Dodaj do ulubionych

Upominanie się Polaków o swoje prawa,to nie pogrom

16.07.05, 16:08
Doboszyński w Myślenicach pokazał tylko, że władza nie może być skorumpowana
i faworyzować kupców oraz przedsiębiorców żydowskich okradających Polaków.
Owszem, splądrowano sklepy , chciano wychłostać!!!! skorumpowanego
burmistrza – ilu dzisiejszych rządców różnego szczebla ta na taką chłostę
zasługuje , ale nikt nie zginął, a Doboszyński sam oddał się w ręce policji.

Czy to nie paradoks, że Polacy w Polsce aż takimi, fakt, godnymi potępienia
metodami musieli upominać się o swoje prawa? Niechże więc Kadlciki i jacy tam
jeszcze obłudnicy i kłamcy nie imputują , że Myślenicach był pogrom, bo go
nie było. Jeśli ktoś twierdzi inaczej ., to daje dowód, że nie rozumie
znaczenia używanego terminu, albo po swojemu prymitywnie szyje grubymi nićmi
łapskami klejącymi się od moralnego – i nie tylko – brudu. NA PIERWSZYM
PROCESIE DOBOSZYŃSKIEGO ZEZNAWALI NA JEGO KORZYŚĆ RÓWNIEŻ:UWAGA : ŻYDZI – CZY
SZANOWNY KADLICIK WIE O TYM, CZY ZAPOMNIAŁ? , a wielu urzędników, za korupcję
właśnie, poleciało na bruk – wtedy z urzędnikami nie patyczkowano się tak jak
dziś.

Mała garść informacji o poczynaniach Żydów którzy tak kochali i kochają
Polaków :

„ Ujawniło się, ze ogół żydowski we wszystkich miejscowościach, a już w
szczególności na Wołyniu, Polesiu i Podlasiu (...) po wkroczeniu bolszewików
rzucił się z całą furią na urzędy polskie, urządzał masowe samosądy nad
funkcjonariuszami Państwa Polskiego, działaczami polskimi, masowo wyłapując
ich jako antysemitów i oddając na lup przybranych w czerwone kokardy mętów
społecznych”.
(Dowódca AK, gen. Stefan Rowecki-"Grot", 25 września 1941 r.)

Żydzi "są dla NKWD nieocenionym wprost biczem przeciw ludności polskiej".
(Komendant Okręgu Walki Zbrojnej AK - ppłk., później generał, Nikodem Sulik,
25 lutego 1941 r.)

„Dlaczego (...) dotąd oficjalne koła żydowskie nie potępiły jawnej zdrady i
innych zbrodni, jakich się wobec Polski i polskich obywateli dopuszczali
przez cały czas okupacji sowieckiej? „
(Gen. Władysław Sikorski, 11 czerwca 1942 r.)

„Wśród kolaborantów, którzy przybyli, aby pomagać sowieckim siłom
bezpieczeństwa w wywózce wielkiej liczby niewinnych mężczyzn, kobiet i dzieci
na odległe zesłanie i przypuszczalnie śmierć, była nieproporcjonalnie wielka
liczba Żydów”.
(Norman Davies, 9 kwietnia 1987 r.)

Dodajmy że Doboszyńskiego zamordowano po wojnie. Łatwo się domyśleć kto!

Czy ktoś może mieć wątpliwości, że Doboszyński występował w słusznej sprawie
i należy czcić jego pamieć?!
Obserwuj wątek
    • polak_to_brzmi_dumnie Wielki Polski patriota Adam Doboszyński : 16.07.05, 16:16
      Adam Władysław Doboszyński (urodzony 11 stycznia 1904 – stracony 29 sierpnia
      1949) polski polityk i pisarz, członek Stronnictwa Narodowego.

