Dodaj do ulubionych

Napisałem nieprzemyślany post i teraz prostuję

13.04.05, 22:24
Jacek Fedorowicz, jak pamiętam, w czasie stanu
wojennego zawsze podkreślał, że jest antysocjalistą, a nie antykomunistą.
Podkreślał przy tym, że to wcale nie jest gra słów, ale fundament prawdziwej
postawy liberalnej i prawicowej. Wielu bowiem reformatorów socjalizmu i
zwolenników trzeciej drogi uważa się za antykomunistów, a twierdzą przy tym,
że
możliwy jest socjalizm niewypaczony, Fedorowicz zaś na każdym kroku dowodził,
że socjalizm jest złem u samych korzeni.

A potem jeszcze napisałem „Antykomunistów różnej maści jest wielu. Nawet tacy
socjaliści jak LPR czy PiS są antykomunistami”.

Muszę wycofać się ze stwierdzenia „są antykomunistami”. Poza tym warto
przypomnieć młodym dyskutantom kim byli antykomuniści, a kim są teraz ci, co
nazywają siebie „antykomunistami”. Warto przed zbliżającymi się wyborami być
świadomym niektórych manipulacji podczas walki o głosy.

W czasach PRL było bardzo jasne, kim jest antykomunista. Był to wróg władzy
ludowej, aktywnie walczący przeciwko Partii (przeciwko SZSP na studiach),
jawnie okazujący pogardę partyjnym (zsypowcom). Taki człowiek był w końcu
degradowany (nie kończył studiów) i zwykle lądował w więzieniu. Jednak takie
osoby prywatnie cieszyły najwyższym szacunkiem i były mniej lub bardziej
nieśmiało naśladowane przez wielu, którzy zazdrościli im sławy lub po prostu
też chciały uchodzić za antykomunistów wśród swoich znajomych. W tamtych
czasach to był największy szpan, można było brylować w dyskusjach na
prywatkach czy u cioci na imieninach.

Później przyszła Solidarność i nagle okazało się, że tylu się narobiło
antykomunistów ... W końcu każdy kto był zwolennikiem reform i przeciwnikiem
stanu antywojennego nazywał się „antykomunistą”. Jedni „antykomuniści”
chcieli wolności i demokracji, ale z zachowaniem ustroju socjalistycznego;
inni chcieli gospodarki rynkowej, ale z zachowaniem sojuszu z ZSRR; jeszcze
inni chcieli reformować socjalizm i prawo tak, aby zachować
najważniejsze „zdobycze”, ale zlikwidować wszelkie patologie, usunąć
wszystkich ludzi nieuczciwych i wprowadzić zasady technokracji, żeby każdy
miał takie same szanse awansu a nie tylko partyjni. Wszystkich
tych „antykomunistów” łączyła jedna wspólna cecha: nienawiść (udawana lub
szczera) do ówczesnych władz państwowych za to, że trzymają się kurczowo swej
władzy dla władzy lub osobistych korzyści, gdy tymczasem władza powinna
działać dla dobra narodu czy społeczeństwa. Zaroiło się więc
od „antykomunistów” tak, że nie warto już nawet używać cudzysłowu. Dlatego o
tych przedsolidarnościowych antykomunistach będę mówił, że to byli prawdziwi
antykomuniści.

Musiałem uściślić, co miałem na myśli pisząc, że LPR i PiS są
antykomunistami. Oni mają się za tych późnych antykomunstów, ale pewnie nie
byli w latach 60- czy 70-tych prawdziwymi antykomunistami. Niestety prawie
nie ma sposobu, żeby odróżnić prawdziwych antykomunistów od tych późniejszych
czy dzisiejszych anttykomunistów. Wiemy to oczywiście, którzy ich znaliśmy,
wiedzą to oni, którzy nas wtedy znali, ale takich pamiętających jest niewielu.

