"wybitni fachowcy" z SLD !!!

    • Gość: Skrzypek Białystok SLD- wybitnie bije OPZZ IP: *.AlfaOmega.pl 22.10.02, 16:47
      Skandal za skandalem w SLD

      Pierwszy przedwyborczy skandal w SLD wybuchł, gdy lewicowy radny i działacz
      związkowy pobił szefa OPZZ. Poszło o miejsce na liście. Potem SLD miał problem
      z wyłonieniem kandydata na prezydenta miasta. Ścierali się zwolennicy
      trzydziestokilkuletniego Krzysztofa Bila-Jaruzelskiego, przewodniczącego klubu
      radnych BKS Lewica, z wywodzącymi się z konserwatywnego postpezetpeerowskiego
      skrzydła działaczami. Frakcja konserwatywna zaczęła lansować prof. Zbigniewa
      Puchalskiego, do niedawna rektora białostockiej Akademii Medycznej. Wbrew
      opinii koalicjanta z Unii Pracy wygrał Puchalski.

      Coraz głośniej mówi się, że SLD popełnił błąd. Bil-Jaruzelski mógł zgromadzić
      nie tylko elektorat lewicy, ale i apolitycznych wyborców, młodzież, a nawet
      część prawicy. W mieście znane są jego solidarnościowe korzenie.

      - Ten wybór może okazać się nietrafiony. Prawie siedemdziesięcioletni profesor,
      choć szanowany i bezpartyjny, może mieć problem z młodzieżowym elektoratem.
      Bil, gdyby nawet przegrał, stałby się naturalnym liderem lewicy. Stara gwardia
      nie chciała do tego odpuścić - mówi znany białostocki działacz lewicy.

      Postpezetpeerowcy, którzy byli odsunięci przez ostatnie lata od wpływów,
      starają się nadrobić czas spędzony na bocznym torze.

      - Działają tak, jakby przez ostatnie lata nic w tym kraju się nie zmieniło.
      Myślą kategoriami "komitet ustalił - wykonać!". Żadnej dyskusji - żalą się
      członkowie SLD.

      - Lepiej, żebyśmy teraz przegrali te wybory. Za cztery lata może się okazać, że
      nie wygramy w Białymstoku przez następnych 30 lat. Ludzie nie zniosą powrotu
      PRL - dodaje inny działacz SLD.

      Część kandydatów SLD z powiatu sokólskiego straciła szanse na start w wyborach,
      bo pełnomocnik nie dowiózł na czas listy do rejestracji. Był ponoć
      niedysponowany. Kandydaci zapowiadają, że wytoczą mu proces. Podzieliło się też
      środowisko mniejszości białoruskiej. Tradycyjnie przedstawiciele Białorusinów
      startowali we wszystkich wyborach z list SLD. Obecnie część z nich założyła
      własny białoruski komitet wyborczy. Odwrócenie się od SLD części białoruskich
      kandydatów - o tak znaczących nazwiskach jak pisarz Sokrat Janowicz, szef
      białoruskiego radia Racja Eugeniusz Wappa czy ceniony w środowisku nie tylko
      białoruskiej inteligencji Oleg Łatyszonek - stało się faktem
    • Gość: Skrzypek 'wybitni fachowcy' na prezydenta Łodzi z SLD !!! IP: *.AlfaOmega.pl 23.10.02, 12:11
      Kandydat SLD na prez. Łodzi to dureń!! Zobacz!!smile
      Nawet nie umie ulotki sobie zrobić zresztą sam zobacz.