      Urodził się w Krakowie w rodzinie ziemiańskiej Adama i Natalii Doboszyńskich.
      Ojciec był adwokatem i członkiem austriackiej Rady Państwa (1900-1907). W
      czasie wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. Doboszyński zgłosił się jako ochotnik
      do 6 pułku artylerii ciężkiej w Krakowie, w którym służył cztery miesiące.

      Studia
      Po zdaniu matury w tym samym roku podjął studia na Uniwersytecie Warszawskim na
      wydziale prawa, jednak szybko z tego zrezygnował, przenosząc się do Wyższej
      Szkoły Technicznej w Gdańsku. Naukę łączył z aktywnością społeczną wspierając
      działalność polskich organizacji narodowych, które na terenie Wolnego Miasta
      Gdańska. Doboszyński był współzałożycielem Bratniej Pomocy Zrzeszenia Studentów
      Polskich oraz prezesem Polskiej Korporacji Akademickiej "Wisła". Otrzymał także
      godność członka honorowego Związku Polskiej Młodzieży Akademickiej i Związku
      Polskich Korporacji Akademickich.

      Trzykrotnie brał udział w kongresach Międzynarodowej Konferencji Studentów,
      przewodnicząc delegacji polskiej na zjeździe w Budapeszcie. W 1925 r. ukończył
      studia uzyskując dyplom inżyniera budowlanego. W latach 1925 – 1927 kontynuował
      naukę w Szkole Nauk Politycznych w Paryżu, jednak musiał je przerwać z powodu
      kłopotów materialnych rodziny. Po powrocie do kraju ukończył z wyróżnieniem
      Szkołę Podchorążych Rezerwy Saperów w Modlinie, uzyskując stopień podporucznika
      rezerwy. W tym okresie zajął się rodzinnym majątkiem w Chorowicach pod
      Krakowem. Powstały wówczas jego pierwsze książki: wydana w 1928 r.
      powieść "Słowo ciężarne", która wzbudziła polemikę na temat socjologicznej roli
      radia w kształtowaniu poglądów politycznych i społecznych, a także praca z
      zakresu demografii "Szlakiem Malthusa" i nie wydany dramat "Trans". Doboszyński
      udzielał się także w środowisku ziemiańskim pełniąc w latach 1929-1931
      obowiązki sekretarza krakowskiego oddziału Związku Ziemian

      Wczesna działalnosć polityczna i poglądy
      W 1931 r. Doboszyński przystąpił do Obozu Wielkiej Polski i od tej pory
      pozostawał związany z ruchem narodowym, lecz po rozwiązaniu OWP zachowywał
      dystans wobec różnych inicjatyw politycznych podejmowanych przez młodych
      działaczy wywodzących się z ruchu narodowego. W 1933 r. podczas pobytu w
      Anglii, nawiązał znajomość z Gilbertem Keith Chestertonem, wybitnym pisarzem i
      myślicielem, który wywarł duży wpływ na poglądy Doboszyńskiego. Znalazło to
      wyraz w wydanej w 1934 r. pracy Doboszyńskiego "Gospodarka Narodowa", przyjętej
      z entuzjazmem przez narodowców "młodego pokolenia". Książka odniosła wielki
      sukces, ukazały jej trzy wydania, druk czwartego przerwał wybuch wojny.

