pafnucy33
18.06.05, 13:59
jeszcze ktoś inny?)
No cóż, jesli tzw. środowisko komandosów '68 nie zostało dotychczas
wystarczająco zdezawuowane i ośmieszone to ten list sprawę dopełnia. Nie
wiadomo czy śmiac się, czy płakać - Szwecja widocznie nie ma zbyt dobrego
wpływu na bystrość umysłu. Równie dobrze mogliby się odzywać emigranci z
Brazylii, ktorzy znaleźli się tam po II wojnie. Panowie, znajcie umiar i nie
róbcie z siebie pośmiewiska. A gdybyscie nie wiedzieli o co chodzi to
podpowiem, ze chodzi o to czy to czy to kogos obchodzi jeszcze.
"Spojrzeć historii w twarz"
JÓZEF DAJCZGEWAND
Autor jest jednym z bohaterów Marca'68, działaczem opozycyjnym z czasów PRL.
Mieszka w Szwecji
Warunkiem wstępnym skruchy i wynikającego z niej odpuszczenia win jest
spojrzenie w lustro. Jakiś czas temu odebrałem swoją teczkę z Instytutu
Pamięci Narodowej. Byłbym jedną zpierwszych osób‚ która znalazłaby w swojej
teczce nieprzyjemne wiadomości o Henryku Szlajferze‚ gdyby takowe istniały.
Tymczasem przeciwnie‚ moi donosiciele donosili również na niego‚ a co więcej‚
z rozmaitych wzmianek wnoszę‚ że był jedną z osób‚ przeciwko którym SB
prowadziła szeroko zakrojone działania operacyjne. Informacje podane
w "Wiadomościach" TV uważam za niewiarygodne i nieznajdujące potwierdzenia w
mojej teczce. Co do rzekomego pseudonimu "Albin" muszę powiedzieć‚ że się
wcale nie dziwię‚ że Henryk Szlajfer nic o nim nie wie.
To nie były jeszcze czasy‚ kiedy sprawy przeciwko działaczom toczyły się w
systemie hurtowym. SB każdemu z nas zakładała osobną sprawę‚ na podstawie
osobnego planu operacyjnego‚ i każdej sprawie operacyjnej nadawała numer
służbowy i kryptonim. W moim przypadku do momentu uwięzienia działania
operacyjne miały kryptonim "Agat"‚ po wyjściu z więzienia "Agat II"‚ a na
terenie Szwecji prawdopodobnie był już "Agat III"‚ tyle że wchodził już w
zakres wywiadu, a nie SB. Właśnie się próbuję dowiedzieć czegoś więcej o tym
okresie. Niektóre kryptonimy spraw były całkiem ładne‚ np. sprawa przeciwko
jednej z komandosek miała kryptonim "Sosna"‚ ale więcej szczegółów nie podam‚
gdyż nie chcę psuć przyjemności płynącej z odkryć lingwistycznych moim
koleżankom i kolegom‚ którzy zgłoszą się do IPN. W każdym razie kryptonimy
spraw nie mają nic wspólnego z pseudonimami agentów. O tym‚ że moja sprawa ma
kryptonim "Agat", wiedziałem tyle samo‚ co Henryk Szlajfer o swojej sprawie‚
czyli nic.
Poważne wątpliwości wzbudziła we mnie informacja‚ że rzekomy oficer
prowadzący Henryka Szlajfera miał stopień pułkownika. To jest bardzo mało
prawdopodobne‚ z mojej teczki wynika‚ że tajnymi współpracownikami i
kontaktami operacyjnymi zajmowały się osoby niższe stopniem‚ najwyżej
porucznicy‚ po prostu z tego powodu‚ że wszystkie meldunki i informacje
trzeba było następnie przepisywać na maszynie. Nie sądzę‚ aby tego typu
działalność operacyjną wykonywał pułkownik. Wyższe szarże pojawiają się tylko
na dokumentach szczególnego znaczenia‚ typu plany działań operacyjnych‚
zezwolenie na użycie większej ilości sprzętu technicznego czy w ramach
kontaktów między poszczególnymi jednostkami SB.
Myślę‚ że procesy marcowe zatruły atmosferę w Polsce na wiele lat‚ i
najwyższy czas coś z tym zrobić. Po pierwsze‚ Marzec to nie tylko Warszawa‚
relegacje i prześladowania miały miejsce we wszystkich większych ośrodkach
akademickich. To niedobrze‚ że tak wielu wspaniałych ludzi zostało poniekąd
wykreślonych ze świadomości historycznej polskiego społeczeństwa. Jestem
głęboko przekonany‚ iż masowe poparcie dla "Solidarności" na terenie całej
Polski nie byłoby możliwe bez wcześniejszego‚ traumatycznego doświadczenia i
zbiorowego buntu całego pokolenia młodych ludzi w 1968 roku. Totalitaryzm się
skończył i czas najwyższy przywrócić godność‚ szacunek i pamięć ówczesnej
młodzieży z Krakowa‚ Wrocławia‚ Gdańska... Właściwie wszystkich miast
akademickich.