      poczta.interia.pl/poczta/attachment/?fid=1&mid=1&mpid=2&f=P1010007.JPG
      Ps. Chyba, że "Socjalizm to ustrój, który stważa problemy nie istniejące
      nigdzie indziej, potem je bohatersko zwalcza, a za niepowodzenie oskarża
      niesocjalistów.
    • Gość: Skrzypek Miller-remont willi wybitnego fachowca-1,5 mln zł IP: *.AlfaOmega.pl 23.10.02, 17:27
      Kosztowne inwestycje Gospodarstwa Pomocniczego
      Remont willi dla Millera za półtora miliona
      Willa nr 27
      Ponad półtora miliona złotych z publicznej kasy pochłonie zamówiona przez
      Leszka Millera i jego żonę przebudowa służbowej willi szefa rządu. Projekt
      remontu i aranżacji zamówiono w firmie Interdeco, która jest własnością Anny
      Radomskiej, zaprzyjaźnionej z rodziną Millerów.
      Cała inwestycja jest prowadzona w tzw. trybie szczególnym. Dzięki temu
      Kancelaria Premiera nie musiała przeprowadzać przetargu nieograniczonego na
      prace budowlane, mogła także utajnić dokumenty dotyczące tej inwestycji. Jednak
      zastosować tryb szczególny można jedynie w pięciu ściśle określonych
      przypadkach - dlatego postanowiono, że przebudowa i wystrój budynku, w którym
      zamieszka premier z żoną, będzie objęta tajemnicą państwową.
      Normalnie na rządowe inwestycje budowlane przeprowadza się przetarg
      nieograniczony, który ma wykluczyć podjęcie decyzji przez inwestora po
      znajomości i zagwarantować, że zamówienie otrzyma firma oferująca najlepsze
      warunki. Na inny tryb konieczne jest uzyskanie zgody Urzędu Zamówień
      Publicznych.

      W przypadku remontu willi dla Leszka Millera przyjęto tryb szczególny. UZP
      poinformował nas, że wydał na to zgodę 14 marca tego roku. W tej sytuacji
      Gospodarstwo Pomocnicze mogło samodzielnie zdecydować o sposobie wyłonienia
      firm realizujących przebudowę. Mogło też utajnić postępowanie i nie publikować
      jego wyników w Biuletynie Zamówień Publicznych - tak też się stało.

      "Rzeczpospolita" dotarła do niektórych umów zawartych przed rozpoczęciem budowy
      między Gospodarstwem Pomocniczym KPRM a wykonawcami remontu. Najpoważniejszy
      kontrakt z firmą, która ma wyremontować dom dla premiera (willa nr 27) oraz
      oficynę (strażnica Biura Ochrony Rządu oznaczona nr. 27a) zawarto na 1,435
      miliona złotych (plus podatek VAT). Oddzielne umowy podpisano na "projekt
      budowlano-wykonawczy remontu" (59 tysięcy złotych netto) oraz "koncepcję
      remontu i aranżacji willi nr 27" (10 tysięcy złotych netto).

      Do tego dochodzi wiele późniejszych szczegółowych umów - na przykład zamówienie
      we wrześniu "dekoracji okien i pomieszczeń willi nr 27" (chodzi m.in. o
      zasłony) za 93 tysiące złotych. Według umów i rachunków, do których dotarliśmy,
      koszty tej inwestycji przekraczają półtora miliona złotych netto, a dodatkowe
      koszty pochłonie wyposażenie budynku.


      • Gość: Skrzypek Miller-remont willi za 1,5 mln zł-CZ II IP: *.AlfaOmega.pl 23.10.02, 17:28
        Równowartość osiedla


        "Rzeczpospolita" zwróciła się o oszacowanie skali remontu do ekspertów. -
        Obecnie warszawskie ceny metra powierzchni mieszkalnej kupowanej u developera
        to około 3 tysięcy złotych za metr. Średnia cena metra kwadratowego domku
        jednorodzinnego wybudowanego na własnej działce to 2 tysiące złotych -
        powiedziała nam Jolanta Pietrucha z miesięcznika "Murator". Za półtora miliona
        złotych można więc kupić ogromny, pięciusetmetrowy apartament w stolicy lub
        wybudować od podstaw osiedle pięciu stupięćdziesięciometrowych domków
        jednorodzinnych.

        Siedziba premiera przy ulicy Parkowej przeszła generalny remont w 1996 roku.

