"wybitni fachowcy" z SLD !!!

    • Gość: Skrzypek Kraków- SLD mianuje "apolitycznych fachowców" IP: *.AlfaOmega.pl 24.08.02, 04:02
      Zmiany na stołkach

      Wiceminister zdrowia chciał utajnić obrady rady kasy chorych. Dziennikarze nie
      opuścili sali.


      (INF. WŁ.) Wiceminister zdrowia Jan Kopczyk powołał wczoraj nową Radę
      Małopolskiej Kasy Chorych w składzie: 4 członków wytypowanych przez ministra i
      3 wskazanych przez sejmik wojewódzki. Potem usiłował wyrzucić z sali obrad
      dziennikarzy, starając się wszystkim wmówić, że posiedzenia rad kas chorych są
      tajne. Bezskutecznie. W nerwowej atmosferze nowa rada odwołała dotychczasowy
      zarząd kasy z jej dyrektorem Jackiem Kukurbą, ale nie zdołała wybrać nowego.
      Następne posiedzenie nowej rady odbędzie się w poniedziałek.

      Minister zdrowia Mariusz Łapiński od dawna starał się doprowadzić do zmian
      na stanowiskach związanych z prawicą dyrektorów kas: śląskiej, podkarpackiej i
      małopolskiej. Po nieudanych próbach oskarżania ich o niegospodarność
      przeforsował nowelizację Ustawy o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym, na
      mocy której czterej członkowie rady kasy (która odwołuje i powołuje dyrektora
      kasy) są powoływani przez ministra, natomiast tylko trzech powołuje sejmik
      wojewódzki (który dotąd wyłaniał całą radę).

      Wczoraj w Małopolskiej Kasie Chorych wiceminister zdrowia Jan Kopczyk
      wręczył nominacje członkom nowej rady. Wybrana przez sejmik trójka była już
      wcześniej znana. Nominacje otrzymali: prof. Tadeusz Grabiński - do wczoraj
      przewodniczący rady, Teresa Lechowicz - dotychczasowy sekretarz i Andrzej
      Ziemba - członek zarządu rady. Nazwiska wybrańców ministra zostały ujawnione
      dopiero wczoraj; wszystkie pokrywały się z wcześniejszymi przewidywaniami.
      Nominacje odebrali: Janusz Wesołowski - wiceprezes Państwowego Funduszu
      Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (mówi o sobie, że jest bezpartyjny, ale
      wiadomo, że jest związany z SLD); Grażyna Leja (PSL) - dyrektor hotelu w
      Krakowie; Jerzy Leśko (SLD) - były wiceprezes firmy "Unimil" SA, obecnie
      właściciel stadniny koni, i Sławomir Błaszczak (SLD) - były dyrektor ds.
      finansowych Szpitala św. Łukasza w Tarnowie, obecnie kierownik
      przedstawicielstwa Firmy Ubezpieczeniowej "Heros" w Tarnowie.

      Potem miały być wybory zarządu rady kasy, ale doszło do awantury.

      Wiceminister zwrócił się do dziennikarzy: - Proszę wyjść, obrady rady kasy
      są tajne!

      Dziennikarze na to: - To coś nowego. Prosimy o przepis, z którego to wynika.

      Wiceminister Kopczyk: - To państwo mają mi wykazać, że obrady są jawne;
      poza tym dobrym obyczajem jest wyjść, jeśli inni sobie tego życzą.

      Dziennikarze: - Panie ministrze, proszę się nie ośmieszać, lecz powiedzieć,
      co chce pan ukryć przed opinią publiczną.

      Powstał pat: dziennikarze kategorycznie odmówili wyjścia, a wiceminister
      nie chciał kontynuować posiedzenia. W końcu ustąpił; dziennikarze zostali, a
      obrady kontynuowano.

      Nowym przewodniczącym rady został Janusz Wesołowski, za którym głosowało
      czterech (łącznie z nim samym) mianowanych przez ministra członków rady,
      trzech natomiast opowiedziało się za Tadeuszem Grabińskim.

      Nowo wybrany przewodniczący oświadczył, że rada nie ma nic do ukrycia i
      dziennikarze mogą uczestniczyć w jej obradach, po czym zaproponował przyjęcie
      uchwały, w myśl której z dniem powołania nowej rady wygasa mandat dyrektora
      kasy i całego zarządu.

      Opozycyjna trójka członków rady wykazywała jednak bezprawność takiej
      uchwały, argumentując, że żadnych spraw personalnych nie było w przesłanym
      przez ministra zdrowia porządku obrad posiedzenia. Po długim sporze uchwała
      przeszła czterema głosami nowo mianowanych członków rady. Janusz Wesołowski
      nie zdołał jednak przeforsować wyboru nowego dyrektora kasy - Nic o tym nie
      wiedzieliśmy, nie mogliśmy się zatem przygotować - argumentowała Teresa
      Lechowicz. Po przerwie i burzliwej dyskusji na sali oraz w kuluarach wybory
      przełożono na poniedziałek (w przeciwnym razie mogłyby one zostać uznane za
      nieważne).

      Na zakończenie spotkania Janusz Wesołowski podziękował Jackowi Kukurbie
      oraz całemu zarządowi za pracę, wręczając im dokumenty potwierdzające
      wygaśnięcie stosunku pracy. - Dziękuję za tę formę; gdzie indziej zdarzały się
      niezbyt cywilizowane formy pożegnania - powiedział Jacek Kukurba podkreślając,
      że przekazuje Małopolską Kasę Chorych w dobrej kondycji organizacyjnej i
      finansowej. - Zarówno radzie, jak nowemu zarządowi życzę, by zdołały uchronić
      się - tak jak nam udawało się przez cztery lata - od nacisków politycznych -
      powiedział Jacek Kukurba - bo tylko wtedy możliwe jest zabezpieczenie
      interesów pacjenta.

      H H H

      Gdy trwała dyskusja nad tym, czy nowy dyrektor będzie w piątek wybierany,
      czy nie, pewien mężczyzna w średnim wieku nerwowo chodził wokół budynku kasy. -
      To pewnie kandydat na nowego dyrektora; czeka na moment, w którym zostanie
      poproszony na salę - uznali dziennikarze i ruszyli w jego kierunku. Na widok
      kamer i magnetofonów mężczyzna jednak szybko oddalił się. Potem jeszcze przez
      jakiś czas siedział pod parasolem znajdującego się w pobliżu kasy lokalu. Po
      zakończeniu obrad już go tam nie było.

      DOROTA STEC-FUS
    • Gość: Skrzypek SLD dba o start młodych przedsiębiorców IP: *.AlfaOmega.pl 26.08.02, 12:15
      "Opłata skarbowa za wydanie zezwolenia na rozpoczęcie działalności
      gospodarczej wyniesie 600 zł, a nie, jak proponiwała senacka komisja 300 -
      postanowił Senat."
      (Metropol za PAP)

      Po co jest ta opłata i dlaczego nie wynosi 50 zł?
    • Gość: Skrzypek SLD dba o start młodych przedsiębiorców IP: *.AlfaOmega.pl 26.08.02, 12:16
      "Opłata skarbowa za wydanie zezwolenia na rozpoczęcie działalności
      gospodarczej wyniesie 600 zł, a nie, jak proponiwała senacka komisja 300 -
      postanowił Senat."
      (Metropol za PAP)

      Po co jest ta opłata i dlaczego nie wynosi 50 zł?
    • poliklinik Re: 'wybitni fachowcy' z SLD !!! 27.08.02, 12:36
      Gość portalu: jacek84 napisał(a):

      > W Łodzi odpowiedzialną za inwestycje z funduszy Unii Europejskiej została
      > niejaka Markuszewska z SLD. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to że
      > jest solistką i śpiewaczką i ma muzyczne wykształcenie.
      > Brawo panie Miller !!!!!!!!

      W SLD wybitnym fachowcem jest każdy wierny,
      pod warunkiem jednak że jest mierny i bierny,
      bowiem w SLD nie matura lecz chęć szczera
      wykreowała nam prezydenta i być może premiera.
    • Gość: Skrzypek SLD popiera "obrotnych"przedsiębiorców IP: *.dwa / 192.168.2.* 02.09.02, 11:05
      www.rp.pl/gazeta/wydanie_020829/kraj/kraj_a_9.html
      Biznesmeni w areszcie - Przedsiębiorca nie płacił dzierżawy, poseł SLD się za
      nim wstawiał
      Zniszczone majątki, zdegradowana ziemia

      Gorzowski sąd wydał wczoraj nakaz aresztowania ośmiu biznesmenów zatrzymanych w
      tym tygodniu przez policjantów z CBŚ. Według policji biznesmeni, którzy
      działali w branży rolnej, wyłudzili prawie 50 mln zł kredytów.

      Rozpatrywanie wniosków prokuratury przez sąd trwało wczoraj cały dzień. W
      efekcie wszyscy zostali aresztowani na trzy miesiące. - Teraz pozostaje nam
      żmudne śledztwo, ustalanie mechanizmów wyłudzeń. We wtorek zabezpieczyliśmy
      kolejne tysiące dokumentów - mówi "Rz" podinspektor Wiesław Ciepela, rzecznik
      policji w Gorzowie.

      Biznesmeni zostali zatrzymani w poniedziałek i wtorek przez policjantów CBŚ z
      Lubuskiego, Zachodniopomorskiego i Opolskiego. Prokuratura zarzuciła im
      działanie w zorganizowanej grupie przestępczej i liczne wyłudzenia. Zarzutami
      objęto na razie kwotę 17 mln zł. Suma może wzrosnąć do 50 mln. Biznesmeni
      działali w strukturze spółek powiązanych ze sobą kapitałowo, które wyłudzały
      kredyty bankowe. Jednym z mechanizmów było branie preferencyjnych kredytów na
      skup zboża i wykorzystanie ich w innym celu. Biznesmeni mieli też wyłudzać
      kredyty z banków komercyjnych i nie płacić dostawcom.

