hymen
17.06.05, 09:06
Powiedzieć pedał to narazić się na obelgi "równych". Napisać cokolwiek o tym
środowisku jest już według równych przejawem dyskryminacji. A co sami geje
sądzą o pedałach?
Cioty to oni czy one?
Ja bym powiedział "one", bo dla mnie ważniejsze jest, jak kto się czuje, niż
to, co ma między nogami. Czyli bardziej gender niż seks. Cioty też będą
bardziej się cieszyć, jeśli się będzie na nie mówić "one". Całe ich życie
jest grą, rozchwianiem pomiędzy rolami seksualnymi, zawieszeniem między
męskością i kobiecością. Bo to nie są przecież prawdziwe "one". Są chwile, w
których ciota - w dżinsach i adidasach - czuje się męsko, i są takie, kiedy
np. wkłada na siebie jakąś delikatną szatkę i czuje się kobieco.
"Gej, pedał, ciota" - w języku mediów te słowa różnią się stopniem
obraźliwości. Pan używa ich chyba inaczej.
"Pedały", dla mnie, to ogólna nazwa wszystkich homoseksualistów. Właściwie
pedał to dla mnie polski gej, bo słowa "gej" nie znoszę.
Wśród homoseksualistów są z grubsza dwie grupy - bardzo męskich, którzy nie
posiadają jakiejś specjalnej nazwy, są aktywni w łóżku, krótko obcięci,
napakowani, i kobiecych, czyli właśnie cioty. A że cioty są ludkiem bardzo
licznym i występują na wszystkich piętrach społecznych, są zatem też cioty z
marginesu, które mnie najbardziej zainteresowały. Bo są "podwójnie
wykluczone".
Mimo że nazwa jako pogardliwa i przyszła z zewnątrz, to teraz cioty same tak
o sobie mówią. Na pedalskiej plaży w Lubiewie koło Międzyzdrojów słyszy się
np.: "Cioty, nie śmiećcie tutaj". Słowo stało się już dla nich przezroczyste.
Co z "gejem"?
Nienawidzę słowa gej, które kojarzy mi się ze Stevenem z "Dynastii". Jest to
wytwór politycznie poprawnej kultury masowej, gej z kluczykami do czerwonego
ferrari z otwartym dachem, który mówi: "Ojcze, jestem gejem", bo oglądalność
serialu spada. Tak mi się kojarzył gej za komuny. Kiedy z wyobrażeniem
takiego grzecznego, ślicznego geja szło się do baru czy parku, odnosiło się
wrażenie, że tam wszyscy są skryminalizowanym elementem pedalskim.
Słowo "gej" to coś zapożyczonego, sztucznego, wynik cenzury i twór nowomowy,
tyle że nie komunizmu, lecz liberalnego kapitalizmu. Trudno lubić poprawność
polityczną, kiedy się jest pisarzem.
Słowo "gej" jest neutralne, ma przeciwdziałać dyskryminacji, poniżaniu.
Brałem udział w programie telewizyjnym "Nakręcona noc" - był tam Biedroń,
szef Kampanii przeciw Homofobii, i mnóstwo innych działaczy. Nikt tam nie
mówił gej, tylko parówa, pedał, ciota, cw... Starali się robić tak jak geje
amerykańscy - oduczać pogardy zawartej w tych słowach, neutralizować je
poprzez powtarzanie. Jeśli sam zainteresowany mówi o sobie pedał czy ciota,
nikt go tym słowem nie poniży. Co innego jednak mówić o sobie przed
kamerami "Jestem cw..em", a co innego brać udział w takiej sytuacji, jaka
przydarzyła mi się w ostatni weekend w nocnym autobusie, kiedy grupa pijanych
wyrostków plunęła za mną i krzyknęła "Ty cw..u". Wtedy to brzmi jednak nieco
inaczej...
Te i wiele innych ciekawych spostrzeżeń w
serwisy.gazeta.pl/df/1,34471,2597124.html?as=2&ias=8