitacja własnych świeczników,
świecących na Mundialu nieobecnością, nikło tylko przeszkadza izraelskim
sprawozdawcom sportowym w wykrzykiwaniu pouczeń pod adresem orłów, kogutów i
torreadorów.
PO STRONIE WEIMARU
Westchnienie szczerego żalu wyrwało się z piersi izraelskich sprawozdawców
sportowych, kiedy tuż przed końcem spotkania irlandzki zawodnik umieścił piłkę
w bramce niemieckiej reprezentacji startującej w Mundialu. Jeszcze przed
rozpoczęciem rozgrywek hebrajska prasa pisała, że zdobycie mistrzostwa świata
przez Niemców będzie wyrazem sprawiedliwości dziejowej, „ponieważ niemiecka
piłka nożna wyznacza właściwe proporcje w tej dziedzinie sportu". Zaciekłemu
kibicowaniu Niemcom i nieopanowanej ekstazie izraelskich dziennikarzy,
wychodzącym ze skóry na widok udanych zagrań piłkarzy niemieckich, towarzyszy
pogarda okazywana innym drużynom, które ośmieliły się zakwalifikować do
Mundialu. Przegrywając do Korei, reprezentacja Polski sprawiła niewysłowioną
radość wysłannikom z Tel Awiwu. „Polski trener powinien wymienić połowę
zespołu!" - radził po hebrajsku sprawozdawca Amos Arbel i dowcipkował
inteligentnie, że Polakom pozostało wystawić do ataku papieża.
GERMANOFILE
Uwielbienie niemieckiej piłki nożnej nie dotyczy jedynie mistrzostw świata.
Przez okrągły rok izraelska telewizja zwykła relacjonować niemieckie rozgrywki
ligowe i śledzić z uwagą za spotkaniami międzynarodowymi niemieckiej drużyny
narodowej, jak gdyby wśród 11 niemieckich zawodników było co najmniej pięciu,
sześciu Żydów, a funkcję trenera niemieckiej kadry piłkarskiej sprawował
Izraelczyk.
Ale kibicowanie Niemcom stanowi tylko mizerną cząstkę izraelskiej adoracji
Niemców. Sztuka niemiecka, traktowana w Europie z przymrużeniem oka, króluje w
działach kulturalnych izraelskich gazet serwujących Żydom zapowiedzi
niemieckich filmów, przekłady niemieckiej poezji, reprodukcje niemieckiej
sztuki malarskiej i recenzje z niemieckich sztuk teatralnych granych na scenach
Berlina i Frakfur-tu. Niemcy są dla Izraela najważniejszym krajem świata zaraz
po Stanach Zjednoczonych, dzięki którym Izrael może gwizdać koncertowo na
kolejne uchwały ONZ. Ale w izraelskich gazetach amerykańska sztuka i kultura
nie dorównują nawet dziesiątej części zainteresowania, jakim Izraelczycy darzą
niemieckie płody pędzla i pióra. Narastają także wpływy niemieckiego gustu. W
Jerozolimie można obejrzeć wystawę odzieży sporządzonej z syntetycznej skóry
naśladującej do złudzenia skórę ludzką. Dla spotęgowania efektu artystka
projektantka upstrzyła skórę, z jakiej wykonała suknie, płaszcze i obuwie -
owłosieniem i sutkami.
PRZEBACZYLI IM I ZAPOMNIELI
Słowo „Drezno" i wspominania bezlitosnych bombardowań prowadzonych przez
aliantów pod koniec II Wojny Światowej pojawiają się za każdym razem, kiedy
publicysta izraelski szuka przykładów zbrodni wojennych w minionym XX wieku.
Telewizja izraelska zwykła także emitować bez własnego komentarza filmy
dokumentalne przedstawiające dramat ostatnich godzin w bunkrze Hitlera i obrazy
gloryfikujące Ewę Braun. Jednocześnie wypominanie Niemcom adekwatnych zbrodni
popełnionych przez oddziały SS, Gestapo i Wehrmacht trzymane jest w Izraelu za
gruby nietakt urągający zawodowi dziennikarza.
Nie można jednak ryzykować twierdzenia, że Niemcy kupili sobie życzliwość
Izraela miliardami marek wypłacanymi od półwiecza w ramach odszkodowań za
getta, obozy śmierci rabunek żydowskiego mienia, za pomoc wojskową i królewskie
prezenty w rodzaju trzech nowoczesnych łodzi podwodnych, na których wg
niedyskretnego internetu Izrael zainstalował ostatnio wyrzutnie
międzykontynentalnych rakiet Jerycho, uzbrojonych w głowice niekonwencjonalne.
Izraelskie uwielbienie Niemców nie jest tylko rewanżem za niemiecką pomoc
rzeczową i za popieranie izraelskiej polityki na arenie Unii Europejskiej, ale
wywodzi się w głównej mierze z tropikalnej aberracji umysłowej będącej
rezultatem gigantycznego, absurdalnego kompleksu kapo.
Izraelczycy wzorują się na wzorach niemieckiej taktyki wojennej stosowanej w
zwalczaniu partyzantów, kiedy przeprowadzają rewizje i aresztowania oparte na
zeznaniach torturowanych jeńców, a w walkach ulicznych przedostają się do
atakowanych domów po przez wyłomy w ścianach. Potrafią także, czytelnym śladem
oprawców oświęcimskich, numerować niebieskim tuszem ręce pojmanych do niewoli
Palestyńczyków.
PRÓBOWALI PRZEMILCZEĆ „PIANISTĘ"
Nie bez powodu izraelscy wysłannicy na Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes
zlekceważyli film „Pianista" w reżyserii Romana Polańskiego. W czasie
festiwalu, szeroko komentowanego w izraelskich mediach, czytelnicy gazet,
słuchacze radia Koli Israel i widzowie izraelskiej telewizji nie zostali
poinformowani, że film Polańskiego o Władysławie Szpilmanie uczestniczy w
konkursie festiwalowym, a zdobycie głównej nagrody Złotej Palmy przez reżysera
Żyda za film o tematyce żydowskiej skwitowane zostało w Tel Awiwie jedynie
pobłażliwymi wzmiankami i dwuznacznymi komentarzami. Filoniemiecka
gazeta „Haaretz", poświęcająca łamy niemieckiej sztuce, niemieckiej polityce i
niemieckiej filozofii, informację o nagrodzie przyznanej Polariskiemu
zamieściła na 12 stronie, poświęconej zwyczajowo nekrologom.
Winę ponosi sam Roman Polariski, który - realizując „Pianistę" - dopuścił się
szeregu niewybaczalnych wykroczeń. Przede wszystkim nakręcił film o
Holokauście, czego Izraelczycy nie mogą mu przebaczyć, jako że w ciągu ponad 50
lat istnienia tropikalnej kinematografii nie sklecili ani jednego filmu
fabularnego traktującego o zagładzie Żydów bądź toczącego się na tle żydowskich
losów w Europie w czasie II wojny światowej.