      Jednym z zatrzymanych jest znany na Pomorzu Zachodnim przedsiębiorca Zenon F.,
      wieloletni dzierżawca tysięcy hektarów i nieruchomości. Jego dzierżawy od
      szczecińskiego oddziału Agencji Własności Rolnej Skarbu Państwa są też
      przedmiotem gorzowskiego śledztwa. Według szefa szczecińskiego oddziału
      Stanisława Zimnickiego Zenon F. jest największym dłużnikiem agencji, jego
      zaległości sięgają ponad 13 milionów złotych.

      - Pozostają po nim zniszczone majątki, zdegradowana ziemia, porzucone budynki,
      nieruchomości widomo - powiedział "Rz" Zimnicki.

      Co ciekawe - według danych agencji - firmy Zenona F. już od czterech lat
      przetrzymują bezprawnie ponad 3,2 tys. hektarów gruntów, które były objęte
      przed laty umowami dzierżawy. Ich termin upłynął w 1998 roku. Agencja przez ten
      okres wystosowała kilkanaście pozwów o zapłatę, wszczęła też egzekucje
      komornicze. Działania były nieskuteczne. Zenon F. się odwoływał. Z prośbą o
      pomoc występował też do polityków. Wielokrotnie z interwencjami do AWRSP w
      sprawach Zenona F. występował Stanisław Kopeć, poseł i szef SLD na Pomorzu
      Zachodnim.

      - Zenon F. był takim samym klientem mojego biura jak wielu innych dzierżawców,
      nie tylko z województwa zachodniopomorskiego. To nie była żadna zażyła
      znajomość, to taki sam przypadek jak setki innych, z jakimi miałem do
      czynienia, od kiedy jestem posłem. Starałem się pomagać wielu takim osobom,
      szczególnie latem, w czasie skupu zboża - powiedział "Rz" poseł.


    • Gość: Złodziej ! Re: 'wybitni fachowcy' z SLD !!! IP: *.man.poznan.pl 02.09.02, 12:38
      Krótka historia o najlepszym "fachowcu" z szeregów SLD czyli samym szefie
      Millerze !
      Swego czasu, państwo polskie zawarło ze swoim społeczeństwem tzw. umowę
      społeczną zwaną "ustawą o ubezpieczeniu społecznym" !
      Ustawa ta zobowiązywała wszystkich pracujących do obowiązkowego płacenia
      określnego procentu ze swoich zarobków na rzecz ubezpieczenia społecznego !!
      W zamian za tę obowiązującą ,płaconą składkę gwarantowała pracownikowi :
      - zasiłek chorobowy w wysokości 100% wynagrodzenia po przepracowanych 10 latach,
      - emeryturę lub rentę
      - traktowała czas choroby pracownika jako okresy składkowe do ubezpieczenia
      I w tym momencie pojawia się na scenie "fachowiec" wówczas jeszcze minister
      pracy nazwiskiem Leszek Miller !
      Cóz on jako "fachowiec" uczynił z tą umową społeczną ??????
      1. Zmienił( wymienił słowa) w ww. ustawie dotychczasowy zasiłek chorobowy na
      wynagrodzenie płacone przez pierwsze 35 dni przez zakład pracy ( do tej pory
      zasiłek płacił ZUS)
      2. Ale te "wynagrodzenie nie musiało być już w wysokości 100 % wynagrodzenia
      (jeżeli ktoś przepracował już 10 lat ) ale 80 % procent !
      3. Ponadto okres płacenia tego wynagrodzenia stał się w ZUS-ie , okresem
      nieskładkowym !!!!! ( a więc mniejsze renty i emerytury !), bo od tego
      wynagrodzenia nie są odprowadzane składki na ZUS.
      4. W przypadku choroby 6 -9 miesięcznej powodującej konieczność przejścia na
      rentę , do obliczenia jej wysokości nie bierze się już tak jak było wcześniej
      100% zasiłku, ale faktycznie wypłacane wynagrodzenie czyli de facto 80% !!!
      Trzy razy okradł łamiąc umowę społeczną !!!! Czy mozna zmieniać umowę społeczną
      w sposób nie ekwiwalentny ? Oczywiście nie !!!!! Kiedy złamanie umowy
      społecznej przez "fachowca" Millera byłoby do przyjęcia przez obowiązkowych
      płatników ??? wowczas, gdyby obniżonoby choć o promil dotychczas płacone
      składki na ubezpieczenie społeczne!! Ale on się takimi drobiazgami nie
      przejmuje jak umowa społeczna !!! ( przecie on z ludu) !!!!
      Teraz , kiedy "fachowiec" jest premierem , uznał ,że dalej nalezy łamać umowę
      spoleczną i okradać ludzi , którzy wyboru nie mają i składkę muszą płacić czy
      im się podoba , czy nie !!! Kolejne okradanie płacących skladkę to :
      * nie płacenie wynagrodzenia za pierwszy dzień choroby !! co oznacza :
      * jeden dzień okresu nieskładkowego
      * mniejsze wynagrodzenie
      Tak czy to nie fachowiec ???? od łamania umów społecznych ???!!!!!!
    • Gość: Skrzypek Radziejów-zwarte SLD,nie to co kłótliwa "prawica" IP: *.dwa / 192.168.2.* 02.09.02, 13:46
      Wojna domowa

      Wybory samorządowe

      Wybory samorządowe za pasem - już 27 października. Tymczasem polska prowincja
      zaczyna się odwracać od rządzącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej.


      Jeszcze dwa miesiące temu w sześciotysięcznym Radziejowie na Kujawach działało
      aż pięć kół Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Ale wystarczyło, że zaciął się jeden
      trybik. No, może kilka trybów. I struktura piękna jak ze snu działacza
      partyjnego posypała się niczym kostki domina. Koła są już tylko dwa - odeszło
      aż 80 z 250 osób. Część z nich, nie marnując czasu, montuje własny Obywatelski
      Komitet Wyborczy. Poszło oczywiście o miejsca na wyborczych listach Sojuszu. -
      Do SLD wkręciło się wiele osób, które chcą tylko robić interesy. Siedzą teraz
      na urzędach i martwią się, co by z nich wyciągnąć - uderza w wysokie tony Piotr
      Matuszak, lider rozłamowców ze stowarzyszenia "Pokolenia", skupiającego m.in.
      byłych członków ZSMP.
      Lucjan Walczak, wicestarosta radziejowski i szef powiatowych struktur SLD, wie,
      że nowy komitet odbierze jego ugrupowaniu sporo głosów.
      newsweek.redakcja.pl/archiwum/artykul.asp?Artykul=10800
    • Gość: Skrzypek SLD- fachowość a nie nepotyzm IP: *.dwa / 192.168.2.* 02.09.02, 13:51
      Tym bardziej że Sojusz wciąż strzela do własnej bramki. Samobójczy gol może
      paść, jeśli potwierdzą się informacje prasowe, że przyrodni brat premiera,
      Sławomir Miller, jako nowy szef rady nadzorczej Konsorcjum Gdańskiego brał
      udział w rozmowach z rosyjskim Jukosem na temat prywatyzacji Rafinerii
      Gdańskiej.
    • Gość: leo Re: 'wybitni fachowcy' z SLD !!! IP: *.net.okay.pl / 192.168.3.* 02.09.02, 21:03
      Zapomnieliscie Szanowni Państwo o ..... takim panu co nazywa się Slawomir
      WIATR !!!!
      Perełka i kumpel Millera. Były agent UB bedzie teraz zachęcał nas do
      wstapienia do Unii Europejskiej !!! To dopiero rodzynek na miarę 21-go wieku.
      Rekord rekordów. I nie ustąpi ! Całe szczęście że Miller już nic nie rozumie,
      że sam podcina gałąź na której siedzi. Będzie szybciej..........
      • Gość: Skrzypek Przemyśl-zwarta poważna partia IP: *.AlfaOmega.pl 02.09.02, 23:05
        Przemyśl. SLD od nowa


        Małgorzata Bujara, Rzeszów 02-09-2002

        Władze podkarpackiego SLD zdecydowały, że muszą rozwiązać swoją partię w
        Przemyślu, bo nie mogą sobie poradzić z wewnętrznymi konfliktami. Partia ma tam
        powstać od nowa. - Nowo tworzony Sojusz nie zdoła wystawić kandydatów w
        wyborach samorządowych - przewiduje Marek Dyduch, sekretarz generalny SLD.

        "Gazeta" niedawno pisała, że tlący się od dawna konflikt w przemyskim SLD
        wybuchł z całą mocą, kiedy doszło do wyboru kandydata na prezydenta miasta.
        Struktury miejskie partii wysunęły pod koniec lipca Franciszka Siwargę, szefa
        przemyskiego Sojuszu i członka zarządu miasta.

        Ta kandydatura została odrzucona przez władze wojewódzkie SLD, bo Siwarga
        dostał rok temu - od tychże władz - naganę za kumoterstwo.

        Wtedy jedno z przemyskich kół zaproponowało Kazimierza Nycza, byłego
        przemyskiego posła, a ostatnio szefa miejskiej komunikacji. Natychmiast
        zareagował na to zarząd miasta, w którym zasiada Siwarga. Nycz został wyrzucony
        z pracy.

        Kiedy udało się wreszcie wybrać kandydata na prezydenta, który podobał się
        działaczom przemyskim i wojewódzkim, i wyglądało, że zapanuje spokój, z zarządu
        przemyskiego partii wyrzucono trzech aktywistów.

        - Myśmy już wcześniej sami zamierzali odejść, bo nie podobały nam się niektóre
        posunięcia kolegów. Czarę goryczy przelały niekonsultowane z nami zmiany
        personalne w miejskich spółkach [na stanowiskach prezesów w komunikacji i
        wodociągach - red.] - mówi nam Jan Błotnicki, jeden z wyrzuconych.