      Praca została uznana w kręgach narodowych za symbol scalenia polskiego
      nacjonalizmu z nauką społeczną kościoła katolickiego. Poglądy Doboszyńskiego na
      gospodarkę narodową ukształtowały się pod wpływem pism Św. Augustyna i Św.
      Tomasza z Akwinu, będących punktem wyjścia jego rozważań. W oparciu o naukę
      kościoła katolickiego zawartą w encyklikach papieskich poddał krytyce uznając
      za niemoralny zarówno liberalny kapitalizm, z jego przewodnim hasłem niczym nie
      skrępowanej wolności, jak również wspólną dla socjalizmu i komunizmu formę
      ustroju kolektywistycznego. Dowodził, że obie doktryny, pozornie tak różne,
      wyrastają z jednego wspólnego antychrześcijańskiego korzenia – światopoglądu
      materialistycznego. Komunizm niszczył jestestwo człowieka, miażdżąc wszystko co
      odstawało od marksistowskich teorii i eksploatował jednostkę w służbie utopii.
      Liberalizmowi zarzucał deprecjonowanie etosu pracy, zdegradowanie jej do roli
      jednego ze środków do osiągnięcia zysku materialnego. Gospodarka liberalna
      miała tłumić moralność wyzwalając w człowieku pierwotny instynkt chciwości i
      żądzę zysku. Postępujący proces bezmyślnego uprzemysłowienia, gigantomanii i
      centralizowania gospodarki Doboszyński oceniał jako zło, przyczynę upadku
      moralnego społeczeństw i postępującego wyzysku ludzi. Przewidywał, że wraz z
      głębokim kryzysem gospodarczym lat 30. kapitalizm wszedł w okres schyłkowy.

      Koncepcja Doboszyńskiego zakładała przebudowę społeczną w Polsce, stworzenie
      społeczeństwa narodowego, silnego organizmu stanowo-zawodowego, zdolnego
      obronić naród przed towarzyszącym kapitalizmowi zjawiskiem koncentracji
      przemysłu. Społeczeństwo to jego zdaniem powinno przypominać "...budowę
      organizmu, w którym człowiek nie może być odosobniony lecz czuć oparcie w
      rodzinie, organizacji zawodowej i stanowej, oraz ojczyźnie." Doboszyński oparł
      swój system o koncepcję korporacyjną. Podstawą nowego, projektowanego ustroju
      gospodarczego miały stać się korporacje zawodowo-stanowe, obejmujące wszystkie
      dziedziny gospodarki i stanowiące rodzaj samorządu gospodarczego. Miały one
      zrzeszać ludzi powiązanych nie tylko rodzajem wykonywanej pracy, lecz także
      wspólna etyką zawodową wynikającą z długoletniej tradycji, instancji
      organizacyjnych oraz sankcji. Korporacje miały hierarchicznie zrzeszać
      pracowników i pracodawców, tworząc z kolei organizacje coraz wyższego stopnia
      składające się na strukturę państwa narodowego. Innym postulatem Doboszyńskiego
      było zachowanie w narodzie podziału stanowego, wynikającego ze światopoglądu,
      tradycji, wychowania. Przynależność stanowa miała wzmacniać poczucie własnej
      wartości w człowieku. Jednak w systemie tym ludzie zdolni, bez względu na
      pochodzenie, mogliby wspiąć się na stanowiska kierownicze narodu. Drogą do
      awansu było więc wykształcenie, praca, samozaparcie i talent. Oceniając szansę
      realizacji swojego projektu Doboszyński przewidywał, że korporacje zawodowe
      powstaną szybko, ale proces tworzenia się stanów będzie długi i jego
      zakończenia doczekają dopiero następne pokolenia Polaków.

