Gość: AndrzejG
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
04.07.02, 18:18
tygodnikforum.onet.pl/1088047,0,3521,922,artykul.html
Igranie z ogniem
Niemcy chcieliby, aby Żydzi przestali być wreszcie najwyższą instancją do spraw
moralności na świecie.
HENRYK M. BRODER
03.06.2002
Aż do lat osiemdziesiątych Żydzi żyli w Niemczech pod kloszem. Antysemityzm
istniał, ale był ograniczony do środowisk skrajnej prawicy, gdzie złoszczono
się z powodu bezpodstawnych niemieckich reparacji wojennych na rzecz Izraela i
Żydów. Poza tym każdego 9 listopada przypominano grozę Kryształowej Nocy i
wołano „zduście zło w zarodku”.
Pierwsza rysa na stosunkach niemiecko-żydowskich pojawiła się w 1985r., kiedy
we Frankfurcie miano wystawić sztukę Fassbindera: „Śmieci, miasto i śmierć”.
Nagle zaczęto mówić o końcu „okresu ochronnego” dla Żydów, ponieważ głównym
bohaterem dramatu był żydowski spekulant, który wykupywał stare domy, po to by
je zburzyć i wybudować bezduszne wysokościowce. Co prawda we Frankfurcie
mieszkali wówczas niemieccy, perscy i żydowscy handlarze nieruchomości i
wszyscy postępowali podobnie, ale tylko Żyd wart był tego, by wystąpić jako
symbol kapitalizmu. Sztuka Fassbindera rzucała też światło na duszę
antysemity: „Wszystkiemu winien jest Żyd. Gdyby został tam, skąd przyszedł,
albo gdyby go zagazowano, mógłbym teraz lepiej spać. Zapomnieli go zagazować.
To nie żart, takie myśli chodzą mi po głowie”.
Niewzruszeni tą szczerością członkowie gminy żydowskiej we Frankfurcie weszli
na scenę i uniemożliwili wystawienie sztuki. Dla Żydów było to jednak pyrrusowe
zwycięstwo, ponieważ nie tylko zademonstrowali swoją „potęgę”, ale także
użyli „cenzury” – tak przynajmniej postrzegali to zaangażowani przyjaciele
teatru.
Potem zapanował spokój w stosunkach niemiecko-żydowskich aż do czasu, kiedy
Martin Walser otrzymał w 1998 r. Nagrodę Pokojową Niemieckich Księgarzy i
wygłosił w kościele św. Pawła słynną mowę, o prawie do „spojrzenia wstecz”.
Auschwitz nazwał „moralną maczugą”, którą wciąż grozi się takim
wolnomyślicielom jak on.
Ignatz Bubis, który z „bogatego Żyda” ze sztuki Fassbindera zdążył w
międzyczasie awansować na prezydenta Centralnej Rady Żydów, zarzucił Walserowi,
że jest „intelektualnym podpalaczem”, na co Klaus von Dohnanyi (były burmistrz
Hamburga z ramienia SPD – przyp. FORUM), socjolog z dobrego domu, poradził
Bubisowi, by „ze swoimi nie-Żydowskimi współobywatelami obchodził się nieco
ostrożniej”.
Tego, co miał wtedy na myśli, pragnie dzisiaj coraz więcej Niemców. Chcą, aby
Żydzi porzucili wreszcie swoją historyczną przewagę i przestali zachowywać się
jak wyższa instancja do spraw moralności. – Młode pokolenie pragnie dyskutować
bez ograniczeń i bez maczugi moralnej – wyraża to jasno przewodniczący FDP. –
Chcemy prawa do krytyki Żydów – mówi inny młody człowiek z brandenburskiej FDP.
Niemieckie odnajdywanie tożsamości odbywa się przeważnie na plecach Żydów. W
cesarstwie i Republice Weimarskiej było na porządku dziennym, że politycy
wymyślali sobie nawzajem od „przyjaciół Żydów”, a następnie starali się
wykazać, że jest akurat odwrotnie. Nikt nie chce być antysemitą, nawet jeśli,
jak w przypadku Möllemanna i Walsera, dowodów na to nie brakuje. Jednak
pytanie: „Jak wytrzymuje pan z tymi Żydami” – jest niemieckim pytaniem
przeznaczenia. Efekt? Parę milionów podludzi musiało zostać wyeliminowanych, by
potem wydać miliardy na zadośćuczynienie za masowy mord i miliony, by go
udokumentować, a na końcu – zorganizować Niemcom miejsca, w których mogliby się
zbiorowo smucić i uczyć historii.
Ale coś się nie udaje z tą żałobą i nauką. Kiedy jedni uznają, że słuszne jest
przyznawanie się do Holocaustu, inni zaczynają tęsknić za „normalnością”, o
której wiedzą tylko jedno: to Żydzi są tymi, którzy do niej nie dopuszczają.
Dlatego pewien młody człowiek mówi w Brandenburgii: Chcemy mieć prawo
krytykować Żydów. Wszystkie problemy, które ten człowiek mógłby mieć, zostałyby
w ten sposób rozwiązane. Bo przecież nie ma problemu ani z bezrobociem, ani
ze „strefami wyzwolonymi” od cudzoziemców, ani z niezdrową żywnością. Do
pełnego szczęścia brakuje mu tylko jednego – prawa do krytykowania Żydów.
© Der Spiegel, distr. by NYT Synd
Artykuł dostępny w sieci do 8.07.2002
------------------------------------------------------------------
Wobec powyższego mam pytanie:
czy antysemityzm to krytyka żydów?
Jak widać młodzi Niemcy mają podobne dylematy.
Jednak czy Niemcy potrafią krytykować
i obejść się bez następnego kroku - eliminacji?
Może jednak krytyka temu zapobiegnie?
U nas też każde krytyczne odezwanie się w sprawie zahaczającej
o nację żydowską podchodzi pod antysemityzm.
Czy Żydzi są gotowi do jakiejkolwiek dyskusji,
czy jednak pozostaną narodem wybranym?
Andrzej