Po drugie‚ jeśli chodzi o Warszawę. To jest niesamowite‚ ale od wyjścia z
więzienia do chwili obecnej komandosi nigdy się nie spotkali i nie próbowali
szczerze ze sobą porozmawiać o tym‚ co ich spotkało. Dlatego‚ mimo całego
chaosu‚ jaki wywołała jego kowbojska akcja‚ jestem Wildsteinowi wdzięczny za
wynikające z niej zwiększone zainteresowanie opinii publicznej materiałami
przechowywanymi w IPN. Archiwa powinny być otwarte‚ uważam też‚ że każdy
obywatel powinien mieć dostęp do materiałów zbieranych na niego przez
państwo‚ tak zresztą pokrzywdzeni‚ jak i agenci. Nie tylko dlatego‚ iż prawo
obywatela do kontrolowania informacji przechowywanej i zbieranej na jego/jej
temat jest podstawowym prawem w demokracjach. Również dlatego‚ że uznaniowy‚
administracyjny tryb przyznawania statusu pokrzywdzonego daje pracownikom IPN
niesamowitą władzę nad ludźmi i ich losem. To widać na przykładzie Szlajfera -
uniósł się honorem i zrezygnował‚ żeby walczyć o swoje dobre imię‚ pewnie
sam bym to na jego miejscu zrobił‚ tyle że wygrany proces mu tego stanowiska
nie przywróci... Błąd urzędnika powoduje trzęsienie ziemi w życiu człowieka‚
który już przeżył wystarczającą ilość trzęsień ziemi. Tak nie może być.
Natomiast w odniesieniu do byłych agentów‚ warunkiem wstępnym skruchy i
wynikającego z niej odpuszczenia win jest pamięć. Spojrzenie w lustro.
Archiwom IPN nic nie ubędzie‚ jeśli tajni współpracownicy z ich pomocą będą
spoglądać w lustro. W mojej teczce jest większa ilość informatorów SB, niż
się spodziewałem‚ działania ówczesnej bezpieki były przeprowadzane niemal na
skalę sporej operacji wojskowej‚ a agentów było tylu‚ że zaczęli donosić na
siebie nawzajem. Chętnie bym z nimi dzisiaj porozmawiał‚ nie po to‚ by ich
pognębiać‚ lecz po to‚ żeby odzyskać kontrolę nad własną przeszłością‚
zrozumieć, co i dlaczego mnie spotkało... Co spotkało ludzi zassanych przez
system... I żeby w miarę możliwości wybaczyć. To też nie może tak być‚ żeby
podziały w społeczeństwie wytwarzane przez bezpiekę totalitarnego państwa
rządziły nami nawet wtedy‚ gdy ten totalitarny system upadł. Ale do tego
wszystkiego potrzebne jest otwarcie archiwów‚ przejście przez lustro...
Ustawa lustracyjna to nie wszystko. Polsce potrzebna jest Komisja Prawdy‚
składająca się z grona osób‚ które jeszcze cieszą się zaufaniem społecznym‚
otwarta na bardzo różne środowiska‚ wszystkie strony zainteresowane otwarciem
IPN-owskiej Komnaty Tajemnic i wyjściem z teczkowego Kafkalandu. W tym celu
przyjeżdżam do Polski w drugiej połowie lipca. Jedną z prawd o dzisiejszej
Polsce jest prawda o duchu Pawki Korczagina‚ który unosi się nad dzisiejszą
sceną polityczną i dominuje debaty przed najbliższymi wyborami do parlamentu.
Ludzie z marmuru i stali to właśnie opozycyjny odpowiednik komunistycznego
korczaginizmu. My nie byliśmy ani z marmuru‚ ani ze stali‚ tylko z kości i
krwi. Popełnialiśmy mnóstwo błędów. Czy Henryk popełnił błąd, pisząc notatki
w celi i wyobrażając sobie‚ że będą tylko do jego dyspozycji? Tak. Czy Adaś
popełnił błąd, wysyłając do mnie grypsy przez podstawionych agentów bezpieki?
Tak. Czy ja popełniłem błąd, odpowiadając na te grypsy? Tak. Dlatego musimy
się wszyscy spotkać i pierwszy raz od trzydziestu lat uczciwie ze sobą
porozmawiać. "Gazeta Wyborcza" puściła artykuł Wojciecha
Czuchnowskiego "Dlaczego Szlajfer nie zostanie ambasadorem". Nie ma w nim
żadnych nowych informacji‚ ale napisany jest w tonie gilotyny. Zapraszam
Adama i wszystkich komandosów na spotkanie w