      Od 1934 r. Doboszyński związał się ze Stronnictwem Narodowym, gdzie powierzono
      mu funkcje referenta prasy i propagandy okręgu krakowskiego. Był aktywny jako
      organizator struktury SN w okręgu krakowskim, wykazując się dużym zmysłem
      organizacyjnym w pracy propagandowej. Wygłaszał odczyty w środowiskach
      robotniczych Bielska-Białej, Częstochowy, Łodzi, Radomia i Borysławia.
      Wykorzystywał też tak niekonwencjonalne środki szerzenia propagandy jak
      objazdowe biblioteki zawierające publikacje obozu narodowego, które
      przemieszczały się od wsi do wsi. Organizował związki zawodowe "Praca Polska" w
      Krakowie, będące organizacją zawodową robotników w ramach Stronnictwa
      Narodowego. Efektem był znaczny wzrost liczebny i rozwój organizacji. Był
      powszechnie uznawany za autorytet w sprawach gospodarczych. Swoje poglądy
      propagował w wielu artykułach i drukach propagandowych poświęconych narodowym
      zasadom gospodarczym i na licznych odczytach dla działaczy
      akademickiej "Młodzieży Wszechpolskiej". Pozostawał w bliskich kontaktach z
      działaczami Obozu Narodowo Radykalnego. Tadeuszem Gluzińkim, Aleksandrem
      Heinrichem, Wojciechem Zaleskim (redaktorem dziennika "ABC") oraz działaczem
      Ruchu Narodowo Radykalnego "ONR-Falanga" Wojciechem Wasiutyńskim. W związku ze
      swoją działalnością niejednokrotnie miał doczynienia z policją która dokonywała
      konfiskaty druków, rozpędzała zebrania i dokonywała aresztowań działaczy. Sam
      Doboszyński dwa razy o mało nie został zesłany do obozu w Berezie Kartuskiej

      WYPRAWA MYŚLENICKA
      Zorganizował bojówki, które w nocy z 22 czerwca na 23 czerwca 1936 pod jego
      kierownictwem i pod hasłami antysemickimi opanowały zbrojnie na kilka godzin
      miasteczko Myślenice, akcja ta została później nazwana "wyprawą myślenicką".
      Rozbrojono posterunek policji i zerwano kable telefoniczne. W znajdujących się
      na rynku sklepach żydowskich stłuczono szyby wystawowe, a znajdujące się w nich
      towary zostały zniesione na rynek i podpalone. Co prawda kierujący akcją
      Doboszyński zabronił swoim ludziom jakichkolwiek akt
      • chibariba666 cd: 18.07.05, 00:29
        aktów grabieży, a także stosowania przemocy fizycznej, ale w jego mniemaniu
        kradzież z żydowskich sklepów i zaplanowana chłosta władz miasta to nie była
        grabież i przemoc fizyczna. Na jego polecenie podjęto też próbę podpalenia
        synagogi, jednak skończyło się to jedynie wypaleniem niewielkiej dziury w
        podłodze w przedsionku świątyni. Nie udało się natomiast, tak jak pierwotnie
        planowano, ująć i wychłostać starosty Myślenic, który ukrył się w mieszkaniu
        swojej gosposi.

        Nad ranem oddział dowodzony przez Doboszyńskiego wycofał się z miasteczka,
        policja wysłała za nim trzy grupy pościgowe, które w toku kilkudniowego pościgu
        dwukrotnie starły się z grupą Doboszyńskiego, kierującą się na południe w
        stronę granicy z Czechosłowacją. W wyniku walk grupa została rozproszona, a
        większość jej członków aresztowana. W starciu z policją i strażą graniczną dwie
        osoby poniosły śmierć (jedną z ofiar był Józef Machno), a jeden uczestnik
        został ranny. Sam Doboszyński mimo możliwości ucieczki do Czechosłowacji, po
        kilku dniach ukrywania się, 30 czerwca, dobrowolnie oddał się w ręce policji.