        Według Andrzeja Szeląga, szefa Centrum Obsługi Kancelarii Premiera (czyli
        dawnego Gospodarstwa Pomocniczego), willa nr 27 od dłuższego czasu wymagała
        remontu, budynek był zagrzybiony, ściany i sufity popękane, a instalacja
        elektryczna nie była odpowiednio zabezpieczona. Szeląg twierdzi, iż już w 2001
        roku planowano remont budynku, jednak "z uwagi na to, że była stale
        zamieszkiwana przez premiera Jerzego Buzka, wykonanie robót było niemożliwe".
        Tym twierdzeniom zaprzecza Maciej Wąsik, który do stycznia 2002 roku był
        kierownikiem osiedla na Parkowej. - Stan tego budynku był niezły, można wręcz
        powiedzieć wyśmienity. W nieco gorszym stanie była oficyna używana przez BOR.
        Trawnik obok willi był trochę przekopany przez psa państwa Buzków - mówi Maciej
        Wąsik. Dodaje, że budynek był wyposażony skromnie, bez jakichkolwiek luksusów.


        Polecona przez panią Millerową


        Rząd Millera został zaprzysiężony 19 października 2001 roku. Już w listopadzie
        w osiedlu na Parkowej pojawiła się Anna Radomska, która zaczęła planować
        przebudowę. - Została nam przedstawiona jako dekoratorka wnętrz, osoba polecona
        przez panią Aleksandrę Millerową (żonę premiera) - wspomina Maciej Wąsik.




        Przebudowywana dla Leszka Millera willa jest od świata zewnętrznego odgrodzona
        dwiema strzeżonymi bramami - przy drugiej z nich stoi (widoczna na zdjęciu,
        także remontowana) oficyna dla funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu Fot.
        Bartłomiej Zborowski

        W lutym 2002 roku GP KPRM podpisało umowę na "koncepcję remontu i aranżacji
        willi nr 27" z firmą Interdeco, której właścicielką jest właśnie Radomska.
        Spółka została założona w sierpniu 1999 roku i zajmuje się głównie kompleksową
        aranżacją wnętrz oraz ich realizacją. W sprawozdaniu finansowym za 2000 rok
        Anna Radomska napisała, że jej działalność skupiła się na "przygotowaniu
        logistyczno-merytorycznym do realizacji prestiżowych kontraktów".

        W rozmowie z "Rzeczpospolitą" właścicielka Interdeco potwierdziła, że zna
        rodzinę Millerów i mogłaby o nich "bardzo wiele opowiedzieć". Odmówiła jednak
        bliższych szczegółów na temat charakteru tej znajomości, zastrzegając, że
        wcześniej chciałaby to skonsultować z Leszkiem Millerem. Gdy zorientowała się,
        że chcemy rozmawiać o willi nr 27, przerwała rozmowę.

        Andrzej Szeląg, szef CO KPRM, nie odpowiedział na nasze pytanie, dlaczego
        wybrano firmę pani Radomskiej. Powiedział tylko, że z uwagi na wartość
        świadczonych prac (poniżej 3 tysięcy euro) ustawa o zamówieniach publicznych
        nie miała w tym przypadku zastosowania.

        Na pytanie, dlaczego realizację remontu zlecono firmie Lesgaz, otrzymaliśmy
        odpowiedź Szeląga, że wybrano najkorzystniejszą ofertę, z najniższą ceną,
        wybraną spośród "dziewięciu firm budowlanych z doświadczeniem". Tymczasem
        według akt spółki z sądu rejestrowego Lesgaz działa dopiero niewiele ponad
        półtora roku. Barbara i Jan Leśkiewiczowie założyli tę firmę w grudniu 2000
        roku.

        W sprawie remontu willi nr 27 chcieliśmy porozmawiać m.in. z wiceszefem
        Kancelarii Premiera Markiem Żwirskim, z dyrektorem generalnym Kancelarii Elwirą
        Kucharską oraz z szefem CO KPRM Andrzejem Szelągiem. Nie udało nam się.
        Ostatecznie odpowiedzi tylko na niektóre nasze pytania udzielił nam na piśmie
        Andrzej Szeląg.


        Marcin Dominik Zdort

        współpraca Bernadeta Waszkielewicz






        Willa nr 27

        Przeprowadzka premiera na Parkową jest wymuszona względami bezpieczeństwa. Choć
        szef rządu ma dwustumetrowy dom i dziewięćdziesięciotrzymetrowe mieszkanie w
        stolicy, funkcjonariuszom BOR trudno jest ich strzec. Mimo to nie wszyscy
        premierzy korzystali z willi nr 27. Pochodzący spoza stolicy Hanna Suchocka i
        Jerzy Buzek zamieszkali w strzeżonym osiedlu rządowym, natomiast warszawiak Jan
        Olszewski wolał pozostać w swoim prywatnym mieszkaniu.

