Gość: emilian
IP: *.efekt.pl
28.06.01, 13:55
... dotyczacych sprawiedliwosci bo:
1. nie jest ona zadna nauczka dla skazanego
2. nie jest takze zadoscuczynieniem dla krewnych ofiary, ktora mogla byc
katowana i torturowana calymi dniami zanim zbrodniaz ja usmiercil. smierc
zbrodniaza za to nastepuje szybko i w spodob bezbolesny. gdzie tu
sprawiedliwosc?
Zamiast stosowac niesprawiedliwe kary smierci proponuje inne rozwiazanie:
Morderce nalezy po zapadnieciu wyroku skazujacego odwiezc do szpitala gdzie
hirurg w sposob humanitarny bozbawi go obu rak. Po tym zabiegu w zadnym wypadku
nie nalezy skazanego zamykac w zadnym zakladzie penitencjarnym ktory moglby
sprawowac nad nim opieke. Po prostu trzeba go wypuscic "na ulice" i odebrac
wszystkie swiadczenia przyslugujace kalekom czy bezrobotnym.
Metoda ta ma same plusy, po pierwsze:
1. Skazany nie jest "ciezarem dla panstwa" jakim by byl niewatpliwie gdyby mial
spedzic dozywocie w wiezieniu.
2. Skazany mialby przed soba jeszcze cale zycie aby sie zastanowic nad swoja
zbrodnia i byc moze (jesli nie byl by calkiem zwyrodnialy) poczuc jakies wyzuty
sumienia.
3. Jesli by sie okazalo ze wyrok wydano niesprawiedliwie spoleczenstwo mialo by
wieksze mozliwosci zeby zadosciuczynic niesprawiedliwie skazanemu ktory jest
bez rak niz takiemu ktory juz nie zyje.
4. Oskarzonych o lzejsze przestepstwa ale za to recydywistow takze mozna by tak
karac, np. wielokrotnym kieszonkowca obcinano by palce co by uniemozliwialo im
trwale dalsze kradzieze. Zboczencom mozna by np. obcinac jaja.
Bardzo prosze o wasze opinie w tej sprawie.
Pozdrawiam