Jedną z metod, jakie ja stosuję, jest uważne słuchanie. Większość prawdziwych
antykomunistów była dumna ze swojego statusu więźnia politycznego. Ten
status, ta sława antykomunisty była często jedynym wyraźnym powodem do dumy,
jedynym źródłem prestiżu. Bez tej sławy często byli to zwyczajni ludzie, z
wadami (wadą w PRL była uczciwość) i zaletami. Dlatego antykomunista nie
grypsował. Wśród przestępców pospolitych było wielu prowokatorów, którzy też
udawali antykomunistów, jednak nie potrafili mówić normalnie, zawsze grypsera
wychodziła z nich jak z psa Pawłowa. Większość antykomunistów mówiła
przeciwnie, jak ognia unikając przypadkowego użycia jakiegoś zwrotu
charakterystycznego dla przestępców czy gitowców. Antykomunista nie mówił
np. „chuligan” ale „łobuz”, nie „qrva mać” ale „qrva”, nie „wychodzę”
ale „wysiadam”, nie „przesuń się” ale „posuń się” itd. Oczywiście ta zasada
była najściślej przestrzegana przez szpanerów, którzy chcieli uchodzić za
antykomunistów, choćby zostali zatrzymani przez MO na kilka godzin. Każdy
ślad po pale na plecach był powodem do dumy, ale nie ten zarobiony po meczu
Legii z Górnikiem. Dlatego najważniejsze było obnosić się z tym, że się nie
grypsuje. Jeszcze dzisiaj wśród swoich rówieśników potrafię czasem skojarzyć,
że ktoś grypsował, a ktoś „antygrypsował”.

Dzisiaj najłatwiej być antykomunistą.
Obserwuj wątek
              • d.nutka1 Re: A fe, co za słownictwo 14.04.05, 08:53
                dokowski napisał:

                > d.nutka1 napisała:
                >
                > > oczerniać i samobiczować?
                >
                > Rozwijanie i pogłębianie przeze mnie moich wypowiedzi nazywasz
                samobiczowaniem?
                > !
                >

                to była moja odpowiedź (za ciebie) do propozycji wikula
                czyż w innym moim poście nie dałam swojego wyrazu, że mi wystarczyło to...co
                napisałeś na początku?
            • wikul Re: Samemu trudno dostrzec błędy. Może mi wskażes 13.04.05, 23:47
              d.nutka1 napisała:

              > wikul napisał:
              >
              > > Myśl dalej. Nie będę cie wyręczać.
              >
              > i proponujesz dokowskiemu aby za każdą błędną swoją myśl sam się zaczął tu
              > publicznie oczerniać i samobiczować?


              Nie. Proponuję dokowskiemu myślenie, nic więcej. "Myślenie ma kolosalną
              przyszłość" - kto to powiedział ?
              • wikul Materiał do przemyślenia dla dokowskiego 13.04.05, 23:53
                Napotkalem w necie ten zabawny tekścik. Nie jest mojego autorstwa ale mi sie
                spodobał :

                Autor: mary_ann
                Data: 09.04.2005 19:20

                "W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał drugiego:
                - Wierzysz w życie po porodzie?
                - Jasne. Cos musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy,
                żeby się przygotować na to co będzie potem.
                - Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
                - No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią....
                - No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść
                ustami! Przecież żywi nas pępowina.
                - No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
                - Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
                - No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej
                żyjemy. Bez niej by nas nie było.
                - Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałem czyli jej nie ma...
                - No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo
                poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się
                później."
                • ewa8a Re: Materiał do przemyślenia dla dokowskiego 14.04.05, 00:01
                  Tekścik jest tak samo zabawny, jak ten, który ja znalazłam w necie.

                  Komunia Święta ze św. Terenią (część II)


                  "Moje kurczątko drogie" - tak pisywała do Tereni Paulina. Pamiętasz? To jej
                  starsza siostra, autorka małej książeczki dla pracownika sercowego ogrodu!I jak
                  udały się wiosenne porządki w ogrodzie serca? Czy spodobał Ci się pomysł Tereni
                  na "sprawianie przyjemności Jezusowi"? Czy łatwo jest być dobrym człowiekiem?
                  Jeszcze cały świat przed Tobą i całe życie odkrywania Bożych tajemnic, maleńki
                  Skarbeczku... Na razie dobrze musisz sobie utrwalić w serduszku i głowie, że
                  WSZYSTKO, co dobre na świecie i w Tobie, i w mamusi, i w tacie... WSZYSTKO
                  pochodzi od Boga! I wszystko zależy od Boga.
                  • wikul Materiał do przemyślenia dla ewy z 8 klasy 15.04.05, 00:39
                    ewa8a napisała:

                    > Tekścik jest tak samo zabawny, jak ten, który ja znalazłam w necie.
                    >
                    > Komunia Święta ze św. Terenią (część II)
                    >
                    > "Moje kurczątko drogie" - tak pisywała do Tereni Paulina. Pamiętasz? To jej
                    >starsza siostra, autorka małej książeczki dla pracownika sercowego ogrodu!Ijak
                    >udały się wiosenne porządki w ogrodzie serca? Czy spodobał Ci się pomysł Tereni
                    > na "sprawianie przyjemności Jezusowi"? Czy łatwo jest być dobrym człowiekiem?
                    >Jeszcze cały świat przed Tobą i całe życie odkrywania Bożych tajemnic, maleńki
                    > Skarbeczku... Na razie dobrze musisz sobie utrwalić w serduszku i głowie, że
                    > WSZYSTKO, co dobre na świecie i w Tobie, i w mamusi, i w tacie... WSZYSTKO
                    > pochodzi od Boga! I wszystko zależy od Boga.