        W ten sam dzień, kiedy odwołano trójkę niepokornych, rada miejska SLD podjęła
        uchwałę o samorozwiązaniu. - To był sygnał, że w Przemyślu jest dramatyczna
        sytuacja i najlepszym wyjściem będzie rozwiązanie skonfliktowanych struktur i
        budowanie partii od nowa. Chcemy w ten sposób wyeliminować tych, którzy
        realizację interesów osobistych przedkładają nad ideały partii - mówi Krzysztof
        Martens, przewodniczący rady wojewódzkiej.

        W niedzielę zarząd wojewódzki SLD niemal jednogłośnie przyjął wniosek o
        rozwiązaniu miejskich struktur partii i budowaniu jej od nowa. Wniosek musi
        zaakceptować Rada Krajowa SLD. Ma to się stać w przyszłym tygodniu.

        - O tym, dla kogo nie będzie miejsca w partii, zadecyduje pełnomocnik ds.
        tworzenia struktur partyjnych. Chodzi jednak o dosyć szeroką grupę osób, które
        zamieszane były w różne konflikty. Gdyby one nadal miały być w partii, to sens
        naszych działań byłby mizerny - mówi Martens.

        Rada wojewódzka SLD chce, by jeszcze przed wyborami struktury SLD w Przemyślu
        zostały odtworzone. Teraz w przemyskim SLD jest 400 członków. Do 27 września
        mają być stworzone listy kandydatów do samorządu. Do tego czasu ma też zapaść
        ostateczna decyzja, kto z lewicy będzie ubiegał się o stanowisko prezydenta
        Przemyśla.

        Mówi Marek Dyduch, sekretarz generalny SLD

        Słyszałem o sytuacji w Przemyślu i nawet sam sugerowałem władzom wojewódzkim
        partii rozwiązanie przemyskich struktur SLD. Przecież władze przemyskiego SLD
        były już rok temu zawieszone, ale to nie dało efektu. Nadal trwały tam spory
        personalne, kłótnie. To było negatywne nie tylko dla partii, ale tworzyło
        bardzo zły obraz medialny. Nie możemy sobie na to pozwolić. Stwierdziłem więc,
        że skoro chłopcy nie mogą się sami ze sobą dogadać, to trzeba strukturę
        rozwiązać. Według mnie w Przemyślu nowo tworzony Sojusz nie zdoła wystawić
        swoich kandydatów w wyborach samorządowych. Będzie za mało czasu.
    • Gość: Skrzypek Wiatr-spec od Europropagandy xywka zaskórniak :) IP: *.AlfaOmega.pl 03.09.02, 00:00
      Ten text z www.e-upr.org po prostu rozwala. Sławomir Wiatr (szef komitetu
      europropagandy) udzielił swego czasu wywiadu Radiu Zet. Warto go przypomnieć...
      Choćby dla chwili relaksu.

      W lutym tego roku Radio Zet w osobie Pani Moniki Olejnik gościło
      szefa „kampanii informacyjnej o Unii Europejskiej”. Wypowiedzi ministra
      uzmysławiają jakimi kryteriami kierują się rządzący nominując ludzi na
      odpowiedzialne stanowiska: znajomości, plecy i zakotwiczenie w środowisku są
      dużo bardziej istotne od kompetencji i poziomu prezentowanego przez kandydata
      (akurat taka nominacja na szefa takiej instytucji może cieszyć – niech partaczy
      ile wlezie!).

      MO: To jest chyba pana debiut radiowy, poranny, nigdy pan jeszcze nie
      występował o ósmej rano w radiu.

      SW: O tej porze nie.

      MO: A co pan robi o tej porze, proszę opowiedzieć.

      SW: Od paru lat głównie o tej porze spałem.

      MO: Do której godziny?

      SW: Już pani mówiłem i nie wiem, czy wypada o tym opowiadać pracowitym
      radiosłuchaczom.

      (...)

      MO: Ja tylko pytam dla uspokojenia tych, którzy się obawiają, że wejście do
      Unii Europejskiej zagrozi naszym wartościom chrześcijańskim, że być może
      spowoduje, że będą małżeństwa homoseksualne, że będzie zgoda na eutanazję,
      aborcję i tak dalej, i tak dalej.

      SW: Być może tak, być może tak. Nie mam sprecyzowanego poglądu na ten temat.

      MO: Ale co być może, panie ministrze?

      SW: Być może przyjęcie takiego stanowiska przez parlament nawet byłoby
      korzystne, po to żeby pewne pola, pewne obszary wartości nie stanowiły
      konfliktu, czy nie były polem do konfliktu. Być może byłoby to korzystne.

      (...)

      SW: Ależ oczywiście, że nie jest tak, że dla nas nie ma alternatywy poza Unią.
      Powiedziałbym, że jest alternatywa Polski poza Unią (...)

      MO: Ale co z tą alternatywą, bo nie usłyszałam, trochę się zmyśliłam. Jaka
      będzie alternatywa?

      SW: Alternatywa? Może ja też się zamyśliłem, bo tę alternatywę też zgubiłem.

      MO: Gdzieś pan zgubił tę alternatywę? Jaka będzie alternatywa, jak nie
      wejdziemy do Unii Europejskiej?

      SW: Nie, odpowiedziałem. To będzie ponura alternatywa, zwłaszcza dla naszych
      dzieci.

      MO: Ponura? Myślałam, że pan wymieni jakiś region, gdzie się znajdziemy.

      SW: Na szczęście znaleźliśmy, co to było. Różne rzeczy się słyszy, niektórzy
      straszą Białorusią, ja bym tak strasznie nie straszył Białorusią. Na co inni
      europrzeciwnicy mówią, że Ameryka jest tą alternatywą. Czyli jak nie Unia, to
      Ameryka. Można sobie różne rzeczy opowiadać, ale to jest abstrakcja.

      (...)

      MO: Panie ministrze, czy wyobraża pan sobie, że jedzie pan na wieś i spotyka
      się z rolnikami?

      SW: Wyobrażam sobie, zdarzało mi się to, pani Moniko.

      MO: Ale chyba dawno temu.

      SW: Dawno, jak jeździłem na działkę nad Liwiec.

      MO: No właśnie. I teraz pan jedzie na wieś i tłumaczy rolnikom, że należy
      zaakceptować to stanowisko Komisji Europejskiej, bo jeżeli nie, to nie
      wejdziemy do Unii i rolnicy nic nie dostaną.

      SW: Jest to możliwe, to jest jeden z argumentów.

      MO: Będzie pan miał na tyle odwagi?

      SW: To nie jest moja rola.

      MO: A dlaczego, skoro ma pan informować o integracji, to powinien pan
      informować szeroko, nie tylko ze studia Radia Zet, ale pojechać również na
      wieś, spotkać się oko w oko z rolnikami.

      SW: Pojadę i sprawdzę moc mojego przekonywania w ten sposób.

      MO: Ale widzę strach w pana oczach.

      SW: Wie pani, ja nie jestem...

      MO: A jak by pan przekonał rolnika, który produkuje tylko dla siebie, ma
      gospodarstwo tylko dla siebie?

      SW: Jego jest najprościej przekonać, bo on produkuje tylko dla siebie i jest
      naprawdę biednym człowiekiem, który ma trudność nawet z zapłaceniem świadczeń
      zewnętrznych. I w tym finansowaniu, które dzisiaj jest, on ma szansę na to,
      żeby dostać zaskórniak.

      MO: No właśnie, zaskórniak w jakiej wysokości?

      SW: W jakiejś niewielkiej, ale jakiejś.

      MO: Ale jaki?

      SW: Pani Moniko, czy pani wie, jak niskie są przychody polskich rolników
      małorolnych?

      MO: Ale co on dostanie, on dostanie 25 procent i zaskórniak?

      SW: To jest ten zaskórniak.

      MO: No ale nie jest zaskórniakiem 25 procent. Czy 25 procent bez zaskórniaka?

      SW: Ja myślę, że mam pewien problem w tej rozmowie, mianowicie taki... A pani
      zdaje się jest specjalistą, tak, leśnikiem?

      MO: Nie, nie jestem leśnikiem. Dobrze, to jaki ten rolnik dostanie zaskórniak,
      proszę powiedzieć?

      SW: Tam są jakieś kwoty od hektara, ja ich nie pamiętam.

      MO: No właśnie. Pan powinien rolnika przekonać, że oprócz tego, że dostanie 25
      procent, to dostanie dodatkowo 750 euro. I to jest ten zaskórniak

      SW: O, właśnie, to jest ten zaskórniak. Dobrze, że mi pani przypomniała o tych
      750 euro, o tej 8.15 bym sobie nie przypomniał.

      MO: Już sobie wyobrażam, jak pan jedzie na polską wieś...


    • Gość: Skrzypek Równy start wnuczki Millera IP: *.AlfaOmega.pl 03.09.02, 09:43
      Równy start wnuczki Millera

      "Życie Warszawy": Własny basen, międzynarodowe grono pedagogiczne, trzyosobowe
      klasy oraz prywatne mikrobusy - tego nie znajdziemy w publicznej podstawówce.
      Dlatego Leszek Miller jr wybrał dla swojej córki elitarną World Hill Academy w
      Wilanowie.


      Roczne czesne to prawie 30 tysięcy złotych.
      Wnuczka premiera będzie miała szansę odebrać staranną edukację.
      Premier Leszek Miller, pozwalając na taki wybór syna, nie wierzy
      więc chyba w programy własnych ministrów - komentuje "Życie Warszawy".
      Priorytetem rządu jest wyrównywanie szans edukacyjnych - dziennik
      cytuje słowa minister edukacji Krystyny Łybackiej...
      Całość jest na stronie info.onet.pl

      --------------------------------------------------------------------------------
      Wnuczce towarzysza Millera należy się tak dobra i luksusowa szkoła.
      Szkoly publiczne nie dla niej.
      Za www.e-upr.org
      • Gość: Kwasek Re: Równy start wnuczki Millera IP: *.se.com.pl / 10.0.100.* 03.09.02, 10:03

        To chociaż wnuczka tego buraka nie będzie występować w sukience sexy love
        romance na spotkaniu z cesarzem bo chociaż zrozumie znaczenie tych słów.



        > Równy start wnuczki Millera
        >
        > "Życie Warszawy": Własny basen, międzynarodowe grono pedagogiczne,
        trzyosobowe
        > klasy oraz prywatne mikrobusy - tego nie znajdziemy w publicznej podstawówce.
        > Dlatego Leszek Miller jr wybrał dla swojej córki elitarną World Hill Academy
        w
        > Wilanowie.
        >
        >
        > Roczne czesne to prawie 30 tysięcy złotych.
        > Wnuczka premiera będzie miała szansę odebrać staranną edukację.
        > Premier Leszek Miller, pozwalając na taki wybór syna, nie wierzy
        > więc chyba w programy własnych ministrów - komentuje "Życie Warszawy".
        > Priorytetem rządu jest wyrównywanie szans edukacyjnych - dziennik
        > cytuje słowa minister edukacji Krystyny Łybackiej...
        > Całość jest na stronie info.onet.pl
        >
        >
        -------------------------------------------------------------------------------
        > -
        > Wnuczce towarzysza Millera należy się tak dobra i luksusowa szkoła.
        > Szkoly publiczne nie dla niej.
        > Za www.e-upr.org
        • Gość: Skrzypek Re: Równy start wnuczki Millera IP: *.AlfaOmega.pl 03.09.02, 23:17
          Gość portalu: Kwasek napisał(a):

          >
          > To chociaż wnuczka tego buraka nie będzie występować w sukience sexy love
          > romance na spotkaniu z cesarzem bo chociaż zrozumie znaczenie tych słów.

          Może Leszek przejął się "występem" żonki, pomyślał, pogłówkował i
          powiedział: "Już wiem! Nie należy wnuczki z motłochem posyłać do tfu!!
          państwowej szkoły bo wicie rozumicie... Propaganda o równych szansach
          propagandą,ale są równi i równiejsi i to równiejsi za 300 baniek rocznie na
          samą szkołę dla wnuczki..."
    • Gość: AndrzejG ZASP IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 03.09.02, 09:51
      W związku z zmarnotrawieniem pieniędzy utopionych
      w Stoczni Szczecińskiej , aktualny prezes
      wypowiedział mniej więcej te słowa:
      'My się na pieniądzach nie znamy ,my się znamy na sztuce'
      Czyli fachowiec jest , tyle tylko że nie od tego co robi.
      Tylko nie wierzę ,żeby chłop po 50 nie znał się na pieniądzach.
      Myślę ,że znali się na tym i to bardzo dobrze i podobnie
      może być z panią Markuszewską.
      Może okazać się ,że zda ten egzamin spiewająco.

      Andrzej
    • Gość: Skrzypek Winietą w wyprawkę IP: *.AlfaOmega.pl 03.09.02, 10:24
      Winietą w wyprawkę

      Działacze SLD będą w tym tygodniu rozdawali wyprawki szkolne pierwszakom z
      najuboższych rodzin. Rzecznik Sojuszu, poseł Jerzy Wenderlich, poinformował o
      tym prasę - no bo rzeczywiście anonimowe rozdawanie nie ma sensu - dodając, że
      wyprawek będzie 20 tysięcy.

      Odebrali burżujskim wyzyskiwaczom samochodowym po 180 zł, potrącili sobie z
      tego 20%, by dać na wyprawkę... dzieciom wyzyskiwaczy 130 zł. Ach
      przedsiębioczy spryciaże. Dobrze, że nami rządzą.

    • Gość: Skrzypek Fachowcy z SLD-Koryto za krótkie dla UW IP: *.AlfaOmega.pl 03.09.02, 10:39
      Nie konkurs, a partyjny klucz

      "Gazeta Wyborcza": Nie żaden konkurs, tylko partyjna umowa SLD z PSL na
      szczeblu krajowym zdecydowała o podziale stanowisk szefów Agencji
      Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w powiatach - "GW" powołuje się na
      słowa działacza SLD z Pomorza.

      "Gazeta" przypomina, że ARiMR ma m. in. zarządzać setkami milionów euro
      unijnych dotacji dla rolników za pomocą systemu IACS. IACS tylko wówczas będzie
      działał sprawnie, jeśli będzie miał dobrze przygotowaną kadrę. Za jego
      pośrednictwem do rolników będzie trafiało trzy czwarte całej pomocy UE dla
      polskiej wsi - podkreśla dziennik.

      Szef Agencji Aleksander Bentkowski z PSL zapewnił, że komisja kieruje się tylko
      kompetencjami kandydatów, a nie ich przynależnością partyjną. Jednak w kilku
      województwach, które sprawdziła "Gazeta", posady te przypadły w większości
      ludziom z PSL i SLD (w dwóch - wyłącznie).

      Ps. A swoją drogą nieco dziwią tak liczne ataki mediów Michtrixa na SLD.
      Milller okazał się nie swój, do koryta nie dopuszcza ludzi związanych z UW,
      więc się go krytykuje. Gdyby było inaczej, nie byłoby tematu. Stanowiska byyby
      z "małymi uchybieniami" obsadzane przez "fachowców".
    • Gość: Skrzypek Słupsk- zwartość SLD IP: *.AlfaOmega.pl 05.09.02, 06:57
      Rozłam w szeregach słupskiego SLD przed wyborami

      Grupa radnych rządzącego w Słupsku SLD, w tym wiceprezydent miasta,
      zarejestrowała odrębny komitet wyborczy pod nazwą Słupskie Porozumienie
      Samorządowe. Planuje wystawić własnego kandydata na prezydenta miasta.
      "Wielu mieszkańcom nie odpowiada to, co dzieje się po stronie rządzącej lewicy,
      ale też nie chciałoby głosować na prawicę i szuka alternatywy" - tak tłumaczy
      powstanie komitetu SPS obecny wiceprezydent miasta z ramienia SLD Zbigniew
      Rychły.

      Nowopowołany komitet nie zamierza poprzeć oficjalnego kandydata SLD-UP na
      prezydenta Słupska - Macieja Kobylińskiego. - "Najbardziej optymalnym wariantem
      będzie prawdopodobnie wystawienie własnego kandydata" - powiedział PAP Rychły.

      Komitet SPS liczy 10 członków, jest wśród nich pięciu radnych obecnej kadencji,
      w tym dwóch członków Sojuszu. - "Nie chcemy występować z partii, zawiesiliśmy
      tylko w niej działalność" - powiedział Rychły. Według niego, pozwala na to
      statut ugrupowania.

      Szef SLD w Słupsku, Jan Sieńko, zapowiada, że jeśli członkowie SLD znajdą się
      na innych listach wyborczych, zostaną wykluczeni z partii. Działanie kolegów
      partyjnych nazwał nielojalnym. Zarzucił im również łamanie zasad współżycia
      społecznego i nadużywanie dobrego imienia partii.

      "Osoby te spodziewały się, że nie mają szans dostać się do ratusza z listy SLD-
      UP, a mocno przylgnęły do zajmowanych stołków i dlatego robią to, co robią" -
      powiedział Sieńko.
      info.onet.pl/548464,11,item.html
    • Gość: Skrzypek Szczecin- SLD popiera "przedsiębiorczość". IP: *.AlfaOmega.pl 05.09.02, 07:11


      Interwencje posła Kopcia
      Szef zachodniopomorskiego SLD Stanisław Kopeć interweniował na korzyść
      biznesmena aresztowanego później w związku z wyłudzeniami

      P oseł twierdzi, że w sprawie podejrzanego o wyłudzenia mężczyzny
      interweniował "podobnie jak w sprawach setek innych osób, które zgłaszają się
      do mojego biura poselskiego". - Nikt nie ma na czole wypisane, że jest
      oszustem - stwierdził Kopeć.
      Gorzowska policja zatrzymała w sierpniu osiem osób podejrzanych o
      przywłaszczenie majątku o wartości ponad 50 mln zł. Zatrzymani to szefowie
      spółek i przedsiębiorstw branży rolniczej. Jest wśród nich szczeciński
      biznesmen Zenon F. Mężczyznom zarzucono m.in. udział w zorganizowanej grupie
      przestępczej, działania na szkodę własnych spółek oraz wyłudzenia.
      Pełniący funkcję dyrektora Oddziału Terenowego Agencji Własności Rolnej Skarbu
      Państwa w Szczecinie Stanisław Zimnicki (SKL-RNP) podał, że poseł
      Kopeć "wielokrotnie podejmował interwencje w zakresie interpelacji poselskich,
      które dotyczyły interesów największego dłużnika oddziału - Zenona F.". Zimnicki
      dodał, że poseł podpisywał się pod pismami zarzucającymi szczecińskiemu
      oddziałowi agencji m.in. brak profesjonalizmu i kompetencji. Pisma te kierowane
      były do warszawskiej centrali agencji i innych centralnych instytucji
      państwowych z pominięciem szczecińskiego oddziału AWRSP.
      Zimnicki powiedział, że Kopeć interweniował też w sprawie dwóch innych wielkich
      dłużników Agencji oraz w sprawie inwestorów zagranicznych, którzy chcieli
      bezprzetargowo wydzierżawić ziemię, ale nie pamięta, by Kopeć interweniował w
      innych sprawach.
    • Gość: Skrzypek Ciekawostki z Wrocławia IP: *.AlfaOmega.pl 06.09.02, 18:40
      Unia Pracy jest partią samodzielną i ma swoją tożsamość - na łamach GW
      ogłosiła Beata Bodniak, rzeczniczka prasowa RP UP we Wrocławiu po zgłoszeniu
      unickiej kandydatki na prezydenta Wrocławia w nadchodzących wyborach. Unicki
      głos o "niezależności" również głośno grzmiał w ustach Jerzego
      Kraśniewskiego, przewodniczącego partii. Grzmiał do czasu, gdy szefowie SLD
      nakazali mu w trybie natychmiastowym wycofać z imprezy kandydatkę (Teresę
      Kalisz) oraz zdecydowanie i jednoznacznie poprzeć panią Lidkę. Wystraszony
      Kraśniewski w amoku zapomniał nawet poinformować Teresę Kalisz, że odbiera
      jej poparcie w walce o prezydencki stołek. Jako SLD-owski neofita szybko
      zaprosił na spotkanie z unitami Fil-Harmonijną Lidkę i składając jej należny
      pokłon zapewnił o swoim bezgranicznym oddaniu (niczym Gomułka Breżniewowi)
      jedynie słusznej partii. Uniżenie (i poniżenie UP) zagwarantowało Jerzemu
      Kraśniewskiemu i Beacie Bodniak drugie lokaty na wspólnych (z SLD) listach
      wyborczych do rady miasta.
      Już poprzedni przewodniczący wrocławskiej Unii Pracy, Adam Hiczuk, próbował
      uniezależnić swoją partię od silniejszego brata. Nie wyszło mu to na dobre,
      gdyż szefowie Rady Dolnośląskiej: Marian Lewicki (senator), Ignacy Bochenek
      (wicewojewoda) i Mariusz Put (DRKCh) mieli inne zdanie o "współpracy" z SLD.
      Adam Hiczuk odszedł z unickiego horyzontu, a władzę w partii przejął
      pracownik Politechniki Wrocławskiej - Jerzy Kraśniewski i Beata Bodniak
      słynąca z nagości w filmie "Golasy". Sama oświadczyła, że zrobiła to, gdyż
      nie jest osobą pruderyjną i nie należy do kółka różańcowego. Nikomu jednak
      nie zdradziła DLACZEGO PORZUCIŁA SWOJE MAŁE DZIECI I POSZŁA W "CUG" DO
      STARSZEGO PANA. Na jej "wyczyn" jednoznacznie zareagował sąd rodzinny -
      OPIEKĘ NAD MAŁYMI DZIEĆMI PRZEKAZAŁ BYŁEMU MĘŻOWI KRZYSZTOFOWI.
      Twardy orzech do zgryzienia ma wrocławski Sojusz Lewicy Demokratycznej.
      Kandydatka z taką przeszłością na wspólnej liście wyborczej raczej nie
      przyniesie jemu chwały i splendoru, a jedynie może spowodować eliminację
      przez wyborców innych kandydatów. Póki co, pożyjemy i zobaczymy finał.
      • bykk Re: Ciekawostki z Wrocławia-do Skrzypka 06.09.02, 22:24
        Witaj.
        Skrzypek,w dzisiejszym SE jest właśnie zdjęcie z tego filmu,Bodniak
        naga,a przed nią dwoje dzieciaków,piękny bilbord by wyszedł.
        Gdyby takie plakaty rozwiesili,szczególnie przy szkołach,ciekaw jestem,
        co na to by powiedzieli obrońcy biedaków?
        pozdrawiam
        hej!
        • Gość: Skrzypek Re: Ciekawostki z Wrocławia-do Skrzypka IP: *.AlfaOmega.pl 07.09.02, 08:28
          bykk napisał:

          > Witaj.
          > Skrzypek,w dzisiejszym SE jest właśnie zdjęcie z tego filmu,Bodniak
          > naga,a przed nią dwoje dzieciaków,piękny bilbord by wyszedł.
          > Gdyby takie plakaty rozwiesili,szczególnie przy szkołach,ciekaw jestem,
          > co na to by powiedzieli obrońcy biedaków?
          > pozdrawiam
          > hej!

          Pochwaliliby z wielu względów:
          - pani Bodniak porzuciła swoje dzieci i rozwaliła rodzinę- brawo,brawo
          rodzina to przeżytek
          - występuje naga w tv- brawo, popiera tzw, nową moralność (którą ciemnogród i
          zacofani przodkowie nazywali niemoralnością)
          - występuje naga z dziećmi- brawo, nie wyrosną na zacofanych i pruderyjnych
          ludzi.
    • Gość: Skrzypek W ARiMR sami "wybitni fachowcy" IP: *.AlfaOmega.pl 07.09.02, 08:59
      Sami swoi na zagrodzie
      "Rzeczpospolita" ustaliła kolejne kontrowersyjne fakty, świadczące o
      politycznym kluczu w doborze kadr w oddziałach Agencji Restrukturyzacji i
      Modernizacji Rolnictwa. Jednak sytuacja nadal nie niepokoi ani prezesa Agencji,
      ani premiera rządu.


      Prezes ARiMR Aleksander Bentkowski od kilku tygodni powtarza, że wszystkie
      stanowiska w Agencji obsadzone zostały w drodze konkursu i nikt nie zadawał
      kandydatom pytań o przynależność partyjną czy związkową. W piątek głos zabrał
      Leszek Miller, który stwierdził, że "nie jest zaniepokojony" sytuacją w
      Agencji, powiedział też, że nie wie, by Komisja Europejska skierowała do
      polskiego rządu list z prośbą o wytłumaczenie zmian kadrowych w oddziałach
      Agencji. O tym, że Bruksela czeka na wyjaśnienia, pisaliśmy w czwartek.

      "Rzeczpospolita" ustaliła, że od kilku tygodni w podkarpackim oddziale ARiMR w
      Rzeszowie pracuje Ewa Bentkowska, pierwsza żona Witolda Bentkowskiego, brata
      prezesa. - To dobry fachowiec, prawnik. Jest już sześć lat po rozwodzie z moim
      bratem - odpowiada prezes Aleksander Bentkowski.

      W Nisku zastępcą kierownika jest Anna Gołąb, siostra Krzysztofa Gołąba,
      asystenta prezesa Bentkowskiego. Wcześniej Gołąb był dyrektorem biura
      poselskiego Bentkowskiego w Rzeszowie.

      - Siostra skończyła dwa kierunki studiów: europeistykę i samorząd lokalny.
      Będzie kończyć studia z zakresu służby cywilnej, zna biegle angielski i
      hiszpański, dobrze rosyjski. Czy ma być bezrobotna, bo jest moją siostrą? To
      jakiś absurd - mówi Krzysztof Gołąb.

      W Podkarpackiem sami ludowcy nie ukrywają, że zarówno w oddziale wojewódzkim,
      jak i w powiatach przy podziale stanowisk obowiązywała umowa między SLD i PSL. -
      Jeden powiat dla ludowców, drugi dla Sojuszu lub kierownik z jednej partii, a
      zastępca z drugiej. Oczywiście układ ten legitymować miała komisja konkursowa -
      zwierza się jeden z pracowników rzeszowskiego oddziału ARiMR, związany z PSL.

      - Co do kierowników biur powiatowych, to nie było żadnej umowy koalicyjnej o
      podziale stanowisk - zapewnia szef ARiMR Aleksander Bentkowski.

      - Mogą jednak być przypadki, że kierownikami zostali członkowie SLD lub PSL,
      ale to nie oznacza, że jak partyjny, to nie fachowiec. Poleciłem komisji
      weryfikacyjnej, aby sprawdziła informacje o przypadkach zatrudniania
      niefachowców. Jeżeli się potwierdzą, to nie należy im przedłużać umowy o pracę
      (obecna jest na trzymiesięczny okres próbny) - mówi Aleksander Bentkowski.

      Także Krzysztof Martens, szef podkarpackiego SLD, utrzymuje, że żadnej umowy
      nie było. Przyznaje jednak, że do ARiMR trafiła część osób z Sojuszu i
      ludowców, ale "komisja konkursowa nie pytała ich o przynależność polityczną". -
      W tym szumie prasowym za dużo jest hipokryzji, gdyż poprzednie władze Agencji w
      Rzeszowie to pupilki poseł Barbary Frączek [siostry Mariana Krzaklewskiego] i
      Artura Balazsa [byłego ministra rolnictwa, lidera SKL-RNP] - mówi.

      W ocenie Martensa w Leżajsku najlepszym fachowcem od kierowania powiatowym
      oddziałem ARiMR jest Stanisław Lemiech, szef powiatowych struktur SLD, a w
      Kolbuszowej Jan Gorzelak, przewodniczący Sojuszu w tym mieście. Działacze SLD
      objęli również kierownicze stanowiska m.in. w Jaśle, Krośnie, Przeworsku, a
      ludowcy obsadzili swoimi oddziały w Stalowej Woli, Jarosławiu, Łańcucie i Nisku.

      W piątek wicedyrektor oddziału podkarpackiego Robert Kuraszkiewicz z PSL,
      odpowiedzialny za SAPARD, jeździł po terenie z unijnymi kontrolerami badającymi
      działalność Agencji w Podkarpackiem. Kontrola audytorów odbywa się też w
      oddziale lubelskim. Tutaj także na mocy umowy stanowiska kierowników biur
      powiatowych podzielono równo między działaczy PSL i SLD. W oddziale regionalnym
      wicedyrektorem ds. SAPARD jest historyk Krzysztof Podkański, syn Zdzisława
      Podkańskiego, jednego z liderów PSL. Drugi zastępca dyrektora, odpowiedzialny
      za system identyfikacji i rejestracji zwierząt, Andrzej Bieńko jest prezesem
      PSL w Lublinie, a kierujący biurem obsługi wniosków Wspólnej Polityki Rolnej
      Adam Rychliczek to były wójt, starosta i senator PSL z Chełma. Wśród nowo
      przyjętych pracowników do biura SAPARD znalazł się też dwudziestosześcioletni
      absolwent prawa Michał Osik, syn lubelskiego posła SLD Wiktora Osika.

      W trzecim kontrolowanym oddziale - pomorskim - zastępcą nowego dyrektora
      Zbigniewa Rogali z SLD jest była wójt Łęcznej Stanisława Bujanowicz, członkini
      Rady Naczelnej PSL. Wicedyrektor Bujanowicz jest zwolenniczką przeniesienia
      siedziby oddziału do wsi Żukowo - do biurowca z wielkiej płyty w spółce Drob-
      Pol. Spółka ma ponad 16 milionów złotych długu i majątek zajęty przez
      komornika. Budynek jest w stanie bardziej nadającym się do wyburzenia niż
      remontu. Szefem rady nadzorczej Drob-Polu jest Sławomir Szatkowski, prezes
      Zarządu Wojewódzkiego PSL w Gdańsku. - Codziennie podpisuję kilkadziesiąt
      nominacji, nie mogąc sprawdzić, kogo mi komisja podsuwa. Dlatego chcę, aby od
      przyszłego miesiąca, po zmianie statutu, umowy podpisywali dyrektorzy oddziałów
      regionalnych i sami odpowiadali za te nominacje - mówi prezes ARiMR Aleksander
      Bentkowski.

      Prezes potwierdził w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że wysłał list z
      wyjaśnieniami zmian kadrowych do wiceministra rolnictwa Czesława
      Siekierskiego. - Napisałem tam to, co jest prawdą, czyli że na 162 pracowników
      agencji zwolniłem pięć osób, w tym dwóch dyrektorów oddziałów. Pozostali
      dyrektorzy zostali kierownikami biur SAPARD z taką samą bądź podobną płacą.
      Dodam, że za poprzedniej koalicji na tych 162 pracowników było 48 dyrektorów i
      zastępców.
      • Gość: łysy Re: W ARiMR sami 'wybitni fachowcy' IP: *.kielce.cvx.ppp.tpnet.pl 10.09.02, 09:02
        Gość portalu: Skrzypek napisał(a):

        > Sami swoi na zagrodzie
        > "Rzeczpospolita" ustaliła kolejne kontrowersyjne fakty, świadczące o
        > politycznym kluczu w doborze kadr w oddziałach Agencji Restrukturyzacji i
        > Modernizacji Rolnictwa. Jednak sytuacja nadal nie niepokoi ani prezesa
        Agencji,
        >
        > ani premiera rządu.
        >
        >
        > Prezes ARiMR Aleksander Bentkowski od kilku tygodni powtarza, że wszystkie
        > stanowiska w Agencji obsadzone zostały w drodze konkursu i nikt nie zadawał
        > kandydatom pytań o przynależność partyjną czy związkową. W piątek głos zabrał
        > Leszek Miller, który stwierdził, że "nie jest zaniepokojony" sytuacją w
        > Agencji, powiedział też, że nie wie, by Komisja Europejska skierowała do
        > polskiego rządu list z prośbą o wytłumaczenie zmian kadrowych w oddziałach
        > Agencji. O tym, że Bruksela czeka na wyjaśnienia, pisaliśmy w czwartek.
        >
        > "Rzeczpospolita" ustaliła, że od kilku tygodni w podkarpackim oddziale ARiMR
        w
        > Rzeszowie pracuje Ewa Bentkowska, pierwsza żona Witolda Bentkowskiego, brata
        > prezesa. - To dobry fachowiec, prawnik. Jest już sześć lat po rozwodzie z
        moim
        > bratem - odpowiada prezes Aleksander Bentkowski.
        >
        > W Nisku zastępcą kierownika jest Anna Gołąb, siostra Krzysztofa Gołąba,
        > asystenta prezesa Bentkowskiego. Wcześniej Gołąb był dyrektorem biura
        > poselskiego Bentkowskiego w Rzeszowie.
        >
        > - Siostra skończyła dwa kierunki studiów: europeistykę i samorząd lokalny.
        > Będzie kończyć studia z zakresu służby cywilnej, zna biegle angielski i
        > hiszpański, dobrze rosyjski. Czy ma być bezrobotna, bo jest moją siostrą? To
        > jakiś absurd - mówi Krzysztof Gołąb.
        >
        > W Podkarpackiem sami ludowcy nie ukrywają, że zarówno w oddziale wojewódzkim,
        > jak i w powiatach przy podziale stanowisk obowiązywała umowa między SLD i
        PSL.
        > -
        > Jeden powiat dla ludowców, drugi dla Sojuszu lub kierownik z jednej partii,
        a
        > zastępca z drugiej. Oczywiście układ ten legitymować miała komisja konkursowa
        -
        >
        > zwierza się jeden z pracowników rzeszowskiego oddziału ARiMR, związany z PSL.
        >
        > - Co do kierowników biur powiatowych, to nie było żadnej umowy koalicyjnej o
        > podziale stanowisk - zapewnia szef ARiMR Aleksander Bentkowski.
        >
        > - Mogą jednak być przypadki, że kierownikami zostali członkowie SLD lub PSL,
        > ale to nie oznacza, że jak partyjny, to nie fachowiec. Poleciłem komisji
        > weryfikacyjnej, aby sprawdziła informacje o przypadkach zatrudniania
        > niefachowców. Jeżeli się potwierdzą, to nie należy im przedłużać umowy o
        pracę
        > (obecna jest na trzymiesięczny okres próbny) - mówi Aleksander Bentkowski.
        >
        > Także Krzysztof Martens, szef podkarpackiego SLD, utrzymuje, że żadnej umowy
        > nie było. Przyznaje jednak, że do ARiMR trafiła część osób z Sojuszu i
        > ludowców, ale "komisja konkursowa nie pytała ich o przynależność polityczną".
        -
        >
        > W tym szumie prasowym za dużo jest hipokryzji, gdyż poprzednie władze Agencji
        w
        >
        > Rzeszowie to pupilki poseł Barbary Frączek [siostry Mariana Krzaklewskiego] i
        > Artura Balazsa [byłego ministra rolnictwa, lidera SKL-RNP] - mówi.
        >
        > W ocenie Martensa w Leżajsku najlepszym fachowcem od kierowania powiatowym
        > oddziałem ARiMR jest Stanisław Lemiech, szef powiatowych struktur SLD, a w
        > Kolbuszowej Jan Gorzelak, przewodniczący Sojuszu w tym mieście. Działacze SLD
        > objęli również kierownicze stanowiska m.in. w Jaśle, Krośnie, Przeworsku, a
        > ludowcy obsadzili swoimi oddziały w Stalowej Woli, Jarosławiu, Łańcucie i
        Nisku
        > .
        >
        > W piątek wicedyrektor oddziału podkarpackiego Robert Kuraszkiewicz z PSL,
        > odpowiedzialny za SAPARD, jeździł po terenie z unijnymi kontrolerami
        badającymi
        >
        > działalność Agencji w Podkarpackiem. Kontrola audytorów odbywa się też w
        > oddziale lubelskim. Tutaj także na mocy umowy stanowiska kierowników biur
        > powiatowych podzielono równo między działaczy PSL i SLD. W oddziale
        regionalnym
        >
        > wicedyrektorem ds. SAPARD jest historyk Krzysztof Podkański, syn Zdzisława
        > Podkańskiego, jednego z liderów PSL. Drugi zastępca dyrektora, odpowiedzialny
        > za system identyfikacji i rejestracji zwierząt, Andrzej Bieńko jest prezesem
        > PSL w Lublinie, a kierujący biurem obsługi wniosków Wspólnej Polityki Rolnej
        > Adam Rychliczek to były wójt, starosta i senator PSL z Chełma. Wśród nowo
        > przyjętych pracowników do biura SAPARD znalazł się też dwudziestosześcioletni
        > absolwent prawa Michał Osik, syn lubelskiego posła SLD Wiktora Osika.
        >
        > W trzecim kontrolowanym oddziale - pomorskim - zastępcą nowego dyrektora
        > Zbigniewa Rogali z SLD jest była wójt Łęcznej Stanisława Bujanowicz,
        członkini
        > Rady Naczelnej PSL. Wicedyrektor Bujanowicz jest zwolenniczką przeniesienia
        > siedziby oddziału do wsi Żukowo - do biurowca z wielkiej płyty w spółce Drob-
        > Pol. Spółka ma ponad 16 milionów złotych długu i majątek zajęty przez
        > komornika. Budynek jest w stanie bardziej nadającym się do wyburzenia niż
        > remontu. Szefem rady nadzorczej Drob-Polu jest Sławomir Szatkowski, prezes
        > Zarządu Wojewódzkiego PSL w Gdańsku. - Codziennie podpisuję kilkadziesiąt
        > nominacji, nie mogąc sprawdzić, kogo mi komisja podsuwa. Dlatego chcę, aby od
        > przyszłego miesiąca, po zmianie statutu, umowy podpisywali dyrektorzy
        oddziałów
        >
        > regionalnych i sami odpowiadali za te nominacje - mówi prezes ARiMR
        Aleksander
        > Bentkowski.
        >
        > Prezes potwierdził w rozmowie z "Rzeczpospolitą", że wysłał list z
        > wyjaśnieniami zmian kadrowych do wiceministra rolnictwa Czesława
        > Siekierskiego. - Napisałem tam to, co jest prawdą, czyli że na 162
        pracowników
        > agencji zwolniłem pięć osób, w tym dwóch dyrektorów oddziałów. Pozostali
        > dyrektorzy zostali kierownikami biur SAPARD z taką samą bądź podobną płacą.
        > Dodam, że za poprzedniej koalicji na tych 162 pracowników było 48 dyrektorów
        i
        > zastępców.

        Chwała ci za to że tak pilnie śledzisz nominacje.Zdaje sie , że zapomniałeś już
        jak min . Wujec mówił , że to iż jego brat prowadzi gospodarstwo rolne już
        wystarczy by on miał kwalifikacje na ministra rolnictwa. Wprowadzenie systemu
        ewidencji jest zadaniem pierwszoplanowym , gdyż inaczej dotacje unijne
        pozostaną mżonką.PSL jest za to odpowiedzialny i myślę , że zrobi wszystko by
        wywiązać się z tego jak należy , gdyz czuje za plecami oddech Leppera.
    • Gość: Skrzypek Radom-sposób na poparcie SLD w sondażach IP: *.AlfaOmega.pl 07.09.02, 17:51
      SLD w Radomiu kręci ostro !
      Robert Cichowlas
      07.09.2002
      Nie wiem czy to nadaje się na newsa, na pewno jednak nadaje się na zobrazowanie
      sposobu działania SLDowskich aparatczyków w Radomiu. Aż się nóż w kieszeni
      otwiera... ale czegóż od nich wymagać? Uczciwości? smile

      "Dlaczego w tych gazetach, w których prowadzony jest ranking prezydencki
      prowadzi Włodarczyk (SLD) ? Czy to wynika z jego popularności, wiedzy, dobrego
      gospodarzowania miastem? NIE !!! Moja matka pracuje na sortowni w Ruchu. Mają
      polecenie od pana Karasia z SLD, aby wszystkie zwroty tych gazet odkładać, a
      później wycinać z nich kupony. Nie wiem co się z nimi później dzieje. Można
      tylko się domyślać. Teraz jednak wiadomo w jakim celu Karaś został dyrektorem
      Ruchu..."
      Dalszy ciąg jest na forum Gazeta.pl/Radom
      Info nadesłał pan Bartek Budnik
    • Gość: Skrzypek Jak SLD z PSL stołki dzielą. IP: *.AlfaOmega.pl 09.09.02, 10:13
      Kraj
      PAP, tom /2002-09-09 06:21:00


      Jak PSL z SLD stołki dzielą

      "Dziennik Łódzki": O tym, kto zostanie zatrudniony w Agencji Restrukturyzacji i
      Modernizacji Rolnictwa decydują przede wszystkim względy polityczne.

      Choć od kilku dni zaprzecza temu prezes Agencji, Aleksander Bentkowski, pracę
      mogą tam znaleźć wyłącznie osoby wyznaczone przez SLD lub PSL.

      "Dziennik" zdobył list adresowany właśnie do prezesa Bentkowskiego, który
      podpisał Wiesław Stasiak, prezes PSL w województwie łódzkim. Czytamy w nim
      m.in.: "Informuję Pana Prezesa, że wspólnie z Przewodniczącym SLD Panem
      Andrzejem Pęczakiem dokonaliśmy podziału powiatów do obsady Zintegrowanego
      Systemu Ewidencji Rolnictwa IACS". Tu następuje lista powiatów podzielonych
      między dwie partie. Do pisma dołączone są także nazwiska osób - "kandydatów
      PSL" do obsady stanowisk w poszczególnych powiatach. Gazeta sprawdziła - tylko
      jedna z nich nie dostała jeszcze pracy jako pełnomocnik IACS, pozostałe zostały
      zatrudnienie zgodnie z wytycznymi prezesa Stasiaka - czytamy w
      dzisiejszym "Dzienniku Łódzkim".
    • Gość: jacek84 Re: 'wybitni fachowcy' z SLD !!! IP: *.net.okay.pl / 192.168.3.* 09.09.02, 14:30
      Do Pana Skrzypka :
      Jako autor tego postu jestem Panu wdzięcznym, za aktywną
      riposte, dotyczącą tej "bandy łobuzów" , którzy dorwali
      sie do koryta i traktują Polskę jako swoją własność.
      Ale przyjdzie czas rozliczeń i np. niejaki Bentkowski
      zapłaci słono za swoją głupotę.
      Dni MIllera są policzone; już niedługo minie rok jak SLD
      razem z UP I PSL "rządzi" i właściwie JEST GORZEJ NIŻ
      przed rokiem. Okazało się że ta ekipa nic nie potrafi a
      najwięcej jest tam nieudaczników. Ale cierpliwość Polaków
      wisi na włosku !!!!
      • Gość: Skrzypek Re: 'wybitni fachowcy' z SLD !!! IP: *.AlfaOmega.pl 09.09.02, 22:29
        Gość portalu: jacek84 napisał(a):

        > Do Pana Skrzypka :
        > Jako autor tego postu jestem Panu wdzięcznym, za aktywną
        > riposte, dotyczącą tej "bandy łobuzów" , którzy dorwali
        > sie do koryta i traktują Polskę jako swoją własność.

        To rzecz jasna tylko skraweczek opisywanych przekrętów. Np. w terenie dochodzi
        do takich absurdów, że nawet zatrudnienie nauczyciela, czy pani do przedszkola
        bywa uzależniane od popierania SLD.

        > Ale przyjdzie czas rozliczeń i np. niejaki Bentkowski
        > zapłaci słono za swoją głupotę.

        Oby jednak naród jakoś to przetrwał...

        > Dni MIllera są policzone; już niedługo minie rok jak SLD
        > razem z UP I PSL "rządzi" i właściwie JEST GORZEJ NIŻ
        > przed rokiem.

        Eno co ty Lesio M jest lepszy od Nieśmiertelnego Jerzego B... np. Prześcignie
        Jerzego w tempie spadku poparcia...

        > Okazało się że ta ekipa nic nie potrafi a
        > najwięcej jest tam nieudaczników. Ale cierpliwość Polaków
        > wisi na włosku !!!!

        Cóż warto robić co się da i parafrazując starą pieśń polskiej prowincji "O
        wolnorynkową dyktaturę prosimy cię Panie".
    • Gość: Skrzypek Wybitni fachowcy z SLD podwyższają sobie pensje IP: *.AlfaOmega.pl 12.09.02, 16:32
      Podwyżki dla posłów
      Ministerstwo Finansów zaplanowało w projekcie budżetu na 2003 rok podwyżki dla
      posłów. Ale wielu parlamentarzystów nie chce lepiej zarabiać - pisze w "Życiu"
      Jerzy Kubrak.


      Od 1 stycznia posłowie dostaliby więc 360 zł podwyżki. Zamiast 8 tys. 980 zł
      pobieraliby 9 tys. 340 zł. Do tego dochodziłaby dieta, która obecnie wynosi 2
      tys. 245 zł. O 4 proc. wzrósłby też ryczałt na prowadzenie biur poselskich - z
      9 tys. 320 zł miesięcznie do 9 tys. 692 zł...

      --------------------------------------------------------------------------------
      Rzeczywiście nie można dziwić się niektórym parlamentarzystom, że nie chcą
      więcej za swoją ofiarną pracę.
      Ja na ich miejscu nawet zgodziłbym się na niewielką obniżkę powiedzmy o 5% i
      tak zostałoby trochę.
    • Gość: Skrzypek Kolejny po Kwachu "magister" z SLD IP: *.AlfaOmega.pl 23.09.02, 18:34
      Po wykształconym inaczej prezydencie Kwaśniewskim mamy kolejnego "wybitnego
      fachowca z SLD". Cóż myślał pewnie, że motłoch się nie dowie, ale kto by się
      przejmował motłochem.

      Wiceprezydent udawał magistra - dymisja

      Wiceprezydent Łodzi Marek Klimczak (SLD) podał się do dymisji. Jego decyzja ma
      związek z ujawnieniem przez media, iż Klimczak przez 3 lata posługiwał się
      pieczątką z tytułem magistra, którego nie posiadał.

      "Podjąłem taką decyzję, by nie zaszkodzić w kandydowaniu na prezydenta Łodzi
      obecnemu prezydentowi Krzysztofowi Jagielle (SLD). Mam nadzieję, że moja
      decyzja ostudzi emocje polityczne w mieście" - powiedział wiceprezydent.

      W środę prasa napisała, że wiceprezydent Klimczak przez 3 lata posługiwał się
      pieczątką z tytułem magistra, którego nie posiadał.

      Według mediów, tuż przed objęciem funkcji wiceprezydenta Łodzi, Klimczak był
      prezesem Wojewódzkiego Ośrodka Kształcenia Zawodowego i Języków Obcych "Wiedza
      w Łodzi". Firma szkoliła pracowników Urzędu Miasta z zakresu BHP. Na
      dokumentach widnieją pieczątki prezesa magistra Marka Klimczaka.

      Wiceprezydent nie zaprzeczał doniesieniom prasowym. W rozmowie tłumaczył
      jednak, że "to pracownicy Ośrodka zlecili zrobić taką pieczątkę. Byli pewni, że
      jako absolwent wydziału ekonomiczno-socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego taki
      tytuł posiadam".

      Zaznaczył, że kiedy zorientował się, iż stempel ten jest skonstruowany nie tak,
      jak powinien, to go wycofał, ale część dokumentów jest z taką pieczątką. Swoje
      postępowanie Klimczak tłumaczył, że nie przyszło mu do głowy, iż sprawa z
      tytułem magistra na pieczątce może być taka ważna.

      Wiceprezydent - w związku z tą sprawą - wcześniej zrezygnował z kandydowania na
      radnego.
      info.onet.pl/555864,11,item.html
      • bykk Re: Kolejny po Kwachu 'magister' z SLD 23.09.02, 18:47
        Skrzypek,czerwońce tak się przyzwyczaili,że uważają to za normalkę!
        Jednemu to nie przeszkadzało,dlaczego drugiemu ma przeszkadzać?
        Te typki tak mają.
        hej!
        • Gość: Skrzypek Obrotny poseł SLD - za pieniądze motłochu IP: *.AlfaOmega.pl 24.09.02, 08:12
        • Gość: Skrzypek Re: Kolejny po Kwachu 'magister' z SLD IP: *.AlfaOmega.pl 24.09.02, 08:16
          bykk napisał:

          > Skrzypek,czerwońce tak się przyzwyczaili,że uważają to za normalkę!
          > Jednemu to nie przeszkadzało,dlaczego drugiemu ma przeszkadzać?
          > Te typki tak mają.
          > hej!

          ...a uczciwość jest dla frajerów, a pijaństwo w świętym miejscu dla Polaków to
          jak stwierdzili uczeni i wybitni fachowcy z SLD to "nadwyrężenie goleni prawej"-
          czy jakoś tak.
    • Gość: Skrzypek Bardzo wybitni i obrotni fachowcy'z SLD !!! IP: *.AlfaOmega.pl 24.09.02, 07:59
      O dyrektorze łódzkiej skarbówki ludzie wszystkich opcji - Marek Belka, Bogusław
      Grabowski, Jerzy Kropiwnicki czy Janusz Tomaszewski - mówią bardzo dobrze.
      Tylko policja i prokuratura są innego zdania.
      Przerwana kariera Lecha M.




      FOT. (C) MAREK KOWAL/SUPER EXPRESS

      BŁAŻEJ TORAŃSKI

      Lech M. miał zostać wiceministrem finansów w rządzie Leszka Millera. Odmówił.
      Od 29 sierpnia siedzi w areszcie. Prokuratura zarzuca mu przyjęcie łapówki i
      składanie kłamliwych oświadczeń o posiadanym majątku.

      W październiku 2001 roku profesor Marek Belka, wtedy wicepremier i minister
      finansów, zaproponował Lechowi M., dyrektorowi łódzkiej Izby Skarbowej, awans
      na podsekretarza stanu ds. podatkowych w rządzie Leszka Millera.

      - Bardzo go ceniłem jako jednego z najlepszych dyrektorów izb skarbowych w
      Polsce - mówi Marek Belka. - Jest specjalistą od podatków, ale także od służb
      skarbowych. Zna się na rzeczy. Jest w stanie oddzielić hucpę od rzeczywistości.
      Odmówił. Teraz można by rzec, że na szczęście...

      Honor i Ojczyzna

      Od 29 sierpnia pięćdziesięciosześcioletni Lech M. przebywa w areszcie.
      Prokuratura zarzuca mu przyjęcie co najmniej 87 tysięcy złotych łapówki i
      zaniżanie w oświadczeniach majątkowych, składanych w latach 1998 - 2001
      wartości posiadanego majątku o 70 - 140 tysięcy złotych. Na początku sierpnia
      wiceminister Wiesław Ciesielski, generalny inspektor kontroli skarbowej,
      zawiesił go na trzy miesiące w pełnieniu obowiązków szefa łódzkiej skarbówki.
      Czy oznacza to koniec trzydziestotrzyletniej kariery urzędnika resortu
      finansów, prawnika po aplikacji sędziowskiej, wiceprezydenta Pabianic z czasów
      PRL?

      - Mąż nigdy nie dawał łapówek i nie brał. Jest bardzo wrażliwy i boję się, że
      już się z tego nie podniesie - zastanawia się jego żona, Ewa M.

      Lech M. jest pedantyczny. Przywiązuje ogromną wagę do porządku w dokumentacji,
      w teczce, w prywatnej szafie, w doborze krawata. W jego dyrektorskim gabinecie
      panuje nieskazitelny porządek. Na czarnym segmencie stoją w rzędzie pamiątkowe
      kufle. Obok szabla z wygrawerowanym napisem "Honor i Ojczyzna". Na biurku
      pożółkły ze starości wycinek z gazety. W informacji zatytułowanej "Nie wylewać
      dziecka z kąpielą" napisano: "Urząd skarbowy powinien tak egzekwować spłatę
      zobowiązań podatkowych, by nie doprowadzić do likwidacji firmy. W przeciwnym
      razie stracą na tym wszyscy: i podatnik, i państwowa kiesa - taka jest istota
      (...) wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego". Taką też dewizą kierował się
      Lech M. co najmniej od kwietnia 1991 roku, kiedy został dyrektorem Izby
      Skarbowej w Łodzi. Przetrwał dwunastu ministrów finansów.

      Elastyczny egzekutor

      Bogusław Grabowski z Rady Polityki Pieniężnej był w 1993 roku wicewojewodą
      łódzkim i opracował program restrukturyzacji regionu. Wtedy z dyrektorem M.
      intensywnie współpracował. Ale w następnych latach, będąc ekspertem kolejnych
      wojewodów czy ministrów finansów, bacznie go obserwował. Ocenia Lecha M. jako
      bardzo kompetentnego, lapidarnego, konkretnego i konsekwentnego urzędnika,
      wspierającego proces przekształcania się łódzkich zakładów. Mówi o nim w samych
      superlatywach: - W restrukturyzacji ścierały się różne interesy: pracodawców,
      związków zawodowych, administracji. M. nie podchodził do problemu wyłącznie
      jako poborca podatkowy, egzekutor. Nie stosował zasady: darujemy bankrutom, aby
      ratować ich za wszelką cenę. Pomagał zakładom tak, żeby ostatecznie wpływy do
      budżetu były jak największe.

      Niemal identyczny pogląd wyraża szef SLD w regionie łódzkim, poseł Andrzej
      Pęczak, w latach 1994 - 1997 wojewoda łódzki: - Oceniałem go wysoko. Przy
      realizacji polityki restrukturyzacji miałem w Izbie Skarbowej dobrego partnera.

      Janusz Tomaszewski, wieloletni działacz łódzkiej "Solidarności", były
      wicepremier i minister spraw wewnętrznych w rządzie Jerzego Buzka, podobnie jak
      Lech M. przez lata związany z Pabianicami, także uważa dyrektora łódzkiej
      skarbówki za świetnego fachowca.

      - Miał ludzkie podejście do łódzkich zakładów przemysłu lekkiego, które na
      początku lat dziewięćdziesiątych padały jeden po drugim, a ludzie masowo
      tracili pracę - wspomina. Wtóruje mu obecny szef Zarządu Regionu "S" Waldemar
      Krenc: - Zawsze uważał, że mądre państwo nie zabija krowy, która jeszcze daje
      mleko.

      - Niezwykle sprawny, kompetentny urzędnik, z ogromną wiedzą. Sympatyczny w
      sposobie bycia - to opinia Jerzego Kropiwnickiego, prezesa ZChN, byłego
      czterokrotnego ministra.

      Ksiądz prałat Ryszard Olszewski, dziekan dekanatu pabianickiego i proboszcz
      parafii św. Maksymiliana Kolbego, poznał Lecha M., wtedy wiceprezydenta
      Pabianic, dwadzieścia jeden lat temu. - Kryształowy, przyjazny człowiek -
      ocenia i zastrzega, że od dyrektora niczego nie oczekiwał. I nie dostał,
      oprócz "cegiełki" (500 złotych), którą Lech M. wykupił na budowę pomnika Jana
      Pawła II w Pabianicach.

      Dyrektor łódzkiej Izby Skarbowej bywał na imieninach u księdza arcybiskupa
      Władysława Ziółka, jest kawalerem elitarnego Złotego Krzyża Archidiecezji
      Łódzkiej, wręczanego ludziom szczególnie zasłużonym dla Kościoła.

      Dla Janusza Tomaszewskiego aresztowanie Lecha M. jest szokiem. Dla profesora
      Marka Belki to smutne i zaskakujące. - Wciąż mam nadzieję, że to nieprawda -
      mówi były wicepremier.

      Łapówka w działce?

      W ubiegłym roku państwo M. postanowili sprzedać działkę, którą przed laty Lech
      M. kupił od byłego prezydenta Pabianic Bogdana Kunki. 1762 metry kwadratowe
      przy ulicy Generała Kleeberga w łódzkiej dzielnicy Julianów, jednej z
      najdroższych w mieście.

      - Przez trzy miesiące zamieszczaliśmy ogłoszenia w prasie. Zgłosił się
      Krzysztof G., właściciel firmy produkującej kleje. "Przecież pan ma u mnie
      sprawę" - powiedział mu mąż i odmówił. Żeby nie było cienia podejrzeń, nie
      chciał sprzedać nikomu z Łodzi ani nawet z województwa - mówi Ewa M., żona
      aresztowanego dyrektora.

      Policja i prokuratura są innego zdania. Według nich Lech M. sprzedał działkę
      rodzinie G. przez podstawioną osobę za 380 tysięcy złotych, chociaż w
      rzeczywistości jest warta 293 tysiące. Różnica - 87 tysięcy - to według organów
      ścigania łapówka, jaką wziął w zamian za obietnicę uchylenia niekorzystnej dla
      producentów superklejów decyzji Urzędu Kontroli Skarbowej. UKS obciążył rodzinę
      G. podatkiem dochodowym od osób fizycznych za lata 1998 i 1999 łącznie na 6
      milionów 882 tysiące złotych. Teraz członkowie rodziny podejrzani są o
      wyłudzenie milionów złotych z podatku VAT.

      - Dyrektor obiecał uchylić decyzję, ale nie dotrzymał słowa, tłumacząc, że
      teraz nie może, bo zajmuje się nim Urząd Ochrony Państwa - twierdzi wysoki
      funkcjonariusz łódzkiej policji.

      Według obrońcy aresztowanego, mecenasa Grzegorza Łobody, skoro Krzysztof G.
      kategorycznie zaprzecza, by dał łapówkę, a Lech M., by ją przyjął, i nie ma
      żadnej korzystnej decyzji skarbowej dla Krzysztofa G., to nie ma przestępstwa.

      Rzecznik prasowy Agencji Bezpieczeństwa Publicznego kapitan Wojciech Barański
      potwierdza, że UOP zaczął zajmować się Lechem M., kiedy wydawano mu certyfikat
      bezpieczeństwa, dający dostęp do informacji niejawnych. Nie chciano mu tego
      certyfikatu przyznać, bo łódzka delegatura Urzędu Ochrony Państwa odkryła, że w
      latach 1998 - 2001 Lech M. złożył fałszywe oświadczenia podatkowe dotyczące
      swojego majątku.

      - Przez dwa lata jego majątek zgromadzony na rachunkach bankowych był zaniżony
      o połowę, a w jednym roku o 20 - 30 procent - informuje kapitan Wojciech
      Barański.

      W 1998 roku dyrektor skarbówki zaniżył stan swego posiadania o 140 tysięcy
      złotych, w kolejnych latach o 117 tysięcy, 98 tysięcy, wreszcie w 2001 roku o
      74 tysiące.

      - Te oświadczenia wypisywało się na kolanie. Mąż nie bardzo sobie z nimi
      radził. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo to ważne. Ale on nie potrafi
      nawet używać karty bankomatowej - mówi Ewa M.

      W sierpniu 2001 roku UOP zawiadomił prokuraturę o podejrzeniu
    • Gość: Skrzypek Wybitnie wykształcony Prezydent IP: *.AlfaOmega.pl 24.09.02, 10:29
      www.geocities.com/CapitolHill/5934/antykwas.htm
Pełna wersja