v_2
03.05.05, 19:08
"Narasta groźba dyktatury opinii. Kto nie trzyma z innymi, zostaje
odizolowany, dlatego nawet zacni ludzie nie mają odwagi przyznać się do
takich nonkonformistów. Ewentualna dyktatura antychrześcijańska byłaby
przypuszczalnie znacznie subtelniejsza niż wszystko, co dotychczas znaliśmy.
Byłaby na pozór przyjazna religii, pod warunkiem jednak, że religia nie
tykałaby jej wzorców zachowania i myślenia"
Słowem, pod warunkiem, że nie będziemy się sprzeciwiać legalnej aborcji,
eutanazji, homoseksualnym małżeństwom, i że Dekalog uznamy za anachronizm.
Potrzebny jest "sprzeciw wobec dyktatury pozornej tolerancji, która wyłącza
impuls wiary w ten sposób, że uznaje ją za nietolerancyjną. W rzeczywistości
wychodzi tu na jaw cała nietolerancja "tolerancyjnych". Wiara nie szuka
konfliktu, wiara szuka przestrzeni wolności i wzajemnego poszanowania. Ale
nie może pozwolić, by ją ujmować za pomocą standardowych etykiet,
dostosowanych do nowoczesnego świata. Wiara w poczuciu wyższej wierności jest
zobowiązana wobec Boga i musisię liczyć także z mośliwością całkowicie nowego
rodzaju konfliktów"
Benedykt XVI.
Poczytajcie sobie "tolerancyjni"... i spróbujcie zrozumieć to przesłanie.