                    Słusznie i pryncypialnie. Jak już bedziesz dorosla i miała córeczkę to do
                    czytania dawaj jej Tygodnik NIE, tam takich infantylnych tekstów nie ma.
        • rycho7 Falszywy "antykomunista" jakis 14.04.05, 08:42
          dokowski napisał:

          > wikul napisał:
          >
          > > Gdybyś chciał wszystkie swoje nieprzemyslane posty prostować
          >
          > ... coś nieprzemyślanego

          Dokumenda jest tak przezabawna postacia, ze jak cokolwiek napisze to jest
          nieomal pewnosc, ze to cos nieprzemyslanego. Oczywiscie w ogolnym znaczeniu
          tego slowa, bo Dokumenda na pewno bardzo intensywnie nad tym przemysliwala.
          Stad jej odczucie niesprawiedliwych ocen Jego u bliznich. Zazwyczaj pisarstwo
          Dokumendy to swiat w krzywym zwierciadle. Odbicie niby jest tego co rzeczywiste
          (stad pozor prawdy) ale wykoslawione przez ideolo-swiatopogladowe urojenia
          Dokumendy.

          Napisalem, ze "nieomal pewnosc" bo z jego postem wstepnym nieomal sie zgadzam.
          A nie zgadzam sie jedynie z tym co nienapisane i moze brutalnie wyjsc w czasie
          dyskusji. Ale takiej dyskusji w komnacie krzywych luster nie zamierzam
          prowadzic.

          Nadmierna swiadomosc istoty rzeczy prowadzi to przykladowej sytuacji zwiazanej
          z tematem. Stefana Bratkowskiego "ukarano" w stanie wojennym tym, ze go nie
          internowano. A nieboraczek chodzil i robil wszystko aby zostac meczennikiem.
          Falszywy "antykomunista" jakis. Jak Dokumenda?
          • lala.laleczna Casus dokowskiego jako żywo przypomina 14.04.05, 10:12
            "W poszukiwaniu straconego czasu". Przyjaciel mówi do Narratora:
            "Pracujesz ostanio? Piszesz coś? Nie? Doprawdy, jakie to zabawne, że ty, który
            masz talent i wiedzę - nic nie robisz, a a za to ja jestem pracowity".
            Dokowski jest BARDZO pracowity i za to należy go cenić ;-D
            • rycho7 staje w obronie Dokumendy 14.04.05, 11:19
              lala.laleczna napisała:

              > masz talent i wiedzę - nic nie robisz, a a za to ja jestem pracowity".

              Dokumenda ma wiedze. Polataj po forach to zobaczysz rozleglosc tej wiedzy,
              imponujaca. Jego problemem jest niezdolnosc do spojnego myslenia. Co pomysli to
              mu wychodzi pokraka jak w krzywym zwierciadle, w kazdej dziedzinie, ktora sie
              tknie.
        • rycho7 Nie trzeba udawac, ze sie Dokumendy nie rozumie 14.04.05, 08:57

          dokowski napisał:

          > Re: Lepiej się skup i przczytaj jeszcze raz zamiast
          > ... zamiast udawać. Lepszy efekt daje zrozumienie niż udawanie, że się
          > zrozumiało.

          Pokretnosc wywodow ujawnia sie sama z siebie. Widoczna jak na dloni. Po co
          dodatkowy trud udawania?

          Tutejsze forumy sa przezabawne. Znalazlem post, w ktorym Wybitny Cymbal
          relacjonuje Dokumendzie swa korespondencje ze Studentka Kasia. Otrzymal on
          list, w ktorym potwierdza sie, ze nie zaobserwowano galaktyk oddalajacych sie z
          predkoscia wieksza niz predkosc swiatla. I to musial Dokumenda wykladac. A ja
          sadzilem, ze istotna czescia zawodu Wybitnego Cymbala sa predkosci swiatla. Byc
          moze Wybitni komunikuja sie jedynie z Bogiem Einsteina. Nie znizaja sie do
          komunikacji z dzielami Einsteina.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka