Gość: Ariana
IP: *.knurow.sdi.tpnet.pl
19.06.02, 19:50
Trudno to zrozumieć: dlaczego Żydzi aż tak bardzo nie lubią Polaków.
Jesteśmy rekordzistami wśród "Sprawiedliwych...", głośno jest o Schindlerze,
ale cicho - o Szendlerowej.Ktoś na forum pisze: "w 68 zabrano mi cały majątek",
co jest oczywistą bzdurą. Kto w 68 miał jeszcze majątek? Zabierano wszelkie
dobra wszystkim, jak leci.Co mógł mieć?
Kamienicę?
W dyskusji o Centrum wypłynęła ( jak przy każdej okazji ) sprawa
wzajemnych animozji polsko - żydowskich. Wydaje mi się, że chyba wiem, o co w
tym żydowskim nielubieniu chodzi.Bo chyba nie ma wątpliwości: polski
antysemityzm 10 lat temu przejawiał się w powiedzonkach starych ludzi, gdzie
Zyd i np. bolszewik funkcjonowali na tych samych prawach. Nie jest prawdą, że
nas nie uczono o Holokauście i w świadomości powojennego pokolenia ta wiedza
żyła.
Jestem zdania, że demony zostały sztucznie wywołane, przynajmniej po
stronie polskiej. Przez autorów filmu "Szoach", przesłuchujących prostaczków,
którzy gadali w naiwności ducha to, co im ślina na język przyniosła ( albo
wręcz to, co sobie zamyślił autor filmu), przez doniesienia, że w Izraelu nie
uczy się o obozach koncentracyjnych w Polsce, tylko o "polskich obozach
koncentracyjnych". Chyba nie trzeba podkreślać różnicy.Wciąż działo się coś,
co dawało do myślenia. Tu zaznaczam: pamiętam o Kielcach, ale to jest
wyjaśnione w takim samym stopniu jak Jedwabne. Polacy doznali także masowych
krzywd, a pokażcie mi podręcznik, który w sposób wyczerpujący uczy o tym
młodzież. Czy ta młodzież nienawidzi Ukraińców jako narodu? CZy jest tego
namolnie
uczona?
Najpierw były dywagacje:- "Eee.. to pewnie dlatego, że Niemcy
zapłacili odszkodowania, a my nie". Nie jest to żadne wyjaśnienie, za
Holocaust nie można zapłacić. Można dać rekompensatę za utracony majątek, ale
co należałoby myśleć o narodzie, który przyjął zapłatę za krew - i rozgrzeszył
morderców, zwalając winę na inny
naród?
A tak się przecież dzieje! Stąd się bierze w nas złość, dziwny
antysemityzm bez
ŻYDÓW!
"A jakby to rozważyć z drugiej strony..." - jak mówił Tewje
Mleczarz...Więc rozważmy. Są jeszcze w Polsce prawdziwe Sztetl, miasteczka
wyjęte żywcem z czasów przedwojennych, miasteczka bez jednego bloku, gdzie
wszystko wygląda tak, jak wyglądało przed wojną. Bywam w takim miasteczku - i
tam mnie natchnęło. Rynek, a wokół mnóstwo sklepików, których zresztą nie
brakuje w sąsiednich uliczkach. Bez trudu można sobie wyobrazić brodatych
kupców, gwarzących lub kłócących się przed drzwiam tych mini -sklepów z mydłem
i powidłem, bo cały czas funkcjonują w podobny
sposób.
Jeśli ktoś z nich przeżył,utracił nie tylko sklep. Utracił swoje
Sztetl. Pisała gdzieś Helga o pięknych krajobrazach Izraela. No, może dla sabra
to już jest piękne...To ich
ojczyzna.
Ale mnie się niedługo potem zdarzyła podróż "za pasażera", czyli z
mozliwością gapienia się po "okolicy " liczącej około 500
km.
Kochani,jaka ta Polska jest piękna! Co kilometr mozna byłoby na byle
łączce postawić pensjonat czy inne sanatorium. I ludzie po przyjeździe do domu
z całą pewnością przysięgliby, że ta łączka nie ma sobie równych, a ten lasek
za nią - sam miód, nic piękniejszego w życiu nie
widzieli!
Był maj, trawa jak szmaragd, każde dzrzewo stanowiło tło dla innego
drzewa o innym pokroju liści, o innym odcieniu zieleni. Tylko
malować!
Ocaleni z Holokaustu stracili również to. Bezpowrotnie. Po co mieli
wracać? Jeśli popuścić wodze wyobraźni, to musieli myśleć w takich
kategoriach:
- "Rozumiem,że nikt nie pomógł Abramowi, bo to był chytrus i drań.
Ale taka Kowalska...Chłop bez roboty całą zimę, a w domu pięcioro dzieci. Ile
razy jej pomogłem, ile razy mnie chciała oszukać i ile ja razy przymknąłem na
to oko...A ile było takich jak Kowalska! Pół miasta I nikt nie pomógł, nie
pomogli nawet mojej ciężarnej
Sarze..."
Myślę, że z czasem żal się pogłębiał, razem z tęsknotą. Opowieściami
karmiło się dzieci, bo kiedyś się przecież siadało przy wspólnym stole,
odpoczywało się od" nowego życia", od codzienności.Nawet majątku przyrastało we
wspomnieniach, bo z tym zjawiskiem spotkałam się
osobiście.
Ale w miasteczku nikt nie mógł pomóc. Jeśli sąsiad ma wyregulowany
stolczyk, to według jego wizyt w sławojce można regulować także zegarek.
Wszyscy wszystko widzą. Nie można zapłacić za ukrycie: ukrywający musiałby
kupować więcej niż zwykle - choćby tylko chleba. W miasteczku wpada się do
czyjegoś domu bez ceregieli - i tak nic się nie ukryje, więc nic się nie
ukrywa. Widać każde podbite oko i każdy wie, skąd to się wzięło. Dla Kowalskiej
i jej dzieci taka wdzięcznośc oznaczała krótką drogę - pod ścianę własnej
krzywej
komórki.
Ocaleni to wiedzą. Jednak wciąż się mówi: "Gdyby każda polska rodzina"
etc.
Kto ukrył poszukiwanego przez bezpiekę? Czy wcześniej - przez NKWD? Kto
w Izraelu dziś ukryje nawet najbliżej znanego Palestyńczyka, znajomego z
uczelni, z pracy, ze sklepu, jeśli ten będzie jednak
poszukiwany?
Ale tak myśli się głową. Sercem przepełnionym goryczą myśli się zupełnie
inaczej. Ktoś to
wykorzystał.
"Gdy rozum śpi, budzą się
demony".
Przepraszam, chyba nikomu nie odpowiem, jesli będzie dyskusja.
Wyjeżdżam - i może dlatego to napisałam. Bo może dziś, w drugim zamachu zginął
ktoś, kogo znałam...Znałam sporo ludzi, którzy wyjechali, o co w moich
szczenięcych latach ( wtedy akurat mieszkałam w Łodzi, taki mój wędrowny los)
nie było trudno. Przykro byłoby przeczytać: "sami głosowali na Szarona, są
współwinni". Zwłaszcza, że może to być najprawdziwsza
prawda.