        Podczas przesłuchania przez policję Doboszyński wziął całą winę na siebie. Sąd
        okręgowy w Krakowie skazał 36 oskarżonych na kary od 6 do 20 miesięcy
        więzienia, przy czym 20 z nich karę zawieszono, a 11 uniewinniono. Przywódca
        wyprawy stanął przed sądem 14 czerwca 1937 r. i był to jeden z najsłynniejszych
        procesów politycznych II Rzeczypospolitej. Akt oskarżenia obejmował m.in.
        wtargnięcie i zdemolowanie komisariatu policji, zawłaszczenie znajdującej się
        tam broni, zniszczenie i podpalenie kilku sklepów, wtargnięcie i zdemolowanie
        mieszkania starosty, rozbrojenie strażnika miejskiego i próbę popalenia
        synagogi. Swój czyn Doboszyński określał jako demonstracje przeciwko terrorowi
        policyjnemu panującemu w powiecie myślenickim, który uważał za symbol
        panującego systemu sanacyjnego. Sama akcja nie miała według niego na celu
        żadnego anarchistycznego zamachu. Ława przysięgłych uniewinniła Doboszyńskiego
        od wszystkich zarzutów, uznając, że działał w warunkach "wyższej konieczności".
        Ten sensacyjny wyrok odbił się szerokim echem w kraju i doprowadził do
        skasowania przez ministerstwo sprawiedliwości sądów przysięgłych na terenie
        dawnego zaboru austriackiego. Uniewinnienie zostało uchylone przez Trybunał
        Apelacyjny i po ponownej rozprawie w lutym 1938 r. we Lwowie uznano
        Doboszyńskiego winnym tylko jednego zarzutu: zagarnięcia broni z posterunku
        policji. Ostatecznie Sąd Apelacyjny we Lwowie skazał go na trzy i pół roku
        więzienia, które Doboszyński opuścił dzięki urlopowi zdrowotnemu w lutym 1939 r.

        Na wolności Doboszyński nie zrezygnował z aktywności politycznej. W kwietniu
        1939 r. na Ogólnopolskim Zjeździe SN popierał kandydaturę Zygmunta
        Berezowskiego na stanowisko Prezesa SN, a w razie jego wyboru sam miał zostać
        wiceprezesem stronnictwa. Berezowski przegrał, a Doboszyński wszedł w skład
        Komitetu Głównego SN. Wygłosił wówczas serię odczytów politycznych w wielu
        miastach Polski wzywając do konsolidacji narodowej i obrony państwa.

        W sierpniu 1939 r. Doboszyński nie otrzymał przydziału do wojska, w związku z
        wyrokiem pozbawienia praw publicznych. Po wybuchu wojny wstąpił ochotniczo do
        wojska, dowodził oddziałem saperów. Ranny w bitwie pod Lwowem, zdołał zbiec z
        niewoli niemieckiej. Po klęsce wrześniowej przedostał się przez Węgry i
        Mediolan do wojska polskiego we Francji, a następnie w Wielkiej Brytanii. Za
        zasługi wojenne został odznaczony Krzyżem Walecznych i francuskim Croix de
        Guerre.

        Na emigracji
        Na emigracji w randze porucznika pozostał w wojsku, ale równocześnie prowadził
        działalność polityczną na własna rękę. Krytykował SN i jego prezesa Tadeusza
        Bieleckiego za ugodowość wobec rządu gen. Władysława Sikorskiego i oficjalnie
        wystąpił ze Stronnictwa Narodowego. Brał udział w pracach powołanego wiosną
        1942 r. Komitetu Zagranicznego Obozu Narodowego, którego był pomysłodawcą i
        jednym z organizatorów. Celem komietu było wypracowanie wspólnego stanowiska
        politycznego i zbliżenia Stronnictwa Narodowego, Obozu Narodowo-
        Radyklanego "ABC" i falangistów Bolesława Piaseckiego. W dalszych planach było
        stworzenie wspólnego ruchu katolicko-narodowego.

        W tym czasie dużo publikował, ukazały się wówczas dwie części pracy "Wielki
        Naród", dedykowanej "bojowcom ukraińskim kolegom z celi i spaceru"
        oraz "Zagrody i wspólnoty". W "Catholic Herald" i "Weekly Review" propagował
        katolickie koncepcje ustrojowe i społeczno gospodarcze. W latach 1940-1941 wraz
        z księdzem Stanisławem Bełchem wydawał pismo "Jestem Polakiem", będące trybuną
        dla środowisk narodowych, niezadowolonych z polityki Sikorskiego. Na jego
        łamach wystąpił z krytyką rządu za jego dążenie do podpisania układu z Rosja
        Sowiecką. Uważał Sikorskiego za człowieka słabego, którego kariera oparta była
        o kontakty z czynnikami zagranicznymi, a premierem rządu polskiego na
        wychodźstwie został pod naciskiem rządu francuskiego.

