ganelon
26.07.02, 21:31
....Miasto. Wieczor. Pewnie polowa listopada. Porywisty wiatr gna przed
soba fale lodowatej mzawki. Opustoszala ulica. Na wysepce przystanku
zziebnieta grupka szarych ludzi z zacietym uporem wypatruje w mroku
swiatla nadjezdzajacego tramwaju. Nieco z boku stoi facet. Zawiany.
Kiwa sie w rytm porywow wiatru. Pod pola zmeczonego prochowca trzyma
malego szczeniaka. Trwanie. Nagle, w przeblysku pijanego umyslu, facet
postanawia zapalic. Dokonujac nadludzkiego wysilku by utrzymac i
psiaka i rownowage wyciaga zmieta paczke "Sportow". Trzymajac w zebach
sypiacego sie peta usiluje zapalic zapalke. Wiatr ze zloscia niszczy
kolejne namiastki plomyka. Facet chowa przed wiatrem twarz pod pole
plaszcza. Szczeniak cofa sie z lekiem. Ale plaszcz nie pomaga. Kolejna
zapalka gasnie... I jeszcze jedna... I znow... Facet patrzy ze zloscia
na zdziwionego psiaka. "No!...nie dmuchaj!..."