        Kompleks "Parkowa" jest położony w okolicach Łazienek i Belwederu, naprzeciwko
        ambasady rosyjskiej. Składa się z hotelu oraz kilku willi użyczanych czasem
        delegacjom zagranicznym.

        Szef rządu mieszka na oddzielonym dodatkowym ogrodzeniem terenie w
        ponadtrzystumetrowej willi numer 27, położonej w głębi, najdalej od głównej
        bramy. Obok stoi oznaczona numerem 27a oficyna, którą zajmują chroniący
        premiera pracownicy Biura Ochrony Rządu.

        Premierowska willa była dotąd bardzo skromna. Ludgarda Buzek początkowo myślała
        o zainstalowaniu sauny czy solarium, ale jej marzenia nigdy nie spełniono.

        Budynek nr 27 jest używany wyłącznie do celów mieszkalnych - nie pełni żadnych
        funkcji reprezentacyjnych. Polityczne spotkania premiera odbywają się czasem w
        którejś z trzech sąsiednich willi.
    • Gość: Skrzypek 'wybitni fachowcy' z SLD a równouprawnienie!!! IP: *.AlfaOmega.pl 24.10.02, 03:16
      W Gdyni siedem członkiń SLD rzuciło legitymacje
      Agnieszka Kublik: Uchwała Rady Krajowej SLD powiada, że na listy wyborcze w
      pierwszej kolejności wchodzą radni SLD. Jest Pani radną SLD w Gdyni, a mimo to
      nie znalazła się Pani na liście wyborczej do rady miasta Gdyni.

      Krystyna Pajura, radna Gdyni, przewodnicząca rady okręgowej SLD, szefowa
      Demokratycznej Unii Kobiet w województwie pomorskim, członek Klubu Współczesnej
      Myśli Politycznej:

      Tak, decyzją rady miejskiej w Gdyni w tajnym głosowaniu. Tak jak i moje
      koleżanki radne, w sumie trzy kobiety, członkinie lokalnych władz SLD.
      Odwołałyśmy się od tej decyzji, dwie z nas dostały miejsca na liście, ale
      bardzo odległe. Moje odwołanie nic nie dało, choć byłam rekomendowana na drugie
      miejsce na liście m.in. przez Radę Krajową DUK, radę okręgową SLD w Gdyni, Klub
      Współczesnej Myśli Politycznej oraz Gdyńskie Stowarzyszenie Myśli Politycznej.

      Może po prostu nie sprawdziły się Panie jako radne?

      - Nie słyszałyśmy słowa krytyki, nikt nie podał nam powodów, dla których nie
      możemy startować w tych wyborach. Po prostu koledzy się nas obawiają, jesteśmy
      dla nich zagrożeniem, bo my jesteśmy bardzo aktywne. Ja odwiedziłam ponad 2
      tys. domów, jestem radną pracującą z mieszkańcami. Ale u nas nie ma filozofii
      stawiania na ludzi aktywnych. Zgadzam się z tym, co powiedziała pani Danuta
      Waniek, że na pierwszych miejscach są panie, które nie są zagrożeniem dla
      kolegów z partii.

      Co w tej sytuacji?

      - Musiałam złożyć legitymację SLD.

      Musiała Pani?

      - Musiałam, bo nie widzę już dla siebie miejsca w SLD. Razem z sześcioma
      koleżankami z DUK, które jak i ja nie znalazły się na listach wyborczych,
      odeszłyśmy z Sojuszu. Miejsce na swoich listach zaproponowała nam Krajowa
      Partia Emerytów i Rencistów.

      Oni w sondażach dostają poparcie w granicach błędu statystycznego...

      - Tak, ale na ich liście wystartuje kilka świetnych radnych, które nie dostały
      tej szansy w Sojuszu. W sumie na liście KPEiR kobiety stanowią 50 proc. A ja
      dostałam propozycję kandydowania na prezydenta Gdyni.
Pełna wersja