        Zesłany do obozu odosobnienia na wyspę Bute, gdzie przebywał od kwietnia 1941
        do stycznia 1942 r. Po wyjściu na wolność w dalszym ciągu prowadził działalność
        opozycyjną. 15 lutego 1943 r. w ukazującym się nielegalnie w Wielkiej Brytanii
        piśmie "Walka" Doboszyński opublikował list otwarty do Prezydenta Władysława
        Raczkiewicza i gen. Kazimierza Sosnkowskiego, w którym nawoływał do obalenia
        Sikorskiego.

        List spotkał się z poparciem wielu emigracyjnych środowisk politycznych, jednak
        za jego opublikowanie Doboszyński został przejściowo aresztowany, a następnie
        wydalony z wojska, a wydawca pisma "Walka", Zygmunt Przetakiewicz, został
        skazany na 7 miesięcy więzienia.

        Mieszkając w Londynie Doboszyński żył w biedzie, wspomagany czasami przez
        kolegów z wojska. Mimo tych kłopotów dużo pisał: w 1945 r. wydał po
        angielsku "Ekonomię miłosierdzia" ("Economics of charity"), w [[1946] ]
        r. "Słownik pojęć politycznych" i "Dwie płaszczyzny nacjonalizmu",
        przetłumaczył m.in. "Krótką historię Anglii" autorstwa G. K. Chestertona
        i "Kryzys pieniądza" Ch. Hollisa. Pozostał także aktywny politycznie w
        organizacji Pokolenie Polski Niepodległej, propagował ideę powołania federacji
        narodów środkowo-europejskich, którą uważał za najlepsze zabezpieczenie przed
        ekspansją Niemiec i Rosji. Należał do władz Klubu Federacji Środkowo
        Europejskiej w Londynie. Popierał też działalność Antybolszewickiego Bloku
        Narodów, w którego skład wchodzili m.in. nacjonaliści z Ukrainy, Białorusi oraz
        narodów kaukaskich.

        Doboszyński był czynny w akcji informowania o zbrodni katyńskiej, na przekór
        brytyjskim i polskim czynnikom oficjalnym zainteresowanym dobrymi stosunkami ze
        Związkiem Sowieckim. Krytykował nieprzemyślane i nie przynoszące korzyści
        Polsce szafowanie polską krwią w związku z szerzącą się w polskim podziemiu
        ideologią powstańczą. Doboszyński dawał wyraz obawom, że jeśli w okupowanym
        kraju wybuchnie powstanie, będzie ono równie tragicznego w skutkach co zrywy
        dziewiętnastowieczne. W opublikowanej w listopadzie 1943 r. artykule "Ekonomia
        krwi" twierdził, że przez dwieście lat niewoli ciągoty powstańcze zaszczepiali
        Polakom ich wrogowie, ciągnący korzyści z nieudanych zrywów, których głównym
        efektem było wyniszczenie najbardziej ideowych i patriotycznych jednostek
        narodu. Przebieg powstania warszawskiego w 1944 r. potwierdził trafność tych
        przewidywań.

        Po wojnie główną troską Doboszyńskiego było przeciwdziałanie kolejnemu
        powstaniu narodowemu w okupowanej przez komunistów Polsce – uważał bowiem, że
        doprowadziłoby ono do ostatecznego zlikwidowania Polski.

        Uważał, że wybuch nowej wojny przeciwko Związkowi Sowieckiemu jest
        nieunikniony, jednak nie doprowadzi ona do wyzwolenia Polski. Przewidywał, że
        wywiady aliantów zachodnich będą dążyć do wykorzystania antykomunistycznego
        podziemia w Polsce do wzniecenia nieudanego powstania, które odciążyłoby ich

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka