dokowski
29.04.05, 00:15
... olśniło. Oświecił mnie niejaki:
u-boot_88 napisał:
> Watykan też posiada służby wywiadowcze i kontrwywiadowcze na całkiem niezłym
> poziomie. Przez tyle lat go nie "prześwietlili"? A może byl po prostu
> pionkiem w jakiejś grubszej grze?
Absurdem jest więc myśleć, że mógł on służyć SB w tajemnicy przed służbami
specjalnymi Kościoła. Historia zresztą pokazuje totalną porażkę SB i innych
służb komunistycznych, a w tym samym czasie nastąpił ogromny wzrost wpływów
Kościoła w Polsce. Jeżeli już, to agenci Kościoła panowali w SB, a nie na
odwrót. Nie zapominajmy o tym, że SB było organizacją zupełnie nieskuteczną,
nieporadną i zdemoralizowaną. Dymaliśmy ich z każdej strony, mimo, że mieli
za sobą władzę i siłę. Oczywiste jest, że agenci Kościoła musieli dymać ich
jeszcze głębiej.
W czasach studenckich w latach 70-tych MO wysłało do mnie kilkakrotnie
wezwanie, abym stawił się w charakterze świadka, tylko po to, żeby facet w
cywilu, przedstawiający się jako funkcjonariusz SB, mógł mnie powypytywać,
postraszyć i pozachęcać do współpracy. Oczywiście atmosfera tamtych czasów
zaćmiewała umysł - obawy przed szykanami, wyrzuceniem ze studiów, dreszczyk
emocji towarzyszący ubliżaniu zsypowcom, mityczni agenci SB na każdym roku,
mity o tym, że wzywają niby w charakterze świadka, a potem torturami
wymuszają zeznania itd. - wszystko to nie pozwoliło mi jasnym okiem patrzeć
na przesłuchującego mnie nieporadnie faceta.
Teraz nagle dotarło do mnie z całą jasnością, że to był po prostu debil -
zwykły burak z awansu społecznego, pewnie jakoś przeszkolony w robieniu
wrażenia, jednak kompletnie pozbawiony sprytu i zdolności kojarzenia. Nagle
zrozumiałem intencje i całą grę tego esbeka - on po prostu udawał cwaniaka i
starał się nie wyjść na głupka - teraz rozumiem, dlaczego przesłuchania te
miały taki jakiś dziwaczny przebieg, a ja myślałem, że to jakaś sprytna gra,
jakieś głębokie sztuczki w rodzaju finta w fincie.
Sukcesy SB w walce z opozycją pokazują jasno, że SB to była zbieranina takich
właśnie buraków, kórzy jedyne co pewnie umieli, to bić i zabijać bez wyrzutów
sumienia, jak księdza Popiełuszkę. Podejrzewanie ich o to, że mogli mieć
agenta w Watykanie, wydaje mi się pomysłem naiwnym, wręcz śmiesznym.